Z atakami paniki zmagam się od kilku lat i znam schemat ich działania. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Ostatnio przez rok miałam święty spokój. Wróciłam do pracy i zaczęłam w miarę normalnie funkcjonować. Poszłam na zakupy na lokalny bazarek i nagle się zaczęło. Kolana jak z waty, zawroty głowy i palpitacje serca. Rzuciłam zakupy i uciekłam do domu. Przepłakałam cały wieczór – moje życie już nigdy nie będzie normalne. Czemu ataki paniki znowu wróciły? Czy ktokolwiek kiedykolwiek pokonał je na dobre? Czy Ty już nigdy nie obawiasz się, że dostaniesz ataku paniki?

Poniżej zdjęcie, które prezentuje człowieka, który pokonał ataki paniki w 100 %. Czy ja wyglądam na kogoś kto się boi ataku paniki? 🙂

 

 

To jeden z pośród tysiąca maili, które otrzymuję każdego dnia. Jeśli i Ty myślisz i zachowujesz się podobnie to musisz wiedzieć, że taki schemat działania świadczy o tym, że tak naprawdę nie wiesz jak działają ataki paniki i robisz dokładnie to czego nie powinno się robić, aby pokonać lęk.

Za każdym razem, gdy wybierasz tą drogę jesteś coraz dalej od celu.

Pragnę Cię zapewnić, że ataki paniki można pokonać. Jeśli wciąż się z nimi zmagasz, oznacza to tylko tyle, że musisz przyjrzeć się metodom z których korzystasz lub nie do końca rozumiesz jak z nich korzystać. Zapewniam Cię, że istnieje na tej planecie jakiś gazylion ludzi, którzy pokonali lęk. Nie wszyscy z nich są na misji dzielenia się swoimi doświadczeniami ze światem. Większość jest zajęta korzystaniem z uroków życia na nowo lub po prostu nie ma w nawyku ujawniać się w mediach społecznościowych.

Oto kilka komentarzy osób, które zaglądają na Niepanikuj. Są to prawdzie osoby, które mają prawdziwe adresy IP (a uwierzcie mi, że w Internecie grasuje wielu cyber psycholi). Z niektórymi z nich widziałam się na żywo, a z innymi online. Część odnalazła w sobie na tyle motywacji, by ogarnąć się samemu. Mam nadzieję, że będą dla Was kolejnym dowodem na to, że można.

Celowo wrzucam print screeny prosto z mojego panelu admina, aby pokazać komentarze słowo w słowo. Enjoy!

 

Jak widzicie jest nas wielu 🙂

Dodaj komentarz

 

70 komentarzy

29/01/17 21:40

Czytając to człowiek zaczyna wierzyć w to, że są tacy ludzie jak Pani, którzy nie dla kasy, ale dla kogoś chcą coś zrobić. Jest Pani natchnieniem i pomocą dla innych i jest to niesamowite w dzisiejszym zwariowanym świecie. Cieszę się, że trafiłam na Pani bloga, zaglądam codziennie 🙂 Pozdrawiam

29/01/17 21:42

Zapraszam, inspiruj się i działaj 🙂

30/01/17 11:05

Czytając to chce mi się śpiewać i tańczyć 😁 dobrą robotę robisz Sabi. Mnie też bardzo pomogłaś. Za co Ci serdecznie dziękuję 😊 dziś nawet jak wstaję znad drugiej pracy przy komputerze o 22.wskakuję na orbitrek i to jest moja chwila. Mój czas świętego spokoju. Relaksuję umysł spadając codzienną adrenalinę. Z Nowym Rokiem mam nowe postanowienie – studia podyplomowe 😀 trzymaj kciuki 😁pozdrawiam!

