Kazimierz Dolny to urokliwe miasteczko na Lubelszczyźnie. Położone jest nad Wisłą w Małopolskim Przełomie Wisły. Zamieszkuje je nieco ponad 3500 mieszkańców.

Szukaliśmy inspiracji na wypad weekendowy. Kazimierz Dolny okazał się fantastycznym pomysłem, gdyż to niecałe 150 km od Warszawy. Droga jest przyjemna, a po drodze można podziwiać bociany i uprawy chmielu.

Miasteczko jest naprawdę niewielkie, a zwiedzania raptem na kilka godzin. W okresie letnim trzeba przygotować się na tłumy turystów.

Zwiedzanie zaczęliśmy od lunchu, gdyż dotarliśmy do miasteczka w porze obiadowej. Nasz wybór restauracji nie był przypadkowy – w trakcie drogi zrobiłam porządny research polecanych miejsc. Tak więc suma z kaszą i topinamburem oraz sałatkę z wędzonym pstrągiem i porzeczkami zjedliśmy w Kuchnia i Wino na Krakowskiej 11, gdzie menu skomponował Wojciech Modest Amaro (ten od pierwszej *Michelin w Polsce, co ma telefon w sieci Play lol). Lunch był pyszny i zasługuje na osobny wpis.

Po lunchu plątaliśmy się wąskimi uliczkami zastanawiając jak to możliwe, że architektura miasta jest taka spójna. Wszyscy mają w oknach okiennice, do domów prowadzą kręte schody, a przed domem obowiązkowo jest dużo, dużo kwiatów i drewniany płotek. Niczym w jakiejś bajce o krasnoludach. Powiadam Wam, że ma to swój urok. W miasteczku gdzie się człowiek nie obrócił tam stała galeria. Galeria taka, siaka i owaka. Nie znaliśmy ani jednego z tych artystów więc nie zaglądaliśmy do środka. Spacer po miasteczku to najwyżej 2 godziny wolnym krokiem – jest naprawdę niewielkie. Oprócz tysiąca galerii w miasteczku jest pełno sklepików, kawiarnii, lodziarnii, herbaciarnii i innych urokliwych miejsc. Można spacerować i podziwiać bez końca.

Kawiarnie przy rynku głównym.

W ogrodach kwiaty, kwiaty i jeszcze więcej kwiatów.

Czy ktoś wie co to za puchate drzewo?

Jedna z miliona galerii…Mój brat powinien zamieszkać w Kazimierzu Dolnym – miałby co robić.

W tle Kościół Farny (nie tej co ma telefon w sieci Play LOL)

Tu chyba coś budują…Ta korona tak nie zostanie, prawda?

Za kosciółkiem w prawo odbija się na Górę Trzech Krzyży.

Na środku rynku zaparkowali takie oto wozy. Nie wiem czy mają coś wspólnego z miastem.

Kwiaty i okiennice everywhere!

Ta, za złotówkę tylko nieśmiało macha…Więcej jej nie wrzuciliśmy.

Czaiłam się na te sowy, ale nie mam domu, ani drzwi, pod które mogłabym ją podstawić 🙂
Spędziłam w tym sklepiku z 10 minut i nic nie kupiłam. Mój Sebastian czekał pod drzwiami i trenował swoją cierpliwość.

To ulubiony sklep Sebastiana na rynku. Tu ja pod drzwiami trenowałam swoją cierpliwość.

Wspominałam już o kwiatach w ogrodach?

Następnie udaliśmy się na spacer deptakiem biegnącym wzdłuż Wisły. Tu już nie było takich tłumów. Może dlatego, że było bardzo gorąco.

Suzi dzielnie maszerowała w upale.

Ten absztyfikant próbował ją wyrwać i szedł za nami pół drogi.

Był nieugięty i nie dało się go zgubić. Nawet jak mu szczerze powiedziałam, że Suzi ma już chłopaka.

IMG_8776

Wzdłóż deptaka biegną latarnie. Musi tu być pięknie wieczorem!

Stado kaczek płynęło pod prąd. Szczuliśmy Suzi, żeby z nimi trochę pozaczynała, ale była zajęta obwąchiwaniem.

Ten osobnik nas nie polubił.

Ale i tak zrobiłam mu zdjęcie z ukrycia.

  

Po spacerku wpadliśmy do Piekarni Sarzyńskiego na ciastko i kawę. Naczytałam się, że to miejsce jest takie super, że mi szczęka opadnie. Takie nie jest. Zwykła piekarnia. Zjedliśmy ciasto cytrynowe z kawą, które również było zupełnie przeciętne i ruszyliśmy dalej.

Słodkości za witrynką w piekarni Sarzyńskiego.

Nasz sernik cytrynowy za 9.90 pln

Wystrój piekarni Sarzyńskiego.

Po drodze z piekarni wpadliśmy na pchli targ i kilka straganów z lokalnymi produktami.

Regionalne produkty czyli drożdżowe koguty. Kogutów nie kupiliśmy.

Ale kupiliśmy konfiturę z pigwy i lokalne piwa.

W drodze do samochodu zdobyliśmy Górę Trzech Krzyży, a Suzi wywąchała przez płotek kumpli.

Zaprosiliśmy ich na odwiedziny do Warszawy.

