Kilka lat temu rozwijałam swoją karierę zawodową w Anglii, byłam w świetnej formie i właśnie przymierzałam się do zaplanowania podróży dookoła świata. Na przestrzeni kilku miesięcy wszystko się zmieniło. Ledwo co wiązałam koniec z końcem, non stop przeżywałam coś co przypominało atak serca i w obawie o własne życie wzywałam karetkę 3 razy dziennie. Doszło do tego, że myślałam nawet o przeprowadzce bliżej szpitala, żebym w razie nagłych wypadków mogła zgłosić się na izbę przyjęć osobiście.

Ostatecznie dowiedziałam się, że cierpię na coś co nazywa się ataki paniki czy tam zaburzenia lękowe. Diagnoza rozpoczęła nowy etap w moim życiu – walkę o przetrwanie. Każdy dzień był jak Koszmar z ulicy Wiązów i Teksańska masakra piłą mechaniczną razem wzięte. Czasem nie miałam siły podnieść się z łóżka, gdyż w nocy napady lęku były tak silne, że budziły mnie ze snu kilkanaście razy w ciągu nocy.

Mój pokój zamienił się w jaskinię ciemności w której ciężko było dotrzeć od drzwi do łóżka, bo na dywanie walały się sterty porozwalanych ubrań i brudnych talerzy po posiłkach (które jadałam od czasu do czasu). Wtedy postanowiłam spróbować odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Podpisałam pakt ze samą sobą, że zanim się poddam to zrobię całkowity remont mojego życia. No i zadziałało.

Ta właśnie walka sprawiła, że nauczyłam się słuchać swoich potrzeb. Moje największe źródło lęku stało się moim najlepszym nauczycielem. Odkryłam, że nie należy uciekać przed tym co nas przeraża. Trzeba słuchać, uczyć się, upadać i podnosić ponownie.

Uczucie niepokoju, jak ból, jest ostrzeżeniem. Mój niepokój ostrzegał mnie, że zabłądziłam i najwyższa pora znaleźć właściwą drogę.

Moja droga to ataki paniki. Tylko od trochę innej strony. Tym razem to ja będę atakować. A raczej my.

Serdecznie zapraszam na webinarium 8 lutego 2016 (poniedziałek) godzina 20:00 – 21.00

Temat webinarium: Jak nie bać się kolejnego ataku paniki?

Webiraium to takie spotkanie online, gdzie ja gadam, a Wy komunikujecie się ze mną przez komuniktor podobny do gadu gadu. W dniu wydarzenia klikacie na podany przeze mnie link, pojawia Wam się okienko i tam w tym okienku pojawię się ja. Nie strójcie się za bardzo, bo ja Was nie będę widzieć. Natomiast Wy mnie tak. Ja będę widzieć tylko Wasze loginy. Inni również. Możecie sobie poszaleć i nazwać się np. Lalkabarbie1 albo Mięśniaczek007.

Podczas webinarium powiem Wam dlaczego boicie się kolejnego ataku, czemu ten lęk się nasila  oraz razem zrobimy ćwiczenie, które pomoże Wam stawić czoła kolejnemu atakowi.

Liczba miejsc jest ograniczona. Zapisy do 4 lutego 2016.

Cena to 25 pln.

Zapisy tutaj

Jeszcze raz serdecznie zapraszam! UWAGA! Jeśli już samo myślenie o atakach paniki przyprawia Cię o zawał serca to jesteś w doskonałym miejscu. To zupełnie normlane! Uczucie lęku minie, gdy tylko się poznamy i powiemy sobie hello.

Dodaj komentarz

 

59 komentarzy

19/01/16 22:34

Super inicjatywa. Od jakiegoś czasu budzę się już bez lęku (ale ciągle są pobudki) ale chyba zajrzę:)

20/01/16 10:04
20/01/16 19:37

Chyba moja odpowiedź wyparowała. Więc jeszcze raz… Jak zobaczyłem to oniemiałem, zwłaszcza że właśnie przeglądam oferty rowerów, zupełnie jakbyś czytała w moich myślach zadając pytanie.
Przeczytałem zawartość stronki i zastanawiam się jakich argumentów użyć w pracy, żeby osoby dysponujące budzetem na sport wsparły taka druzynę kolarska:) A ja sie zastanawiałem w jaki sposób zebrać jakaś ekipe na wyjazd na Islandie, no proste…. na rowerach

20/01/16 20:31

To mnie spakuj jako bagaż podręczny 🙂 Ja też chcę na Islandię i to jeszcze na rower 🙂

20/01/16 21:56

Sabi, drużyny mogą być mieszane, 4 rowerzystów + 2 osoby z obsługi no i auto. Bez sponsorów to zabójstwo finansowe, ale trzeba walczyć ze stereotypem, że to ciężkie czasy dla marzycieli:) Kolega podrzuci mi linka do przepięknego rowera, mógłbym go sobie na ścianie powiesić i tylko oglądać:)

20/01/16 21:57

Jaki, jaki? Podeślesz link w komentarzu?