30/01/17 11:18

Wow. Co za power. Co za postanowienia! Super. Gratulacje 🎆

30/01/17 13:31

Szkoda, że nie wszystko da się przeczytać. Nam nerwicowcom najbardziej brakuje optymizmu i takich szczęśliwych zakończeń. Ja w czwartek od wielu lat w końcu miałam prawie normalny dzień :).Chodziłam z siostrzenicą gdzie chciałam i ile chciałam. Piękny czas 🙂 ale nadal ulotny.

30/01/17 19:57

Czego nie da się przeczytać?

30/01/17 22:17

Ostatnie wpisy są jakby za mgłą :/. Może to kwestia mojego telefonu.

31/01/17 13:48

wpis “przemO” mnie jakoś tak rozczula… mi też bieganie b dużo dało 🙂

31/01/17 13:54

🙂

01/02/17 10:37

Po kilku dniach spokoju znowu kryzys eh :/ Te dni są mega dozujące. I trudne do zrozumienia.

01/02/17 12:54

czemu trudne do zrozumienia? przecież chorujesz na nerwice, nie wyjdziesz z niej dzięki 3 dniom dobrym 🙂

ja wczoraj miałam mega kryzys , prawie ryczałam co u mnie sie nie zdarza , ale wstałam z łózka , poćwiczyłam, posłuchałam ulubionej muzyki i nastawiłam swoje mysli pozytywnie – i dzisiaj – czuję się dobrze , nawet porannych mdłości nie było ,a w pracy mam mega wyostrzony umysł , co tez sie rzadko u mnie zdarza, zazwyczaj jade na takim “autopilocie” – ale nie podniecam się tym za bardzo bo wiem ze jutro moze byc inaczej, aczkolwiek doceniam ten dzien i wypracowuje swoje metody na wyjscie z tego stanu emocjonalnego zwanego nerwicą :DDD

Sabi jak sobie radzisz ze smogiem w trakcie biegania?

01/02/17 21:15

Smog już jest od dawna. Tyle, że teraz o tym zaczęli rozmawiać w TV (czy się mylę?). Teraz oram do jakiegoś ultra na wrzesień to biegam nawet w smogu :/ A Ty jak sobie radzisz?

02/02/17 12:44

Trudne bo gdzie jest ten dzień kiedy nerwica powie, a idę sobie od Ciebie :).Też często mówię sobie, że poszłam gdzieś na autopilicie :). Też w te gorsze dni płaczę ale potem zakładam buty i gdzieś wychodzę nawet na pare metrów. Ale wiem jedno jestem tym juz Mega zmęczona.

02/02/17 13:04

MAGGIE ja byłam przekonana, że Tobie takie gorsze dni już się nie zdarzają, a jednak każdy z Nas pisze, że po tygodniu po miesiącu po pół roku po roku nagle bach :/.I chyba tylko Sabi tak w 200% jest od tego naprawdę wolna 🙂

02/02/17 18:49

Aniu, ja dziś wyszłam sama na bardzo długi spacer wśród bloków, szerokich jezdni, wielu przejść dla pieszych. Zaraz po wyjściu z domu, podchodząc do pierwszego przejscia- pokonywałam tą trasę kilkukrotnie w ostatnich dniach- mimo to, lęk nakazywał zawrócić. Podpowiadał nie dasz rady, uciekaj. Po moim trupie – usłyszał w odpowiedzi 😊 Chodziłam ok. 1,5 godz. Były momenty, gdy skakałam, podbiegałam krzycząc (w myślach) 😊 nie boję się! Pod koniec trasy beczałam jak dziecko, że wszystko może być normalnie. Będzie bolało jeszcze chwilę, ale to wszystko minie i będzie normalnie. Uczę się nowych nawyków. Wierzę, ba, nawet wiem- że dam radę wyjść z tej choroby na 100% i nic mnie nie powstrzyma. Trzeba się tylko zaprzeć i iść na przekór naszym starym przyzwyczajeniom. Uwierz, że może być normalnie 😊

02/02/17 20:15

KAROLINA Dzięki :).Ja dzisiaj też pokonałam mega lęk :).Tylko, że ja nie mam w sobie jeszcze takiego mocnego przekonania o którym Ty piszesz. W myślach bardzo często rozmawiam sama ze sobą :).Zresztą potrafię też głośno przeklinać na to dziadostwo.

