Dwa tygodnie temu przebiegłam Silesian Highland Marathon– pierwszy maraton wyżynny w Polsce. Był to mój debiut w maratonie, a na przygotowania miałam tylko 8 tygodni. Do mety dobiegłam w 5 godzin i 53 minuty.

W zeszłym tygodniu na jednej z konsultacji, które prowadzę, podopieczna zapytała mnie jak nabrać pewności siebie, gdyż ataki paniki zniszczyły całą jej wiarę w siebie. Doskonale ją rozumiałam, gdyż przerabiałam dokładnie ten sam problem (jak i zapewne większość panikowiczów).

Odpowiedź była bardzo prosta. Trzeba podejmować ryzyko!

Nie miałam doświadczenia, wystarczająco silnych mięśni, nie przerobiłam wystarczającej ilości treningów, nie miałam gdzie trenować w terenie, a w dodatku byłam wiecznie zmęczona po pracy i rano musiałam zrzucać się z łóżka za włosy, żeby po treningu dać radę wstać i wypełniać listę obowiązków.

Mimo to podjęłam ryzyko i dałam radę dotrzeć do mety. Może mój wynik nie powala na kolana, ale przecież nie o wynik tu chodzi. Najważniejsza była droga, którą musiałam pokonać, aby w ogóle stanąć na linii startu.

Kiedyś strasznie się denerwowałam, gdy innym podkładali wszystko pod nos, a ja musiałam na wszystko harować sama. Dziś bardzo się cieszę, że nikt nie płacił za moje studia i trzy fakultety. Ani, że nikt nie wypraszał  mi ocen, nie podstawiał obiadków pod nos i nie dbał o to czy zimą mam ciepło w pokoju.

Zajęło mi to kilka dobrych lat, ale zdałam sobie sprawę z tego, że tylko ja sama mogę zapewnić sobie wygraną w walce o swoje marzenia. Dziś pracuję na etacie (w zawodzie) i mam firmę, która świetnie się rozwija. Władam płynnie językiem angielskim i mam na to certyfikat, na mojej ścianie wisi dyplom z Event School of London, mogę pochwalić się 15 letnim stażem pracy, czerwonym pasem w kickboxingu i mogłabym tak wymieniać bez końca. Na wszystkie te rzeczy zapracowałam sama. Ci, którzy dostali wszystko w prezencie siedzą w domu i haftują ręczniki. Na nic im trzy fakultety – w którymś momencie znajomości mamusi się kończą.

Nie należy mylić pewności siebie z odwagą, gdyż są to dwie różne kwestie. Można nie być pewnym siebie (lub pracować na tym), ale mieć odwagę podejmować ryzyko. Podejmowanie ryzyka przynosi same korzyści. Nawet, gdy za pierwszym razem nie uda się dotrzeć do celu to można nauczyć się wytrwałości. Przy odrobinie zdrowego rozsądku można również wyciągnąć cenne lekcje z porażek co jest kolejnym krokiem do sukcesu. W momencie, gdy ryzykowanie kończy się sukcesem, zaczyna się dziać magia…budujesz solidne fundamenty poczucia pewności siebie.

Mimo braku doświadczenia podjęłam ryzyko. Gdybym nie dała rady dotrzeć do mety to przynajmniej wiedziałabym czego spodziewać się na starcie w przyszłym roku. Dołożyłam kolejne dwie cegiełki do fundamentów. Dlatego zachęcam Was do podejmowania ryzyka i czerpania korzyści jakie ze sobą niesie. Silesian Highland Marathon to tylko jeden z przykładów. Jest ich w moim życiu dużo więcej.

Dodaj komentarz

 

11 komentarzy

10/08/16 20:15

Sabina, lubię tu zaglądać. Tyle tu ciekwawych i wartościowych rzeczy można przeczytać. Trafiłem przez przypadek, a zostałem na dłużej. Nakręcasz i inspirujesz. Ode mnie też masz medal.

