Bieganie ma tyle zalet, że naprawdę bardzo ciężko  je wszystkie wymienić. Jest jednym z najbardziej efektywnych ćwiczeń, które wspomagają walkę z lękiem i depresją. Bieganie wzmacnia układ krwionośny, odpornościowy i dotlenia organizm. Ponadto sprzyja spalaniu tkanki tłuszczowej. Wystarczy, że nie biegam przez 2 tygodnie (choć to chyba nigdy się nie zdarzyło) i czuję się o 20 lat starzej. Łupie mnie w krzyżu, bolą mnie plecy, moja skóra jest przesuszona, mam spięte mięśnie  i sapie jak parowóz wchodząc po schodach.

Każdy, kto zaczynał kiedyś przygodę z bieganiem wie, że początki nie należą do najłatwiejszych. Brak tchu od pierwszej sekundy biegu, ból piszczeli, ból każdego centymetra ciała, notoryczne kontuzje, przesadne zmęczenie, pocenie jak morświn, a czasem nawet ból głowy jeśli przesadzimy. Wiele osób rezygnuje z biegania zanim poczuje przyjemność jaka może z niego płynąć ponieważ nie może przejść początkowych, męczących etapów. Co zatem robić, by przejść ten początkowy etap?

Śnieżna pantera na wybiegu

Śnieżna pantera na wybiegu

Poczuj się wygodnie

Choć do biegania nie potrzebujesz jakiegoś specjalistycznego sprzętu dobrze jest wyposażyć się na sam początek w kilka rzeczy, które uczynią bieg bardziej komfortowym.

Po pierwsze warto zainwestować w buty do biegania. Bieganie w trampkach może porządnie zniechęcić do tego sportu. Pamiętam jak kiedyś przebiegłam 5 km w trampkach- stopy bolały mnie przez tydzień. Dziś mam dwie ukochane pary butów do biegania. Asics Nimbus 16 na dłuższe wybiegi z wysoką amortyzacją oraz New Balance 890V5 na treningi krótsze, ale na wyższym tętnie. Teraz jest dobry okres na zakup butów do biegania z uwagi na przeceny. Można upolować dobre buty w niskiej cenie.

Panie definitywnie powinny zadbać o sportowy stanik. Chyba, że chcecie zapewnić swoim bimbałom długą podróż z turbulencjami, która na pewno im się nie spodoba! Panowie powinni dobrać sobie sportowe gatki. Niedobrane gatki lubią się rolować i wżynać tam gdzie nie powinny.

Zimą koniecznie trzeba się wyposażyć w rękawiczki, szalik/komin i czapkę. Najlepiej taką kominiarkę z daszkiem, żeby śnieg nie sypał w oczy.

Resztę sprzętu można kompletować z czasem. Ja na samym początku biegałam w zwykłych dresach i koszulce bawełny z Tesco za 2 funty. Dopiero jak nie umiałam już żyć bez biegania zakupiłam lepszy sprzęt.

 

Poczuj się bezpiecznie

Ja biegam wszędzie. Na wakacjach, na wyjazdach, na szkoleniach daleko od domu, zimą, wiosną, latem, w deszczu i śniegu. W mojej sakiewce biegacza zawsze noszę miniaturowy gaz pieprzowy, dzięki któremu czuję się bezpiecznie. Co prawda nie zdarzyło mi się jeszcze nic strasznego podczas biegania, ale wolę być przygotowana na każdą ewentualność. Poza tym mam czerwony pas w kickboxingu (strzeżcie się nicponie!).

Poczuj się dobrze

Aby pokochać bieganie warto zaczynać bardzo powoli. Wielu ludzi postanawia biegać i na pierwszych treningach biegają za szybko, co powoduje ogromne przemęczenie organizmu i zakwasy. Najlepiej dostosować swój poziom treningu do poziomu sprawności fizycznej. Jeśli bieg strasznie męczy  to warto zwolnić lub przejść do truchtu. Taki prawdziwy początkujący biegacz powinien na zmianę truchtać minutę i biec minutę w trakcie 25 minutowego treningu w pierwszym tygodniu. Następnie stopniowo zwiększać długość biegu i czas treningu.

