Tuż po biegu wchodzę na stronę XVII Półmaratonu dookoła Jeziora Żywieckiego, a tam informacja „Tegoroczny XVII Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego „O Puchar Starosty Żywieckiego” był rekordowy. Padł rekord frekwencji…”

Świetnie! Ale coś mi się zdaje, że padł również rekord wkurzonych zawodników.

Ale zacznijmy od początku…W grudniu wraz z grupą znajomych postanowiliśmy wystartować w jakimś półmaratonie. Wybraliśmy XVII Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego ze względu na fakt, że biegnie wokół Jeziora Żywieckiego. Każdy z nas rozpisał plan treningowy na trzy miesiące i wyciskał siódme poty, by przygotować się do jednej z najtrudniejszych tras w Polsce. Całej sytuacji pikanterii dodawał fakt, że żaden uczestnik z naszej grupy oprócz mnie, nie startował nigdy w żadnych zawodach. Ba! Żaden z nich nigdy wcześniej nie trenował biegania i swoje pierwsze kilometry stawiał w grudniu. Przez trzy miesiące każdy z nas naprawdę bardzo się starał, by podołać wyzwaniu.

Wracając do półmaratonu…Część naszej grupy jechała z Warszawy, a część z Dąbrowy Górniczej. W przeddzień zawodów wybraliśmy się na ucztowanie do jednej z restauracji na rynku (Bistro Rynek 19 – gorąco polecam risotto z borowikami i bezę z truskawkami). Wcześniej odebraliśmy pakiety startowe (w których znajdowała się koszulka, 4 agrafki i kupon na posiłek) oraz zapoznaliśmy się z trasą. Przyznam, że byliśmy troszkę przerażeni ilością podbiegów. Trasa Półmaratonu Żywieckiego to nie kilka podbiegów lecz same podbiegi i zbiegi. Płaskiego terenu jest niewiele. Dla początkujących biegaczy to bardzo wymagająca trasa.

Risotto z borowikami

Risotto z borowikami

Bistro Rynek 19. Przyjemna knajpka tuż przy runku w Żywcu.

Bistro Rynek 19. Przyjemna knajpka tuż przy runku w Żywcu.

W dzień zawodów przyjechaliśmy na linię startu troszkę wcześniej. Czytałam, że będą stragany ze sprzętem sportowym więc chciałam trochę pobuszować. Były trzy. Nic nie kupiłam. Atmosfera była dosyć wesoła, ale panowała jakaś taka dezorganizacja. Nigdzie nie można było uzyskać informacji o przebiegu trasy i ciężko było spotkać kogoś z organizatorów. Chciałam zapytać o jakiś numer alarmowy w nagłych przypadkach, ale nie było kogo. Widziałam już nie raz biegaczy upadających na twarz i mdlejących podczas biegu więc wolę być przygotowana. Tym razem nie byłam. Dla porównania w BMW Półmaratonie Praskim informacja o numerze alarmowym była nagłaśniana co 5 minut, ogłoszona w regulaminie i tuż przed startem jeszcze raz powtórzona przez mikrofon. Nie mogłam też znaleźć toalet i żaden wolontariuszy nie potrafił wskazać mi do nich drogi. Poszłam w krzaczki. Było zimno.

Dzień przed było bardzo słonecznie.

Dzień przed było bardzo słonecznie.

Tuż przed startem była rozgrzewka. Super. Brałam w niej udział i wraz z moją przyjaciółką raczej dobrze się bawiłam niż rozgrzewałam. Zajęłyśmy pozycję na samym końcu kolumny do startu po czym okazało się, że Ci którzy są ostatni będą pierwsi. Zatem na linii startu ustawili się najszybsi biegacze zawodowi, którzy za nic w świecie nie chcieli się przesunąć, by zrobić miejsce tym, którzy musieli przejść z lewej strony  kolumny na prawą. Tłum napierał, a organizator wołał przez megafon „Proszę, aby biegacze przesunęli się za linię startu, opóźniamy bieg”. Tłum napierał jeszcze bardziej, nikt nie chciał się ruszyć, a my skończyliśmy tuż za linią startu wśród najszybszych biegaczy. Było tak ciasno, że stałam tyłem do startu i nie miałam szansy się ruszyć nawet o minimetr. Kobiety obok mnie były przerażone. Gdy wystrzelił pistolet wściekłe wilki wyleciały jak na padlinę taranując mnie jak i resztę biegaczy amatorów obok. Zostałam żywcem podeptana i przepychana jak piłeczka kauczukowa. Gdyby zawodników było więcej niż 2200 nie chcę myśleć co mogłoby się wydarzyć.

