Ataki paniki zmieniły moje życie. Totalnie. Nauczyły mnie tylu rzeczy, że aż sama nie mogę w to uwierzyć. Niczym japoński sensei kształtowały cierpliwie mój charakter, a ja stwierdziłam, że skoro nie mogę iść pod prąd to spróbuję iść z nurtem. Opłacało się.

Gdzie mnie ten nurt zaprowadził?

Kiedyś bardzo szybko się poddawałam i brakowało mi konsekwencji w działaniu. Zaczynałam jakieś zajęcia np. kurs tańca i wystarczyło, że wiatr zawieje od południa, a ja znajdywałam wymówkę, aby ominąć lekcj . Biegałam, ale wtedy kiedy miałam chęci i była ładna pogoda. Zawsze obiecywałam sobie, że zrobię to czy tamto i nigdy tego nie robiłam. Zwykle coś innego odwracało moją uwagę. A to jakaś impreza, a to wyjazd i tak mijał dzień za dniem, a ja nie kupiłam rolek, nie nauczyłam się szydełkować, nie nauczyłam się włoskiego…Mogłabym tak bez końca. Nagle zaskakiwał mnie grudzień, a ja znowu miałam wrażenie, że nie zrobiłam nic wartościowego w swoim życiu. Wychodziłam i wracałam z pracy, a moim jedynym regularnym zajęciem, było latanie ze zmiotką po domu oraz wieszanie prania.

Do jakich wniosków doszłam?

Mając chwilę wolnego (pewnie Wy też tak macie) mogłam wziąć oddech i zastanowić się nad sobą. Zastanawiałam się dlaczego inni ludzie żyją zupełnie jak ja, a nie narzekają. Wstają, pracują, wegetują i wydają się szczęśliwi. Myślałam, że coś jest ze mną nie halo i jestem „rozpieszczona”. W końcu odkryłam tajemnicę, która otworzyła mi oczy. Ci wszyscy ludzie nie znają tego co dobre więc nie wiedzą, że życie może być lepsze. Ja znałam. Ja byłam inna. Ja zawsze wierzyłam, że trzeba iść za głosem serca. A moje marzenia zderzały się z rzeczywistością, którą kreowali ludzie dla których szczytem szczęścia jest nowa fura na super felgach i kredyt na dom. Aż po raz drugi odkryłam tajemnicę. Ja przecież nie musiałam brać przykładu z ich rzeczywistości. Ja mogłam kreować swoją.

I co się wydarzyło?

Zaczęłam od uczenia się konsekwencji w działaniu. Praca nad swoim charakterem nie jest łatwa, ale możliwa. Godzinami czytałam poradniki, robiłam ćwiczenia, rozpisywałam tabele, a mój zeszyt panikowicza z każdym dniem miał więcej zapisanych stron. Moi znajomi musieli myśleć, że zostałam pisarzem, bo często robiłam notatki. Dziś jestem super konsekwentna. Robię plany krótkoterminowe i długoterminowe. W grudniu 2016 zapisałam się na pierwszy ultra maraton – Beskid Ultra Trail 60 (BUT)– we wrześniu. Konsekwentnie przeskakuję kolejne szczeble w treningach. Kiedyś poddałabym się  przy pierwszym lepszym mrozie. Dziś staram się jak mogę. Pomimo różnych trudności dalej idę do przodu. W weekend majowy wybrałam w ramach treningu na trasę BUTa.  Ilość podbiegów i trudność trasy mocno mnie zaskoczyła. Trochę mnie poniosło jak na pierwszy ultra, ale słowo się rzekło. Nie mam zamiaru rezygnować. Mam jeszcze kilka miesięcy i przyłożę się podwójnie do treningów. Samku zwycięstwa nad słabościami nie popsują nawet fioletowe z bólu paznokcie na stopach.

