Większość biegaczy otwiera sezon na maratony we wrześniu, gdy pogoda jest bardziej sprzyjająca.  Mój debiut crossowy w Silesian Highland Marathon mam już za sobą. Był to najlepszy bieg w jakim dotychczas uczestniczyłam.

Przygotowania

Zrobiłam co mogłam i w czasie jaki mi został poza pracą i obowiązkami. Przygotowania zaczęłam w dniu 31 maja 2016 więc miałam raptem 8 tygodni. Trzymałam się planu treningowego opublikowanego na stronie Silesian Highland Marathon w 70 procentach. Pozostałe 30 procent poszło na poczet nadgodzin w pracy czy nagłych wypadków związanych z konsultacjami. Przecież wiadomo, że jak ktoś potrzebuje pomocy to jestem skłonna zapisać go na konsultacje w tym samym dniu nawet o północy.

Nastawienie

Nastawiłam się na dobiegnięcie do mety i nie było mowy o rezygnacji. Bieganie długich dystansów to nie tylko siła ciała, ale i moc umysłu. Podczas treningów należy zadbać zarówno o odpowiednią ilość kilometrów na liczniku jak i trening silnej woli. Trzeba pamiętać, że trening silnej woli zaczyna się wtedy jak moc ciała słabnie. To właśnie wtedy masz okazję nauczyć się odpierać się negatywne myśli, które nakazują Ci przestać biec, położyć się w trawie i wzywać o pomoc…bo zmęczenie Cię przerasta, krew się leje z odcisków i boli każdy mięsień. Przeforsowując negatywne myśli wyrabiasz sobie kondycję psychiczną (panikowicze, czy coś Wam to przypomina?). Ciało i umysł to jedność. To Ty wybierasz, która część ma decydujący głos.

Przed biegiem

Na Śląsk zawitaliśmy w piątek o godzinie 23:00. Byłam podekscytowana i nie mogłam zasnąć. Po 5 godzinach snu miałam ochotę wyrzucić budzik przez okno. Szybko jednak uświadomiłam sobie, że dziś jest wielki dzień i trzeba wstawać. Zjadłam standardowe śniadanie – miskę płatków z bananem i borówkami oraz wypiłam kawę. Cała nasza ekipa pojawiła się na miejscu około 8:00 rano. Po krótkiej rozgrzewce udałam się na linię startu, gdzie odbyła się odprawa techniczna.

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

Na linii startu

Było nas niewielu choć bardzo dużo jak na pierwszą edycję biegu. Na samym początku kolumny stały same biegające gwiazdy. Mina mi troszkę zrzedła jak Andrzej Pitas z grupy entuzjastów biegaczy górskich Zapierdalacze przekazał nam instrukcje dotyczące biegu. Brzmiały mniej więcej tak: ślisko, błoto, dużo podbiegów, dziki las, kamienie, gorąco, ślisko i ślisko, aha no i jak biegasz maratony to dodaj do swojego standardowego czasu półtorej godziny. Pomyślałam sobie wtedy, że będzie miło jak dobiegnę do 18:00 i nie zgubię się w lesie. Przeszło mi wtedy przez myśl, że chyba mnie trochę poniosło z tym wyborem pierwszego maratonu.

 

Podczas biegu

Trasa była naprawdę wymagająca. Ścieżki biegły głównie lasami, polami i łąkami. Asfaltu było niewiele (na 43 km może łącznie z 4 km). Pojawiał się tylko na chwilę, gdy wybiegało się z jednego lasu i wpadało do drugiego niczym dzika sarenka. Już na 15 kilometrze zdążyłam się zgubić, bo przeoczyłam wstążki, którymi była oznakowana trasa. Dla przypomnienia, nie był to standardowy bieg asfaltowy. Tu trzeba było wykazać się odrobiną orientacji w terenie, a wiadomo, że nie jest to mocna strona kobiet.