Gdy wściekłe wilki wypruły już do przodu mogłam wyciągnąć selfie- sticka i w spokoju robić zdjęcia. Trasa jest faktycznie piękna. Widoczki nieziemskie. Biegacze bardzo przyjaźni. Zawsze znalazł się mistrz drugiego planu, który przybijał Hi5.

Mistrzyni drugiego planu. Co za pozytywna babka!

Mistrzyni drugiego planu. Co za pozytywna babka! Pozdrawiam gorąco!

Energii mi zabrakło po pierwszym podbiegu, który miał chyba milion kilometrów. Czułam jak ogień zionie z moich ud. Zajęłam się kręceniem filmików i udawałam, że mnie nie boli. Chciałam nawet trochę pomaszerować, ale maszerowanie pod górkę jest jeszcze gorsze niż wbieganie. Włączyłam zatem wolny tryb ciągły i nafaszerowałam się żelem energetycznym już na 6 kilometrze. W plecaczku miałam też batona i kilka daktyli. I chwała mi za to! Okazało się, że na punktach nawadniania nie było nawet bananów! Masakra! Bez batona z plecaka nie dałabym rady wbiegać pod te górki. Jakże wtedy współczułam wszystkim tym, którzy nie doczytali w regulaminie, że żadnego snacka nie będzie. A jest to niezłe zaskoczenie, bo organizatorzy zwykle zapewniają na trasie kawałek czekolady, banany czy nawet kostki cukru. W tej grupie zaskoczonych znalazł się mój brat, który pobiegł bez żelu czy batona. Na 17 kilometrze zmierzył się ze ścianą biegacza (ciemno przed oczami, zawroty w głowie, brak energii). Nie spodziewał się, że na trasie nie będzie żadnej przekąski. Zapewne nie był jedyny. Całe szczęście jakoś dotarł do mety i tuż po jej przekroczeniu wpakował w siebie paczkę ciastek. Dla porównania w PKO Silesia Półmaraton było tyle bananów i batonów, że można by było nakarmić nimi pół Śląska.

Jeszcze przed startem...na wesoło!

Jeszcze przed startem…na wesoło!

Zgodnie z regulaminem na 6, 10, 15 i 19 km miały być punkty nawadniania. I były. Woda była tylko nie było kubeczków. A raczej były, tylko za mało. Wściekłe wilki zdążyły się napić, ale biegacze amatorzy już nie. Ludzie chlipali wodę w pięciolitrowych baniaków. Niektórzy zabierali baniaki i cisnęli z nimi pod pachą w dalszą drogę. Ja zgarnęłam jakąś pustą butelkę z ziemi i poprosiłam, by nalano mi do niej wody. Jeśli chcecie zrozumieć co czuje biegać na 10 kilometrze biegu to wyobraźcie sobie, że wchodzicie w upale przez godzinę pod wysoką górę. Bez wody ani rusz!

Czytałam, że w zeszłym roku przydarzyła się dokładnie ta sama sytuacja! Organizatorzy nic się nie nauczyli! Jak nie było kubeczków tak nie ma. A partnerem biegu jest Żywiec Zdrój. Tak to Ci od wody. Dobre, co?

Taką samą plamę dali organizatorzy BMW Półmaratonu Praskiego. Z tym, że tam biegnie około 5 razy tyle uczestników. W 2014 roku również nie było wody. Organizatorzy przeprosili,  wyciągnęli wnioski i w 2015 roku było tyle wody, że można się było kąpać. Była woda w miskach, w butelkach, kubkach, były kurtyny wodne i baniaki. Woda dosłownie everywhere! I to mi się podoba. Dali ciała, ale szybko się poprawili. Przed biegiem w 2015 roku żartowali nawet, że zachęcają do zapisów z uwagi na dużą ilość wody na trasie.

Zakręt na tamie. Tu popsuł się mój selfie stick. Damn!

