Druga nad ranem. Zrywam się zlana potem i blada jak ściana. Wybudza mnie lęk. Szczęka skacze, że strachu. Serce wali jak szalone. Jestem sama, daleko od domu. Nie mam nikogo do kogo mogłabym się przytulić.

Ja: Postaraj się wyluzować. 

Umysł: Uciekaj, uciekaj! Czeka na Ciebie niebezpieczeństwo.

Ja: Zamknij oczy, wtul się w podusię i przeczekaj.

Umysł: Oszalejesz! Zobaczysz! I stanie się coś złego.

Ja: Nic się nie stanie. To nie pierwszy raz. Przecież ostatnio nic się nie stało.

Umysł: Ale teraz dostaniesz zawału serca! 

Ja: Dobra. Wstań. Zaparz melisy. 

Wstaję…Szybko. Serce wali jeszcze mocniej. Łuszzzzzz! Kolejny wyrzut adrenalinki.

Umysł: Ha! A mówiłem, że teraz będzie katastrofa!

Nie mogę wyjść do sklepu po bułkę. Nie mogę się wykąpać. Nie mogę zaplanować wakacji, pójść na studia czy zrobić prawo jazdy. Jestem jak warzywo. Ataki paniki nachodzą mnie 10 razy dziennie i za każdym razem rzucam się na łóżko z płaczem. Płaczę tak długo, aż zaczyna mnie boleć głowa. Potem wmawiam sobie, że jak mnie boli głowa to na pewno mam raka mózgu. Ta myśl przeraża mnie tak bardzo, że dostaję kolejnego ataku paniki. I cały proces zaczyna się na nowo.

Tak było 8 lat temu, gdy moim życiem rządziła nerwica lękowa. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jaką wiadomość niesie mój lęk i bałam się każdego objawu ataku paniki.

Często pytacie mnie w mailach czy po atakach paniki można żyć normalnie. Obawiacie się, że każdy najmniejszy stres spowoduje nawroty lęku (lęk nie wraca jeśli się z nim uporałeś na prawdę!) Zapewniam Was, że nie prowadzę życia w chacie z dala od problemów i pośpiechu. Wręcz na odwrót. Żyję w zawrotnym tempie, bo mam cel!

Wstaję o 5:30 rano. Jadę do pracy godzinę dziennie. Pracuję w miejscu, które nazywa się Mordor. Nie bez powodu. Pracuje tu połowa Warszawy. Korki, korki i jeszcze więcej korków. Tu wszyscy chodzą wkurzeni (oprócz mnie). I atakują ludzi na stacjach benzynowych w walce o wolny dystrybutor (w tym mnie). Po kolejnej dawce popołudniowych korków, gdy zostaję otrąbiona z każdej strony, wpadam do domu i idę na trening. Trenuję do ultramaratonu na wrzesień. 60 km po górach to nie przelewki więc muszę się przyłożyć (No właśnie. A propos ultra. Start jest o 4 rano, a obowiązkowym wyposażeniem jest czołówka. Limit czasu to 12 godzin) Wracam z treningu i dalej pracuję. Prowadzę projekty związane z blogiem, piszę książkę, artykuły. Ogarniam dom, gotuję, robię zakupy, spaceruję z Suzie. Spać chodzę około 23:00. A właściwie padam na łóżko i zasypiam w sekundę. Wakacje planuje z wyprzedzeniem i każdego roku poznaję piękne miejsca. A to Toskańskie Wzgórza, gdzie w 37 stopniowym upale jeździłam na rowerze (pod górę!). A to Armeńskie wąwozy, gdzie polowałam na Ararat. Często wyjeżdżam też na krótkie weekendy odsapnąć od betonowej rzeczywistości. Czasami startuję też w półmaratonach czy maratonach. Gram w hokeja, jeżdżę na rolkach, często wpadam do rodzinnego domu na Śląsku – wsiadam w samochód i jadę 300 km. Chodzę do kina, do teatru, do restauracji. Aktualnie odliczam każdą minutę do koncertu Aerosmith 2 czerwca! Jak mam ochotę to napiję się szklanki wina, albo piwa. Czasem lokalnej nalewki. Kawę piję każdego dnia. Często z Costy na mleku sojowym. Krowiego mleka nie piję. Szkoda mi tych krów. Jak dostaję wypłatę to zawsze robię coś dobrego dla świata. Kupuję karmę dla schroniska, przelewam pieniążki na chore zwierzaki, oddaje na aukcje obrazy mojego brata (dzięki Synu), albo wspieram projekty fajnych ludzi na Polak Potrafi. W tym miesiącu przelewam parę groszy dla Dominika, który chce objechać na rowerze Hong Kong. Chłopak ma pasję. A pasje należy wspierać. Trzeba się dzielić tym co się ma. Nawet jak ma się niewiele. Dobro wraca. Cały czas się szkolę, doszkalam i rozwijam. I siebie i blog. Choć czasami zmiany trwają wieki to jednak się dzieją. Poznaję fajnych ludzi. I na mieście i na konsultacjach (I love you guys!).