02/02/17 21:15

Aniu, ja naprawdę czuje się o niebo lepiej niż na początku jak się udzielałam tu na blogu, zrobiłam b duży progres . Mam chwile słabości , czasem nawet załamki ale nie straciłam nadzieji na wyzdrowienie. Może ten moment się lekko przesuwa w czasie ale nastąpi na pewno;D
Nie myśl o końcowym wyzdrowieniu, myśl bardziej o małych krokach w przód o lepszym samopoczuciu z dnia na dzień, bo ogarnięcie totalnego wyzdrowienia jest dla naszej wyobraźni czasem nie do zrobienia 🙂 małymi kroczkami… trzeba trochę zawęzić horyzont.
Aha , moje życie stało się dużo znosniejsze, a to juz cos! I mam przebłyski totalnego wyluzowania, wiec nie jest zle;)

03/02/17 00:26

A ja kolejny atak paniki mam na swoim koncie. Obudziłam się z wrażeniem że mam zdretwiala głowę. Pierwsze co to pomyślałam wylew! Potem zaczęła się jazda. Trzeslo mną pocenie serce lomotalo. A teraz leżę i piszę. Wzięłam nervomix. Może zasne. Jutro do pracy na 7 chce walczyć ale czasami jest tak właśnie. Sytuacja w pracy od dwóch dni bardzo napięta pewnie tu jest podłoże mojego ataku. Pozdrawiam wszystkich.

03/02/17 13:16

Ojej. Nie daj się! Moc Niepanikuj niechaj będzie z Tobą. Ściskam i pozdrawiam!

03/02/17 18:13

Dziękuję pozdrawiam. Tak sobie w nocy myślałam jak fajnie by było, gdyby pojawiło się coś w formie czatu tu. W nocy nie śpię bo mam atak i mogę z kimś o tym pogadać. Może warto o tym pomyśleć, fajnie by było pogadać z panikarzami! 🙂

03/02/17 18:44

Myślałam o tym, ale panikarz plus panikarz = katastrofa 🙂

03/02/17 19:37

Sabi chyba jednak nie zawsze panikarz plus panikarz = katastrofa. Dla mnie panikarz +panikarz=motywacja 🙂

08/02/17 11:49

Niekoniecznie. Nawet my panikarze potrafimy innym przemowic do rozumu, sobie juz gorzej 🙂

08/02/17 21:15

A to prawda XXella.Ja jestem w tym najlepsza, w pracy wszystkie dziewczyny podnoszę na duchu, a z sobą czasami mi nie wychodzi.

03/02/17 22:08

Świetny pomysł Magda! Ja też chętnie pogadałabym z Wami, bo już samo czytanie Waszych wpisów poprawia mi humor.

04/02/17 14:27

Też jestem jak najbardziej za 😉

04/02/17 20:29

Madziu czy w pracy też miewasz ataki, jak sobie radzisz?

07/02/17 22:32

Uciekam do domu. To smutne, ale tak jest. Walczę, ale przegrywam.

08/02/17 07:18

Nie smutaj. To zwykły nawyk. Tego można się oduczyć.

10/02/17 22:23

Walczę, wczoraj miałam mszę za Tatę, kościół mnie przeraża strasznie, wiadomo, że zaraz stracę przytomność itd. Poszliśmy całą rodziną, trzęsło mną, nawet 2 razy chciałam zwiać, ale powiedziałam sobie nie! Walcz! to msza za Tatę masz tu siedzieć i koniec! oj ciężko mi było bardzo, ale wytrwałam do końca, pewnie i tez dla tego że obok był mąż wiedziałam, że w razie czego mnie “uratuje”. Ale w pewnym momencie to aż się uśmiechnęłam pod nosem i zaśmiałam się lękowi w twarz! Jestem dumna trochę z siebie, bo wolałabym tą mszę przeżyć w inny sposób, skupić się na tym co ważne, ale jakiś tam mały atak paniki mi niestety nie dał. Mam nadzieję, że następnym razem będzie lepiej.

