Wkraczając w dorosłość zupełnie się pogubiłam. Wyjechałam za granicę i wspinałam się po drabince stanowisk i lepszych zarobków. Wydawało mi się, że robię to co lubię, ale moje życie nie miało głębszego sensu. Robiłam co do mnie należało i byłam w tym całkiem dobra, ale czy czułam satysfakcję? Raczej nie. Bałam się cokolwiek zmienić. Kierowałam się opiniami otoczenia i strachem przed powrotem do kraju. Myśl o rozpoczynaniu wszystkiego od samego początku skutecznie dusiła moje prawdziwe pragnienia. Zaciskałam zęby i starałam się sobie wmówić, że to chwilowy kryzys (kolejny) i należy go przetrwać.

Brnęłam tą drogą tak długo, aż obudziłam się z depresją i atakami paniki. Dopiero wtedy zrozumiałam, że muszę się ogarnąć i uporządkować swoje życie. Zrozumiałam, że pełne kieszenie napiwków i nowe buty z Louboutina nie nadadzą mojemu życiu sensu.

A dziś? Dziś robię dokładnie to o czym marzyłam kilka lat temu. Pomagam innym zmagać się z atakami paniki, prowadzę blog i inspiruję ludzi do odnajdywania siebie na nowo, a i moja korpo robota jest bardzo ciekawa (choć to właśnie ona pójdzie w odstawkę za jakiś czas). Po depresji nie zostało ani śladu, a ataki paniki jak słyszą imię Sabina to uciekają gdzie raki zimują. Moje życie nabrało sensu, a moja praca daje mi ogromną satysfakcję.

Wprowadzanie zmian w swoje życie może być przerażające. Szczególnie na początku, gdy sytuacja nas przerasta i ruszenie z miejsca wydaje się wręcz niemożliwe. Ale prawda jest taka, że jedyne co musisz zrobić to zebrać się na odwagę, by zrobić pierwszy krok. Wystarczy jedna mała zmiana w jednym aspekcie Twojego życia, a reszta posypie się lawinowo. To właśnie Twoja odwaga pokieruje Cię w stronę szczęścia.

Istnieją pewne małe kroki, które możesz wykonać, aby rozpocząć proces zmian. Już dziś.

 

Zmień sposób myślenia.

Tak długo jak będziesz uważać, że Twoja sytuacja jest beznadziejna i nie da się jej zmienić tak długo taka pozostanie. Twój sposób myślenia ma ogromny wpływ na Twoje czyny. Ciało i umysł to jedność. Kiedyś uważałam, że w Polsce nie da się znaleźć porządnej pracy i lepiej pracować w Anglii. Dziś wiem jak bardzo się myliłam. Milion osób wciąż powtarzało mi, że nie warto wracać do kraju i żyć za minimalną krajową. Ja uwierzyłam, że można żyć lepiej. I można. Ja nie należę do miliona. Ja jestem Sabi.

 

Zrób miejsce

Jeśli czujesz, że Twoje życie nie sprawia Ci frajdy nadszedł czas na porządki. Oczyść mieszkanie ze zbędnych przedmiotów i wywal je do kosza. Zrób miejsce na nowe gadżety. Otwórz okna i wpuść powiew świeżości. To samo tyczy się miejsca pracy, przyjaciół i nawyków. Pozbądź się tych zbędnych, które zagracają Ci życie i zrób miejsce na nowe.

 

Skup się na tym czego pragniesz

Możesz czuć się jak w pułapce, ale skupianie się na negatywnych aspektach Twojego życia w niczym nie pomoże. Jeśli naprawdę chcesz zmienić swoje życie skup swoją uwagę na tym co pragniesz osiągnąć. Słuchaj sygnałów z Twojego wnętrza. To właśnie one będą dla Ciebie najlepszym przewodnikiem. Pielęgnuj je i wzmacniaj każdego dnia, aż wiadomość będzie wystarczająco głośna i wyraźna, by zacząć wprowadzać ją w czyn.

 

Podążaj swoją ścieżką

Mój moment transformacji zaczął się wtedy, gdy zaczęłam podążać za tym co sprawia mi radość. Zupełnie jak w labiryncie, gdzie każdy następny krok zbliżał mnie do wyjścia. Kupiłam rolki, bo to właśnie jazda na rolkach cieszyła mnie w danym momencie najbardziej. Dzięki nim poznałam wspaniałą przyjaciółkę, która posiada te same sportowe pasje. Dzięki niej mój brat poznał jej siostrę, która została jego narzeczoną i we wrześniu będę tańczyć na ich weselu. Gdyby nie rolki to nie byłoby wesela. Kupiłam psa w Anglii, bo pragnęłam psa. Kosztował mnie tyle co lepszy samochód. Ale to właśnie w dużej mierze dzięki Suzi pokonałam depresje. Najlepiej zainwestowane pieniądze na świecie, prawda? Bądź sobą i słuchaj siebie.

 

Wizualizuj. Co będziesz robić za kilkanaście lat?

