Jak wytłumaczyć zdrowej osobie co czuje osoba zmagająca się z lękiem? Hmmm… no właśnie, jak? Żadne słowa nie oddadzą dokładnie tego uczucia.

Ostatnio prowadziłam konsultację z mężczyzną, którego żona zmaga się z atakami paniki. Kompletnie nie rozumiał zachowania swojej żony, a żona nie potrafiła mu tego wytłumaczyć. W efekcie oboje nie mieli do siebie cierpliwości i bardzo się kłócili. On uważał, że ona histeryzuje. A ona, że on jest nieczułym gburem. Długo rozmawialiśmy o sposobach komunikacji z osobą cierpiącą na nerwicę lekową i o tym jak ją wspierać. Nasza lista powstała na przykładach konkretnych wydarzeń z którymi miał do czynienia ten mężczyzna. Dzięki niej zrozumiał co czuje ktoś, kto zmaga się z lękiem i mógł spojrzeć na dane sytuacje z zupełnie nowej perspektywy. Zrozumiał, że denerwowanie się na żonę z powodu niechęci udania się na zakupu do marketu nie ma sensu. Przecież ona nie robi tego celowo. Ona najzwyczajniej w świecie jest przerażona! Przed konsultacjami zakupy kończyły się płaczem, a po konsultacjach wspólnymi zakupami online. Każdy był happy.

Pewnie wielu z Was nie wie jak obchodzić się z panikowiczem. Zebrałam 6 wskazówek jak radzić sobie w kontaktach z osobami, które zmagają się z atakami paniki. Gdy zmagałam się z lękiem marzyłam o tym, aby ktoś:

Wspierał

Atak paniki to totalnie przerażające uczucie. Sygnał ostrzegawczy, który ma nas czegoś nauczyć. Przychodzi z zaskoczenia więc chory przekonany jest, że umiera bądź ma atak serca.  Osoba zmagająca się z atakiem paniki jest sparaliżowana strachem. Co możesz zrobić, aby takiej osobie pomóc? Złap ją za rękę i zapewnij, że nigdzie sobie nie pójdziesz. Uświadom, że to tylko chwilowe i szybko minie. Najlepiej w takiej sytuacji zadziała jakiś żart czy śmieszna historia, która odciągnie uwagę panikowicza. Gdy atak paniki minie to miej na uwadze, że panikiowicz będzie wykończony zarówno fizycznie jak i psychicznie. Będzie się czuł jakby przerzucił 4 tony węgla łopatką do piasku. W takim momencie potrzebuje ciszy i spokoju, by miał możliwość regeneracji sił.

Zrozumiał

Rzeczy, które wydają się łatwe dla Ciebie, mogą okazać się zupełnie nie do osiągnięcia dla panikowicza. Spotkanie kogoś nowego na ulicy, rozmowa przez telefon, spacer, zakupy czy choćby naciągnięcie gaci na tyłek po prostu czasem przerasta możliwości panikowicza. Nie dlatego, że  on sam je takimi czyni.  Umysł  panikowicza jest zmęczony i nie ma ochoty na podejmowanie żadnych decyzji czy działań. Bądź dla panikowicza wyrozumiały i traktuj wszystkie jego problemy poważanie. Nawet te, które związane są z najprostszymi czynnościami. 

Rozśmieszał

Ktoś, kto zmaga się z lękiem ma tendencję do czarnowidztwa. Widzenie świata w samych czarnych kolorach powoduje ogromne zmęczenie psychiczne, a przy okazji fizyczne. Mówienie o radosnych rzeczach, rozśmieszanie, a przede wszystkim podchodzenie do choroby z ogromną dawką humoru zdziała cuda! Gdy słyszysz po raz kolejny „Wracamy do domu, bo kręci mi się w głowie” odpowiedz na to: „Daj spokój lecimy dalej. Inni ludzie wychodzą na imprezę dopiero jak zaczyna im się kręcić w głowie (a w dodatku muszą na to wydać 100 złotych)”. Haha! To się dopiero nazywa rozładowanie negatywnych emocji!

Nie zaskakiwał

Jeśli macie plany to nie zmieniajcie ich nagle. Ustalajcie wszystko ze szczegółami. Ludzie zmagający się z atakami paniki nie lubią niespodzianek, gdyż wzmagają uczucie lęku. Lepszym rozwiązaniem będzie stały grafik dnia ustalany z wyprzedzeniem.

