Od małego kocham sport. W podstawówce jeździłam na każde możliwe zawody i uwielbiałam grę w kosza. Potem wkręciłam się w rolki, które towarzyszyły mi zawsze i wszędzie. Gdy zaczęłam trenować sporty walki w ramach rozgrzewki musiałam biegać dookoła siłowni. Z czasem trener dodatkowo układał mi plany na wybiegi poza dniami treningowymi. Na początku bieganie mnie wkurzało. Była to część treningu, którą trzeba było szybko odbębnić,  żeby mieć z głowy. Z czasem jednak stawałam się w bieganiu co raz lepsza i zauważyłam jego dobroczynny wpływ na moje ciało i umysł. Wtedy jeszcze bieganie nie było takie modne jak teraz więc moje wnioski wypływały z obserwacji organizmu.

Bieganie ma wspaniały wpływ na wiele aspektów ciała i umysłu. Jednym z nich i jednocześnie najważniejszym dla mnie (zapewne i dla Ciebie) jest dobroczynny wpływ na układ nerwowy. Dla mnie bieganie jest formą relaksu i sposobem na zdystansowanie się od stresującego życia. „Oczyszczenie” umysłu i ciała dzieje się to za pośrednictwem endorfin potocznie nazywanych hormonami szczęścia.

Po bieganiu czuję się wesoła, zrelaksowana, mam motywację do działania, a mój umysł dryfuje sobie spokojnym nurtem. Dziesiątki razy doświadczałam uczucia, kiedy stresujący tryb życia odbierał mi ochotę do pracy. Ba! nawet do życia. Dzięki bieganiu mogłam wracać do  obowiązków ze spokojnym umysłem naładowanym pomysłami. Po bieganiu nie ma problemów. Są tylko sytuacje, które trzeba rozwiązać. W głowie gra wesoła muzyka, a dobry nastrój emanuje z każdego kawałka ciała. Człowiek jest jakiś taki wyprostowany, pewien siebie i pełen energii witalnej. Tak to właśnie działa. Zapewne słyszałeś o euforii biegacza? Jeśli nie to gwarantuję, że istnieje. Sama doświadczyłam jej wiele razy. Po prawie 6 godzinnym wyżynnym biegu na Silesian Highland Marathon dostałam ataku euforii, który trwał chyba z 3 dni.

Wiele razy słyszałam, że trzeba pokochać bieganie, inaczej nic z tego nie wyjdzie. A przecież ja na początku biegania nie lubiłam. Jego dobroczynny wpływ zauważyłam dopiero wtedy jak moja kondycja pozwoliła mi na jednostajny bieg przez co najmniej 30 minut. Coś w tym jest, gdyż dopiero po 20 minutach organizm zaczyna funkcjonować pod względem fizjologicznym. Dlatego trzeba dojść do momentu, gdzie damy radę pobiegać co najmniej te 30 minut jednostajnym biegiem. Dopiero wtedy można stwierdzić czy bieganie jest supcio czy fe.

Spokojny bieg przynosi największe korzyści dla całego organizmu. Działa uspokajająco, wyrównuje tętno. Podczas biegu tętno powinno wynosić od 145 do 160 uderzeń serca na minutę, gdyż wtedy najbardziej uspokaja i odżywia mózg. No i jeszcze takie bieganie powoduje, ze ciało zaczyna czuć pokorę do wysiłku. To co sobie wypracujesz podczas treningów odbierzesz w postaci dobrego samopoczucia, pięknej cery, fajnego tyłka, spokojnej duszy, pewności siebie oraz medalu na szyi.

 

Wiem, że wielu z Was już dało się namówić na bieganie. Niektórzy nawet przygotowują się do pierwszych startów lub są już po. Dajcie znać w komentarzach jak Wam idzie z bieganiem i czy już je kochacie czy jeszcze nie.

Dodaj komentarz

 

6 komentarzy

04/11/16 16:12

Ja wybiegam nawet jak jestem padnięta po pracy. Po 30 min biegania zaczyna się najlepsze;) nagle widzisz świat przez różowe okulary

04/11/16 18:59

A ja nie mogę do tych 30 minut dotrwać :/. Po 20 minutach widzę ciemność 🙂

05/11/16 11:16

Ja dzisiaj biegłam tylko 8 minut… Był to bardziej trucht na przemian z marszem… Ale ja w zasadzie dopiero zaczynam… Pozdrawiam K.

05/11/16 13:24

K. U mnie też tak to wyglądało :).5 minut to był mega wyczyn 🙂

05/11/16 13:13

Ja dziś tylko 15 min. Zaczęło lać 😀 a na to nie byłam przygotowana. Mimo to było super 😊

06/11/16 19:08

Dzisiaj pobiegałam trochę dłużej. W trakcie biegania było mi lepiej. Później, po bieganiu zaczęłam się bić z myślami a jak mi się zaraz coś stanie? Pogoniłam te myśli i mam nadzieję, że będzie mi to wychodziło bardziej skutecznie. Pozdrawiam wszystkich początkujących biegaczy:).