Nie ważne z jaką prędkością biegniesz. Dobierz taką, która będzie odpowiednia dla Ciebie. W biegu chodzi o to, aby biegać wolniej lecz dłuższy dystans. To właśnie wtedy poczujesz moc biegania.

Biegaj rozsądnie

Niestety bieganie to bardzo kontuzjogenny sport. To sport dla twardzieli i wytrwałych. Tu nie ma zmiłuj. Nie trenujesz dwa tygodnie to od razu odczuwasz spadek formy i zaczynasz od początku.

Koniecznie trzeba zadbać o rozgrzewkę przed treningiem i rozciąganie po treningu. Bez tego ani rusz. Ja zapominałam o rozciąganiu i non stop zmagałam się z kontuzjami. Aktualna trwa już trzeci miesiąc.

Warto również podwyższać swój poziom etapami i nie forsować się. Jeśli odczuwamy ból podczas treningu  lepiej odpuścić na kilka dni i w zamian iść popływać lub na rower. Ja mam z tym ogromy problem. Treningi dla mnie to sama przyjemność więc zawsze szkoda mi je opuszczać. Nawet jak boli mnie kolano, dalej biegam tylko zmniejszam dystans i intensywność. Przez to kontuzje trwają dłużej -nogi nie mają szansy na porządną regenerację.

Poczuj się wspaniale

Biegam bo lubię. Czasem gnam jak antylopa, a czasem biegnę tempem żółwia. Zależy jaki mam nastrój.  Najbardziej uwielbiam ten metafizyczny wymiar biegania, kiedy zapominam już, że biegnę, a myślami jestem gdzieś daleko. Zanim się obejrzę to już mam 10 km na liczniku. Po prostu kocham ten stan. Można go porównać do medytacji. Oczyszcza umysł i duszę. To właśnie dlatego pokochałam bieganie i nasz związek trwa już sto lat. Warto odkryć to oblicze biegania, gdyż jest wspaniałe. Biegaj i ciesz się zielenią, zapachem lasu, słonkiem na niebie i energią świata. Wolno czy szybko – to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że jesteś wytrwały i konsekwentny.  A będziesz wytrwały i konsekwentny, gdy odkryjesz prawdziwe oblicze biegania.

Bieg po toskańskich wzgórzach przy zachodzie słońca

Bieg po toskańskich wzgórzach przy zachodzie słońca

 

Poczuj się zdrowo

Jak już odkryjesz ogromne pokłady energii życiowej, które nadejdą wraz z poziomem Twojego wytrenowania zadbaj o swoją dietę. Szkoda marnować Twojej ciężkiej pracy, by obeżreć się kebabem. Zainwestuj w swoje zdrowie i uważnie dobieraj produkty w swoim jadłospisie. To spotęguje efekt zdrowego lajfstajla i odbije się na Tobie doskonałym samopoczuciem każdego dnia.

Poczuj się w grupie

Praktycznie 90 procent moich znajomych to sportowcy. Poznałam ich na treningach hokeja, na lodowisku, na rolkach, na rowerze, na zawodach, biegnąc, płynąć  lub oglądając mecz. Wspólna pasja łączy, a sportowcy to fajni ludzie. Żeby udowodnić Wam, że nie żartuję podam dwa niepodważalne dowody.

Dowód pierwszy

Od trzech miesięcy zmagam się z kontuzją kolana. Biegnę, biegnę i nic mnie nie boli, a tu nagle jak coś trzaśnie to ogarnia mnie przerażający ból i nie mogę dalej nawet iść. Za każdym razem jak mi się to przytrafia to większość  zupełnie mi nieznanych biegaczy, którzy widzą jak kuleję, pyta mnie czy mogą mi jakoś pomóc. Prawda, że to wspaniali ludzie?

Dowód drugi

Kiedyś jechałam z pracy moim wozem. Na bagażniku mam naklejkę hokeisty, który jest w pozycji ataku na bramkę. Wiecie jak jeździ się po moście Siekierkowskim w Warszawie w godzinach szczytu? Nie jedzie się szybciej niż 15 km/h. W tylnym lusterku widziałam jak jakiś samochód jeździ slalomem próbując wysunąć się na przód. Okazało się, że był to samochód firmy CCM, która produkuje sprzęt do hokeja. Chłopaki wypatrzyli moją naklejkę i koniecznie chcieli zbliżyć się do mojego wozu tylko po to, by grupowo mi pomachać! Dodatkowo zachęcam Panie do uczęszczania na mecze hokejowe. Hokeiści mają najlepsze tyłki na świecie.

