Ostatnio jedna z użytkowniczek bloga – Ania T – opisała w komentarzu jak wyglądało odebranie przez nią córki z dworca. Za zgodą Ani uznałam, że warto podzielić się tym komentarzem we wpisie, bo może w dosyć zabawny sposób pokazać Wam jak nakręca się spirala lęku. Gotowi na dawkę śmiechu? To jedziemy 🙂

Oryginalna pisownia z 3.08.2017 pod wpisem Co dokładnie robiłam jak dostawałam ataku paniki? A co powinno się robić?

****************************************************************************************************************************

„No to tak. Wiedziałam, że w niedzielę mam odebrać moją dorosłą córkę z pociągu. Miałam do przejechania 24 km samochodem, po drodze las, 3 małe miejscowości. Dodam, że jeszcze nie tak dawno jazda samochodem była dla mnie lekiem na całe zło ( ale brałam wtedy leki 🙂 ) Nakręcanie zaczęło się mniej więcej od piątku- niby o tym nie myślałam, ale cały czas w głowie było, że w razie czego kogoś poproszę żeby ze mną albo za mnie pojechał, wykręcę się. Niedziela rano, pobudka- wdech i drętwienie dupska, wdech, dupsko i znajomy strach w okolicach serca przypominający mdłości. Główka zaczęła pracować na pełnych obrotach 🙂 Miałam jeszcze kilka godzin i myślę sobie nie, nie będę niczego załatwiać. Będę robić to co zwykle, umaluję się i jeśli już naprawdę nie dam rady to w ostatniej chwili załatwię sobie zastępcę. Doszły jeszcze wyrzuty sumienia- bo dzień wcześniej namówiłam moją mamę żeby jechała ze mną. Nie chcesz mamuś pojechać sobie po ukochaną wnusię ? Oderwiesz się trochę od taty (tatuś jest po wylewie 5 lat i jesteśmy przy nim trochę uwiązani), zrobisz sobie zakupy w Lidlu, zajrzymy do wujka Ryśka w szpitalu? Biegałam wokół domu jak szalona, potem jeszcze ćwiczenia. Biegunka, brak apetytu, głowa w innej już rzeczywistości 🙂 2 godz do wyjazdu- jeszcze mam czas, jeszcze to przeciągnę, jak będzie godzinę do i stwierdzę, że nie dam rady zacznę wydzwaniać po ludziach. Sms od córki- wyjechałam z Poznania, będę o 17.15. O Boże! Zadzwoniłam do męża, który jeździ akurat z towarem po Polsce i zaczynam swoje. Gdyby coś załatwisz kogoś z kolegów, żeby pojechał po Nastię? Zaczyna mnie brać i nie wiem czy dam radę? Odpowiedź: wszyscy kumple zajęci, na wyjazdach- trzeba było mówić wcześniej. Koleżanka nr 1- ( nie wie o mojej panice) – Anuś chętnie bym Ci pomogła skoro masz (zepsuty samochód!) ale ja nie mam wcale, bo gdzieś tam ktoś pojechał. Kuzynka – nie odbiera. Panika narasta – będę jednak musiała pojechać sama ! No z mamą! A jak spowoduję wypadek? Albo zacznę umierać? Mama za kierownicą mnie nie zmieni, a i nie wiem czy da rade wezwać pogotowie?! Idę do mamy ze skruszoną miną i tętnem już powyżej 100- mama w pełnym rynsztunku, ładnie ubrana, torebeczka i właśnie się perfumuje- mamuś ja chyba nie dam rady sama pojechać, chyba kogoś poproszę tylko nie wiem kogo? Mama spojrzała na mnie lekko zawiedziona- nie pierwszy raz moja decyzja zmienia się w ostatniej chwili- dzisiaj jednak mama już wie jaki jest tego powód (kiedyś kręciłam, wymyślałam setki tłumaczeń i często wychodziłam na osobę, która sama nie wie czego chce i jest niesłowna). Anka przestań się wydurniać – mówi- ja lubię z tobą jeździć, nigdy nic ci się nie stało, córka tam na ciebie czeka, ja już załatwiłam, żeby Dorota (synowa) przyszła do ojca i teraz co ?! Pół godz. do wyjazdu 🙁 sms- pociąg ma opóźnienie jakieś 15 min. Piszę do córki- właśnie mam atak paniki, szukam kierowcy, nie zdziw się jak przyjedzie ktoś inny? Odpowiedź Nastki: Czyli rozumiem, panicznie szukasz jakiegoś kierowcy mamo? 