Moje pierwsze wizualizacje nie były zbyt udane. Chciałam zmienić życie, ale nie za bardzo wiedziałam jak. Lęk i depresja paraliżowały moje pragnienia. Zamykałam oczy i widziałam wielkie nic. Czarną dziurę i rozpacz. Ale z czasem udało mi się wpuścić w moje wizje informacje z mojego wnętrza. Widziałam w nich jak siedzę z korpo budzie i zarabiam na rozkręcenie biznesu. Widziałam, że moja robota jest super. Mogę chodzić do pracy w Concersach i robić odlotowe rzeczy. Widziałam jak mój biznes się rozkręca, a ja mogę pracować z Suzi na kolanach. Widziałam jak dużo radości sprawia mi to co robię i dlatego dążę, by urzeczywistnić moje wizje. OMG. Moje wizje sprawdziły się w stu procentach! Zwijcie mnie Sabina nastoletnia czarownica.

 

Znajdź mentora

Każdy mistrz był kiedyś do kitu. I każdy z nas się uczy. Gdy czuję, że utknęłam to zasięgam rad u tych, którzy z podobnym problemem radzą sobie doskonale. Nawet najwięksi na świecie biznesmeni, milionerzy i gwiazdy mają swoich coachów i mentorów w wielu aspektach życia. Jeśli czegoś nie wiem to po co mam się męczyć i szukać po omacku. Pędzę do kogoś kto wie jak mi pomóc i podążam za jego wskazówkami. Mentorzy/ coachowie popychają nas do celu dużo szybciej. A ja nie lubię mieć nierozwiązanych problemów na głowie. Każda akcja powoduje reakcje. Im więcej wysiłków podejmiesz tym szybciej zminimalizujesz lęk i obawy przed nieznanym. Po co mam marnować czas na coś czego nie umiem rozwiązać. Wolę udać się do kogoś kto mnie tego nauczy. A ja w międzyczasie pobiegam w moich Jaybirdsach X2 (w kolorze limonki oczywiście).

 

Do dzieła!

 

Ps. Przypominam o zapisach na Webinarium: Jak nie bać się kolejnego ataku paniki. Jeszcze zostało kilka miejsc. Zapisy do 4 lutego. Zapisy i dodatkowe informacje tu.

Dodaj komentarz

33 komentarze

25/01/16 12:20

W połowie czytania popłynęły łzy. No właśnie znaleźć ten sens. Coś pozytywnego co lawinowo pociągnie pozytywne rzeczy. Mnie chyba ostatnio bardziej ograniczają dolegliwości niż strach. Za każdym razem gdy boli mnie głowa lub żołądek myślę sobie, że nadal coś robię nie tak. Nadal za bardzo przejmuję się tym z jakiej rodziny jestem. Tym, że nie mam pracy ami własnej rodziny. Trudno ją mieć nie mając faceta. Mimo wszystko cieszę się z tego co mam ale to nie jest jakby moje życie. Podziwiam Cię Sabi; )

25/01/16 19:43

Dolegliwości – w moim przypadku to one nakręcają ten „świadomy” strach. I się zaczyna, że zaraz umrę, albo styki mi w mózgu poprzestawia i będę warzywem albo wariatką. Najbardziej nie mogę ogarnąć odrealnień. Jak mnie czasami tak złapie to masakra jakaś 😛 Chyba skorzystam z jakiegoś pakieciku coachingowego! Ale czuje ze z dnia na dzień nabieram coraz pewniejszego nastawienia, że mimo wszystko jakoś to przetrwam i pewnego dnia bedzie ok. 🙂

25/01/16 19:45

Każdy wariat jest święcie przkonany, że jest najnormalniejszy w świecie. Więc myśląc, że oszalejesz masz 100 procent gwarancji, że jesteś zdrowa jak rybka.

25/01/16 19:49

Pewnie jest masa absztyfikantów, którzy tylko czekają na Twój gest i oddadzą Ci serce na dłoni 🙂 Swoją drogą to po co Ci facet? To same problemy. Będziesz musiała sprzątać i stać przy garach. Lepiej iść na rolki :):):) Trzeba to odkładać póki jeszcze można <3

25/01/16 20:36

I tak muszę sprzątać i stać przy garach:)

26/01/16 08:02

Damn it! 🙂 (ps. ja też 🙂 )

26/01/16 09:00

Prawdziwa Miłość potrafi nieźle uskrzydlić;) Gotowanie we dwoje jest przyjemniejsze:) a poza tym nie mam 20lat ba nawet nie mam 30 więc i tak nieźle odkładałam;), a raczej źle trafiałam:). Pozdrawiam.

