Ararat – święta góra Ormian, symbol Armenii, która po ludobójstwie Ormian w 1915 roku znalazła się w rękach Turcji. Stolica Armenii Erywań leży u stóp Araratu i choć Ararat nie jest już obecny na terenie dzisiejszej Armenii, to jest obecny w jej kulturze. Symbole związane z dwoma charakterystycznymi szczytami masywu wulkanicznego można zauważyć wszędzie: w godle, na pieczątkach czy logach armeńskich firm. W Armenii  praktycznie wszystko nazywa się Ararat: restauracje, hotele, sklepy, targowiska, brandy, papierosy, słodycze, woda czy inne produkty spożywcze. Mimo to, iż Turcy brutalnie odebrali Armenii Ararat, a obecnie najwyższym szczytem jest wygasły wulkan Aragac 4090 m n.p.m. to Armeńczycy mają Ararat w sercu i dumni są z tego, że otacza stolicę swoim majestatem. . Zupełnie jakby chcieli powiedzieć Turkom, że cały świat wie, gdzie leży prawda.

Myślałam, że górę która ma ponad 5 000 m n.p.m. nie sposób będzie przegapić. Nic bardziej mylnego. Polowanie rozpoczęło się tuż po lądowaniu. We wczesnych godzinach porannych można było dostrzec na horyzoncie Erywania zaledwie jej zarys. Poruszając się po mieście oraz okolicach polowaliśmy na punkty widokowe, z których można by było uwiecznić górę na zdjęciach. Jednak ona uparcie chowała się za chmurami, a jej ośnieżone szczyty rozmywały się w chmurach.

Najlepszy punkt widokowy znajduje się w Parku Zwycięstwa na szczycie Kaskady. Tuż za chmurami na horyzoncie ukrywa się Ararat. Przy sprzyjającej pogodzie widok robi imponujące wrażenie. Ja obejrzałam piękne chmury 🙂

Widok na Erywań z Parku Zwycięstwa

Widok na Erywań z Parku Zwycięstwa

Przy drugim podejściu Ararat nieśmiało wyglądał zza chmur, jednak jego ośnieżone szczyty rozmywały się z horyzontem.

Park Zwycięstwa, podejście drugie.

Park Zwycięstwa, podejście drugie.

Poirytowani kolejnym nieudanym podejściem wybraliśmy się na Ararat Arch. Jest to łuk na wzgórzu z którego można podziwiać panoramę miasta Erywań nad którym króluje Ararat oraz okolic.

Ararat Arch z którego roztacza się widok na Erywań i okolice

Ararat Arch z którego roztacza się widok na Erywań i okolice

Pogoda była piękna, niebo bezchmurne. Byliśmy pewni, że tym razem musiało się udać.

Ararat Arch, Łuk na wzgórzu widokowym

Ararat Arch, Łuk na wzgórzu widokowym

Zastaliśmy piękne chmury. Pocieszył nas tylko cudowny widok na Erywań.

Za tymi chmurami schował się Ararat. No nic, chmury też są ładne

Za tymi chmurami schował się Ararat. No nic, chmury też są ładne

Pogrążeniu w smutku, zrobiliśmy kilka zdjęć chmur, po czym udaliśmy się na zaplanowaną wycieczkę off road do Garni i na zwiedzanie monastyru Geghard. W drodze powrotnej z Garni uknuliśmy sprytny plan, by następnego dnia wstać o 5 rano i zaatakować ponownie Park Zwycięstwa. Byliśmy pewni, że o 5 rano zastaniemy bezchmurne niebo i w końcu uda nam się zrobić zdjęcie Araratu. Co prawda zastaliśmy bezchmurne niebo, ale nie nad Araratem 🙂

Park Zwycięstwa o 5 rano, Ararat dalej się chowa za chmurami

Park Zwycięstwa o 5 rano, Ararat dalej się chowa za chmurami

Po kilkudniowych poszukiwaniach zaczęłam wątpić, że on na prawdę istnieje. Stwierdziłam, że pewnie to fatamorgana, a te wszystkie piękne zdjęcia z internetu to fotomontaż. Postanowiłam jednak dać sobie ostatnią szansę i poprosiłam hotelowego konsjerża, by zaprowadził mnie do któregoś z pokoi z którego roztacza się widok na górę. Na 6 piętrze faktycznie można było dostrzec w tle Ararat, który dalej nieśmiało wyglądał zza chmur.

Widok na Ararat roztaczający się z hotelowego okna

Widok na Ararat roztaczający się z hotelowego okna

Ponieważ moja niepocieszona mina mówiła sama za siebie, hotelowy konsjerż pocieszył mnie, że nie jestem sama, gdyż czasami góra nie jest widoczna przez długie tygodnie. Ararat pokazuje się tylko wtedy jak ma na to ochotę i jest w dobrym humorze.

Nie miałam zatem wyboru, musiałam pogodzić się z faktem, że być może nie nigdy go nie zobaczę. Trochę zawiedziona lecz pełna wiary, że Ararat usłyszy moje wołania, udałam się na wycieczkę do fabryki brandy w Erywaniu. Pogoda była nieciekawa, padało i wiał mocny wiatr więc zorganizowaliśmy przewodnika, który oprowadził nas po fabryce i opowiedział o jej historii. Z racji tego, że pogoda nie dopisywała zostaliśmy nawet na brandy tasting. Po tastingu zrobiliśmy małe zakupy w sklepie firmowym fabryki i udaliśmy się w stronę centrum w poszukiwaniu restauracji na kolację. Wychodząc z fabryki w sympatycznych humorach wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy do centrum. Odwracając głowę do kolegi z lewej zastałam miłą niespodziankę na horyzoncie. Ararat uśmiechnął się do nas pełną gębą. Musiał usłyszeć moje wołania.

Ararat postanowił nas jednak powitać w Armenii

Ararat postanowił nas jednak powitać w Armenii

Jeśli temperatura i gęstość powietrza sprzyjają, to Ararat wydaje się być na wyciągnięcie ręki – potężny i wyraźny, jakby oddalony o zaledwie kilka kilometrów. Widok Araratu nad Erywaniem to coś niebywałego – szare i blado różowe bloki zbudowane z lokalnego turfu wulkanicznego w palącym słońcu, a w tle ogromna góra przykryta równie wielką czapą śniegu oraz jej młodsza siostra tuż obok.

 

 

Dodaj komentarz