111Chciałabym Wam dzisiaj zwrócić uwagę na coś, na co nie zwracałam uwagi zanim przeprowadziłam się do Warszawy. Być może dojdziecie do tych samych wniosków co ja i będzie to dla Was jakąś podpowiedzią w walce z atakami paniki.

Po moim 10 letnim pobycie w Anglii wróciłam na stałe do Polski. Zamieszkałam z moimi rodzicami, którzy mają ogromy dom nad jeziorem w małej miejscowości pod Katowicami. W moim pokoju nie miałam firanek. Miałam za to bardzo duże okna z których rozpościerał się widok na łąki. Słońce budziło mnie każdego ranka, a gwiazdy na niebie tuliły do snu. Dosłownie. Wtedy byłam na etapie poszukiwania pracy więc miałam dużo czasu dla siebie. Całymi dniami jeździłam nad wodą na rolkach, biegałam, grałam w hokeja i siedziałam na plaży z książką. Późnym wieczorem zakradałam się na mostek  w budynku gospodarczym nad wodą, nasłuchiwałam odgłosów przyrody i oglądałam niebo nocą. Nigdzie się nie śpieszyłam. Korki były mi obce. W kolejkach nie stałam, bo mogłam zrobić zakupy w dowolnej porze dnia. Na swoim telefonie miałam 365 zdjęć zachodów słońca z każdego dnia w roku. Latem większość dnia chodziłam boso. Spałam wyśmienicie i czułam się wyśmienicie.

Widok na moje jezioro <3

 

Od 5 lat mieszkam w Warszawie i prowadzę zupełnie inny styl życia. Pracuję w Warszawskim Mordorze. Dla tych co nie są z Warszawy jest to miejsce gdzie pracuje połowa Warszawy. Każdego dnia wstaję w pędzie, by zdążyć przed korkami (co w Warszawie oznacza, że zamiast półtorej godziny jadę 45 minut) i mieć gdzie zaparkować. Od samego rana otacza mnie miejski hałas. Trąbienie, tysiące pojazdów na drodze, autobusy, karetki, tramwaje…jest tego trochę. Jak wysiadam z auta i idę do biura to czuję się jak jakiś niewolnik 21 wieku. Idę w tłumie, z każdej strony otacza mnie beton, a spaliny gryzą w gardło. Oooo to już wiosna? Kiedy to się stało? Ja widzę tylko beton. W pracy towarzyszy mi hałas biura: rozmowy telefoniczne, drukarki, szum wiatraków i klimatyzacji. Uwierzcie mi, że 200 osób zamkniętych w betonowej bryle potrafi narobić hałasu. Bardzo lubię swoją pracę, ale praca w tłumie jest głośna i męcząca. Wychodzę z pracy to znów otacza mnie hałas miejskiej dżungli. Tym razem jeszcze głośniejszy, bo kierowcy śpieszą się do domu. Zaraz po powrocie wyprowadzam Suzi na spacer. Wychodzę na małe boisko koło bloku, które z każdej strony otacza beton. Mieszkanie w Warszawie jest ciasne i ma małe okna (no może jakieś standardowe, ale w porównaniu z tymi w moim pokoju u rodziców to małe). Na samą myśl o nim dostaję klaustrofobii. Nie widzę ani słońca, ani zieleni, ani gwiazd. Nie mam ani jednego zdjęcia zachodu słońca. Chodzę spać z tęsknotą w sercu za zielenią, mgiełkami za oknem i odgłosem ptaków nad jeziorem.

Uwierzcie mi, że po takiej betonowej eskapadzie w hałasie człowiek ma prawo być rozdrażniony i zmęczony i bez poczucia humoru. Dołożyć do tego zakupy w markecie, przesiadywanie na siłowni,  wypad na miasto czy wypad do knajpy i Twój system nerwowy dostaje śmiertelną dawkę stresu.

Nie ma się co dziwić, że nękają nas bóle głowy i jesteśmy podatni na kłótnie o byle co.