Zakręt na tamie. Tu popsuł się mój selfie stick. Damn!

Biegłam przed siebie mijając kolejne podbiegi, zajadając daktyle z kieszeni i rozmyślając, że trasa jest na serio super. Podbieg, zbieg, podbieg, zbieg, jeszcze większy podbieg, zbieg, jeszcze większy podbieg i super ostry zakręt…I tak 22 km 🙂 Gdyby nie obawa o własne życie z powodu nie zamkniętej drogi to pewnie nie dobiegłabym do mety. Biegnę sobie, a tu auto za autem na włączonym silniku! Smród spalin gryzł w gardło. Fuj! Co 5 km łaskawie pojawiał się jakiś policjant i blokował boczne drogi. Naprawdę nie rozumiem jak można nie zamknąć dróg na 2 godziny i to jeszcze w  takich warunkach. Przecież w Żywcu drogi to same zakręty. A na trasie zero oznakowania, że przebiega półmaraton. No chyba, że wliczyć drewniane paliki z cyfrą 5 km czy 12 km na wysokości 20 cm od ziemi. Całe te cudowne widoki psuły mi jeżdżące samochody między biegaczami. To było naprawdę niebezpieczne. Tylko czekać, aż za kilka lat w gazetach przeczytam, że na jednym z zakrętów w Żywcu samochód staranował kolumnę biegaczy.

 

Pakiet startowy odebrany.

Pakiet startowy odebrany.

Ponad dwa tysiące uczestników zagościło w Żywcu w martwym sezonie. Każdy z nich zostawił kasę w hotelach, kawiarniach i restauracjach. Spróbujmy to policzyć…70 pln wpisowe razy 2000 biegaczy to 140.000 pln, załóżmy że połowa nocowała w Żywcu za 60 pln za dobę co daje nam 60.000 pln (niektórzy zostali na 2 doby jak my), załóżmy że połowa przyjezdnych biegaczy zostawiła około 50 pln/doba w restauracjach co daje kwotę 50.000 pln! Trzeba było również zatankować samochód itd. Można by tak wyliczać. Czy naprawdę nie można zapewnić im należytego bezpieczeństwa podczas biegu? Równie dobrze mogę sobie przyjechać do Żywca i wyjść pobiegać. Też będę biegać między samochodami w smrodzie spalin.

Atmosfera wśród biegaczy była przednia. Co chwila z kimś gadałam i przybijałam piątki. Rozdawałam daktyle z kieszeni i dzieliłam się wodą. Poznałam wiele fajnych ludzi. W połowie drogi popsuł mi się mój stick więc skupiłam się na biegu i trochę przyśpieszyłam. Dobiegłam do mety super spragniona i zmarznięta. Nie da rady szybko wbiegać pod górki (a ta przez metą ma z 4 km)! Wiatr urywał mi głowę i skutecznie wychładzał organizm. Zgarnęłam medal po czym ruszyłam wypatrywać resztę ekipy, która jeszcze nie dotarła do mety. Nagle z tłumu wyłonił się znajomy pytając gdzie rozdają medale…Okazało się, że medali zabrakło. Wyobrażacie sobie trenować 3 miesiące w mrozie i śniegu i nie dostać medalu? Myśleliśmy, że medale się znajdą, ale się nie znalazły. Reszta ekipy też ich nie dostała. Widziałam jak na mecie jedna dziewczyna dosłownie wybuchła z żalu płaczem.

Na jednym z podbiegów...

Na jednym z podbiegów…

Na mecie również zapanował chaos. Kolejni biegacze wbiegali i szukali swoich medali. W końcu organizator przeprosił za brak medali i obiecał, że przyjdą pocztą. Wielki szacun dla Mirosława Dziergasa z Wydziału Turystyki, Kultury, Sportu i Promocji w Żywcu, który próbował ratowć sytuację. Osobiście przepraszał przez mikrofon i w jego głosie naprawdę słychać było przejęcie. Zapewne również jest biegaczem więc rozumiał sytuację.

W końcu w tłumie wypatrzyłam swojego chłopaka na ostatniej prostej do mety. Miałam łzy w oczach, bo od roku zmaga się z poważną chorobą płuc. Przyjmuje ogromne dawki leków, które osłabiają jego organizm. Mimo słabej kondycji nie poddał się i dał radę dotrzeć do mety. Medalu nie dostał. Oddałam mu swój. Gdybym miała więcej oddałabym i reszcie ekipy, która się nie załapała. Ciężko pracowali przez trzy miesiące, by ukończyć ten bieg.