10/02/17 22:58

Moje kondolencje. Byłaś dzielna. Z każdym razem będzie lepiej!

04/02/17 15:15

Aniu czy Ty lubisz czytać książki?

04/02/17 23:24

KASIA nigdy nie lubiłam czytać książek i w szkole chętniej czytałam streszczenia albo książkę którą po prostu musiałam przeczytać ale gdy dopadła mnie nerwica chcąc nie chcąc musiałam czytać. Moja terapeutka non stop dawała mi coś do czytania, a gdy nie dawała to sama się o to prosiłam i nawet nie wiem kiedy czytanie mnie “wciągnęło ” do tego stopnia , że w przeciągu ostatniego roku przeczytałam więcej książek niż podczas mojej edukacji szkolnej ;). W postanowieniach noworocznych jeden z punktów to czytanie jeszcze więcej. Dzisiaj ktoś mnie zapytał czy mam pasje ? I odpowiedziałam, że moją pasją jest życie, a potem dodałam, że czytanie książek ;).Może to dziwne ale zrozumiałam dlaczego zaczęłam lubić to czytanie :).Bo odnalazłam dziedzinę książek które mnie interesują :). A dlaczego pytasz ?;)

04/02/17 21:02

Uwielbiam zaglądać na blog Sabinki, cudowna dziewczyna daje dużo motywacji do działania, nie przejmowania się , przecież wszyscy maja jakieś problemy mniejsze lub większe ale są. Ja generalnie daję sobie radę z moją nerwiczką, chyba nikt ze znajomych poza najbliższymi nie wie z czym się zmagam, ataki juz mnie nie przerażają, nie boję sie ich choć nadal mi sie zdarzają, najbardziej nie lubię tego uczucia kołatania i drzenia serca, ale staram się nie nakręcać i tlumacze sobie , ze to tylko potrwa chwilę i zaraz minie, przecież mialam to tysiąc razy i nic mi się nie stalo, ale nie jest to mile.Nerwiczka uczy mnie pewności siebie, walki ze swoim wrazliwym charakterem , który wszystko musi analizować i tygodniami przeżywać rozmaite sytuacje, nie poddawania się, uczy mnie innego spojrzenia na problemy, sortowania na ważne i nieistotne, ale przede wszystkim uczy miłości do samej siebie i za to jej jestem wdzięczna bo chyba tak naprawdę nigdy nie bylam dla siebie tak wazna jak teraz, dziewczynki trzymajcie sie cieplutko i walczcie o siebie😘😘😘

04/02/17 22:00

Oooooo super. Dzielna Ty! 🙂

04/02/17 23:30

OLIWIA hmm sporo Cię ta nerwica nauczyła :).Mi niestety odebrała pewność siebie, radość, spontaniczność. Nauczyła mnie natomiast jeszcze większej pokory do życia.

05/02/17 19:44

Super podejście Oliwia. Czasem też tak sobie myśle że z nas prawdziwe fighterki. Jak dla mnie nerwica jest tak destrukcyjna, tak straszna, że jak uda nam się z tego wyjść to już chyba damy rade ze wszystkim. U mnie raz lepiej, raz gorzej. Wydaje mi się, że nerwica żeruje własnie na takich wrażliwych charakterach jak piszesz. Na ludziach którzy wszystko rozkminiają tygodniami, analizują, są bardzo empatyczni…

05/02/17 12:50

łezka mi się w oku zakręciła, Sabi…
taką mam niesamowitą Przyjaciółkę!:):*

05/02/17 12:57

Ewutka <3

05/02/17 20:11

A czytałaś jakieś książki na temat leków? Ja przecztalam ich sporo.Niektore polecila mi Sabina a inne kupilam sama i musze Ci przyznac że sporo mozna sie dowiedziec na ten temat. Czytajac Twoje komentarze widze ze po udanym dniu dopada Cie kryzys i sie zniechecasz. Znam to uczucie i wiedz ze jesli sie poddasz bedziesz stala w miejscu i nic sie nie zmieni.Po kazdym upadku trzeba sie podniesc i isc do przodu.