A gdzie wszelakie odgłosy przyrody – grzmoty, szum wody, wiatru, spadające krople deszczu, gałęzie uginające się w lesie, dźwięki wydawane przez zwierzęta? Człowiek od zarania dziejów żył w  otoczeniu naturalnych dźwięków przyrody i to właśnie te dźwięki korzystanie wpływają na jego system nerwowy.

Nawet jeśli wydaje Ci się, że właśnie Tobie hałas miasta nie przeszkadza to mylisz się! Twój mózg nigdy nie śpi. Rejestruje wszystko co dzieje się dookoła i możesz być pewien, że wpłynie na Twój system nerwowy.

Ja bardzo tęsknie za spokojem, ciszą i zielenią. Zdecydowanie wolę widoki na las i góry niż na wieżowce. Dlatego powolutku urządzam sobie biuro w domu z którego już niedługo będę pracować na cały etat. Dzień w którym nigdy więcej nie będę musiała stać w korkach na Moście Siekierkowskim będzie najpiękniejszym dniem w moim życiu, a z radości wypiję szampana!

Jeśli zmagasz się z atakami paniki czy depresją to weź pod uwagę, że otaczający Cię hałas będzie miał ogromny wpływ na Twój system nerwowy.

Dodaj komentarz

 

9 komentarzy

28/04/17 10:45

Zgadzam się w 100%! Wśród smrodu spalin, braku zieleni, zanieczyszczeniach cierpi nie tylko układ nerwowy, ale i odpornościowy, z czym zmagam się od dwóch miesięcy. Wcześniej tego nie zauważałam. Mieszkałam w małej miejscowości, rzut beretem do zalewu nad lasem. Spędzałam tam każdą wolną chwilę. Wychodzenie z ataków paniki było prostsze. Ukojenia szukałam wśród przyrody. Czułam się dobrze. Od 1,5 roku mieszkam w dużym mieście, gdzie 7 km trasę z pracy do domu pokonuję w 45 min! Masa ludzi, asfalt, stare, śmierdzące kamienice, smród spalin. Dziś już czuję się z tym źle 😊 odkąd to zauważyłam, podjęłam decyzję, że trzeba to zmienić. Wziąć sprawy w swoje ręce, nie marudzić, a postarać się by było lepiej i żyło się lepiej. Zatem działam, rozwijam siebie, swoją pasję, z nadzieją, że przyniesie mi to kiedyś możliwość pracy u siebie i zarobienia na siebie. Cel jest, motywacja jest, chęć zmian jest 😁 słońce przebija się przez chmury spalin 😉

28/04/17 11:52

OOoooo Karolin buduje dom pod lasem?

29/04/17 18:00

Ha! Jeszcze nie 😁 mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości nastąpi ta chwila 😁

28/04/17 12:47

Mieszkam na wsi i niestety tutaj też jest nerwowo :/. Największą zmorą są psy, które po prostu są wszędzie i nie mówię tu o kundelkach. Ponad miesiąc temu psy sąsiada zagryzły mojego psa, a sąsiad no cóż. Nic na niego nie działa :/. Interwencje też nic nie dają. Także wszędzie są plusy i minusy.

28/04/17 13:06

O matko! Straszne 🙁

29/04/17 12:13

Tak Sabi to było straszne :/ i jeszcze te psy gdzieś go ciągnęły na łańcuchu więc nawet nie udało mi się go odnaleźć. To było trudne.

28/04/17 18:50

Prawda. Mieszkam w centrum turystycznego miasta i w trakcie wakacji nie da się pożądnie wyspać. Wspaniale czuję się na wsi u babci, mogę spokojnie odpocząć i o nic się nie martwić. To naprawdę ma wpływ na samopoczucie 🙂

28/04/17 18:57

😉

03/05/17 11:02

Mimo pozytywnego myślenia znowu mnie zgasiło :/.Zaczęło się od problemów z jelitami, a potem przeziębienie i dosłownie mnie utłukło. Walczę i nawet w myślach się nie poddaję ale za często przytrafia mi się to czego nie planuję :/