Nigdy, ani przez sekundę nie pomyślałam o tym, że atak paniki mógłby powstrzymać mnie od zrobienia tego na co mam ochotę. A nawet jeśli miałabym się z nimi zmierzyć ponownie to wcale się nie boję. Już wiem jak działają, to czego mam się bać? Ataki paniki to wybawienie, a nie zaburzenie.

Gdy ktoś mi mówi, Sabina tego się nie da czy tamtego się nie da, uśmiecham się pod nosem i myślę…Gdybyś tylko choć raz stanął z atakiem paniki twarzą w twarz to zmieniłbyś zdanie.

Dodaj komentarz

 

44 komentarze

10/03/17 08:19

Super 🙂

10/03/17 11:22

Fajny wpis 🙂 a ja mam pytanko do was. Jak sobie radzić z mocną wrażliwością? Wszystko na mnie mocniej wpływa nawet pogoda. Ale to akurat mały problem. Dzisiaj byłam u pobrania krwi i oczywiście było mi słabo, dużo objawów, wybuchy ciepła, byłam czerwona. Pielęgniarka otwierała okno kazała leżeć. Raz zeslablam od pobierania krwi. Pielęgniarka tez powiedziała że widać że jestem wrażliwa. Często lekarze mi mówią że jestem wrażliwa, ale niektorzy uważają to za zaletę. Róże objawy właśnie mam przez tą wrażliwość. Mam już 24 lata i niedługo chciałoby się planować rodzinę dzieci. I nie wiem jak poradziłabym sobie przy porodzie z tą moją wrażliwością…. Co sądzicie?

10/03/17 12:45

Najlepsza metoda to zacząć traktować to jako zaletę, a nie wadę. Bardziej zaszkodzisz sobie myśleniem o tym, że jesteś zbyt wrażliwa niż byciem wrażliwą <3

13/03/17 19:09

Tylko przez tą wrażliwość czasem wątpię w moje siły…

13/03/17 21:02

Każdy z nas czasem wątpi 😉

04/04/17 16:12

Paula nie jestes sama, mi tez robi sie slabo przy pobieraniu krwi.Ostatnio bylam na pobieraniu krwi i jak to ja odwaznie siadam wyciagam reke i po 2 minutach zaczyna sie: uderzenia goraca itp. I wiesz pani z laboratorium zaprowadzila mnie na lozko kazala sie polozyc i wrocila po 10 minutach, aby znow pobrac mi krew ale na lezaca. Uswiadomila mi tez ze bardzo duzo osob ma takie problemy i poprostu trzeba zglaszac to wczesniej. Widocznie my musimy miec pobierana krew w pozycji lezacej. Ja mam 34 lata, 2 dzieci z czego 1 urodzilam przez cesarke w wieku 21 lat a drugie w sposob naturalny w wieku 28 lat. Wiec uwierz mi ze twoja wrazliwosc nie ma tu nic do rzeczy. W pewnym momencie wszystko sie zmienia, zmieniaja sie priorytety. Nie martw sie na zapas . Powodzenia