10/08/16 20:43

Witam, zapraszam, rozgość się i poczuj jak u siebie. A, no i dzięki za medal 🙂

11/08/16 08:27

Fajny wpis ale nie zgodzę się z tym, że Ci co dostali wszystko w prezencie siedzą w domu. To zupełnie nie tak. Co do ryzyka to podejmuję go każdego dnia. I właśnie po wczorajszym ryzyku znowu boli mnie głowa. Tabletki przeciwbólowe łykam jak witaminy ale robię swoje. Ty chyba w tym wszystkim miałaś dużo szczęścia i wsparcia innych. Ja wiem, że już dawno powinnam mieć to za sobą ale cóż. Pozdrawiam 😉

14/08/16 09:11

Zgadzam się w 100 procentach . Ja byłam zbyt” wychuchanym” dzieckiem chociaż wszystkie egzaminy podawałam sama ale porażek i trudności do przezwyciężenia w swoim życiu miałam zdecydowanie za mało . A przecież właśnie to kształtuje charakter..
W życiu mi się wiedzie jednak wiem ze moje problemy z lękiem mogą też się brać właśnie z tego.
Trzeba wierzyć we własne siły , odkryć co jest dla nas w życiu ważne i ciągle się rozwijać .
Ja właśnie nad tym pracuje…pomimo lęku; )

14/08/16 10:39

Moim zdaniem każdego lęk wynika z czegoś innego. Dla jednej może to być brak samodzielności, dla innych to, że nie są sobie w stanie wyobrazić utraty kontroli nad czymkolwiek, bo zawsze wszystko robili sami i na siebie mogli liczyć. Istotnym jest zaakceptowanie, że nie musimy być we wszystkim najlepsi, odnalezienie swojej pasji i podążanie za nią. Ja właśnie odszukałam co chcę w życiu robić 😀 czuję się jak dziecko, które dostało swoją gwiazdkę z nieba. Zdaję sobie sprawę że droga przede mną długa i kręta, ale dam radę! Wiecie dlaczego? Bo dzięki lękowi jestem w stanie sprostać każdemu wyzwaniu. I to właśnie droga ku marzeniom pozwoli mi raz na zawsze go pokonać. Ania poszukaj w sobie czegoś, co będzie Twoją iskierką nadziei. Trzymam kciuki 😊 a Sabina robi kawał dobrej roboty dla nas, pokazując, że można. Ściskam mocno.

14/08/16 14:04

Karolina, a powiesz nam co to jest? I jak do tego doszłaś? Bo ja metodą prób i błędów 🙂

15/08/16 16:25

KAROLINA podziwiam mi trudno znaleźć coś takiego.

18/08/16 12:41

Aniu, ja szukałam bardzo długo. Chociaż było to tuż na wyciągnięcie ręki. Jest pewnie coś w czym czujesz się dobrze, co sprawia Ci przyjemność – może gotowanie, malowanie, zwiedzanie, nauka języków? Albo robienie na drutach, pisanie wierszy? Pomyśl co sprawiało Ci w życiu przyjemność – dużą, średnią, małą. I odnajdziesz odpowiedź czym warto się zajmować – na początku potraktuj to jako hobby, a może z czasem zawodowo? 😊

23/08/16 06:04

Dziękuję KAROLINA :).
Może jestem jakaś inna bo szukam i niczego nie znajduję.

19/09/16 21:20

Witaj! Bardzo się cieszę, ze trafiłam tutaj. Od wczoraj siedzę i czytam.
Napisałam komentarz i dziękuję bardzo, że tak szybko mi odpisałaś 😊
Jestem poza domem i zawsze wtedy nakręca się strasznie, że nie będę mogła spać i niestety tak jest. Dzisiaj może trochę lepiej ale gdzieś tam w środku jeszcze tli się myśl, że znowu noc i znowu taka długa .
Napewno zostanę tutaj dłużej, czytając Twoje wpisy i komentarze innych.
Pozdrawiam Wszystkich.

20/09/16 07:38

Basiu, trzymaj się dzielnie i czerp inspiracje. W 21 wieku łatwiej wyleczyć raka niż choroby związane z emocjami. Pamiętaj, że praktyka czyni mistrza. Nie oczekuj od siebie, że już po pierwszym razie się uda. Raczej przygotuj się na kolejne nieprzespane noce i praktykuj dalej ćwiczenia. W końcu się uda!