Tak mi mówiły chodniki w Kazimierzu Dolnym.

A to będzie moim mottem życiowym od dziś – dobre, nie?

Wracając do Góry Trzech Krzyży – to punkt widokowy w Kazimierzu Dolnym. Góra znajduje się na wysokości 190 m n.p.m. i 90 nad poziomem rynku więc to raczej lekkie wzniesienie. Ze szczytu roztacza się wspaniały widok na rynek i centralną część miasta, a także na dolinę Wisły. Wchodzi się na nią betonowymi schodkami w 5 minut.

Suzi często się na nich kładła, bo były chłodne.

Widok z Góry Trzech Krzyży – ładny, prawda?

 

W drodze do auta widzieliśmy jeszcze więcej kwiatów i okiennic 🙂

WP_20160723_15_47_23_Pro

No i po drodze oczywiście uprawy chmielu, które przypominały toskańskie winnice.

Kazimierz Dolny to miejsce gdzie na pewno wrócimy. Po piewsze na pyszne jedzenie do Kuchnia i Wino, po drugie na spacer wieczorem, a po trzecie wtedy, gdy nie będzie dzikich tłumów. A po czwarte, bo jest tam fajnie.

Ps. Przez długi czas nie było wpisu, bo jakiś czubek zhakował mi stronę i narobił burdelu. Nie mogłam dodawać wpisów i jeszcze chwila, a moja strona zostałaby zbanowana w internecie i uznana za rozsyłacza spamu. Na szczęście mój Sebastian stanął na wysokości zadania i walczył z hakerami. Teraz działa, aby zapobiec przyszłym włamaniom. Czy ktoś z Was prowadzi może bloga na wordpressie? Mieliście przygody z hakerami?

 

Dodaj komentarz

 

14 komentarzy

24/07/16 10:13

Byłam , widziałam, zakochałam się ; )

24/07/16 13:18

Maggie piłaś to lokalne piwko? Kazik coś tam? Pycha!

24/07/16 13:27

Ja o tym piwku nawet nie słyszałam; ). Pewnie dlatego, że zero alkoholu 😉 A może dlatego, że dawno tam nie byłam 🙂

24/07/16 19:28

Smakoszem piwa nie jestem więc mi zwykla perełka wystarczy; ) ale chyba znajomi pili I chwalili.
Polecam Knajpe Artystyczną i Zieloną Tawernę

24/07/16 19:46

Następnym razem obowiązkowo odwiedzę!

24/07/16 10:15

Moje okolice :). Fajnie, że Ci się podobało ;).

24/07/16 13:16

OOOOOO ja bym się tam zabiegała na śmierć 🙂 A są tam jakieś biegi? Cudowne miejsce! Sielsko i przyjemnie. Natępnym razem wpadamy na kawę! A czy Ty pijasz je lokalne piwa? Przywieźliśmy sobie piwa: Kazik śliwka pod okiem i Kazik ciemnie – rewelacja. Co prawda ja tam wypiłam 4 łyki, ale było bardzo smaczne.

24/07/16 14:36

Sabinko do Kazimierza mam jakieś 40 km.Co do biegów to nie słyszałam :).Choć powiem szczerze, że nawet jak byłam w Kazimierzu to głównie na chwilę;). Chyba czas to zmienić ;). A kawa z Tobą to ba sama przyjemność 😉

24/07/16 12:15

“A kto chce być wewnątrz zdarzeń, musi żyć wciąż z bagażem” 😉 nabieraj siły Sabi przed maratonem. Trzymam kciuki 😊

24/07/16 13:13

Będzie ogień! Akurat upały idą 🙂

02/08/16 21:18

Byłam w tym pięknym miasteczku i również na pewno tam wrócę 🙂 co do korony na szczycie rusztowania – na początku lipca była na niej ,,płachta”, która przedstawiała króla 🙂
Czytam Twojego bloga od marca tego roku, nigdy nic nie komentowałam, lecz teraz czuję się gotowa, by wyznać, że w dużej mierze pomogłaś mi znaleźć równowagę w życiu, które było wypełnione lękiem 🙂 DZIĘKUJĘ!!!

03/08/16 07:15

Ania, dzięki za komentarz. Wszystkie Anie, które tu zaglądają są super. Myślę, że się odnajdziesz w naszym gronie “zrównoważonych” ludzi 🙂 Welcome 🙂

18/08/16 19:28

Rodzinne strony <3 architektura jest taka bo całe miasteczko jest pod ochrona i budując albo remontując dom trzeba spełniać określone normy estetyczne, które ocenia jakiś konserwator czy inny ważny pan. Jeśli jeszcze kiedyś będziecie w Kazimierzu to polecam zamiast piekarni moje ulubione miejsce – herbaciarnie u Dziwisza. Ciasta przepyszne, herbat kilkadziesiąt rodzajów do wyboru, przytulna atmosfera a do tego wylegujący się przy piecu kawiarniany kot… Cudowne w zimowe sobotnie przedpołudnia 🙂

18/08/16 21:12

OOOOO, a mieliśmy tam zajrzeć tylko nie starczyło czasu. Jaka szkoda. No cóż…trzeba wrócić, by pomiziać kota 🙂