Ataki paniki nie są chorobą wynikającą z niedoboru jakiś składników chemicznych, które można uzupełnić lekami. Nie raz już wspominałam, że są konsekwencją tego jak żyjemy.

Zapracowani, zabiegani, w pogoni za pieniądzem lub po prostu znudzeni codziennością – wymagania 21 wieku powodują destabilizację naszego życia.

Każdy z nas miewa czasami takie chwile, gdy życie zaczyna kręcić się niczym kołowrotek. Wykonujemy dzień po dniu rutynowe czynności i nagle łapiemy się za głowę… Chęć zmiany jest tak silna, że paraliżuje ciało. Tracimy grunt pod nogami, a każdy najmniejszy problem zaczyna nas przytłaczać.

Częste bóle głowy, brak energii, palpitacje serca, kolana jak z waty, rozdrażnienie, zgaga, brak ochoty za spotkania ze znajomymi, nieprzespane noce, stany lękowe – z czasem sygnały są już tak silne, że nie można ich dłużej ignorować.

Czasami  warto spojrzeć na swoje życie jak na stół. Że co? Tak, dobrze czytasz. Jak na STÓŁ. Poniżej znajdziesz ćwiczenie, które pozwoli Ci zbadać czy główne aspekty Twojego życia są stabilne. A stabilność to brak  stanów lękowych i brak ataków paniki.

Ćwiczenie „STÓŁ”

Twoje życie to stół. Stół stoi stabilnie na 4 nogach. Każda z tych nóg to jedna sfera Twojego życia.

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

18 komentarzy

02/07/17 19:28

Sabinko czy po swojej walce mozesz powiedzieć ze nie masz już ataków Paniki ? uwolniłaś się całkowicie?

02/07/17 19:46

Taaaaaaaak! Tu nie ma drugiego dna. Jak się zrozumie ten mechanizm to nic nie wraca. Ataki paniki to lęk przed lękiem. Jak się człowiek przestanie bać to jest koniec choroby;)

02/07/17 21:33

a Czym jest dla Ciebie ten mechanizm i kiedy go zrozumiałaś ? 🙂

03/07/17 06:50

Mechanizm to lęk przed lękiem. Zrozumiałam go wtedy jak śmiało stawałam z atakiem paniki twarzą w twarz i pokazywałam, że się nie boję. Ale tak z całego serca. Wtedy odzyskałam kontrolę nad własnym życiem. Bo skoro nie ma lęku przed lękiem, to nie ma ataków paniki.

03/07/17 07:30

dziękuje 😉
zawsze mam energie kiedy czytam Twoje wpisy, komentarze 😉

03/07/17 07:51

Takie właśnie zadanie ma Niepanikuj. Tak to sobie wyśniłam i wymarzyłam 🙂

03/07/17 11:10

Cześć, jestem tu nowa, choć nie nowa w temacie bo epizody nerwicowe mam od ponad 12 lat. Głównie lękowe oraz depresyjne. 2-3 lata nie miałam już lęków i czułam się mocniej osadzona w rzeczywistości. Myślałam, że TO już nigdy nie wróci ale wróciło znowu po chronicznym stresie, rozstaniu z partnerem i innych problemach. Wszystko się rozregulowało i walczę na nowo. Jednak chciałam poruszyć pewien aspekt o którym pisze Sabina. Twierdzisz, że nerwica i lęki są niejako konsekwencją obecnego życia w pędzie i biegu. Nie mogę się z tym nie zgodzić, jednak kiedy sięgam pamięcią do wczesnych lat nastoletnich, wydaje mi się, że nerwica zaczynała mi „wybijać” już koło 12-ego roku życia. Mieszkałam wówczas na wsi, prowadziłam spokojne życie, moi rodzicie dali mi dużo poczucia bezpieczeństwa. Jedzenie było zdrowe. Wszystko było na swoim miejscu – prawie bo kiedy miałam 9 lat zmarł mój narodzony dopiero brat i od tej pory czułam, że byłam już innym dzieckiem. Pamiętam że kiedy miałam ok 12-13 lat, szłam ulicą i świat wydawał mi się dziwnie odrealniony, jakby był snem.Przeraziło mnie to ale w tym wieku żadnych innych objawów nie miałam. Ale do czego zmierzam – nie wydaje mi się aby obecny pęd życia był jedyną przyczyną zaburzeń nerwicowych biorąc pod uwagę moje wcześniejsze środowisko, w którym się wychowywałam. Myślę, że jest to bardziej złożona sprawa i dotyczy osób których system nerwowy jest słabszy niż przeciętnego Kowalskiego. Może dotyczyć także tzw.pamięci ciała na doznania traumatyczne, które doznaliśmy w trakcie naszego życia. Nie zawsze są to wielkie tragedie, dla niektórych to może być po prostu kłótnia ich ukochanych rodziców kiedy byli małymi dziećmi.Ciało i mózg nauczyło się reagować paniką czy stresem i za każdym razem kiedy nawet najmniejszy bodziec przypomina nam o tym reagujemy panicznie. Na ten temat można by się dużo rozwodzić. Chciałam jeszcze tylko polecić wszystkim bardzo pomocną akupunkturę ( tylko u dobrych sprawdzonych lekarzy). 2 lata temu igły pomogły mi wyjść z depresji – tylko igły, czułam się po sesji zupełnie normalnie. Mój lekarz tłumaczył mi, że działa on wielowymiarowo, nie da się zamknąć tego tematu w jednym punkcie – to znaczy mówić jakoby depresja powstała tylko z jednego powodu. Zmiany jakie zachodzą w naszych ciałach, organach są dużo bardziej znny organ przestaje pracować normalnie. Zapytałam go też co robić aby w przyszłości nie doporowadzić do takich stanów i odpowiedział, że trzeba pracować nad główką :). Ciężko jednak jest nad nią pracować kiedy nerwy są wykończone dlatego igły są dobre na przywrócenie normalnego funkcjnowania, wyciszają a wtedy można zacząć pracować nad sobą kiedy jest się stabilniejszym emocjonalnie. Sami wiemy, że nerwocowom ciężko jest w momencie epizodów przekonywać, że wszystko będzie dobrze, kiedy nerwy grożą wybuchem :)łożone i u każdego i

