Nie wiem jak Wy, ale większość osób postrzega uczucie lęku i depresję jako niewytłumaczalne zjawisko. Traktują je jako coś co natychmiastowo trzeba zwalczyć silnymi lekami lub czymkolwiek innym co sprawi, że szybko odejdzie. A przecież ciało jest bardzo mądre i ściśle współpracuje z umysłem. Więc co by się stało gdybyśmy przywitali lęk i depresję ze spokojem i zastanowili dlaczego do nas przyszła?

Jest wiele definicji ataków paniki, lęków i depresji. Jest też wiele teorii na temat ich przyczyny i leczenia. Dla mnie są to choroby cywilizacyjne 21 wieku. Dziś ludzie nie żyją jak chcą. Żyją jak muszą. Nie mają czasu wsłuchać się w swoje wnętrze, a ich system nerwowy jest szargany przez 24 godziny na dobę. Każdy dzień to setki wyzwań, które zaczynają się już w drodze do pracy, gdy utkniemy w korkach, a kończą na sąsiedzie, który postanowił wiercić dziurę w ścianie o 22.00. Nie ma możliwości odetchnąć, odsapnąć i przez 10 minut nic nie robić. W dzisiejszych czasach raptem 26 dni wolnego w ciągu całego roku stało się dla większości ludzi normą.

Ataki paniki, lęki czy depresja mają wiele objawów. Między innymi tj. kolana jak z waty, zawroty głowy, palpitacje serca, duszności, derealizacja, zniechęcenie czy  drżenie ciała. Ich wspólnym łącznikiem jest to, że nasz umysł próbuje nam coś powiedzieć. Wysyła sygnały, które muszą zostać usłyszane.

Większość z nas nie wie jak radzić sobie z lękiem i wygłusza ten sygnał biorąc leki. Wiadomość zostaje nieusłyszana i nie rozpoznana. W efekcie nasz umysł zaczyna wysyłać więcej sygnałów i w pewnym sensie „poluje” na nas. Pragnie przykuć naszą uwagę i zaalarmować, że coś jest nie działa tak jak trzeba.

Przyjmując depresję i lęki ze spokojem mamy szansę dowiedzieć się dlaczego do nas przyszły. Przecież gdy łapie nas grypa nie popadamy w panikę i nie rokujemy końca naszego życia. Analizujemy sytuację i staramy się mądrze reagować. Wzmacniany odporność, ciepło się ubieramy, zasięgamy rad lekarza, więcej śpimy i częściej odpoczywamy.

Podczas konsultacji i coachingów (tu KLIK jeśli jesteś zainteresowany), które prowadzę bardzo często napotykam następujący schemat:

Spotykam się z klientem (czy to online czy na żywo), który mówi mi, że ostatnio czuje wysoki poziom lęku i ma fatalne samopoczucie, ale nie wie dlaczego. Gdy zaczynamy wgłębiać się w temat (co się wydarzyło? co robiłeś? gdzie byłeś?) odkrywamy przyczyny wzmożonego lęku. I nagle główna przyczyna fatalnego samopoczucia i wzmożonych objawów staje się dla nas oczywista.

Przyjmując lęk ze zrozumieniem, zyskujemy jasność sytuacji i pojawia się uczucie ulgi. Wystarczy zmienić podejście, aby poczuć różnicę.

Najśmieszniejsze jest to, jak oczywisty wydaje się ten proces, gdy tylko uda się go rozkminić. Zamiast podawać przykłady z konsultacji podam Wam przykład z własnego życia. Przecież nie jestem superwoman i przerabiam te same procesy życiowe co każdy z Was.

No więc dobrych kila lat temu posypał się każdy aspekt mojego życia. Zachorowałam na ataki paniki. Mój chłopak mnie zostawił, gdyż nie chciał męczyć się z kimś, kto nie jest w stanie wyjść po bułkę do sklepu. Zostałam zupełnie sama. Nie mogłam pracować, a za czynsz trzeba było płacić. Wielu najbliższych mi ludzi zawiodło moje zaufanie więc samotność na dobre zagościła w moim życiu. Totalnie się załamałam i dostałam depresji. Spędziłam wiele dni na łóżku wypłakując się do poduszki. Zdarzało się, że przez tydzień nie myłam włosów. Nie wiedziałam gdzie mam mieszkać, jaki zawód wykonywać i co ze sobą począć. Tak bardzo zamartwiałam się o zdrowie, że dostałam hipochondrii.  Tsunami przeszło przez moje życie i zmiotło wszystko co stało na drodze. Wszystko co znałam okazało się złudne więc zamiast walczyć z falą po prostu popłynęłam razem z nią.