Przez większość czasu biegłam sama. Nikogo przede mną, ani za mną. Pogoda była fantastyczna, ale na drinki z palemką przy barze. W lesie było parno, ale na całe szczęście na trasie było kilka strumyków i jezior – można było zamoczyć czapkę i schłodzić głowę. Podczas podbiegów na szczyty wyżyn śląskich słońce dawało popalić, ale cudowne widoki rekompensowały wysokie temperatury.

Pierwsze 10 kilometrów zachwycałam się cudnymi widokami. Z uwagi na wysoką temperaturę oraz dużą ilość podbiegów po 15 kilometrach czułam jakbym pokonała już z 30 i dopadł mnie kryzys. Wybiegając z lasu po raz pierwszy pomyślałam, że nie dam rady. Na całe szczęście na końcu ulicy czekała na mnie moja ekipa dopingująca, która dopadła mnie tam z zaskoczenia. Byłam święcie przekonana, że pojechali do domu i wrócą po mnie za 6 godzin! A oni czekali!!! Czekała również Pani fotograf z Gryfne Fotki, która jeździła z punktu do punktu, by ustrzelić mnie na trasie (co nie było łatwe biorąc po uwagę, że trasa biegła przez dzikie tereny). Jak ich zobaczyłam od razu się popłakałam i zaczęłam do nich wymachiwać rękami jak szalona. Dzięki ich dopingowi i całusom od mojego narzeczonego nabrałam sił i ruszyłam dalej.

Po 20 kilometrze biegło się super. Organizatorzy świetnie przygotowali trasę i co kilka kilometrów rozstawili punkty odżywcze. Była woda, izotoniki, czekoladka, pomarańcze, rodzynki i banany. Pewnie właśnie dzięki temu każdy dobiegł do mety cały i zdrowy.

Za każdym kolejnym zakrętem czekały nowe przeszkody. A to mały wąwóz, a to jakieś powalone konary drzewa – dzięki temu trasa była ciekawa i czas szybko mijał. Na 27 kilometrze zaczęły się problemy, gdyż dostałam skurczu w odcinku szyjnym (często mi się to zdarza, bo ślęczę dużo przed kompem). Z bólu nie mogłam biec, ale jakoś doczłapałam do kolejnego punktu, gdzie znów czekała na mnie ekipa dopingująca. Zażyłam nurofen, brat masował mi łydki, przyjaciółka szyję, a narzeczony karmił bananami 🙂 (Czyż oni nie są wspaniali ? <3 ). Poważanie zastanawiałam się czy nie zrezygnować, gdyż ból był nie do zniesienia. Pomyślałam jednak, że jeśli do 30 minut nie przejdzie to wtedy zejdę z trasy. Wyruszyłam marszem uciskając bolący punkt na szyi i starałam się o nim nie myśleć. Po kilkunastu minutach ból przeszedł i mogłam biec dalej.

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

Poczułam się lepiej i bez problemu dobiegłam na najwyższy punkt na trasie czyli górę w Nowej Wsi mniej więcej na 32 km trasy. Na podbiegu dzieciaki częstowały ciastkami, wodą i żelkami. Na szczycie stała ekipa, która ukończyła już bieg towarzyszący na 10 km i częstowała piwem. Jak nie piję tak wypiłam kilka łyków i pobiegłam dalej. Ostatni odcinek to była już walka z bólem mięśni, odciskami, zmęczeniem i gorącem. Umysł błagał o odpoczynek i nakazywał się zatrzymać. Podbiegom w słońcu nie było końca. Jednak w mojej głowie cały czas miałam obraz siebie sprzed kilku lat. Zapłakanej i zmagającej się z lękiem. Pomyślałam, że teraz to ja właściwie mogę świętować, że mam szansę biec w pełnym słońcu. Kiedyś nie mogłam wziąć bez obaw prysznica czy wyjść do sklepu.

