Jako nastolatka spędzałam większość czasu w pracy. Zresztą jak większość młodych ludzi na dorobku mieszkających za granicą. Po pracy biegałam do drugiej pracy, a po drugiej pracy na imprezę, odreagować stres. Życie na pełnej parze, które nie pozostawiało mi ani odrobiny wolnego czasu. Chciałam więcej.

 

Najpierw rzuciłam alkohol

 

Sami wiecie jak to jest. Tu drink, tam piwko i tak się zbiera ziarnko do ziarnka. Po każdej imprezie kac, spanie do 16:00, ból głowy i kolejne 24 godziny wycięte z życiorysu. Kiedy zorientowałam się ile czasu zmarnowałam na dochodzenie do siebie po imprezach postanowiłam zerwać z alkoholem. Z dnia na dzień stałam się absolutnym abstynentem. Przez dobrych kilka lat nie wypiłam ani kropelki alkoholu. Nie było to łatwe, gdyż pracowałam w branży gastronomiczno eventowej, gdzie praktycznie każda zmiana w pracy kończy się huczną imprezą. Jednak już po kilku tygodniach zauważyłam jak moje ciało zaczyna wracać na pełne obroty i to dało mi siłę do wytrwania w swoim postanowieniu.

 

Potem rzuciłam papierosy

 

Dziś z perspektywy kilku dobrych lat zastanawiam się jak mogłam budzić się w środku nocy i palić papierosa. Podobno odkładanie rzucania palenia na jutro utwierdza nas tylko w przekonaniu, że wcale nie chcemy go rzucać. Więc zgasiłam papierosa w tym samym momencie w którym pomyślałam, że palenie to powolna śmierć organizmu. Nie palę już dobre 8 lat. Przez pierwsze dwa lata od rzucenia palenia wrzucałam co dzień do skarbonki równowartość paczki papierosów czyli 7 funtów i za te pieniądze pojechałam na Jamajkę do 5 gwiazdkowego hotelu. Ależ to była nagroda!

 

Kolejnym krokiem było picie wody

 

Postanowiłam, że będę wypijać 2 litry wody dziennie. Pomyślałam, że skoro wszyscy w koło o tym trąbią to musi mieć większy sens. Już po 2 tygodniach oprócz znacznie lepszego samopoczucia, zaczęłam z zadowoleniem dostrzegać poprawę kondycji skóry – wyglądała na znacznie mniej zmęczoną, co zdawało się odzwierciedlać mój stan ducha. Byłam bardziej wypoczęta, jakbym miała więcej sił. Nie miałam spadków energetycznych w trakcie dnia, a szczególnie po jedzeniu. Poza tym, miałam wrażenie, że czuję się trochę lepiej żołądkowo, jakby lżej i miałam płaski brzuch.

 

Następnie zwróciłam uwagę na to co jem

 

Zaczęłam od czytania etykiet i okazało się, że połowa żywności, którą spożywałam miałam tyle E w składnikach, że aż się przestraszyłam. Zaczęłam przygotowywać swoje posiłki na bieżąco dzięki czemu wyeliminowałam cukier, glutaminian sodu, sztuczne barwniki i większość syfu, która dodawana jest do jedzenia. Wprowadziłam do menu kasze, płatki owsiane, warzywa, owoce i jeszcze więcej warzyw. Ograniczyłam mięso do minimum. Spożywane raz na 2 tygodnie w zupełności zaspokajało moje potrzeby. To był początek mojej rewolucji na talerzu.

 

To wszystko zaowocowało przestawieniem poprzeczki wysoko w górę i ciągłe jej przestawianie jeszcze wyżej.

 

Po Silesian Highland Marathon wciąż schodzą mi paznokcie. Moje stopy należą do jednej z najpiękniejszych części mojego ciała, która teraz wygląda jak z jakiegoś horroru. Po 6 godzinach biegu na metę przybiegłam tak zmęczona, że się rozpłakałam. Moje ubrania biegowe były mokre od potu, a we włosach miałam patyki. Na całym ciele miałam otarcia, z których leciała krew. Czy było warto? Absolutnie tak!  Było to jeden z najlepszych dni w moim życiu, który wciąż przypomina mi o ważnych lekcjach życiowych:

 

 

  1. Zrób coś co leży poza Twoją strefą komfortu

 

Dzięki biegom długodystansowym nauczyłam się, że magia dzieje się właśnie poza moją strefą komfortu. Nie straszne mi już upały, mokre buty, piasek w oczach, brak mapy czy głód. Wiem, że w każdej sytuacji sobie poradzę. Im większe wyzwanie tym nagroda lepiej smakuje. Nagrodą jednak nie jest medal. Nagrodą jest okres treningów. Przygotowania do maratonu wymagają wiele czasu i poświęceń. By trzymać się rozpiski treningowej wstawałam o wczesnych godzinach porannych, biegałam z plecakiem do pracy w deszczu, a w weekend gdy inni siedzieli w kawiarni i jedli lody, ja orałam w upale po 30 kilometrów. Trzymałam się planu treningowego mimo wiecznego zmęczenia, braku czasu, wyjazdu na wakacje i tysiąca innych rzeczy. To było dla mnie największą nagrodą.