Aby dać Ci poczucie jak daleko płynęłam z tą falą i gdzie mnie wypluła musisz wiedzieć, że wakacje spędziłam jeżdżąc rowerem po toskańskich wzgórzach z najfajniejszym facetem na kuli ziemskiej. Przebiegłam w tym roku wiele kilometrów, a na mojej szyi zawisło kilka medali. Co dzień rano mały włochaty york liże mnie po nosie na dzień dobry. Wstaję z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że na konsultacje czeka wielu wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja kiedyś są bardzo dzielni i zmotywowani, by walczyć o swoje życie. Mam wspaniałych przyjaciół z którymi dzielę swoje pasje. Mimo, iż wielu z nich mieszka 300 km ode mnie i nie widujemy się tak często jakbyśmy chcieli, nie żyję już w strachu, że zostanę wykluczona z grupy. Przecież to właśnie jest przyjaźń, right? Mam dokładny plan na życie, wiem gdzie stanie mój dom i jak będę zarabiać na życie za 10 lat. Jakże innym jestem człowiekiem niż ta młoda przerażona kobieta ze złamanym sercem, która budziła się w nocy ze szczękającą szczęką ze strachu.

Tak właśnie działają emocje. Zamiast popadać w panikę i zakopywać problem pod dywan trzeba przywitać je ze spokojem. Przecież pojawiają się, by dać nam do zrozumienia, że pewne rzeczy wymagają poprawy.

Nie zaleczy tego żadna tabletka. Amen.

Do boju i walczcie o swoje! 🙂

Dodaj komentarz

 

18 komentarzy

14/10/15 18:57

Święte słowa! Ja to zawsze żałuję, że się denerwuje, bo na końcu okazuje się, że wszystko kończy się dobrze i niepotrzebnie się denerwowałam.

14/10/15 18:58

U mnie to tsunami, huragan i trąba powietrzna w jednym. Muszę się nauczyć spokojniej podchodzić do tematów.

14/10/15 19:00

Jak Ty dałaś radę sama? Przecież to jakiś koszmar zostać samemu w takiej sytuacji. I jak Ty się z tego podniosłaś? Przecież na Instagramie to Ty jesteś jak wulkan energii i uśmiechu. Jak mi się nie chce i znów mam doła to wchodzę na Insta i odrazu mi lepiej! Pozdrawiam i dzięki że jesteś, Monia

14/10/15 19:02

Bieganie najlepsze 🙂 Cieszę się, że motywacja dociera, aż do Szkocji ! Pozdrawiam, S

14/10/15 21:22

Juz pisałam mi też posypało się wszystko ale mimo to trzeba stanąć na nogi:) W Twoim przypadku to Pasja +Wizja +Działanie= Sukces:) Ale było jeszcze to coś co pozwoliło ruszyć z miejsca:)

15/10/15 21:59

Potwierdzam jako brat że ta historia to nie fikcja.
Bez żadnych medykamentów oszukujących umysł stanęła na nogi.
Nie była to prosta droga albowiem wymagała poświęcenia.
Dzięki temu stała się energiczną cieszącą z życia kobietą 🙂

16/10/15 07:49

<3 <3 <3

16/10/15 11:59

Masz Kochającego brata:) ale fajnie że to napisał:)

16/10/15 12:15

Brat to mi się udał 🙂 A najlepsze jest to, że mam 2 przyjaciółki, które są siostrami. A młodsza siostra to dziewczyna mojego brata. Żyć nie umierać 🙂

16/10/15 17:29

No to faktycznie idealnie:) Ja mam brata ale mam średni z Nim kontakt a przyjaciółek brak zresztą koleżanek też;/

16/10/15 18:41

Ja szukałam 28 lat 🙂 Także bez obaw, lepiej jedna – a na całe życie 🙂

16/10/15 14:53

Brawo brat!:) masz silna i wspaniala siostrę , która pomaga innym..

16/10/15 14:55

🙂

16/10/15 18:12

A nie powoli koleżanki blogowe się znajdują:)

17/10/15 15:07

Pani Sabino, właśnie dokonałam zamówienia, ale nie dostałam żadnego maila. Proszę o kontakt na wiola.wrona@wp.pl

17/10/15 20:28

Proszę sprawdzić spam Wiolu.

03/12/17 19:50

Pani Sabino w jaki sposób mogę się z pania skontaktować ?
Bardzo mi na tym zależy .

03/12/17 20:10