🙂 – córka tez już jest wtajemniczona i wie, że ma się mną nie przejmować, że potrafię dusić się na zawołanie 🙂 W głowie- masz jedną córkę i nie potrafisz się wziąć w garść i po nią wyjechać, mama będzie zawiedziona, już się nastawiła do wyjazdu, wujek Rysiek czeka na odwiedziny w szpitalu i jakieś brzoskwinie ! A ty co ?! Jak zwykle! Krzysiek jeździ po Polsce i wie, że nie dajesz rady go zastąpić w takich pierdołach! Został jeszcze teść i brat męża. Ten pierwszy wybiera się na 18 do kościoła, drugi jest po kilku piwach. Boże muszę jednak jechać!? Czemu nie załatwiłam sobie zastępstwa wcześniej? Chce mi się płakać, jestem na siebie wściekła, a atak paniki już czai się i zaciska swoje macki 🙂 Teraz już nie chodzę, a latam po domu z telefonem w ręku i cały czas zerkam na zegarek- nie zauważam w tym szale mojego ukochanego 15-letniego pieska, który też ma swoje obawy, bo jego pani coś kombinuje i pewnie go zostawi w domu samego… Dzwoni teść – Aniu (jak masz to zatrucie pokarmowe i kręci ci się głowie !) to ja nie pójdę do tego kościoła. Wiem jak to jest, sam mam problemy z błędnikiem, lepiej nie jedź. W trakcie rozmowy – jestem już na podwórku przy samochodzie – wychodzi mama i mówi do mnie zdecydowanie: Anka, przestań do cholery wymyślać! dawaj jedziemy! Czas przez ciebie tracę!- odkładam telefon mówiąc do teścia „tato wiesz co, ja chyba sama pojadę, ale umówmy się, że jak coś to zadzwonię i poproszę o pomoc” – OK. Z sercem na ramieniu wsiadam do samochodu po stronie kierowcy i co widzę? Mój Tobi skorzystał z tego zamieszania i siedzi/ leży na przednim siedzeniu z miną ” Nie dam się zbyć tym razem, jadę z wami choć jest cholernie gorąco, nie będę siedział w domu sam”. Chwila konsternacji. Mama mówi- dawaj, bierzemy go, wezmę tylko kocyk. I tak w trójkę  (a właściwie czwórkę – bo na tyłku, piekących plecach, na sercu, w kolanach, głowie – jest jeszcze z nami mój „atak”- ten to nigdy nie zawodzi 😉) Wyjeżdżamy z miasta i się zaczyna koło lęku! Co chwilę głaszczę ręką mojego wpatrzonego we mnie i ziejącego śliną pieska, żeby się uspokoić. Mama w tym czasie wygłasza swoje pocieszenie – Aniu ja nie wiem, ale ja tak lubię z Tobą jeździć, tak się czuję bezpiecznie 🙂 Ja już nie wytrzymuję i proszę mamę, aby zatkała uszy bo zaczynam krzyczeć! – no choć skurw…u! pokaż co potrafisz! masz coś nowego? atakuj no! Co mi chcesz pokazać czego jeszcze nie znam?! Zdrętwiała dupa nie robi na mnie wrażenia! – mama zaczyna się głośno śmiać – drętwieje ci tyłek?! Tak mamo, to pierwszy objaw! I już śmiejemy się obie, a mój piesio choć prawie głuchy zaczyna szczekać w najlepsze, bo trzeba się do stada przyłączyć! 🙂I tak dojechałyśmy na stację kolejową, pies o mało nie zwariował na widok swojej „siostrzyczki”, zrobiłyśmy zakupy w Lidlu, odwiedziłyśmy wujka Ryśka – zadzwonił teść z zapytaniem gdzie jesteśmy, bo on już wystawił auto z garażu i nie wie czy może iść do kościoła – w drodze powrotnej nie potrzebowałam zmiany przy kierownicy, 100 km na szybkościomierzu, płynna jazda, pies szczęśliwy zdążył obdzielić sierścią i śliną nas i cały samochód, zaliczyłyśmy jeszcze z nim spacer 🙂 Zmęczona, acz szczęśliwa z bólem głowy poszłam spać – na drugi dzień musiałam odkurzać samochód 🙂 Pozdrawiam Cię Sabi i Was wszystkie tu dziewczyny – jeszcze się uśmiecham jak sobie przypominam tę niedzielę 🙂”.