***Piękne widoki na trasie BUT60***

Zrozumiałam co jest ważne

Wielu z nas ma tendencję do poświęcania się dla innych. Ja też to robiłam. Notorycznie zapominałam o sobie, aby spełniać czyjeś potrzeby. I nikt tego nie doceniał. Gdy łatwo z czegoś rezygnujemy to w oczach osób trzecich nie jest to na tyle ważne, by musieć to doceniać. Ataki paniki nauczyły mnie, że powinnam być najważniejszą osobą w swoim życiu i kierować się głosem serca. Mianowałam się na przewodnika swojego życia i zaczęłam najpierw myśleć o sobie. Kiedyś przykre słowa z ust innych zostawały w mojej głowie na długo. Dziś jednym uchem wlatują, a drugim wylatują.

Jak udało się to zrobić?

Bardzo prosto. Jak ktoś mówił mi: nie, nie można, nie da się to ja mówiłam: patrz i ucz się. Jak po 10 latach wróciłam z Anglii to chodziłam na tysiące rozmów kwalifikacyjnych. Odrzuciłam posadę stewardessy, tłumacza, handlowca i policjanta za biurkiem (oraz tysiące innych). Ile to ja się nasłuchałam, że powinnam obniżyć loty, zmienić oczekiwania, zejść na ziemię i takie tam. A ja mówiłam, że nie będę wstawać o 3 rano, pracować na zmianach stand by, wegetować za biurkiem za minimalną krajową i nudzić się ze stosem dokumentów. Ja kierowałam się głosem serca i choć Niepanikuj wydawało się wtedy celem nie do osiągnięcia dziś jest realne. A doradcom, którzy tak usilnie próbowali mnie namówić na bycie stweardessą dziękuję bardzo i życzę powodzenia. Ja dziś radzę sobie wyśmienicie, a dopiero się rozkręcam.

Życie mamy tylko jedno

Warto dążyć do celu i żyć jako spełniony człowiek. Wiecie jak rozpoznać, że życie to wegetacja? Gdy wegetujesz to nie chce Ci się wstać, a rano boli Cię głowa. A człowiek spełniony rano skacze na równe nogi i z uśmiechem na twarzy zasiada do pracy, która sprawia mu radość. Gdy widzę postępy jakie czynią osoby z którymi pracuję to mam ciarki z radości. To daje mi siłę do działania i poczucie, że robię w życiu coś więcej. Coś co daje mi poczucie realnego spełnienia. Swoje największe nieszczęście przeobraziłam w coś co zmieniło mnie samą i teraz pomaga innym.  Czyż to nie jest wspaniałe? A to wszystko dzięki atakom paniki.

Uczcie się od mistrza. Mistrzem jest głos serca. On zawsze wskazuje właściwą drogę. Gdy tylko zaczniesz nią podążać to poczujesz się spełnionym człowiekiem. Co mówi Twój atak paniki? Czy słyszysz jego głos?

 

Dodaj komentarz

 

35 komentarzy

14/05/17 20:17

Witaj, to cudownie, że tak wszystko Ci wypaliło – cieszę się, że piszesz o tym, bo to siła i inspiracja dla innych. Chciałabym tak jak Ty założyć bloga i być napędem dla siebie i innych. Pozdrawiam.

14/05/17 20:19

Trzymam mocno kciuki!Jestem pewna że Ci się uda!

14/05/17 20:20

Moj mowi,chce byc zawsze przy tobie,nigdy cie nie opuszcze:(

14/05/17 20:24

Niczym mąż:) Pogadaj z nim, wsłuchaj się…co Ci chce powiedzieć?

15/05/17 10:14

Nie wiem wlasnie,tak cichutko szepta:/

14/05/17 20:25

Sabina, jakbyś pisala o mnie. …Boże jaki ja mam słomiany zapał..tysiące wymowek..zawsze są ważniejsze sprawy , chociaż coraz częściej zaczynam myśleć o sobie.
Biegać nie mogę, Ale chodzic z kijami tak….3 dni pójdę a potem tydzień nie…I mam wyrzuty sumienia…
Pozdrawiam

14/05/17 20:48

No to mamy pomysły na ćwiczenia:)

14/05/17 21:11

😀

14/05/17 20:32

Też mam słomiany zapał 😐 jak to zmienić? Czy możesz poradzić jakieś ćwiczenia?

14/05/17 20:49

Pewnie. Zapisano!