Poczuj się pewnie

Kiedyś poproszono mnie o coaching w trakcie biegu. Osoba, która zamówiła coaching bardzo chciała zacząć biegać lecz ogromnie się bała dostać ataku paniki daleko od domu. Na samym początku treningu poprosiłam ją, by zaprosiła atak paniki na nasz trening jak najszybciej, abym odrazu mogła jej pokazać jak sobie z nim poradzić. Trenowałyśmy godzinę, a atak paniki nigdy nie nadszedł. Wzywałyśmy go bezskutecznie. Nie nadeszły również kolana jak z waty, ani zawroty głowy. Kasia poczuła się ze mną tak pewnie, że zapomniała o stanach lękowych i cieszyła się truchtaniem. Poczuj swoją moc i pokaż kto tu rządzi!

 

Nie zapomnij również o:

– Zjedzeniu lekkiego posiłku przed biegiem. Bieg z ciężkim żołądkiem to katorga.

– Dobrej muzyce na uszy (Mikołaju poproszę w tym roku słuchawki bezprzewodowe).

– Zabrać 2 złote do kieszeni (w razie nagłej potrzeby na picie lub coś słodkiego).

– Obliczyć mniej więcej swój dystans i zmierzyć czas, żeby móc go porównać za miesiąc czy dwa.

– Pochwalić się w komentarzu, gdzie biegasz, jaki dystans i jeśli masz ochotę w jakim czasie (nie ważne jaki on jest- nie jesteśmy na zawodach). Bardzo mile widziane w komentarzu tytuły piosenek, które lecą w Twoich słuchawkach.

 

Dodaj komentarz

 

43 komentarze

15/11/15 10:20

Polecam do biegania Missy Elliott – WTF (Where They From) ft. Pharrell Williams

15/11/15 10:21

To jest dobra nuta! Właśnie zgrywam na słuchawki.

15/11/15 11:26

Jeszcze dodam, że czasami na dokładkę mam jogę.Coś tam znalazłam na necie jakieś filmiki dla początkujących:) Zawsze to coś. I chyba jestem tutaj jedyną osobą która chętnie przygarnie z 5kg na wadze ale nie mam pojęcia jak to zrobić;/

15/11/15 12:52

Oddam z brzucha 😉

15/11/15 15:41

Dawaj he he

17/11/15 00:03

A do Ani. Ja całe życie marzyłam żeby przytyć i nic. Nigdy się nie oszczędzałam w jedzeniu żadne diety ani nic takiego i co? i nic. Jest jeden sposób: bezpłatnie oczywiście poradzę – majonez duuuuuużo chleba i ziemniaków do tego przepyszne sosiki mięsne i w ogóle dużo dużo tłustego no i też bezwzględny odpoczynek na kanapie lub przed komputerem jak kto lubi. Nie powiem trochę pomogło ale przy 170 cm z 53 kg na 63 to i tak nie bardzo widać chociaż czułam się ociężale. Teraz znowu marzę żeby schudnąć więc biegam i stosuję się do porad Sabiny. Jak masz tak wyglądać to znaczy że masz tak wyglądać i już. No chyba że się z tym źle czujesz. To z ostatniego Newslettera. Oj chyba się rozpisałam ale energia mnie rozpiera dziś. Pozdrawiam nerwusów

17/11/15 07:53

Czyżby od biegania? 🙂

17/11/15 14:20

Dziękuję MAG szczerze to większość stosowałam:) Myślę, że uda mi się troszkę przytyć jak nerwica trochę odpuści. Bo chyba w tym cały sekret.Zawsze byłam szczupła ale przez ataki jednak parę kilo poszło w dół;/ Pozdrawiam:)

17/11/15 19:25

Aniu łączę się z tobą w bólu.
Ze mnie też chudzinka bo w stresie i nerwach nie potrafię jeść i nie mam poprostu ochoty:((
Wiec zgadzam się z toba- na początek trzeba się uporać z nerwica i nasze układy się wyreguluja same 😉