04/04/17 16:25

Każda mama to superbohaterka 🙂

10/03/17 17:48

Super wpis. ☺ Mnie lek ogarnia nie wiadomo skąd. Mam spokojne poukładane życie. Nie mam żadnych zmartwień. A jednak on przychodzi. Zaczyna się od bólu zoladka biegunka i zaczyna mną trzasc . Chciałabym tak jak Ty moc pozbyć się go na zawsze .jestem pełna podziwu ze dałaś radę i jesteś zdrowa. Mam nadzieję ze i do mnie kiedyś uśmiechnie się szczęście. ☺

10/03/17 20:55

Właśnie po to piszę o tym wszystkim, żebyś wiedziała, że się da :0). Przysięgam! LOL Wszyscy mówią “mam spokojne życie”, po czym się okazuje, że zawsze coś się znajdzie. Ja też tak mówiłam, a wyszło szydło z wora. Polecam Jak Obudzić w Sobie Olbrzyma. Bardzo dobra książka, która pozwala spojrzeć na siebie z innej perspektywy.

10/03/17 21:15

Dziękuję bardzo. Postaram się ja zdobyć i przeczytać. Dziś był ciężki dzień ale jutro będzie lepiej …..

10/03/17 17:53

Brawo Sabi! Dałaś radę, to i my damy 😊 ja pomagam na siepomaga. Wierzę w to, że dobro, ktore dajemy, do nas wraca. Sami, nie przegap wiosny w tym pędzie 😁 już czuć ją w powietrzu 😁 i już +100 do samopoczucia 😁

10/03/17 20:49

Czekam na nią jak nigdy. Może w tym roku zdążę się opalić zanim znów spadnie śnieg:)

10/03/17 23:41

Dokładnie Sabinko, jak udało Ci się pokonać ataki paniki to możesz wszystko!!! Fajny wpis, napawa optymizmem.

11/03/17 11:34

No właśnie 🙂 Co może być gorszego niż ataki paniki? LOL

12/03/17 00:11

Wczoraj trafiłam na tę stronę, pół nocy nie mogłam się oderwać od czytania tych pięknych, mądrych słów, ja dopiero rozpoczynam swoja “drogę” z atakami paniki, sadziłam, że jestem osamotniona z tym cierpieniem, ale okazuje się, że nie!

12/03/17 08:35

No hej 🙂

12/03/17 00:31

W ciągu 3 miesięcy straciłam nagle wszystko, co ważne w życiu, ukochana Mamę, długoletnią pracę, zostałam zupełnie sama w pustym mieszkaniu, już bez obojga rodziców, od tej pory zmagam się z atakami paniki, walczę o każdy dzień, walczę z samotnością i swoim ciałem, które płata mi figle.

12/03/17 08:37

Pamiętaj, że im mocniej upadasz tym mocniej możesz odbić się od dna 🙂 Trzymaj się dzielnie!

12/03/17 19:16

Dziekuję!

12/03/17 09:58

Ewa jesteśmy z Tobą 😉

12/03/17 19:16

Dziękuję!

13/03/17 18:44

Każdy z nas ma wzloty i upadki. Najważniejsze to próbować się wzbić, choćby nie wiem jak bolesny był upadek 😊 trzymam kciuki!

14/03/17 17:45

Ja to ostatnio od paru dni mam dziwne bole glowy raz z jednej strony raz z seugiej zawsze jak wstane sie zaczyna i konczy jak zasne i caly czas mysle ze mam raka mozgu . To jest strasznie przygnebiajace ze czlowiek wmawia sobie takie rzeczy..

14/03/17 18:07

Asia, dobrze, że zdajesz sobie sprawę w tego, że to nie jest prawda. To pierwszy krok do sukcesu. Wypisz sobie listę dowodów na to, że nie masz raka i powieś w widocznym miejscu. Ucz każdego punktu na pamięć. Jak będziesz umiała wyrecytować jak wiersz to ta toksyczna myśl już nigdy Cię nie nawiedzi.

14/03/17 22:20

Też muszę tego spróbować 😉

16/03/17 19:30

Od paru dni mam objawy nerwicy (biegunka, źle samopoczucie, lek nie wiadomo skąd, piekacy język, dreszcze na całym ciele ). Staram się nie myśleć o tym ale jakoś mi nie wychodzi. We wtorek mam gastroskopie i boję się i myślę ze to może być od tego.

