Dziś jest wielkie święto! Nie, to nie Święto Dziękczynienia czy Dzień Niepodległości. Dokładnie rok temu pojawił się pierwszy wpis na blogu!

Jest to dla mnie najważniejsze święto w całym Wszechświecie i dziś otwieram butelkę Heidseicka z wraku, który zatonął u wybrzeży Finlandii w 1916 roku! Blogerzy w takich chwilach chwalą się swoimi sukcesami blogowymi i rosnącymi statystykami, a ja chciałam serdecznie Ci podziękować. Tak właśnie Tobie.

Niepanikuj powstało z pasji, która zrodziła się przypadkiem. To doskonały przykład jak z czegoś najgorszego co mogło się w życiu przytrafić, zrobić coś najlepszego. Kiedyś lęki rządziły moim życiem, a dziś ja rządzę nimi na coachingach. Przy okazji rozwinęły się inne aspekty w życiu takie jak zdrowe odżywianie, slow life, pasja do biegania i chęć poznania świata. Dzięki temu zajadam tofu i komosę, piję zioła, mam kila medali i gryzących koszulek z różnych biegów ulicznych, kupiłam rower, czytam ciekawe książki i marzę o Ironmanie (nie tym superbohaterze lecz triathlonie).

W związku z tym chciałam Ci powiedzieć, że gdy cały świat w Ciebie nie wierzy to ja jestem z Tobą. Wiem, że jesteś NIEZWYKŁYM człowiekiem. Dokładnie wiem co czujesz i wiem jak trudno stawić czoła atakom paniki! Podczas gdy inni uważają, że jesteś słabeuszem dla mnie jesteś komandosem z SEAL Team Six.

SEAL Team Six to amerykańska jednostka specjalna, której zadaniem jest walka z największymi psycholami na całym świecie. Należą do niej tylko najwięksi twardziele. Nikt inny by nie podołał.

Aby zostać SEALsem trzeba przejść niezwykle intensywny trening , który trwa od sześciu do ośmiu miesięcy. Zawiera niezliczoną liczbę skoków ze spadochronem, wspinaczkę bez zabezpieczenia, naukę prowadzenia różnego typu pojazdów w najtrudniejszych warunkach, walkę wręcz oraz wiele innych elementów szkolenia, które nigdy nie zostały ujawnione.

Jednym z ćwiczeń jest Close Quarter Combat, czyli walka w małych pomieszczeniach podczas której należy w ciągu trzech sekund wyeliminować kilku terrorystów nie raniąc zakładników. Instruktorzy nieustannie zmieniają konfigurację pomieszczeń w których kryją się „terroryści”… i srogo karają punktami karnymi za najmniejszy błąd. A w nagrodę za poprawnie wykonane ćwiczenie każdą przebiec dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów po wodzie z workiem piachu na plecach. Podczas biegu za żadne skarby nie można upaść ze zmęczenia! Za każdy upadek cały zespół zaczyna trasę od nowa.

Ćwiczenia Oddziału Szóstego są potwornie niebezpieczne i często podczas ich wykonywania komandosi doznają ciężkich uszkodzeń ciała. Zaledwie około połowy kandydatów przechodzi cały cykl szkolenia i awansuje do Team Six. Reszta wraca do domu i cieszy się, że przeżyła. Drugiego podejścia bowiem nie ma.

I Ty, tak właśnie Ty, każdego dnia toczysz walkę z lękiem i depresją niosąc na swoich barkach worek z piaskiem. Niczym ten komandos mimo strachu, trudu i brudu nie poddajesz się. Każdego dnia musisz skakać ze spadochronem mimo, iż masz lęk wysokości. Każdego musisz toczyć walkę wręcz w małym pomieszczeniu mimo, iż masz klaustrofobię. Jak również codziennie przebiegasz kilkadziesiąt kilometrów mimo, iż nie masz już sił.

Dla mnie jesteś SUPERBOHATEREM. Człowiekiem o niezwykłej sile ducha i walki. To właśnie dla Ciebie tu jestem i będę Ci towarzyszyć tak długo, aż zostaniesz przyjęty to SEALSów.

