Obiecałam więcej zdjęć z Silesian Highland Marathon. Tym razem kilka migawek z mojego telefonu. Na końcu niespodzianka roku więc jak będziecie oglądać to trzymajcie się mocno krzesła. Ci z Was, którzy obserwują Niepanikuj na Instagramie lub Facebooku są już w temacie, bo tam informacje trafiają jako pierwsze. Jeśli ktoś z Was przegapił relację z pierwszego maratonu wyżynnego w Polsce to zapraszam do przeczytania poprzedniego wpisu (A warto, bo to najlepszy bieg w jakim biegłam. Za rok będę tam ponownie!!!).

Mój numer 175. Kobiet biegło niewiele. Nie więcej niż 15. 

Ja z moim bratem, który biegł w biegu towarzyszącym na 10 km.

WP_20160730_08_42_20_Pro

Takie oto widoki już na samym początku biegu.

Tu jeszcze ktokolwiek biegł za mną i przede mną. Później już ani żywej duszyczki.

Kolor mojej twarzy mówi sam za siebie! Było gorrrrąco!

  

Lasy, lasy i jeszcze więcej lasów na trasie.

Z tym kolegą się czasem mijałam.

Trasa prowadziła przez zbiorniki wodne na Przeczycach. Można było zamoczyć czapkę i schłodzić głowę. Tuż za zbiornikiem trzeba było wbiec w wąską dróżkę za sklepikiem – drogę podpowiadali plażowicze 🙂

Nie wiem czy zdjęcie oddaje ułożenie terenu, ale to był jeden z wielu bardzo długich i stromych podbiegów.

Cudnie, prawda?

  

Bezdroża i ani żywej duszyczki! To powinien być ZEN bieg!

Ten fragment był najlepszy. Czułam się jak komandos na misji. Zaraz za tym wąwozem czekał na biegaczy punkt odżywczy i wspaniały doping!!! Gość z mikrofonem dawał czadu. Krzyczał nasze numery i obiecywał że meta już blisko! 

I znów na szczycie. Widoki na całą wyżynę! Moja czapka Buff sprawdziła się doskonale. Cały czas polewałam ją wodą prosto z buteki i przyjemnie chłodziła mi głowę.

Wspominałam już o cudnych widokach? Rolnicy na polach byli nieźle zdziwieni widząc biegaczy na trasie. Jedne chciał mi dać ogórki 🙂

Za mną pola kukurydzy. 

Kolejny podbieg i kolejna wstążka wskazująca trasę. Podobno jakieś niegrzeczne dzieci poprzewieszały wstążki. Ja nawet widziałam ich na trasie, ale myślałam, że przyszli kibicować. Jeden blondyn. Mogę dać rysopis jakby co. Kryminalne Zagadki Wyżyny Śląskiej.

Moje opalone na raczka udo. 

Wbiegam na metę…

Rzucam się chłopakowi w ramiona i płaczę jak bóbr.

A następnie umieram na trawie…Haha

Mój chłopak ratuje moje stopy podczas, gdy leżę trupem 🙂

Na trasie było błotko, strumyczki, kałuże i wysokie trawy. Moje nogi po biegu wyglądały tak:

Tu już ożyłam na nowo i robiłam zdjęcia. Przytuliłam się do mojego chłopaka, a mój brat miał nam zrobić wspólne  zdjęcie z medalem.

I teraz trzymajcie się mocno…Pozujemy do zdjęcia, a tu nagle pojawia się czerwone pudełeczko…Mój chłopak pyta czy zostanę jego żoną 🙂 🙂 I wtedy umarłam po raz drugi. I znowu się poryczałam. Mój brat robi całą serię zdjęć.

Powiedziałam I DO!

 

Także tuż za linią mety zostałam narzeczoną <3 <3 <3

Dodaj komentarz

 

4 komentarze

05/08/16 18:20

Gratulacje! Masz wspaniałego narzeczonego, że też wpadł na taki pomysł. Śliczne zdjęcia. 🙂

05/08/16 18:26

Gratulacje Sabinko! 🙂

05/08/16 20:08

No i się poryczałam… :):) gratulacje x 2!!

05/08/16 23:49

Nie płacz Evka😁