18/11/15 13:48

MAGGIE widzę sporo Nas łączy he he. No właśnie ja przed nerwicą nie byłam takim patyczakiem i czułam się dobrze w swoim ciele, a teraz co spojrzę na siebie to mam wrażenie, że jestem coraz chudsza i nie jest mi z tym dobrze. Mi najgorzej jest zjeść śniadanie, później się trochę rozkręcam ale i tak to wszystko gdzieś gubię. Niestety stres towarzyszy mi każdego dnia więc nie ma się co dziwić;/ Pozdrawiam:)

15/11/15 10:37

To ja już nie będę pisała w jakich ja butach biegałam he he o zgrozo! U mnie 10 minut to na razie max.Gdybym nie zaczęła nigdy bym nie uwierzyła, że to tak cholernie męczy:) Ps.A ja ostatnio znajomemu mówiłam o tym, że marzę by spotkać się z Tobą na żywo:)

15/11/15 12:14

Dziękuję Sabina za ten post. To pewnie dlatego, że ja zaczęłam z grubej rury od samego początku i codziennie a minęło już dwa tygodnie jak biegam. Ani rozgrzewki ani rozciągania masakra. Fakt, że zakwasy były tylko jakieś 4 dni ale teraz doszedł ból piszczeli i łydek. No i może rzeczywiście skrócić ten dystans hmm. Dzięki jeszcze raz.

15/11/15 12:51

Ładnie musisz dawać czadu, że aż Ciebie piszczele bolą. Jak trenowałam do półmaratonu to biegałam dużo przyśpieszeń i piszczele bolały mnie tak, że chodzić nie mogłam. Dopiero po 6 tygodniach się przyzwyczaiły i przestały boleć.

15/11/15 15:42

No dobra kobiety więc jak ta rozgrzewka ma wyglądać?:)

16/11/15 20:36

ja na razie nie stosuję rozgrzewki ani sie nie rozciągam…ale po tym poście zacznę 🙂

16/11/15 22:26

i ja chętnie się dowiem 🙂

15/11/15 20:51

Ja zaczęłam na bieżni 10 minut codziennie już całe trzy dni ☺️Ni.c mnie nie boli hehe ale to początek pewnie dlatego spalam jakieś 70 kalorii za każdym razem to miłe i puls który się podnosi od biegania a nie z lęku mam nadzieje ze dam radę bo choć już nie mam napadów paniki jako takich to skoki nastroju ale mam nadzieje ze wrócę do normalności .. Kiedyś ..

15/11/15 22:23

Brawo! Powolutku do przodu.

16/11/15 12:40

Fajnie wiedzieć, że jest ktoś kto tak jak ja zaczyna od 10 minut:)

16/11/15 21:06

Hey, jak też zaczynałam pewnie od niewielu więcej. No dobra, może toszkę więcej, ale ja zawsze byłam aktywna i zanim zachorowałam trenowałam kickboxing 🙂 Trenuj, trenuj i daj znać jak osiągniesz pułap 21 km – przyjedziemy w dziewczynami i zrobimy razem jakiś półmaraton?

16/11/15 21:17

ja tez trenowałam kickboxing 😉
krótko i jak byłam bardzo młoda… ale jednak!

16/11/15 21:35

O wilku mowa 🙂 Właśnie witałam Cię ponownie i potwierdzałam dostępność zakupionego pakietu.

16/11/15 21:51

🙂 🙂

17/11/15 11:44

Sabinko ten pułap 21km to do mnie?:) he he.

17/11/15 13:19

Aniu, dla Ciebie!