05/02/17 21:33

KASIA ja czytam same psychologiczne książki i w dużej mierze o lęku. To, że danego dnia mam kryzys nie oznacza, że się poddaję. Dzisiaj też miałam kryzys i byłam sobie pobiegać 🙂

05/02/17 21:36

I jestem zdania, że jednak myślenie myśleniem ale warto badać poziom witamin i pierwiastków .

08/02/17 11:53

I kiedys sie na pewno zdarzy, ze podniesiesz sie o jeden raz wiecej niz upadniesz i zycie nabierze kolorow teczy 🙂

05/02/17 22:06

Chcialabym Ci jakoś pomóc.Czego najbarddziej sie boisz?co sprawia Ci najwieksza trudnosc?Ciesze sie ze pomimo dzisiejszego kryzysu bylas pobiegac wlasnie tak trzymaj 😃

05/02/17 23:43

Tak jak pisałam nie raz u mnie najgorszym problemem jest agorafobia. Kiedyś wychodziłam tylko z kolegą teraz staram się wychodzić sama. O dziwo trudno mi było też wyjść z mamą ale w tamtym tygodniu się udało. Gdy wychodzę boję się zwrotów głowy i tego, że upadnę. Boję się, że nie dojdę do celu i trudno mi będzie wrócić do domu. Choć właściwie ostatnio coraz częściej sama sobie zadaję sobie pytanie czego Ty się boisz i teoretycznie odpowiadam niczego, a praktycznie wygląda na to, że wszystkiego :).

05/02/17 23:37

Dziękuję Ewelinka za mile słowa, zgadzam sie z Tobą, ze nasza choroba atakuje osoby wrażliwe, empatyczne, które najchętniej zajęły by sie kazdym innym byle nie soba, ktore przezywaja problemy innych tak samo jak swoje, z jednego zdania my zrozumiemy trzy .Ja mam dwójkę dzieci synka i coreczke.Gdy moje dzieci byly male zamartwialam sie calymi dniami o ich zdrowie, przyszlosc, samodzielność, najpierw jak pojda do przedszkola, a później do szkoły, jak sobie dadzą radę, jak to wsxystko będzie, juz wtedy wiedziałam, ze nie powinnam tak myśleć ale inaczej sie nie dało.teraz gdy maja lat 13 i 10 noi kiedy pojawila sie nerwiczka, trwa to 2 lata zaczęłam rozumieć, ze na pewne rzeczy nie mam wplywu, nauczylam sie cieszyc kazdym dniem lepszym lub gorszym, moja choroba jeszcze mnie nie opuściła ale jestem swiadoma jak to dziala i jak sama potrafię sie wkręcić.W kazdym dniu szukam jakiegoś pozytywu, gdy mi zle przytulam moje kochane skarby , ide pobiegać lub czytam ulubioną książkę “Potęga podświadomości ” albo dzwonie lub jade do mojej najlepszej przyjaciółki mojej kochaNej mamusi sie wyplakac i od razu mi lepiej.Zrozumialam jeszcze jedno, po bardzo dlugich przemysleniach dlaczego wlasnie mnie to spotkało,ta choroba i doszlam do wniosku, ze poprzez swoj problem ja musze dac przyklad moim dzieciom , zeby nie byly takie jak ja bo przeciez widzac mamę wiecznie martwiacą sie czymś, one tez w przyszłości a nawet teraz beda tak postepowac a sa bardzo wrazliwe i delikatne.Dlatego zawsze w zyciu jeśli cos nam sie przydarzy musimy zrozumiec, ze wszystko nie dzieje sie bez przyczyny i tez powoli zaczynam to rozumiec.Serdecznie pozdrawiam Was wszystkie piszące tutaj 😘😘😘