Dbał szczerze

Odpowiadaj na smsy jak tylko masz możliwość i dzwoń regularnie. Panikowicze czują się zagubieni i potrzebują silnego oparcia w najbliższych. Często czują się osamotnieni więc lubią czuć, że komuś zależy. Najgorsze co możesz zrobić to dać do zrozumienia, że panikowicz jest dla Ciebie ciężarem. Chcecie zrobić plany wakacyjne, a panikowicz się boi? Powiedz mu, że kochasz i jak trzeba będzie to wakacje spędzicie w domu układając puzle.

Zarządzał

Z góry wiadomo, że osoba zmagająca się z lękiem nie będzie miała nigdy na nic ochoty. Zupełnie zrozumiałe. Ty też byś nie miał, gdyby notorycznie bolała Cię głowa, a każde wyjście byłoby niczym zdobywanie Mt. Everestu. Śmiało ułóż plany za Was dwoje. Zróbcie listę kto w danym dniu jest odpowiedzialny za jakie obowiązki oraz co będziecie robić wieczorem.

 

Dodaj komentarz

 

29 komentarzy

31/10/16 16:21

Jak dla mnie to marzenie by do mnie ktoś tak podchodził :/.Zgadzam się , że tego potrzebujemy.

31/10/16 18:03

Swietny wpis a my za miesiac lecimy do polski juppiiìiii i 2 godzina jazda autem na lotnisko i to mnie przeraza bo ostatnio jadac transportem dostalam atak paniki jeszcze nie wiedzialam ze to jest atak paniki zoładek scisniety i na premian zimne i cieple poty tragedia
Mam nadzieje ze teraz bedzie o wiele lepiej bo troszku sie obawiam tej podrozy .

31/10/16 18:39

Mnie mój mąż traktuje jak bym była zdrowa chociaż wie o nerwicy ale też chyba za bardzo nie rozumie,,, ale myślę że to właśnie on zmusił mnie do tego żebym walczyła nawet jak juz nie miałam sil:) i może też dlatego jakoś ogarniam i nie mam np agorafobii. Jeżdżę na nartach w wysokich alpach;)

31/10/16 19:46

Mnie też traktują jak zdrową. Większość nie wie co mi jest i nawet nie chcą wiedzieć. Inni nie rozumią, a jeszcze inni mówią, że to fanaberia.

01/11/16 21:37

MAGGIE ważne, że masz Miłość, która dużo daje. I po prostu jest łatwiej.

01/11/16 09:48

Haha, już to widzę jak mój facet zostaje podczas urlopu w domu i układa ze mną puzzle, by mnie zamordował za sam taki pomysł 😉 Ja mam takie szczęście w nieszczęściu, że mój narzeczony jest osobą, która lubi ciągle gdzieś jeździć i coś porobić, więc mam tak naprawdę 3 wyjścia: a) pojechać z nim b) zostać sama w domu c) on sam pojedzie na wakacje a ja pojadę do rodziny na te kilka dni. Najlepsza opcja ale też najtrudniejsza to pojechać z nim i tak naprawdę wtedy się najlepiej czuję bo przy okazji przełamuje lęk. 🙂

01/11/16 21:35

PAULA warto docenić to, że masz takiego narzeczonego.

01/11/16 20:07

Dobry wieczór!
Przeczytałam Twojego bloga i z przyjemnością przyznaję, że pomógł mi przetrwać dzisiejszy dzień. Moje problemy z nerwicą zaczęły się blisko rok temu, jako efekt traumy po śmierci taty. Niestety moja nerwica objawia się bólami somatycznymi. Biorę leki od kwietnia i zaczęłam żyć normalnie. Niedawno zaczęłam pracę i zaczął się strach, że wszystko wróci i nie dam rady sprostać wyzwaniom ( zanim rozpoczęłam leczenie moje bóle somatyczne wyłączyły mnie z normalnego funkcjonowania ). Tym myśleniem doprowadziłam do pierwszego ataku paniki. Sam atak nie przestraszył mnie tak bardzo jak lęk przed powrotem objawów somatycznych. Czy ktoś z osób zmagających się z nerwicą ma doświadczenia w tym względzie i jest w stanie podpowiedzieć rozwiązanie? Jutro mam wizytę u lekarza, jednak jestem lekko rozczarowana tym, że bóle wracają, nerwy i stres też, a byłam przekonana, że najgorsze za mną…

01/11/16 20:16

Hej. Witaj na Niepanikuj. Rozgość się 🙂

01/11/16 20:23

Dziękuję 🙂

01/11/16 21:34

Ważne, że leki w jakimś stopniu Ci pomogły.