16/11/15 23:54

Kate! Ja nie jestem znawcą ale kiedyś chodziłam na taką bieżnię specjalną gdzie mnie w jakąś gumę ubierali i się chodzilo a nie biegało (znaczy jak kto chciał można było szybciej) niby odchudzało. Powiedzmy. Teraz zaczęłam biegać z polecenia Sabiny i powiem Ci, że na bieżni nawet 10 min to była potworna nuda a jak się biegnie to krajobraz się zmienia i odległość widzisz i jakoś tak im dalej tym fajniej. Ja nie rozumiałam wcześniej o czym Sabina mówi a teraz POWTARZAM TO KTÓRYŚ RAZ Z KOLEI!!! To jest to wiatr, powietrze dystans i satysfakcja ile się przebiegło i tak ja z Forest Gamp i jeszcze i jeszcze i jeszcze. Dziękuję Sabina, że mnie tą chorobą zaraziłaś i mam kolejne pytanie ale to już next time 🙂

17/11/15 07:51

Mamy tu dużo Forestów na blogu w takim razie 🙂

17/11/15 13:08

Nieznosze biegac na biezni. Dla mnie tylko i wylacznie las. Drzewa mnie uspokajaja. Probowalem biegac w miescie ,ale to nie dla mnie.
Uzywam aplikacji endomondo, zeby „zapisywac” treningi a co do muzyki.. playlisty na spotify mi wystarczaja. Rozna muzyka na rozny nastroj. Od 6 dni bez xanaxu :)))

17/11/15 13:18

Woooooowwwww! Nieźle! Brawo!

17/11/15 14:06

widać że bieganie to choroba przenoszona drogą….hehehh
ja też odżyłam dzięki niemu 🙂
Forrest Gump to jeden z moich ulubionych filmów

17/11/15 14:14

No to niezły ten pułap he he .Mocno we mnie wierzysz:) ja jestem raczej realistką ale pomarzyć fajna rzecz:)

17/11/15 15:05
17/11/15 16:45

Dziękuję Sabinko fajnie poczytać ale to na razie nie dla mnie:) Po 10 minutach jestem padnięta i niestety ale pojawiły się bóle głowy i podejrzewam, że to od wysiłku. Niby te 10 minut to nic wielkiego ale dla mnie to jednak sporo. A myślałam, że już będzie z górki ale widocznie trochę potrwa jak organizm się rozluźni.

17/11/15 19:54

10 minut to całkiem nieźle jak na sam początek. Musisz koniecznie częściej siebie doceniać i chwalić. Większość społeczeństwa nigdy nie przebiegła 10 minut w całym swoim życiu!

17/11/15 22:39

Aniu głowa do góry! Trzeba uwierzyc;)
Ja właśnie obejrzałam fajny film i okazało się ze to o biegaczach:))
Mcfarland z Kevinem costnerem – polecam

18/11/15 07:55

Yeaaaah! Dobrze planujemy czas i się inspirujemy 🙂

18/11/15 13:50

MAGGIE ja widzę Ty idziesz jak burza w pokonywaniu lęków:) I optymizm Cię nie opuszcza:) Fajnie, fajnie:)

18/11/15 14:53

Ja chyba jestem jakimś dziwnym zjawiskiem;/ bo odkąd zaczęłam biegać dostaję jakiś dziwnych ataków paniki nawet w domu;/ Ajj zazdroszczę tym którzy czuja sie juz lepiej.

18/11/15 19:29

Doskonale. Powitaj je z uśmiechem i pokaż kto tu rządzi!

18/11/15 20:05

Sabino, co myślisz o medytacjach? Korzystałas z nich w swojej walce z nerwica?
Zastanawiam się czy je wdrożyć w swój plan; )

18/11/15 22:12

One są bardzo skuteczne, ale to na prawdę trudno ogarnąć. Ja np. medytuję jak biegam. W pewnym sensie. Po prostu mój umysł się wtedy wyłącza i szybuje sobie w krainie spokoju i radości. Jak wraca jest świeżutki i pełen optymizmu. Ale np. poprzez samą medytację nigdy tego stanu nie udało mi się jeszcze osiągnąć. Tylko uwaga! Jak ma się wysoki poziom adrenaliny to ciężko się wtedy wyciszyć.

18/11/15 15:35

Aniu, ja już sięgnęłam dna i chcę się z niego wydostać..
nie pozostaje nic innego jak wziąć się do walki ostatecznej z tym lękiem, strachem i stresem.
nie mam nic do stracenia, tak jak Sabina w którymś poście to opisała – teraz jest ten moment albo on albo ja.
walka jest baaaardzo ciężka ale nagrodą jest moje życie:)

19/11/15 13:22

MAGGIE doskonale Cię rozumiem i zgadzam się:)