16/03/17 20:03

Hej Aga, co może być od czego?

16/03/17 20:30

Boję się gastroskopi i jak zaczynam myśleć o niej (czytałam jak wygląda ) to czuję dziwny lęk na całym ciele i nakrecam się i zaraz mi niedobrze. W pracy jak się zajmę i rozmawiam z koleżankami to jest ok. Ale wystarczy ze wspomnę o badaniu i już się zaczyna.

16/03/17 20:33

Mam w domu afobam -psychiatra mi kiedyś wypisala i powiedziała że mogę brać doraznie jak będzie naprawdę źle. I myślę o wzięciu żeby się uspokoić .

16/03/17 20:54

Nawet ludzie bez ataków paniki są ze zestresowani takim badaniem 🙂 Może być faktycznie nieprzyjemne doznanie. Spróbuj się czymś zająć jeśli właśnie To Ci pomaga.

17/03/17 09:37

Ja też dziś mam gorszy dzień 🙁 jakaś nakręcona jestem od rana…..

20/03/17 11:01

Sabinka kochana a mnie osobiście najbardziej interesuje jak poradziłaś sobie i czy miałaś natrętne myśli które powracają, ja wszelkie objawy fizyczne zaakceptowałam funkcjonuje prawie jak dawniej. A nawet lepiej gdyż nerwica nauczyła mnie dbać i kochać siebie.. na sam lek się otworzyłam nie boje się już paniki ..i ataki nie wracają..ale wciąż co jakiś czas szczególnie gdy jestem fizycznie zmęczona powracają natrętne mysli które już nie wywołują paniki ale tak ich nie lubię..medytuje chodzę na terapie obserwuje swój umysł a one dalej czasem panoszą strasząc mnie najgorszym🙁 Czy tez tak miałaś i jak sobie z myślami poradziłaś? Ściskam

20/03/17 12:09

Też tak miałam 🙂 To normalne, po takich traumatycznych przeżyciach trzeba troszkę czasu, aby odbudować wiarę w siebie i swoje własne zdrowie. Podeszłam do tego podstępem. I zamiast unikać ekstra wysiłku – dokładałam do pieca. Na zasadzie, że jak byłam zmęczona to wychodziłam na podwójny dystans wybiegania. I przeszło 🙂 Trzymaj się dzielnie i gratulacje za wspaniałe podejście do lęku!

20/03/17 15:44

Rozumiem..ja uprawiam sport regularnie, joge i taniec a wiosna zaczynam biegac😊 Ciekawi mnie jednak jakie podejście miałaś do myśli lekowych nawracających i straszących ..czy pozwalasz im być i płynąc nie walczyłas z nimi ? Dla mnie wewnętrzny dialog jest lekarstwem na nerwice..buduje od 2 lat na nowo wiarę w siebie i wiem ze jest to praca ma całe życie..czuje się silna ale jeszcze mysli powracają i latają w głowie jak natrętne muchy😞 Ja najbardziej myślami muszę się uporać..ściskam 😘

25/03/17 21:31

Dziewczyny a napiszcie mi prosze czy tez miałyście poczucie ścisku w gardle, odczuwam taka kluchę zwężenie ucisk w przelyku..i męczy mnie to od ponad tygodnia ..az coraz gorzej mi sie je ..najchetniej do lekarza juz bym biegla..;-( ja osobiscie dopatruje sie wiele dobrego w nerwicy..odmienilam relacje z sama sobą, relacje z mezem jestem bardziej zdystanowana do wlasnych mysli..i mam lepszy kontakt z sama sobą..uwaznie obserwuje to jakimi objawami straszy mnie nerwica ..bardzo dlugo mialam problem z oddychaniem do czasu az to ..puścilam..i zawierzyłam…zaczelam znow lepiej oddychac i przestalam sie bac oddechu ..a znowu teraz przeszlo mi na gardło…;-( pewnie tez musze dalej cwiczyc sie w akceptacji. objawow..dzis byłam na urodzinach, nasluchalam sie o chorobach, zawalach itd..i gardło zaczelo od razu bolec…ehhh..pozdrawiam Was dziewczeta;-) i Ciebie Sabinko oczywiscie 😉