20/01/16 22:09

Nie wysyła mi tego linka:(
Na Planete+ leci właśnie dokument o depresji.

21/01/16 08:28

Oglądałam też! Genialny! Podpisuję się pod tym co mówili. Link widziałam super. Tylko ja bym trochę koloru dodała. Moja przyjaciółka też sobie szosówkę kupiła teraz. Tylko białą. Byście się fajnie prezentowali razem – czarny i biała 🙂

21/01/16 10:22

Program w 100% potwierdza moje obawy, że lekarze wciskaja antydepresanty każdemu niezależnie od skali problemu, zupełnie nie zważając na skutki uboczne. Te leki nie są dla każdego, na pewno nie dla mnie i argument, że psychiatria poczyniła postep nie przekonuje mnie, choć widze że nie wygląda to teraz jak w „Locie nad kukułczym gniazdem”:) Jeśli chodzi o rower to kolor łatwo dodać, operato rowera wskoczy w czarno-żółte obicisłe i pięknie wkomponuje się w otoczenie:) Koleżanka z białą kolarką? hmm… why not?!:) Odległośc między Wro a Wawą jest idealna do treningów przed rajdem dookoła Islandii i ładnie zaprezentowalibyśmy sie gdzieś razem tak pośrodku dystansu, nie wiem, w Siedlcach ?:)(to muszę sprawdzić)

21/01/16 11:54

Eve co Ty na to? Chyba brzmi jak zaporszenie 🙂 Czarny szerszeń i biała strzała 🙂

21/01/16 12:27

Czemu nie!?:) oprócz tego, że o Islandii marzę od bardzo bardzo dawna to jeszcze rowerek… Kiedyś nawet sama rozpisałam szczegółowy plan wyprawy rowerowej dookoła Islandii 😉 tylko na szosowym za dużo się nie zobaczy a na mtb możnaby podjechać pod sam wulkan, wodospad itd:) tak czy siak trenować trzeba! SLIMJOHN można spytać jakim rowerem kręcisz?:)

21/01/16 12:30

Aha a odległość będzie chyba jeszcze mniejsza bo ja jestem z okolic tych pięknych Marianek, które Sabi umieszcza vzasami na zdjęciach:)

21/01/16 14:44

A wracając do Islandii, to zrobiłem fotę w fjordach zachodnich jednemu Panu, kóry „znienacka” pojawił się na trasie:)

21/01/16 14:45

Na rowerze rzecz jasna z wielką brodą (Pan nie rower)

21/01/16 22:24

Eve, ten rozpisany plan jest gdzieś dostępny w sieci, na jakiś Dropboxie czy cos? z chęcią bym zobaczył. Ostatnim razem nie udało mi się zwiedzić południowo-wschodniej części wyspy. Góry Tęczowe to jest to co chcę zobaczyć następnym razem.

21/01/16 14:25

Zielonego pojęcia nie mam gdzie są MarryYanki 🙂 a rowerek póki co się wybiera, ten o którym pisała Sabi dostępny będzie dopiero w marcu: Canyon Inflite AL SLX 9.0. Więc do tego czasu wytarczyć mi musi squash, bieganie i medytacja:)

14/02/16 20:19

Przepraszam, że po takim czasie… Ładny ten Twój rower, taki wypasiony w porównaniu z moim 😉 A rozpiskę tej rowerowej wyprawy robiłam 6 lat temu w formie prezentacji (bo na zajęcia z podyplomowych;)), chyba dałoby się to przerobić na pdf jeśli jesteś nadal zainteresowany

20/01/16 08:01

No muszę to napisać, że znowu post trafiony. U mnie od kilku dni minimum 1 atak paniki w ciągu dnia to standardzik:)

20/01/16 08:12

Pogromimy go na webinarium! 🙂

20/01/16 10:23

Liczę na Ciebie bo juz mam DOŚĆ tego cholerstawa:/ Poszłam kilka kroków do sklepu i ledwo co doszłam do domu. Telepałam się jak galareta;)

20/01/16 09:45

Ja mam bardzo mało typowych ataków ale cierpię na ciągłe napiecie i czasem zawroty głowy. . Ale i tak się zapisze; )

20/01/16 11:02

Wczoraj przed pójściem spać miałam dość silny atak lękowy, poprzedzony bólem głowy i takim okropnym uczuciem dyskomfortu „zapadania” się, którego nie znoszę z całego serca.