 

  1. Podnieś wyżej poprzeczkę

 

Znam wielu biegaczy, który traktują bieganie tak poważnie, jakby co najmniej byli profesjonalistami. Trenują 4 lub 5 razy w tygodniu oczywiście z zegarkiem, mierząc tętno. Treningu nie odpuszczą choćby nie wiem co się działo i zawsze chętnie dzielą się swoimi nowymi rekordami. Mimo to większość z nich nigdy nie brała udziału w żadnym biegu wyżynnym, górskim, czy jakimkolwiek bardziej wymagającym niż asfalt, mimo tego, iż wciąż o tym marzą. A ja? Zanim rzuciłam się na maraton po wyżynach nigdy nie przebiegłam więcej niż 22 kilometry. Dziś mam już dawno za sobą pierwsze kroki w biegach długodystansowych. Dlaczego? Właśnie dlatego, że nie boję się stawiać poprzeczek co raz wyżej. Mimo braku czasu na treningi, dwóch prac i tysiąca innych czynników dałam radę. Ci, co boją się stawiać poprzeczki wyżej wciąż tylko marzą…!

 

  1. Sukces zaczyna się w głowie

 

Wiecie dlaczego większość biegaczy nigdy nie startuje na dystansie dłuższym niż maraton? Boją się, że nie dobiegną do mety. Niedobiegnięcie do mety jest dla nich porażką i wstydem przed kolegami biegaczami. A przecież już samo podjęcie wyzwania to ogromny sukces. Ja nie miałam cienia wątpliwości, że dobiegnę mimo lichego przygotowania (miałam niecałe 10 tygodni). Ani przez sekundę nie przeszło mi przez myśl, aby zrezygnować. Miałam kilka kryzysów, a pogoda nie ułatwiała zadania. Byłam jednak tak zdeterminowana, że nawet gdybym miała się czołgać to dotarłabym do mety. Mój sukces zaczął się właśnie w mojej głowie.

 

A wiecie jak to działa. Silne ciało to i silny umysł. I wtedy żadne ataki paniki już nie straszne.

Dodaj komentarz

8 komentarzy

15/11/16 00:08

Czytam ten wpis leżąc na łóżku, a łzy lecą mi strumieniem. Mam DOSYC nerwicy i życia w wegetacji. Po wielu wysiłkach wszystko wraca. Teraz mam mega trudny okres i czuje się beznadziejnie. Alkoholu od dawna nie piję zresztą nigdy nie wypiłam więcej niż jedno piwo. Papierosów nigdy nie paliłam, a składy produktów czytam już od bardzo dawna. Jedynie z wodą idzie mi bardzo marnie, ale nawet gdy piłam te dwa litry to aż tak zauwazalnych zmian nie widziałam.

15/11/16 14:12

robiłas sobie badania krwii, hormonów tarczycy i innych , na pasożyty etc..?
u mnie tez ostatnio gorzej, jest dobrze dopóki nie pojawi sie jakis wiekszy problem w zyciu i własnie wtedy wiem ze nie pozegnałam sie jeszcze z nerwica na 100 procent:)
Sabi, jesteś niesamowita, ale to napewno juz wiesz. Buziak

15/11/16 15:05

Trzeba się nauczyć na nowo podchodzić do problemów, ale to już takie „szlify”. Muaahhh

15/11/16 15:53

MAGGIE robiłam badania ogólne krwi, hormony tarczycy , pasożyty. Właściwie to zostało mi badanie błednika ale się go boję:/.Zawroty głowy doprowadzają mnie do szału tylko dziwne, że auto mogę prowadzić i jest ok. A w domu chodzę jak pijana.

20/11/16 21:40

piękny wpis Sabi:) :*

20/11/16 22:30

<3

17/12/16 09:54

Ja tez walcze z nerwica depresja zawroty w glowie I te wszystkie sprawy a najgorsze ze juz od 3 lat nie pracuje ,z tego powodu rozchodze sie z mezem I nie wiem jak sobie poradze dalej

17/12/16 10:40

Aga, nigdy się nie poddawaj. Jeśli ktoś zostawia Cię w chorobie, to pomachaj mu na do widzenia z uśmiechem – nie jest wart. Ja również zostałam sama i dałam radę. My kobiety mamy moc! Licz na siebie, a wtedy żadne trudności nie będą Ci straszne. Pamiętaj, że ataki paniki zaczynają się w głowie. Gdy ograniczasz swoje życie z powodów ataków paniki to podsycasz lęk. Postaraj się stawić mu czoła. Zamiast uciekać- rzuć wyzwanie. Trzymaj się dzielnie!