06/02/17 08:28

Oliwia super podejście. A wiesz, że zamartwianie to nawyk? I jak każdego nawyku można się go oduczyć. Tym bardziej z motywacją w postaci dzieciaków 🙂

06/02/17 09:57

OLIWIA każdy się o coś martwi :/.Ja jakiś czas temu też martwiłam się dosłownie wszystkim :).Przygnębiało mnie nawet to ile mam lat 🙂 i że w tym wieku nie mam męża, dzieci czy pracy. Po długim czasie stwierdziłam, że to bez sensu bo nic mi nie da rozmyślanie o tym. Widocznie tak miało być. Jedni zakładają rodzinę w wieku 20 lat, a inni przed 40 ;). Z jednej strony domyślam się jak trudne jest wychowywanie dzieci mając nerwicę, ale z drugiej strony masz mocne wsparcie ;). No i z tego co piszesz możesz zawsze wygadać się mamie ;). Moja rodzina nie rozumie tej dolegliwości i nie chce mnie zrozumieć. Ostatnio stwierdzam, że ja nie muszę życia zrozumieć, a muszę je przeżyć ;). Pozdrawiam Was Dziewczynki 😉

06/02/17 11:42

Sabinka jestes aniołem…dziekuje Ci za ten blog💕💕💕

06/02/17 14:20

<3

06/02/17 14:32

Aniu Sabina na ten temat prowadziła ze mną konsultacje. Powiedziala mi ze podczas ataku paniki nic mi sie nie stanie mimo przykrych dolegliwosci zawroty glowy dusznosci itp. Jak mialam gdzies wyjsc to zawsze balam sie ze zemdleje i to mnie powstrzymywalo zeby postawic krok do przodu.Balam od razu rzucic sie na gleboka wode i zaczelam wychodzic stopniowo powoli w chwilach zwatpienia powtarzalam sobie slowa Sabiny atak paniki Ci nic nie zrobi nie zemdlejesz.Gdy dotarlam do celu i wracalam do domu przychodzil atak.Myslalam sobie dlaczego ?przeciez postawilam sie lekowi. Dopiero po jakims czasie zauwazylam ze im czesciej wychodze tym czuje sie lepiej a ataki pojawialy sie coraz rzadziej i nie byly juz takie straszne.

07/02/17 10:22

Dzięki KASIA ;). U mnie zawsze jest lęk przed wyjściem i faktycznie atak paniki jest po przyjściu do domu. I tez tego nie rozumiałam. Dzięki za wyjaśnienie. Widocznie to też jakiś etap. Jeszcze zapytam czy Wy w domu całkowicie nie macie objawów nerwicy ?.Bo ja w domutteż jestem spięta czasami nieobecna czasami boję się np. pojawia się lęk przed kąpielą :/.

07/02/17 10:43

Ania odczuwasz lęk przed, w trakcie i po, ponieważ robisz dokładnie to czego nie powinnaś robić i nie działasz systematycznie. To nie jest żaden etap. To jest błędne postępowanie, które tylko utrwala koło lęku. Szkoda, że nie zrobiłaś ćwiczenia z webinarium. Zobaczyłabyś jaka jest różnica pomiędzy działaniem prawidłowym, a nie prawidłowym.

07/02/17 12:46

Ćwiczenie robiłam ale totalnie mi nie szło. Ja już dawno zauważyłam, że nie mogę się spinać na coś bo wtedy mi nic nie wychodzi i mnie po prostu rozkłada. Eh chyba jestem mało pojętną uczennicą i trzeba mi młotkiem natłuc do głowy.