Zapisuję się, mam już dość, będę się z tym dziadem napierniczać. Bez szczypania. Z kija w łeb.

20/01/16 19:55

AGU dobre określenie zapadanie się ;). Mam to prawie każdego dnia:/.Ale chcę wierzyć, że w końcu to kiedyś minie. Nasza praca MUSI przynieść rezultaty. Z pomocą Sabiny będziemy takimi osobami, że gdy rano nasza stopa dotknie podłogi to lęki ze strachu powiedzą o KU#WA, wstała/wstał !

20/01/16 20:32

Ciało strajkuje od adrenalinki to się zapada. To minie. Bezpowrotnie 🙂

21/01/16 05:44

Aniu, dokładnie tak jak mowisz:) nie możemy sie poddawać za żadne skarby ! Ja podejrzewam gdzie popelnilam błąd. Ostatnio czułam sie bardzo dobrze, że już prawie zapomniałam o tym wszystkim i wróciłam do starego nawyku – zaczelam sobie popalać papierochy. No i bania boli :/.

21/01/16 08:08

Po pierwsze – przestać się bać ( paniki lub problemów lub jeszcze innych rzeczy)
Kiedy lęk minie , ciało i tak będzie dochodziło dłużej do siebie ponieważ zostało nadwyręzone miesiącami lub latami stresu..
Widzę to po sobie – juz tak bardzo się nie boję ale zajmie to trochę czasu kiedy ciało wejdzie w inne nawyki ( normalności 🙂
Dobrze to rozumiem?

21/01/16 08:24

Bradzo dobrze 🙂

21/01/16 10:11

Tylko jak ?:D Zakręci mi się w głowie, zaboli głowa, odrealnienie nasili i od razu pozytywne myśli dają w łeb. Maggie, masz jakąś opanowaną technikę żeby to „rozdzielić”? Żeby pomimo fizycznych dolegliwości zachować spokój?

21/01/16 14:42

Ataki paniki towarzyszą mi od 2013. Dzięki temu co pisze Sabina i dzięki zgłębianiu wiedzy na temat nerwicy, te ataki nie minęły, ale nauczyłem się je bagatelizować. Lęk mnie nie cierpi bo olewam go jakby rozdawał ulotki;) Może gdybym przestał być leniwcem i pobiegał to ten dziadyga lęk by sobie poszedł na zawsze? Kiedyś to sprawdzę. Tak czy inaczej, Sabina Dziękuję za „Lękowe Assistance” lub jak wolisz „Nerwicowe Concierge”. You know what I mean;)

21/01/16 15:07

Gdzieś Ty jest ? 🙂

22/01/16 09:07

To ja już chyba przestanę liczyć lata z nerwicą;)

21/01/16 15:28

Jam jest niedaleko. Nie udało się wyrwać z mordoru i ze szponów assistance;)

21/01/16 15:33

Hah 🙂 Wszędzie dobrze, byle z daleka od korków.

21/01/16 15:42

Nie ma prawa jazdy, nie ma korków;) Pozdrowienia z konkurencji i powodzonka:)

21/01/16 15:57

Agu, od roku obserwuje siebie i próbuje ogarnąć co robię nie tak ze to gówno ciągle mnie nęka. .to nie jest takie proste i zauważyłam że jak czytam o tym żeby się nie bać itp to naprawdę zupęlnie co innego niż NAPRAWDE się nie bać. ..ale kiedy tego dokonamy to wtedy zaczniemy odzyskiwać dawnego siebie.
Ja nabyłam nerwice przez problemy i wycofanie , teraz rozwiązuje swoje problemy i idę do przodu , niczego nie unikam. To mi daje ogromną siłę. Naprawdę. Właśnie to mnie leczy – stawienie czoła problemom.
Samych ataków się nie boję, może dlatego że nie mam ich jakiś mega mocnych.
Ale jeżeli przychodzi gorszy dzień to już się nie obrażam na cały świat i się nie doluje tylko spokojnie go przeżywam. Nie szarpie się z nerwica. Czuje ze tak mi lepiej , kiedy rozumiem skąd przyszła , jakie daje objawy i ze trzeba to przeczekac i robić swoje. I mam 200 procent pewności ze odejdzie. Tylko trzeba dać jej czas…a raczej sobie 🙂
Ufff ale się rozpisałam ! 🙂