14/05/17 21:39

Super! Już się nie mogę doczekać, bo latanie na szmacie już mi się znudziło !

15/05/17 07:58

Fajnie jak robimy coś, co sprawia nam radość i daje satysfakcję. Ja niestety siedzę przy biurku ponieważ mamy firmę rodzinną i musiałam skończyć studia, które moi rodzice chcieli. Fakt mam z tego pieniądze ale zero satysfakcji. Mam już 40 lat, a ciągle szukam czegoś dodatkowego co mi będzie sprawiać przyjemność i nie mogę znaleźć. Wiem że moi rodzice chcieli dobrze, ale co z tego skoro praca nie daję mi satysfakcji.

15/05/17 08:17

Monika, zrób koło życia. Zobaczymy co Ci wyjdzie. Czytałaś może “Jakiego koloru jest twój spadochron?” Autor – Richard N. Bolles – to guru doradztwa zawodowego, namawia, aby celem poszukiwań była praca nadająca sens naszemu życiu. Okryjesz jakimi umiejętnościami z radością się posługujesz i być może to będzie dla Ciebie jakaś wskazówka?

15/05/17 10:19

Dzięki za radę. Zrobię koło życia, a książkę właśnie zakupiłam i czekam aż dostanę, może coś mnie natchnie 🙂

15/05/17 10:27

Monika ja tez tak mam , tylko ze potrafię znaleźć mocne strony w mojej pracy zawodowej i mam mniej lat ale tez jestem poszukująca;)
Dlatego postanowiłam rzucić się na głęboką wodę i zacząć kolejne studia. Ciekawe tylko czy dam radę , ale staram się nie myśleć o celu tylko o drodze która mam nadzieje da mi radość , a jak się uda zdobyć nowy zawód to będzie super!

15/05/17 10:37

Ooooo! Maggie, a jakie?

15/05/17 11:08

Psychologię;) tez chce pomagać ludziom tak jak Ty 😉 oczywiście do tego czasu mam nadzieje ze sama się uporam z własnymi demonami ale chociaż będę miała dodatkową motywacje

15/05/17 12:02

Super!

15/05/17 15:24

MAGGIE to się teraz uśmiechnęłam :).Bo ja już chyba w liceum zaczęłam się interesować psychologią. Na studiach miałam przez semestr psychologię i zaliczyłam ją bez uczenia się :). W czasie studiów pracowałam jako kurator społeczny i bardzo się w tej pracy spełniałam .Do dnia dzisiejszego mam szacunek u tych którym pomogłam i to cudowne uczucie. Ta praca uświadomiła mi to, że psychologia to jest to co lubię :). Też myślałam o dodatkowych studiach ale losy potoczyły się inaczej. Hmmm dziwny zbieg okoliczności bo jeśli chodzi o mnie to sprawdza się powiedzenie szewc w dziurawych butach chodzi ;). Jestem psychologiem dla innych, a samej sobie trudno pomóc. Z tego co się dowiedziałam na terapii u psychologa to podobno to cecha większości psychologów :). Dziwne jest też to, że mimo, że zmagamy się z nerwicą jest w Nas duża chęć pomocy innym 😉 A i jeszcze dodam, że chęć do czytania książek zrodziła się właśnie od tych psychologicznych 😉

15/05/17 10:37

No i w taki sposób stałaś się inspiracją dla innych 😊 dziękuję!

15/05/17 12:01

🙂

15/05/17 12:33

Jak czytam wypowiedzi Maggie to jakbym siebie słyszała..ja tez mam zamiar podyplomowo na couching albo psychologię w nurcie pozytywnym, aktualnie mam prace nie dająca żadnej satysfakcji wewnętrznej a kilka lat temu sama pomagałam innym pracując wiele lat jako pedagog w różnych instytucjach. Marże by znów na tym gruncie się realizować bo usycham w aktualnej pracy…😘Dziewczyny zawalczmy o siebie😘 Zaciekawiła tez mnie ta książka …😘

15/05/17 13:16

Trzymam kciuki Maggie.Dasz radę 👍

16/05/17 09:42

dzięki! 🙂

16/05/17 00:42

A ja przed atakami paniki bylam bardziej konsekwentna niż teraz…

16/05/17 06:39

Paula, możesz to wykorzystać jako Twoją tajną broń przeciwko atakom paniki. Skoro już wiesz jak być konsekwentną to łatwej Ci będzie sobie przypomnieć co robiłaś wtedy, a jak to wygląda dziś. Zrób sobie wizualizację jak sobie radziłaś z daną sytuacją kiedyś właśnie na podstawie swoich wcześniejszych doświadczeń. Będzie miała prawdziwą MOC!