03/07/17 12:25

Hej Martyna, Fajnie, że wpadłaś! Rozgość się. A nie sądzisz, że właśnie opisałaś konsekwencje życia w 21 wieku? Nieprzystosowanie układu nerwowego do radzenia sobie z traumatycznymi wydarzeniami (no bo kto miał nas tego nauczyć?). Poza tym jeśli lęk „wraca” to myślę, że od samego początku nie został pokonany tylko uśpiony. Może Twój obecny pęd życia nakręca koło lęku, bo w wyniku przeżyć z przeszłości nie nauczył się radzić ze stresem?

03/07/17 13:55

zgadzam się – mój system nerwowy też nie potrafi sobie radzić ze stresem bo wcześniej go po prostu nie miał:) do tego zagłuszanie swoich uczuć i życie „życiem innych” a nie swoim ,no i jakiś wewnętrzny przymus bycia idealnym… co rusz odkrywam w sobie jakies tajemnice:) zawsze myślałam ze jestem optymistką , a jest całkowicie odwrotnie!
Uściski

03/07/17 17:37

Dopiero rok, a tak dobrze Ci idzie. Aż strach pomyśleć co jeszcze odkryjesz 🙂

03/07/17 13:26

Lek wraca ale teraz ma inne podłoże. Wcześniej bałam sie śmierci i ciemności. Byłam na ustawieniach rodzinnych i bardzo mi pomogły, przede wszystkim odbyłam żałobę po kilkunastu latach i zamknęłam temat. Teraz nie to jest czynnikiem leku. Ciemność już go nie wywołuje. Na przykład teraz obawiam sie o to ze moje dziecko spotka to samo ( moja mama również cierpni na leki). Niestety córka ma 7 lat i już w wieku 3 miała puerwsze epizody lekowe. Jejsyatem nerwowy jej rozchwiany. To jest dopiero przerażajace. Mówimy o nas dorosłych ale jak pomoc dziecku, które nie wie co sie z nim dzieje!

03/07/17 14:08

czy to nie jest też tak, że nawet jak wpadamy w wir stresu to jak go rozumiemy i się nie boimy jego objawów to nie wpadniemy w sidła lęku? tzn postresujemy sie i na tym koniec.

03/07/17 17:36

dokładnie tak 🙂

03/07/17 14:15

Dodam jeszcze, że w największy lęk wprowadza mnie teraz myśl, że pomieszały mi się zmysły. Wszystko zdaje się matrixem, cały czas się łapie na tym czy to nie sen. Boję się, że oszaleję i wyląduje w psychiatryku. Patrzę na ludzi i zazdroszczę im, że są normalni, że normalnie odbierają rzeczywistość. Jestem zła na siebie, że znowu mi się to przytrafiło, że to będzie powracać i całe życie przeżyję w takim „amoku”, nie odróżniając jawy od snu 🙁

03/07/17 17:43

Każdy wariat jest przekonany, że jest najnormalniejszym człowiekiem na ziemi. Jeśli choć raz pomyślałaś, że tracisz zmysły to znaczy, że jesteś zupełnie zdrowa 🙂

04/07/17 16:55

MARTYNA chyba każdy z Nas miał takie myśli :/ ale jest dokładnie tak jak Sabina napisała 🙂

04/07/17 20:43

A ja mam prośbę do Ciebie Sabinko odnośnie wpisu na temat: „Jak sobie z radzić z lękiem przed wizytą u lekarza”.
Zawsze, gdy idę z drobnym nawet problemem, mam obawy, że coś „przy okazji zostanie wykryte”. Nie mówiąc już o robieniu badań i czekanie na wyniki…

04/07/17 20:52

Ale trafiłaś. Jutro będzie o tym wpis 🙂