21/01/16 16:01

AGU przynajmniej wiesz gdzie popełniasz błąd:). Ja tego nadal nie wiem:/

21/01/16 16:46

A metoda żeby zachować spokój pomimo dolegliwości to …poprostu go zachować; )
To nie jest łatwe ale z czasem dojdzie się do wprawy.
Pomaga mu też np jak powiem mężowi ze jest mi źle i mamy gorszy dzień, wtedy czuje ze robi mi się lepiej..
Pomaga też zrozumienie ze nie dostane zawału ani wylewu i ze trzeba to łagodnie przeczekac bo gdy sie szarpiesz to wzmacniasz i pdzedluzasz atak.
Pomagaja tez afirmacje – powtarzanie sobie w czasie ataku ze tak naprawdę jestem zdrowa ze nic złego się nie dzieje .
Mam nadzieje ze troszkę pomogłam 🙂

21/01/16 20:44

Dzięki Maggie. Każde słowo otuchy dodaje takiego kopa, że ciężko to opisać:). Też zauważyłam, że kiedy ogarnę coś, czego bałam się kiedyś (przed atakami) to od razu mi lepiej. Paradoksalnie nie byłam w stanie ruszyć z czymś do przodu jak bylo „normalnie” a teraz to robię, pomimo, że jest kuźwa 100000 razy trudniej. A jeśli chodzi o czarne myśli, to najgorsze są te, kiedy wkręcam sobie, że zwariuję o ile juz mnie nie popieprzyło i strace nad sobą kontrolę. Wtedy to już kurde płacz, czarna rozpacz i nic wiecej 😛

22/01/16 09:02

AGU spokojnie na pewno nie zwariujesz:) .Mnie jeśli już to dopadają myśli typu czy jeszcze będzie normalnie? 🙂

22/01/16 09:03

Hmmm niby do tego się stosuję:) ale widocznie to nadal za mało; )

22/01/16 09:04

To do MAGGIE z tym, że to stosuję; )

22/01/16 14:46

Aniu w takim razie cierpliwości 🙂 i wiary!

24/01/16 09:35

MAGGIE po ponad 8 latach życia z nerwicą w tym 3 lata terapii wiem co to jest cierpliwość 🙂 ale też wiem jaką mam Wielką potrzebę życia normalnie. Dziękuję za wsparcie:)

24/01/16 22:57

Osiem lat to dość sporo, ale ludzie nawet po kilkunastu z tego wychodzą takze trzeba wierzyc;)

24/01/16 08:44

Czy jesteście mi w stanie pomoc przestać się bać każdy samochodem w zimowych warunkach? Codzienna myśl o jeździe do pracy 50 km, przy czym końcówka w terenie górskim, gdzie pługa czy piaskarki jak na lekarstwo – nigdy rano jak musze tam dojechać – doprowadza mnie do koszmarów i ataków panicznego lęku

24/01/16 22:53

Może jest inny sposób dostania się do pracy? Np autobus lub pociąg?

25/01/16 08:14

Ja teraz jeżdżę 12 km i mam dokładnie to samo 🙂 Nie nawidzę jedźić po zmroku i w trudnych warunkach pogodowych. Ale jest na to rada. Kurs bezpiecznej jazdy. Nabędziesz umiejętności, poczujesz sie pewniej i lęk sobie pójdzie. A w międzyczasie może uda się znaleźć pracę bliżej domu? Albo może jest ktoś kto również dojeżdża z okolicy? Albo uda się zimą pracować zdalnie? A może spróbować przez bla bla car i złapać kogoś? Albo dać ogłoszenie w pracy, że szukasz kogoś, kto będzie dojeżdżał z Tobą i będziecie prowadzić na zmianę?

28/01/16 19:41

Bardzo dobry pomysł, tylko ze moja praca nie jest nigdy od godz… do godz… więc jazda z kimś odpada – bo zawsze by musiał ktoś czekać – jak nie jedno to drugie… Mieszkam w miejscowości z której żaden autobus czy pociąg nie odjeżdża w tym kierunku gdzie pracuję. Połączenia bezpośredniego autobusem tez nie ma. Znalazłam takie z 2 przesiadkami po drodze – ale wtedy podróż z godziny przedłuża się do dwóch. A nie mogę sobie pozwolić na tyle czasu poza domem, ponieważ potrzebuje mnie w domu dziecko – nie tylko w nocy… Chyba się zdecyduję na kurs bezpiecznej jazdy – bardziej coś w stylu jak wprowadzić auto z poślizgu – na to nie wpadła bym sama – dziękuję Sabinko

28/01/16 19:44

Yeah! Super! A sprawdzałaś Bla Bla car?