Mimo wielu utrudnień miło wspominamy nasz wyjazd. Cała moja dziarska grupa spisała się brawurowo. Mojego brata i przyjaciółkę posądzam o doping – biegli tuż za Kenijczykami 🙂 Po biegu ledwo co wysiedliśmy z auta i nie mogliśmy chodzić po schodach. Mieliśmy niezły ubaw z tych medali przy piłkarzykach i bilardzie.

Myślę, że organizatorzy biegu muszą się jeszcze wiele nauczyć i wiele poprawić. Ten bieg, może być bardzo fajny, ale trzeba zapanować nad chaosem jaki tam panuje. Trzeba zadbać o informacje przed biegiem (informować o trasie, kierunku biegu, numerze alarmowym itd.), toalety, wytyczyć  czasowe punkty startowe (aby nikt nikogo nie taranował), zapewnić wodę i choćby banana podczas biegu i nade wszystko zamknąć ulice! Miło by było, gdyby ktoś zapewnił po biegu matki ogrzewające i ciepłą herbatę (na mecie telepałam się z zimna). No i te medale…

Gdzień na 9 km - żel się dopiero wchłaniał. Nie było turbodopalania.

Gdzień na 9 km – żel się dopiero wchłaniał. Nie było turbodopalania.

Dodatkowo skoro bieg ma promować miasto Żywiec to dlaczego biegaczom nie przysługują zniżki na noclegi? I dlaczego Muzeum Browaru Żywiec jest zamknięte w poniedziałek? Przecież ktoś, kto przyjeżdża z daleka nie wraca tuż po biegu do domu. My chcieliśmy się wybrać przed powrotem i pocałowaliśmy klamkę. Jak i wielu innych biegaczy również.

Za kilka lat znów podejmę wyzwanie Żywca. Zobaczę czy organizator wysłucha biegaczy i czy dalej będzie brakować kubeczków. Jak na razie jestem wkorzona! Za to, że mnie staranowano i za miny tych ludzi, którzy medali nie dostali.  Myślę, że organizatorzy tego biegu powinni wybrać się na BMW Półmaraton Praski i zobaczyć jak powinien wyglądać dobrze zorganizowany bieg.

Taka dumna z brata....!

Taka dumna z brata….!

Na moście. Tu trasa była jeszcze płaska. Drugi km biegu.

Na moście. Tu trasa była jeszcze płaska. Drugi km biegu.

Uzupełnienie do tekstu 22.03.2016

Tuż po tym jak opublikowałam artykuł na fanpejdżu Półmaratonu w Żywcu pojawił się komunikat:

„Drodzy biegacze.Dziękuję Wam za wszystkie uwagi, z całą pewnością dołożę wszelkich starań, aby w przyszłym roku było lepiej. Deklaruję biegaczom wysyłkę medali, których z niezawinionych przez nas przyczyn zabrakło, z dodatkową rekompensatą 50 procent zniżki opłaty startowej w roku przyszłym. Z nowości: mając na uwadze zaistniałą po raz pierwszy sytuację na starcie wprowadzimy strefy startowe oraz większą liczbę wolontariuszy na punktach odżywczych (w tym roku dodaliśmy jeden punkt odżywczy i nieograniczoną liczbę wody). W tym roku sprowadziliśmy także zewnętrzne kabiny prysznicowe i agregaty prądotwórcze, które już od soboty podgrzewały wodę, aby znowu choć trochę poprawić warunki udziału w biegu). Nie wszystko się udało, ale proszę o choć trochę wyrozumiałości dla nas. Ze sportowym pozdrowieniem, Mirosław Dziergas, dyrektor biegu.”

 

Wychodzi na to, że słuchają…? A to najważniejsze! Może dam im jednak szansę w kolejnych edycjach.