16/05/17 17:46

Dzięki za radę 😉 tylko ja chyba sama nie wiem co chcę… czasami wydaje mi się, że mi lepiej gdy jestem niekonsekwentna, bo się nie muszę “spinać” i stresować… tak jakoś siedzę i zbieram siły nie wiem na co… xd

17/05/17 06:47

Zawsze można zbierać siły na shopping i kupić kolejną parę butów 😉

16/05/17 14:07

Hej,Dziewczynki mam taką sprawę.Jakieś rady na to.Mam zostać na 10 dni sama w domu i już mam myśli,że coś mi się stanie.I druga rzecz czy przelewa wam się w jelitach ? Macie uczucie ciężkiego brzucha i kuje was po lewej stronie? No i problemy różne od tej strony.. bardziej to czujecie gdy jesteście nerwowe ? Albo po nerwowym dniu.. jak was dopadną stresy.. I macie obsesję czy przypadkiem to nie Rak jelita ? Czy krew wam nie leci? Nie mogę o tym przestać myśleć.. a do lekarza boję się iść bo nie jest to przyjemne badanie.. czasem żołądek mnie boli i mam zgagę i to wszystko przy tej nerwicy😢Zadaję sobie sprawę,że takie życie nerwowe prowadzi do takich dolegliwości..ale czy jak Oleje to to mi to przejdzie po jakimś czasie ? Wiem,że jak jestem spokojna to czuję tam w brzuchu luz.. ale jak tylko się zdenerwuje to mi się tam przelewa kuje.. albo mam biegunkę 🤔 Pomóżcie !!!!!!!!😉😚

16/05/17 20:04

Olej, relaksuj się , nie myśl. Biegaj 😉 przejdzie, tez tak miewam. A jeżeli krwawisz to do lekarza lepiej iść.

17/05/17 12:42

Do MAGGE – Dziękuję za odpowiedz 🙂 nie zauważyłam,żebym krwawiła.. czy na papierze toaletowym czy jak jednym okiem tam zaglądam czasem.. Pewnie to moja obsejsa. Bo od kąd zaczeło mi się bulgotanie,przelewanie, kucie,wzdęcia to juz marwiłam się,ze jestem chora.. 🙁 Jak by coś się działo strasznego to pojde do lekarza. Mam nadzieję,ze to sprawy nerwicowe spowodowały takie dolegliwości.

17/05/17 12:46

Jest to bardzo prawdopodobne 🙂

17/05/17 14:19

Sabi dziękuję za odpowiedz 🙂 Wcześniej tego nie miałam.Od pewniego czasu mi się tak stało i zaczęłam się martwić.

17/05/17 18:00

Wiesz, panikowiczom przychodzi z łatwością nakręcanie się. Wystarczy, że usłyszą o jakimś objawie i już czarne myśli murowane. Generalnie działa to tak, że im bardziej się będziesz skupiać się na problemie tym bardziej nie będziesz mogła się go pozbyć. Postaraj się też podejść do tego problemu z humorem…To nie jest proste, ale wierzę, że Ci się uda.

18/05/17 11:41

Dziękuję Sabinko za odpowiedz ! Tak to prwada.. co usłyszę to to mam.. i nad tym myślę. Od nerwicy miałam zawroty głowy nie dość,że myślałam o najgorszym to jeszcze słyszałam do okoła o samych chorobach głowy i jeszcze ktoś umarł na raka mózgu przy okazji to już wogole miałam wszystkie objawy raka. Teraz mam tak z jelitami.. no i bądz tu spokojny ! Siły spokoju trzeba się nauczyć ! Może mi się kiedyś uda:)