25/01/16 08:45

O dwie ANIE sa:)

28/01/16 19:15

A ja kupilam terenowy renault scenic z napędem na 4 koła.jazda takim samochodem jest bezpieczna ! Przestalam się bać jeździć zimą, ! Można go kupić w fajnej cenie.! Ja jeździłam 10 -cio letnim.

24/01/16 20:53

Ja tez sie zastanawiam nad tym czy będzie tak jak byłam zdrowa . A jesli chodzi o czarne myśli to mnie prześladuje myśl zwiazana z moja córka ze mogę jej zrobić krzywdę.Moja psycholog mówiła mi ze jeste przewrażliwiona ne jej punkcie i dlatego mnie tak męczą może to wynioslam z domu bo bylo podobnie.Ale powtarzam sobie słowa jezeli nic się jej nie stalo do teraz to czemu się tym tak gnębisz i tu uczucie ta adrenalina w organizmie tysiąc myśli w głowie bez sensu .Miałam wszystkie symptomy nerwicy i dalam sobie z nimi radę to cholerka dlaczego sobie z tymi myślami nie radzę

24/01/16 21:35

I wiecie co wam powiem najlepsze jest to ze jak jeste z rodziną to nie mam tych złych myśli .Zaczynaja szaleć po mojej głowie jak jeste sama z córką w domu to pewnie jest ten cholerny lek którego nie wiem jak wytępić z mojej głowy

03/02/16 07:51

Hej, wydaję Ci się, że stracisz kontrolę ale skoro nic nie zrobiłaś do tej pory to na pewno się nic nie stanie. Ja też do niedawna miałam takie obawy, które doprowadzały mnie do „szaleństwa” :D. I to chyba nie ma znaczenia co to jest za myśl, tzn. czego dotyczy. Wiadomo, że jest po prostu negatywna i trzeba to olewać. Te myśli i tak będą przez jakiś czas bo te nasze cudne bańki w jakiś sposób muszą sobie chyba wytłumaczyć poczucie zagrożenia, które w rzeczywistości nie ma realnego źródła. Wydaję mi się, że umysł sobie „dorabia” te powody i stąd absurdalne myśli :p takie reverse engineering 😀 Ja od kilku dni z tym walczę „nie walcząc” i widzę efekty 😛 w jaki sposób? A no mówię sobie, „srutututu mam was w d#pie” albo wyśmiewam to myśląc „mhm no i co jeszcze :D”. Mi pomaga. 🙂

03/02/16 07:56

Lubię to 🙂

10/02/16 10:37

Witam wszystkich!!! Dawno się tu nie udzielałam 🙂 . Moje ataki paniki były straszne i jak sobie to przypomnę to aż sama niedowierzam, że mogło tak być. Teraz jest już dużo lepiej i chyba zaczynam wracać do normalności i chociaż czasem mam gorsze myśli i gorzej się czuję i nadal są lekkie zawroty głowy itp. to staram się poprostu myśleć, że tak mam i kiedyś i to minie. Dużo daje sport i to nie ważne jaki, ważne żeby coś robić,dobrze jest też znaleźć jakąś pasję, zajęcie. Potrzeba trochę czasu żeby wrócić do normalności ale już teraz wierzę, że jest to możliwe tylko nie można się poddawać i trzeba całyczas próbować. Jeszcze niedawno bałam się sama wyjść gdziekolwiek, nawet z kimś było ciężko, teraz wkońcu zaczynam wychodzić do ludzi i czuję się coraz lepiej. Ten blog to naprawdę super sprawa i Twoje rady Sabinko naprawdę pomagają, trzeba się tylko zmotywować i działać 🙂

10/02/16 10:42

Brawo Nika! A jaką pasję znalazłaś? Co ćwiczysz? Pochwal nam się 🙂

10/02/16 16:13

Ćwiczę na razie domu mam trochę płyt z różnymi treningami więc je wykorzystuje plus czasem łyżwy jak tylko zrobi się cieplej to rolki :). A moją pasją stało się robienie biżuterii: bransoletek z kamieni, koralików toho, sutaszu, itp.

10/02/16 18:29

Łyżwy….łiiiiiiiiiii 🙂