 

 

[EDIT 03.04.2017 W XVIII edycji w roku 2017 czyli rok po opublikowaniu posta również brakło wody. Ja już uznałam bieg za skreślony, ale moje harty Niepanikuj dały mu drugą szansę. Temperatura była zabójcza – 28 stopni C – a wody nie było. Wychodzi na to, że peleton na początku biegu wypija całą wodę i nie zostawia nic dla innych  🙂 Pierońskie spragnione łobuzy! Także jeśli do  XVIII  edycji biegu co roku brakuje wody,  można to już uznać za standard! Jeśli chcecie wziąć udział w biegu to startujcie z własnym bidonem. Aha – a wodę dostarcza firma Żywiec (tak, ta od wody!) Nie było również izotoników czy kawałka banana. Radzę schować sobie jakiś kąsek do kieszonki na wypadek ściany, bo na trasie nic nie znajdziecie. Szczerze – wolałabym  dopłacić do opłaty startowej 5 pln, a mieć na strasie banana. Wpadki wpadkami, ale żeby tak co roku…Dla porównania w BMW Półmaratonie Praskim w roku 2015 też brakło wody. Organizator został zbesztany przez biegaczy z błotem. To był  jedyny raz.W roku 2016 i 2017 woda lała się strumieniami. Woda na stołach, woda w wiadrach, woda w butlach, kurtyny wodne, woda w kubkach rozdawana przez wolontariuszy na kilometr od strefy nawadniania. Po prostu woda everywhere! Cudowne miejsce na bieg, ale jego organizacją powinien zająć się ktoś z doświadczeniem ]

 

 

 

 

Dodaj komentarz

7 komentarzy

22/03/16 11:27

Dzień dobry, rozumiem że relacja jest pisana pod wpływem emocji, chciałabym jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
Po pierwsze nie porównywałabym jednak Półmaratonu w Żywcu do BMW Półmaratonu Praskiego, to całkiem inna skala biegu, całkiem inny rozmach, przypuszczam, że organizacją zajmuje się ułamek ludzi, którzy zajmują się organizacją Półmaratonu Praskiego, nie mówiąc o funduszach. Bieg w Żywcu w tym roku po raz pierwszy przekroczył liczbę 2000 biegaczy, więc organizatorzy pewnych rzeczy mogli nie przewidzieć, ponieważ nie mieli jeszcze z taką liczbą uczestników do czynienia.
Zamieszanie na starcie to duży problem, ale trudny do przewidzenia, wpadka z kubeczkami to chyba nowość, bo w zeszłym roku kubki były, ale brakło wody na jednym z punktów odżywczych i na mecie (przynajmniej dla osób biegnących na samym końcu) – teraz przynajmniej wody nie brakowało. Brak medali też jest przykrą niespodzianką, ale jeśli medale zamówione były, a przysłano niewłaściwą liczbę albo ktoś je ukradł, to co organizator może na to poradzić? Sama nie dostałam medalu, ale szkoda mi przede wszystkim organizatora, bo chciał dobrze, ale nie z jego winy nie wyszło, a wszyscy wieszają na nim psy.
Jeśli chodzi o ruch samochodów, to w regulaminie wyraźnie było napisane, że ruch odwrotny do kierunku biegu będzie się odbywać. Ja biegłam raczej w końcówce i moim zdaniem ruch i tak był BARDZO ograniczony (szczególnie jeśli się wie, jak intensywny ten ruch jest w przeciętną niedzielę), samochodów na trasie praktycznie nie było, a jeśli jakiś się pojawił, to jechał powoli i ostrożnie. Moim zdaniem wszelkie służby pilnujące ruchu spisały się świetnie. Nie jestem pewna czy zamykanie całej trasy na czas półmaratonu w ogóle byłoby możliwe, bo trasa półmaratonu po prostu nie ma alternatywy i nie byłoby jak wytyczyć objazdu dla mieszkańców i osób próbujących przejechać w stronę większych miast. Mnie bardziej denerwował samochód służb medycznych, który kilkakrotnie wjeżdżał mi pod nogi.
Nie czepiałabym się też nieczynnego muzeum Browaru, ponieważ jeśli dobrze pamiętam, to wszystkie muzea w poniedziałki są nieczynne, nie tylko te w Żywcu 🙂
Zgadzam się natomiast, że Żywiec jest mało przyjazny dla turystów. Podziwiam w ogóle wszystkich przyjezdnych, którzy nie gubią się w gąszczu jednokierunkowych i źle oznakowanych uliczek. Może przy takich okazjach jak półmaraton ktoś zauważy, że jeśli miasto nie postara się stać bardziej przyjazne i pro-turystyczne, to ludzie nie będą tu przyjeżdżać, bo w sumie miasto samo w sobie aż tak atrakcyjne nie jest, a brak odpowiedniej infrastruktury zniechęca do pozostania tu dłużej niż to konieczne.

Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że do zobaczenia na trasie za rok 🙂

22/03/16 13:12

Marto, W zeszłym roku było 1850 uczestników. W tym 2244. To raptem 394 biegaczy więcej. Przypominam również że to już 17 edycja biegu, a zapisy trwały już od dawna – więc czego organizator nie mógł przewidzieć? Tego, że trzeba policzyć ilość uczestników i kubki? Czy tego, że trzeba zarządzać tłumem i policzyć medale? Nie wystarczy coś zamówić i rozkładać ręce, że przecież było zamówione. To są zwykłe kwestie organizacyjne nie związane z funduszami. Mam nadzieję, że organizator weźmie uwagi na klatę i poprawi się w przyszłych edycjach. Pozdrawiam, Sabina

23/03/16 00:47

Z reakcji organizatora na zaistniałą sytuację – jeszcze w trakcie biegu, kiedy przepraszano za brak medali dla wszystkich oraz już po biegu – na profilu facebookowym, wnioskuję, że raczej w przyszłym roku takie błędy się nie powtórzą. Wydaje mi się, że bieg robiony jest przez pasjonatów biegania dla innych biegaczy, a nie przez profesjonalnych organizatorów dla zysku, więc jak dla mnie jakieś niedociągnięcia mogą się zdarzyć i jestem je w stanie wybaczyć.

Przy okazji, polecam nawadnianie przed biegiem i picie dużej ilości wody małymi porcjami przynajmniej jeden dzień przed biegiem. Nauczona zeszłorocznymi problemami z wodą na 10 km, przetestowałam to na sobie i brak kubeczków też na 10 km w tym roku nawet mnie nie ruszył 🙂

Pozdrawiam!

23/03/16 08:40

Dobrze, że „raczej” 🙂 Uważam, że ktokolwiek organizauje bieg – pasjonat czy profesjonalista, gdzie bierze udział masowa grupa to odpowiada za jej bezpieczeństwo. Takie sytuacje jak medale – owszem mogą się przydarzyć choć wyglądają bardzo nieładnie. Ale zgniatanie na mecie, brak informacji o numerze alarmowym w razie nagłego wypadku czy pojazdy między biegaczami nigdy nie powinny mieć miejsca. Tym bardziej, że trasa jest super i bieg ma duży potencjał. Trzeba się tylko lepiej przyłożyć do jego organizacji. Dzięki za Twoje rady z wodą. Piję 3 litry dziennie. Mimo to, brak wody i tak mnie ruszył. Całe szczęście znalazłam pustą butelkę na ziemi, którą mogłam napełnić 🙂

23/03/16 12:18

Ja też normalnie pije bardzo dużo, ale w większości herbaty i po mniej więcej pół litra kilka razy dziennie. Teraz za to się zmusiłam i piłam wodę i „domowy izotonik” – wodę+miód+szczypta soli+sok z cytryny przez całą sobotę, ale małymi łyczkami.
Nie spodziewałam się różnicy, ale jednak podczas biegu ani przez moment nie poczułam pragnienia, a pamiętam że rok temu, nawet pijąc na punktach odżywczych, cały czas mnie suszyło.
Być może nie jest to zbyt odkrywcze, ale u mnie nadspodziewanie dobrze zadziałało, więc polecam 🙂

23/03/16 14:46

Też byłam, też się nie napiłam. Ktoś podarował mi bidon na trasie. W sumie to powinna być o tym informacja w regulaminie, że nie będzie ani wody, ani nawet banana. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. Na 17 kilometrze myślałam, że padne trupem, ale znów uratował mnie jakiś biegacz i dał do ręki żel w formie kiślu.

23/03/16 15:15

Bieg był fajny, ale faktycznie wiele niedociągnięć. Ja zamarzłam prawie, bo biegłam bardzo wolno (a raczej szłam) i bardzo wiało. I te samochody 🙁