Nagle z lasu wyłonił się znajomy mi biegacz, który oblukał moją lokalizację na Endomondo i wybiegł mi naprzeciw. Trochę się zdziwiłam, gdy go zobaczyłam. Pomyślałam sobie Co on u licha robi w tych lasach? Rzuciłam hej na powitanie i usłyszałam – Po Ciebie wybiegłem. Ten dobry duszek był moim zającem aż do mety. Zagadywał mnie, dopingował i obiecywał metę za każdym rogiem. Wspaniałe sportowe zachowanie, prawda? Zanim się obejrzałam wbiegałam na metę. Z płaczem. Płakałam, bo byłam dumna z siebie. Podobno wszyscy płaczą na metach.

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

 SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA - GRYFNE FOTKI

SILESIAN HIGHLAND MARATHON FOT. KASIA KRUPA – GRYFNE FOTKI

Po biegu

Umarłam na trawie na 30 minut. Dosłownie. Uwaliłam się w cieniu na ziemi i nie byłam w stanie mówić. Po 5 godzinach  53 minutach dotarłam na metę. Narzeczony ściągnął mi buty i oblał stopy zimną wodą. Moje pęcherze bardzo się ucieszyły, a fioletowe paznokcie dosłownie płakały ze szczęścia. Po biegu zjadłam kiełbasę. A nie lubię kiełbasy. Byłam taka głodna, że nawet kiełbasa mi smakowała.

Oficjalnie uznaję Silesian Highland Marathon najlepszym biegiem w jakim biegłam. Już nie muszę nigdzie jeździć. Mam bieg crossowy pod nosem. Atmosfera nieziemska. Ludzie wspaniali. Trasa wymagająca i piękna. Organizatorzy włożyli całe serce w organizację biegu i to dało się odczuć. Zadbali zarówno o piękne widoki jak i o to by odpowiednio zmęczyć zawodników. Biegłam na ogonie, a mimo to nie zabrakło dla mnie ani wody, ani rodzynek. Powiadam Wam, że za rok frekwencja będzie o 100 procent większa i lepiej już dziś zakupcie pakiety startowe. Jak się coś robi z pasją i zaangażowaniem to przekłada się to na całość. I to ewidentnie czuć było na każdym rogu.

Jedyne o co można poprosić w przyszłym roku to dłuższe wstążeczki znakujące trasę , aby nie gubić się w lesie. Chociaż sama nie wiem…krótsze dodają troszkę pikanterii. 

 

Całuję Was mocno i zapowiadam kolejną serię zdjęć z Silesian Highland Marathon.

 

Dodaj komentarz

 

20 komentarzy

03/08/16 08:54

Łezki uroniłam czytając relację:) jestem z Ciebie dumna Sabi!!! Żałuję, że nie mogłam być tam z Tobą, ale za rok -obiecuję! 🙂 :*

03/08/16 09:34

Muaaaaaah <3

03/08/16 10:54

Wzruszyłam się czytając ten wpis. Naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty. Mimo, że nie znam Cię osobiście, jestem z Ciebie bardzo dumna! Brawo i wielkie GRATULACJE dla Ciebie! 🙂 🙂 🙂 :*

03/08/16 12:50

Mam nadzieję, że będzie to kolejny namacalny dowód na to, że można pokonać ataki paniki bez uszczerbku na zdrowiu 🙂 Pozdrawiam i DO BOJU 🙂

03/08/16 11:46

Ja się popłakałam czytając Twoją relację Sabino. Bardzo, bardzo gratuluję 🙂 Sobie natomiast życzę takiej odwagi i determinacji w pokonywaniu lęków 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

03/08/16 12:52

Aniu ja Tobie też życzę! Do Boju! Za rok biegniemy razem 🙂

03/08/16 13:44

Wzruszyłam się- wróć poryczałam się.Jestes Wielka 🙂

03/08/16 13:49

Takie wstążeczki wczoraj w sklepie by mi się przydały ;).Byłam z kolega i nagle zapragnęłam pójść w innym kierunku i OMG nogi jak z waty i jedyne co widziałam to ciemność by mieć kontrolę nad tym w duchu sobie spiewałam. To była chwila, a dla mnie wieczność.