26/01/16 10:45

hmm, gotowanie w pojedynkę trudne jest tylko na początku, przynajmniej dla mnie. Wkurzało mnie, ze zrobiłem zegoś za dużo i że będę musiał to zjeść sam:) A co tam, nie umarłem od tego:)

25/01/16 23:39

No co Ty Sabi, są tacy co potrafią gotować:)

26/01/16 08:02

I to mule 🙂

26/01/16 09:17

Lista portaw jest dluzsza:)

26/01/16 14:09

Gotowanie w pojedynkę nie jest nudne i nie martwię się o nadmiar ugotowanego jedzenia wręcz przeciwnie; )

26/01/16 18:49

Ja nie mówię, że nudne……..dla mnie było trudne. A większa ilość przygotowanego jedzenia rozbudzała tylko poczucie osamotnienia, bo jedzenia było dla kilku osób a zjeść musiałem sam. Czasami tak mnie to źle nakręcało, że w złości miałem ochotę wywalić zawartość gara przez okno:) Na szczęście rozsądek podpowiadał mi, że nie mogę dawać złego przykładu moim kotom.

26/01/16 20:44

Jakie osamotnienie? ! Masz bardzo doborowym towarzystwo – koty; )
Szkoda ze nie mieszkamy w jednym mieście to byśmy sobie organizowali ” czwartkowe obiady” na ten przykład 🙂

26/01/16 20:48

Ooooo ja też chcę na czwartkowe obiady! A z Torunia mamy kila osób na blogu 🙂

26/01/16 22:06

Opisuję przeszłość:) teraz pilnuje się zeby sie nie zamykac:) a dobre jedzonko tez smakuje przy asyscie kotow

25/01/16 12:29

A i wiem, że zmieniłam sposób myślenia i to bardzo. Zrobiłam miejsce na nowe. Podążam swoją ścieżką. Wizualizacja? hmmm w tym jestem naprawdę dobra;) Mentora też znalazłam a raczej mentorkę;) Teraz trzeba tylko jakoś te puzzle dopasować i ułożyć jakąś sensowną całość;)

25/01/16 19:46

🙂

26/01/16 12:57

Ach jak mnie wkurza ta moja agorafobia:/ gdybym to pokonała to jestem na prostej. Z kolegą pójdę prawie wszędzie. Sama kilka kroków przed dom i juz mnie łapie derylka matrix i wszystkie złe demony. Mam nadzieję, że po 8 lutego troszkę to się zmieni 🙂

26/01/16 13:37

Damy rade, trzeba się wspierać i nigdy nie poddawać. Ja sobie tak myślę, że kiedy pokonam te wszystkie wariactwa to nic mi nie będzie już straszne! I bardzo tego chcę 🙂

26/01/16 15:38

Aniu, ostatnio przeczytałam bardzo mądre zdanie; ” wyzdrowienie jest po drugiej stronie lęku”. Trzeba pomalutku i systematycznie ten lęk przezwyciężać..
Trzeba wchodzić w najgorszą burzę szukając ” oka cyklonu” .. nie ma innej drogi 😉 niech jeszcze sabi nasza mentorka potwierdzi 😉

27/01/16 09:51

Dzięki dziewczyny; ) jednak ważne jest takie wsparcie. Ja też sobie powtarzam, że nie bój się zakrętu bo może to właśnie ten przed całkowitą prostą ale w momencie objawów wszystko wydaje się nie działać.

27/01/16 18:56

Na pewno z tego zakrętu nie wypadniemy 🙂 Ja już nie mogę się doczekać 8 lutego 😀 😀 😀

28/01/16 19:49

Dokładnie. Ja to wpadłam w cyklon, tsunami i jeszcze atak klonów razem wzięte 🙂

27/01/16 22:46

Kochani powiedzcie czy tez tak macie przy naszej nerwicy np. Ostatnio oglądałam dokument o kobiecie anorektyczce i czułam sie jk by mnie to dotyczyło

28/01/16 07:57

Wystarczyło, żeby ktoś przy mnie kichnął, a ja już miałam grypę (a nie miałam) 🙂

28/01/16 10:29

Też tak miałam. Ale chyba to wszystko mam coraz bardziej gdzieś. Już chyba na mnie nie działa jak inni mi mówią, że jestem chuda. Jestem i co z tego? Taka ma uroda; ) Może jak pozbędę się tej całej nerwicy to trochę przytyję;)

28/01/16 12:54

Nooo takie tego „uroki”, że bierze się wszystko za bardzo do siebie. 😛 Życzę wszystkim pięknego dnia. 🙂

28/01/16 15:06

Kisia, to jest tzw. Sensytyzacja – wszystko odbierasz 100 razy mocniej i odrazu się identyfikujesz zazwyczaj z negatywnymi rzeczami. Nerwy nadszarpniete poprostu;)
Ja zawsze wtedy biorę 3 wdechy i tłumacze sobie ze to nie moje myśli tylko nerwicy; )

28/01/16 13:55

Dziewczyny a co myślicie o wszelkiego rodzaju suplementacji typu Wit. B , D magnez, witamina C czy picie oleju lnianego? Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomą i jakoś tak zachwalała.

28/01/16 15:09

Ja biore kompleks wit b i wit c i dużo bananów jem i kakao pije – maja dużo magnezu. . Ogólnie jem więcej I czuje się jakby lepiej przez to..czasem nerwica bierze się też z niedożywienia.
Szejki owocowe i orzechy – codziennie !

28/01/16 16:13

O widzisz MAGGIE to ja jestem do tyłu z tym;/

28/01/16 18:50

O i juz mi lepiej dziekuje maggie