02/11/16 08:44

Asiulka każdy z nas się z tym zmaga. To się nazywa lęk przed lękiem.
Trzeba to koło przerwać, nie bojąc się .

03/11/16 19:09

miło Was poznać Dziewczyny! 🙂 od jak dawna zmagacie się z nerwicą? Przyznam, że nad atakami paniki i chęcią ucieczki jak najdalej potrafię w pewnym stopniu zapanować – tzn. staram się przerywać ten błędny krąg myślenia i zapętlania się w strachu. Najgorzej, kiedy zaczynam czuć, że znów boli noga, że zaciskają się i kłują mięśnie i zaczynają się fascykulacje ( bo niestety u mnie w ten sposób się to objawia ). Wtedy wpadam w strach i stres, że ból znów mnie rozłoży, że przestanę funkcjonować… Macie jakieś swoje metody na nawroty choroby?

02/11/16 16:30

Hej, witam wszystkim. Tez zmagam się z nerwicą, ale jakos sobie radzę, największy problem mam w momencie kiedy dostane atak przy ludziach np.w banku (musialam wtedy przerwac podpisywanie dokumentów i wyjsc ale chyba nikt nie zauwazyl co sie ze mna dzieje)bądź w kosciele, zdarza się to bardzo rzadko, raczej miewam takie stany niepokoju, ale są one do opanowania.Zauważyłam, że moje ataki najczesciej występują wtedy gdy moje serce jest pobudzone , albo wtedy kiedy caly czas mysle o danej sytuacji stresujacej, to to sie wlasnie wydarzy, choc caly czas wychodze naprzeciw moim lekom, jak opowiadam mojej rodzinie to robie z tego zarty, bo czasami naprawde wyglada to komicznie.Chcialabym wiedziec, jak radzicie sobie przy ludziach, wtedy kiedy musisz dokonczyc zalatwienie sprawy, a nie wymyslac jakies historie typu duszono mi, bądź jakos dzisiaj zle sie czuje , musze wyjsc na powietrze?moge tylko dodac, iz nie miewam atakow w domu( nie boje sie ich w domu) , nawet próbuje je przywolac ale sie nie udaje, to dlaczego męczą mnie przy ludziach?.Mam w piątek wizyte w banku,podpisanie kolejnych dokumentow i juz otym mysle co bedzie w piątek, czy dam rade czy znowu bede cos wymyslac? Pozdrawiam serdecznie wszystkich wrazliwcow, bo to pewnie cecha wspólna nas wszystkich, a tak wogole jestem mężatka, mam dwojke wspaniałych dzieci i ogolnie jestem zawsze uśmiechnięta bardzo empatyczna i radosna pomimo nerwiczki.Podziekowania dla Sabinki, wspaniala z Ciebie kobietka.dziękuję za ten blog

03/11/16 13:00

Dasz radę! Nastaw się na najgorsze, bo co to za różnica czy będziesz miała atak po raz 10001 czy 10002 :)?