25/03/17 21:59

Pozdro 🙂

28/03/17 12:21

Sabinka proszę podpowiedz mi lub Wy dziewczyny jak z ta klucha w gardle sobie poradzić..byłam u laryngologa i nic nie stwierdził , ze to znów kwestia psychiki śle ja nie potrafię tego puścić normalnie..zaczyna mnie odrzucać już od jedzenia z tego wszystkiego a jak jem to tak gryzę dokładnie..masakra..co robić kochane? A całkiem niedawno wierzyłam ze nerwica jest już tylko moim wspomnieniem..tak mie chce znów wpaść w sidła leku..😞Nie dam się oczywiście..pięknego dnia słonecznego zycze 😊

28/03/17 12:46

Idź pobiegać, serio 🙂

28/03/17 13:38

tak! bieganie , juz po trzech dniach u mnie daje rezultaty:)

27/03/17 20:15

Mam tAK czasem ze nie mogę przelykac, ale mówię sobie a co tam! Najwyżej się uduszę; ) i przechodzi..drastyczne , ale dziala:)

28/03/17 12:58

Dzięki , dosłownie tak pomyślałam jedząc ..Boże to aż śmieszna ta nerwica..dziewczyny chyba dziś spróbuje pobiegać..buziaki

30/03/17 09:09

Witajcie ☺Mnie wczoraj rozbolaly nogi ale to tak mocno ze ciężko było iść i zaczęło mnie trzesc w środku . Trwało to może z 10 minut. Akurat szłam. Chciałam usiąść ale mówiłam sobie w myślach żeby iść dalej ze zaraz przejdzie. I po chwili bylo juz lepiej. ☺ co ta nerwica robi z naszym organizmem☺

11/11/18 14:02

Hej 🙂 zastanawiałam się i zastanawiałam aż w końcu trafiłam tutaj ! Może zacznę od początku ! Zaszłam w ciąże mając 21 lat , z jednej strony cieszyłam się z drugiej ( mama , ludzie ) … te wszystkie komentarze mnie przytłoczyły , nie czułam się dobrze .. bałam się każdej wizyty u lekarza … kiedyś jadąc rowerem na zakupy złapał mnie ten lęk , do tej pory już ponad rok nie jechałam rowerem … później po porodzie pobyt w szpitalu mocno się na mnie odbił , co prawda nie od razu ale jakoś po ok miesiącu po powrocie do domu zaczęłam czuć lęk , duszności , niepokój , brak siły … zwłaszcza rano ! Myśle ze spowodowane jest to , ze zawsze kładąc się spać notorycznie myśle czy się wyspie . Później zaczęły się lęki wychodzenia z córka sama , zawsze muszę być z kimś ! W sklepie napada mnie taki stan , zawroty głowy dziwna duszność , świat mi wiruje . Ale ze czasem gdy wracam skądś do domu tez się boje , myśle ze zaraz mama zacznie coś gadać , tak jak kiedyś … powiem tez ze dużo przytyłam , wazę ponad 70 kg , to tez mnie mega dołuje , myśle ze jem nieregularnie i również brak wysiłku sprzyja nerwicy … ok 1,5 miesiąca byłam na lekkiej diecie i jakoś było mi fajniej ! Ćwiczyłam wieczorem , nawet nie długo ale rano czułam się lepiej . Teraz nie potrafię odpocząć bo czuje ze muszę coś robić , obiad sprzątanie … mam jakieś dziwne uczucie ze muszę to wszystko zrobić dla swojego komfortu i przez to nie mogę wypocząć ! Teraz boje się każdego kolejnego dnia , poranka … boje się kolejnego ataku ! Często jestem w letargu , chciałabym coś zrobić ale nie dość ze się boje to jeszcze niewiem jak ! Jestem takim typem człowieka ze wszystko chowam w sobie ale ostatnio porozmawiałam szczerze z chłopakiem , powiedział mi ze nie jestem zbawicielem świata i wszystkiego robić nie muszę ! Muszę robić coś dla siebie ! Najgorszym problemem jest to myślenie ze zaraz się coś stanie ! Ze jestem w tym sama a wiem ze nie jestem !