To właśnie Tobie dedykuję większość mojego dnia i to dla Ciebie pragnę się rozwijać. Dziękuję, że czytasz moje wpisy i regularnie tu zaglądasz. Gdy widzę jak liczba odwiedzających artykuł szybuje w górę to mam jeszcze więcej motywacji do pracy. Każdy mały „lajk” na Facebooku, serduszko na Instagramie czy dodatkowy komentarz pod wpisem to realne docenienie mojej pracy. To znak, że odbieramy na tych samych falach. A moment, w którym udostępniasz mój wpis klikając SHARE to tak jakbyś zostawiał napiwek kelnerowi lub wręczał pudełko czekoladek pielęgniarce, która dobrze wykonała swoją robotę!

Dziękuję Ci za to, że tu zaglądasz, za każdy lajk, za każde włączenie się do dyskusji i za każde udostępnienie mojego wpisu. Dzięki Tobie wiem po co żyję! Razem możemy osiągnąć sukces i spełniać nasze marzenia. Dziękuję x 100000000000000!

Dodaj komentarz

18 komentarzy

23/11/15 10:06

Poruszający wpis! Zacząłem czytać Twojego bloga tydzień temu o oderwać sie nie mogę. Good work!

23/11/15 11:39

Hi5!

23/11/15 11:46

Poruszający, bo trafił do experta od Close Quarter Combat, który od lat toczy walkę w małych pomieszczeniach z wewnętrznym terrorystą, wrzucającym mu na barki worki z piaskiem. Dzieki wielkie za wspaniałą pracę!

23/11/15 12:45

Też je nosiłam. Były taaaaaakiiiieeeee ciężkie 🙂

23/11/15 13:57

Wow co za Święto:) Ja drinka nie wypiję, Facebooka nie mam więc lajka nie dam:) ale z okazji takiego święta dorzucę dzisiaj 5 minut biegu więcej a co:) w końcu jest co świętować. I myślę, że to Tobie należą się WIELKIE PODZIĘKOWANIA można wymieniać w nieskończoność za to że wspierasz, motywujesz, dajesz kopa do działania. Pokazujesz, że nie możliwe staje się możliwe, że marzenia trzeba spełniać, a nie zostawiać je tylko w sferze marzeń. I można by tak pisać i pisać… Ja osobiście DZIĘKUJĘ za to, że po prostu jesteś:)

23/11/15 20:49

Brawo, to ile już razem minut?

24/11/15 09:45

20 minut:) dla innych pewnie to pestka ale dla mnie to sporo.

25/11/15 18:32

Ja tez od tyłu zaczynalam:) teraz się staram te 50 min wytrzymać a jak już nie mogę to tak szybciej chodze

23/11/15 19:43

Sto lat sto lat…. i wszystkiego naj naj na kolejne rocznice:) Dziekuje za inspirujace i motywacje do rozwoju i walki. Twoja praca na blogu ma duży ładunek pozytywnej energi która leczy emocje. :)))

23/11/15 20:49

Yeaaaah! Go Justyna!

23/11/15 20:39

Sabino wielkie gratulacje i oby tak dalej!
Świetny wpis 😉

23/11/15 20:49

Muuuuah!

23/11/15 21:57

Razem 20 minut:)

27/11/15 09:17

cześć, czytam ten blog od kilku miesięcy, pomaga mi przetrwać trudne chwile, na nerwicę lękową choruję od 8 lat, czasem pozwala mi o sobie zapomnieć a czasem jest naprawdę cięzko, ostatnio mnie powaliła, musiałam wziąć chorobowe w pracy… i tak już siedzę w domu drugi tydzień:( ale nie ma tego złego, codziennie 30 minut biegu na świeżym powietrzu, potem relaksik w domu, albo herbatka u koleżanki i tak jakoś pomału do przodu,…pozdrawiam wszystkich cieplutko -byle do wiosny 🙂

27/11/15 10:34

Witaj w drużynie. Szkoda życia na robienie tego, co każe Ci lęk. Rób zawsze dokładnie to czego od nie chce! Oczywiście serdecznie zapraszam do siebie na szkolenia, gdyby była taka potrzeba.

27/11/15 17:32

A ja niestety chora i z biegania nici:/

27/11/15 20:22

Oj, to zdrowia!

28/11/15 16:43

Dzięki przyda się:) 4 dzień w łóżku i już mam dość:/ Tęskni mi się za bieganiem:)