03/11/16 18:05

Witajcie 🙂 ostatnio miałam taką sytuację podczas jazdy samochodem. Wcześniej mogłam podróżować dużo, ostatnio zaczęło to być dla mnie problemem ze względu na lęk, który tym wyprawom towarzyszył. Poprosiłam Sabinę o pomoc 🙂 Tak, więc po wykonaniu ćwiczenia z oddechem, spisaniu mapy myśli wybrałam się na przejażdżkę- ok. 60 km. W trakcie jazdy olśniło mnie 🙂 przecież atak paniki jest tylko we mnie. Nie ma go tak namacalnie- zatem nie może mi zrobić krzywdy. Wszystko co się dzieje- rozgrywa się w mojej głowie- tego nikt po za mną nie widzi, nie zwraca na to uwagi. Skoro inni mogą tego typu lęki tłumić w sobie, nie zdając sobie sprawy, że to w ogóle istnieje, zatem i ja genetycznie jestem do tego uwarunkowana 🙂 Eureka! Podsumowując- lęku nie ma, jest nieczłowiekiem, nie ma rąk- nie może mnie udusić, nie ma głosu- nie może na mnie krzyczeć. Nóg też nie ma, więc nie może za mną chodzić. To ja go noszę- w swojej głowie. Coś, co nie istnieje, czego tak naprawdę nie ma. Ten lęk żywię strachem przed nim. Przed tym, że przyjdzie i mnie wystraszy. Jak wytłumaczyłam to sobie, to śmiać mi się zachciało- boję się czegoś, czego nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić namacalnie, bo tego nie ma. Boję się utraty kontroli nad sobą. W jaki sposób mogę ją utracić? Mdlejąc? Jak zemdleję, to nie będę o tym wiedzieć, a w końcu odzyskam świadomość. Boję się upadku? Jak upadnę, to się podniosę. Tego, że utracę równowagę- ćwiczę jogę, potrafię stać na jednej nodze 🙂 4 lata. Tyle mi zajęło stwierdzenie, że boję się swojego strachu przed czymś, co nie istnieje. Od tego stwierdzenia mija 4 dzień. Są sytuacje w których odczuwam lęk i będę pewnie odczuwać jeszcze długo. Natomiast odnalazłam to czego się boję 🙂 dla mnie to wielki sukces. Pozdrawiam Was serdecznie 🙂

03/11/16 20:07

Wow. Rozbroiłaś atak na części pierwsze 😁

06/11/16 19:02

Sabina – chciałam się Ciebie spytać, czy Ty pozbyłaś się nerwicy raz na zawsze, czy są momenty, kiedy daje o sobie znać?

06/11/16 19:29

Raz na zawsze 😁

04/11/16 09:24

Fajny wpis Karolina 🙂

04/11/16 13:31

KAROLINA fajnie to opisałaś; ) Dla mnie auto to strefa komfortu. Gorzej jak mam z tego auta wysiąść i gdzieś pójść. Dla mnie ewidentnie najgorsze są myśli ba ja chyba właściwie non stop myślę,że mi słabo, że mi się w głowie kręci, że się zaraz padnę. Mam tak nawet w domu cały czas. Jest to bardzo męczące. Tłumaczę sobie to na różne sposoby staram się uspokajać staram się zagluszyć te myśli. Dzisiaj nawet wmawiałam sobie to co Ty ale nie zadziałało :/

04/11/16 14:06

najwyrazniej musisz się zająć czymś mega wciągającym.
pamiętam jak roztrzesiona wpadłam na egzamin z podyplomówki , byłam przerazona, spóżniłam sie do tego , wszystkie oczy na mnie itd…
ale jak sie skupiłam na maksa i zaczełam pisac egzamin , na koncu zauwazyłam ze moja nerwica mnie opusciła:D
potem oczywiscie sobie o niej przypomniałam i wrociłam, ale jaki sukces ze udało mi sie napisac….endorfiny na tydzien:)

04/11/16 15:56

MAGGIE no właśnie trudno mi się czymś zająć tak na 100%. Czasami jak z kimś rozmawiam mam chwilowe euforie i znikają te myśli na chwile, a potem znowu to samo.

05/11/16 13:07

widzę, że u każdego działa to tak samo – ah te natrętne myśli! nagle się pojawiają i całe samopoczucie bierze w łeb! niestety jedyna taktyka to świadomie podejmować walkę i kierować myśli na inne tory. Problem polega na tym, że to wymaga naprawdę dużej siły i wytrwałości, której czasem brakuje…

03/11/16 23:51

Fantastycznie Karolina. Czytam bloga bardzo czesto wlasciwie odkad go znalazlam to regularnie pisze zadko ……ale korzystam ze wskazowek ti zawartych…taka moja motywacja do dzialania. Biegac niemoge ze wzgkedu na kregoslup ale zaczelam przywiazuwac wage i cen8c spacery moglabym chodzic i chodzic..
Nauczylam sie rowniez ignorowac symptomy badz male sygnaly niepanikuje…mowie sobie to on eh znow przyszedl czekam i mija to dziala ….mam nadzieje ze z dnia na dzien i te male aygnaly dadza spokoj jak zoabacza ze nic tu po nich.