03/08/16 14:26

Aniu, może ta chwila to chwila przełomowa? 🙂

03/08/16 17:59

Sabinko chyba jeszcze nie :/.A tak bardzo bym chciała.

04/08/16 15:03

Jesteśmy dumni, kochana! Jeśli Ty dałaś radę biec w takich warunkach tyle kilometrów to i my możemy pokonać Nasze lęki. Gratulacje Sabinko, jestem pod wrażeniem. <3

04/08/16 15:40

Kasia dokładnie tak. Jestem żywym dowodem na to, że można 🙂 Bo można! Zatem trzymam za każdego z Was mocno kciuki!

04/08/16 15:09

Sabinko, przepraszam, że piszę pod takim postem (+gratulacje oczywiście), ale mam problem. Mam 16 lat i cierpię na hipochondrię i nerwicę lękową. Panicznie boję się o rodziców, że coś im się stanie itd. No i tak się złożyło, że mama jest teraz w szpitalu na badaniu endometrium (wychodzi jutro o 11) i płaczę już trzeci dzień. Mama ma wahania hormonalne i małego mięśniaka. Lekarz mówi, że to nic poważnego, że nie ma podejrzenia raka, ale ja nadal się boję. Boli mnie już głowa, brzuch i cała się trzęsę. Czy któraś z Was, Panie, miała coś podobnego? Czy to badanie jest niebezpieczne? No i pytanie do Ciebie Sabinko. Jak się ogarnąć, jak przezwyciężyć lęk? Jestem dość pewna, że nic złego się nie dzieje, ale jednak. Jestem bardzo przywiązana do mamy i to jest dla mnie jakaś masakra.

04/08/16 15:48

Kaśka, najlepiej starać się nie wybiegać w przyszłość tylko żyć danym dniem. Oprócz tego pomaga również pasja, która wciąga tak bardzo, że człowiek nie ma czasu myśleć. Możesz też spróbować zapisywać swoje obawy i sprawdzać ile procent się sprawdza (zapewnie nie więcej niż 2 % się spradwdzi. Nie martw się na zapas. Będziemy trzymać kciuki za mamę.

04/08/16 15:52

Bardzo Pani dziękuję. Wierzę, że będzie dobrze. Pani odpowiedź podniosła mnie na duchu. <3

04/08/16 18:49

Kaśka, jaka Pani. Sabina jestem. Opowiem Ci jeszcze historię o moim znajomym. Otóż mój przyjaciel lubi imprezować i pić alkohol. Któregoś dnia, gdy się obudził zmiał odrętwiałą połowę ciała. Opowiadał mi to ubawiony, a ja z pełną powagą (jak to hipochondryk) zapytałam go czy nie martwi się, że to zawał, albo inne cholerstwo i czy nie powinien wybrać się do lekarza. A on na to: Zwariowałaś? Jakbym poszedł to by mi pewnie odrazu z 5 chorób wynalazł. Wolę żyć w nieświadomości. Daje do myślenia hipochondrykom, prawda?

05/08/16 14:45

Fajna historia, dziękuję. Moja mama jest już w domu, narkozę zniosła dobrze jak nigdy. Przed zabiegiem miała podwyższone ciśnienie, w końcu po kimś te nerwy mam. Teraz tylko czekać na wyniki, które będą za trzy tygodnie… Dziękuję za wsparcie, to naprawdę mi pomogło. 🙂

05/08/16 15:55

Zanotuj, zapisz, że nic się nie sprawdziło i pamiętaj następnym razem, gdy będą nadchodzić czarne myśli 🙂

04/08/16 18:14

Gratulacje Sabi 😀 a, że szczęścia chodzą parami, to podwójne 😊

04/08/16 18:37

Hhahah, dzięki 🙂