07/02/17 13:08

Ania w ciągu 2 dni nikt z nas niczego się nie nauczy. Ani ja, ani Ty. Ja robiłam ćwiczenie z płaczem przez pierwsze 4 tygodnie i wykonałam około 200 powtórzeń samego pierwszego kroku, którym było dojście do drzwi wyjściowych 🙂 Zresztą to nie tylko w tym ćwiczeniu, ale w każdym innym (i w życiu) trzeba się napracować jak się chce zobaczyć efekty.

08/02/17 10:52

A czego nie powinnam robić ? :/

08/02/17 10:57

Przeczytaj wszystkie moje odpowiedzi na Twoje komentarze i przypomnij sobie o czym była mowa na webinarium. Znajdziesz wiele cennych informacji, które pomogą w walce z lękiem 🙂

09/02/17 13:04

Dzięki :*

08/02/17 22:09

Sabi, czy przewidujesz w najbliższym czasie jakieś webinarium?

08/02/17 22:27

Narazie nie. Brak czasu. Ale może już niedługo będzie go więcej;)

06/02/17 18:23

Dzisiaj pierwszy raz poczułam wdzięczność za nerwice…taką szczerą wdzięczność! Teraz wiem ze dzięki niej naprawiam moje życie 🙂
A więc można !! 🙂

06/02/17 18:56

Łiiiiiiiii 🙂

06/02/17 21:01

MAGGIE aż jestem ciekawa tej sytuacji ;). Pięknie to napisałaś i te słowa to już chyba ostatni etap nerwicy 🙂

07/02/17 09:56

Aniu, dobijały sie do mnie wypierane uczucia i lęki którym postanowiłam stawić czoło. Miałam poważna rozmowę z mężem , której się obawiałam a po wszystkim on przyznał mi rację. Walczę o siebie i o nas 😉 nie zamiatam problemów pod dywan , wchodzę w nie i przeżywam i próbuje rozwiązywać.
Pozdrawiam!

06/02/17 19:52

Brawo! Maggie 😃 Sabi miala racje mówiąc ze nerwica ma nam cos do powiedzenia

08/02/17 16:38

Ja czuję, że już też pokonuje 😉 w dużej mierze dzięki Sabinie 😉 jeszcze tylko jeszcze więcej wiary w siebie i więcej sytuacji w których się “sprawdzę” i będzie ok. Chociaż mało mam tych sytuacji, bo praca w domu i nawet mam rzadko potrzebę, aby wyjść… tym bardziej, że w moim małym mieście nie ma zbytnio gdzie iść… a jak gdzieś jadę to z kimś, a chciałabym sama gdzieś się przejść czy coś…

09/02/17 13:03

PAULA super ;). Mogę wiedzieć jaką masz pracę w domu ?;)

14/02/17 00:04

Witam, widzę wyżej swoje komentarze i tak potwierdzam da się z tego wyjść 🙂 Właśnie dodałam komentarz na ten temat pod nowym postem więc tutaj się już nie będę rozpisywać, ale się da 🙂 Pozdrawiam

04/03/17 19:50

Walczę z atakami od tygodnia, dziś miałam kolejny. Ja z kolei boję się ataku serca, moja mama zmarła na zawał dwa i pół roku temu i mam objawy jej chorób… Nie byłam jeszcze u lekarza bi dostaje napadu paniki jak widzę karetkę na sygnale. Jestem załamana, pije piwo żeby się uspokoić. Jak widzę, długa droga przede mną, mam nadzieję że jakoś dam radę. Mam dwuletnią córeczkę, kochającego męża a jestem tak nieszczęśliwa, że chce mi się rzygać. I rzygam. Tym wszystkim.
Czytam. Czytam Was i staram się nabrać nadziei. Pozdrawiam.

15/03/17 18:52

Mel ja też rzygalam 🙂 ale jest coraz lepiej , u ciebie tez będzie -pomoże świadoma ciężka praca nad soba;) nad kondycją psychiczną i fizyczną.