09/11/16 15:54

Super. Karolina, ja ciągle jak się nakrecam,to nasluchuje przyspieszenie serca, i to mnie wyprowadza z równowagi, te kołatanie, moja myśl wtedy to ze coraz szybciej zacznie bić i wtedy padnie, walczę z tym,cały czas ale nie jest lepiej, poradź kochana sabinko, co wtedy robić?

13/11/16 17:08

No właśnie, co robić Sabinko?

18/05/18 23:17

Ok, tylko pomijanie jedno. Dlaczego partner osoby panikującej ma zamienić swoje życie na życie pielęgniarza? Po pierwsze traktowanie kogoś jak chorego pogłębia chorobę, po drugie taki partner też ma swoje życie, swoje potrzeby,jego życie nie kręci się i nie powinno kręcić wokół Was. Wpadło Wam do głowy, że atak paniki u osoby bliskiej też przeraża jej partnera? A skąd ma wiedzieć, że tym razem nie wkrecicie sobie lęku tak bardzo, że faktycznie dostaniecie zawału? I kto niby wtedy ma go uspokoić? Kto ma powiedzieć Waszemu partnerowi, że wszystko będzie dobrze? Wy? Jesteście zbyt zajęci sobą w ataku paniki. Odpowiedz jest prosta: sam musi zracjonalizować swój lęk o Was. I robi to, bo nikt za niego tego nie zrobi. Chociaż serce mu wali i strach podchodzi do gardła ogarnia się. Bo jest dorosły. Czasem mam wrażenie, że osoby z nerwicą lękową zrzucają po prostu swoją odpowiedzialność za radzenie sobie ze swoimi emocjami na innych. Piszą dużo o tym, jak im pomóc, zamiast skupić się na budowaniu własnej samowystarczalności w dziedzinie ogarniania emocji, opartej na dojrzałości emocjonalnej. Mnie też zdarzyło się spanikować. Znam to uczucie. Ale ogarnęłam się sama, bo po prostu tak widzę świat – że to moja rola. A kiedy słyszę od mojego partnera tok rozumowania osoby chorej po prostu wskazuje mu, że łapie wkręta i nie biorę w tym udziału. Kiedy probuje zabezpieczyć sobie sytuację na wypadek ataku paniki mówię mu wprost, że jaki atak paniki, włącza Ci się lęk wtórny po prostu, parę miesięcy już tego nie miałeś i ten wkręt jest irracjonalny. Siłę masz w sobie, gwarantuję Ci. I nie idę za jego manipulacyjnym w takiej chwili myśleniem. Nie mam zielonego pojęcia, czy dobrze robię, tak podpowiada mi intuicja, niemniej w rok przy mnie i moim podejściu nie angażowania się w jego wkręty i widzenia jego siły w nim samym zrobił większe postępy niż przez 12 lat bycia otoczonym przez nadopiekuńczych bliskich. Więc zastanówcie się, czy chcecie całe życie wisieć na kimś i umieszczać swoją siłę na zewnątrz, czy też po prostu raz a porządnie w siebie samych uwierzyć i zrozumieć, że siła jest w każdym z Was i to niczyja rola, tylko Wasza poradzić sobie z atakiem paniki. Bo serio o tym, jak obciazacie sobą psychicznie Waszych partnerów i ile egocentryzmu jest w nerwicy lękowej artykulu nie znalazłam ani jednego. Wszędzie tylko pokazujecie miliony sposobów jak odebrać Wam Wasza siłę i umiejscowić w kimś innym.

20/05/18 10:27

Odważne poglądy przeważnie głoszą Ci, który są na tyle odważni, żeby się nawet nie podpisać. Nerwica to choroba. Jak rak, problemy z nerkami, cukrzyca. Rozumiem, że w Twoich oczach człowiek z rakiem to również egocentryk, który wymaga opieki? Oczekujesz od takiej osoby, aby to ona troszczyła się Tobą? Nerwica lękowa nie ma nic wspólnego z jednorazowym epizodem paniki. Wyobraź sobie człowieka, który ma lęk wysokości i właśnie ktoś zepchnął go z wieżowca. Człowiek spada przestraszony, na granicy zawału i wyciąga do Ciebie rękę po pomoc. Ty lecisz koło niego, nie masz lęku wysokości, ale kopiesz go w dupę. Bo jeszcze przypadkiem pociągnie Ciebie w dół. To jest właśnie Twoje podejście. I tak bardzo się pod nim podpisujesz, że aż Abc.