****************************************************************************************************************************

Po pierwsze pies skradł moje serce. Po drugie piękne imię dla córki. Po trzecie rewelacyjna historyjka. A po czwarte brawa dla głównej bohaterki za odwagę. Chciałabym dodać jeszcze coś od Niepanikuj, abyście wiedzieli czego unikać na przyszłość i jak lepiej przygotować się do realizacji zamierzonych działań w życiu codziennym z nerwicą lękową.

Otóż to nie sam atak paniki czyni człowieka chorym lecz lęk przed atakiem. Gdyby to, co zadziało się w samochodzie czyli zbesztanie ataku paniki od najgorszych, zadziało się już na samym początku to prawdopodobnie nie byłoby mowy o jakimkolwiek ataku paniki. Już w momencie obwieszczenia wieści o konieczności odbioru córki z dworca należałoby pomyśleć sobie: O! To dla mnie doskonała okazja, aby pokazać atakowi paniki, że to ja tu rządzę! Sama zgłaszam się na ochotnika i nie ma mowy, żeby robić jakiekolwiek plany awaryjne. Jadę i skopie mu tyłek. Żadnych ale! Ja się nie boję ataku paniki, a gdy do mnie przyjdzie to i tak wiem, że nic mi nie zrobi. Za to niech on boi się mnie!

Działając w ten sposób w pewnym sensie serwujemy sobie jedną z najbardziej skutecznych metod leczenia nerwicy lękowej, jakie zna współczesna terapia czyli leczenie napadów paniki za pomocą terapii ekspozycji. Ekspozycja dotyczy zarówno miejsc, jak i aktywności, ludzi, których się wcześniej unikało. Trzeba eksponować się na lęk często i jak najdłużej pozostawać w niekomfortowej sytuacji. Tylko wtedy będzie efektywna. Bardzo ważne jest niekorzystanie z zachowań zabezpieczających, które zmniejszają symptomy, pozwalają uniknąć napadu paniki (gdyby coś to teść pojedzie; poproszę mamę, aby jechała ze mną itd.)

 

Dodaj komentarz

20 komentarzy

20/08/17 16:33

Ja mam tak ze myślę sobie ok jak mnie roztrzesie to zadzwonię po męża powiem gdzie jestem i przyjedzie po mnie. To mi daje poczucie bezpieczeństwa. Nie było nigdy tak żebym zadzwoniła i krzyczała ratunku . Raczej dzwonie żeby pogadać o czymś innym aby tylko odgonic strach.

20/08/17 16:35

Następny wpis będzie o tym, że nie ma się czego bać 🙂 Idealny dla przyszłej mamy.

20/08/17 17:10

Ja boję się sytuacji gdy idę i nagle nogi odmawiają posłuszeństwa w głowie zaczyna się kręcić i człowiek traci równowagę. Ma się ochotę czegoś złapać ale nie ma czego. Miałam tak ostatnio tydzień temu i co najdziwniejsze byłam na spacerze ze znajomym i jak byliśmy razem wszystko było ok gdy nagle stwierdziłam, że przejdę się kawałek sama to dosłownie po 5 minutach nastąpiło to co napisałam wyżej.

20/08/17 20:22

Dziękuję Kochana😗

20/08/17 18:35

Sabi, może wpis o tym, jak rozluźnić się mimo ogromnego stresu i napięcia?

20/08/17 20:41

Oł jes. Już jest na liście TO DO 🙂

20/08/17 21:15

Sabina,mój 17 letni niepełnosprawny syn w piątek z innymi osobami niepełnosprawnymi i dzięki Fundacji, skaczą że spadochronem. Jest to marzenie mojego syna i przełamanie barier i swoich lęków. Rozumiem jego,ale mnie już ściska w żołądku,zaczynają się zawroty,i czuje ze czai się atak,a jeszcze jak pomyślę,że jedziemy tam i będziemy spać to już za dużo.. Wiem że sam się trochę boi i myśli o tym ale bardzo chce skoczyć, dlatego ja nie mogę mu pokazać, co się dzieje ze mną.
Pomimo tłumaczenia sobie,że jest to bezpieczne, instruktorzy przygotowani do skoków z niepełnosprawnymi,to z tyłu głowy coś mi tam gada i gada.
Pozdrawiam

21/08/17 11:15
21/08/17 13:47

Robiłam ćwiczenia, mam prawie cały zeszyt zapisany ale faktycznie teraz mieliśmy urlop i zaniechania ćwiczeń. Koniecznie muszę wrócić.
Ale i taj jest dużo lepiej.
Dziękuję Sabina☺😘

21/08/17 14:15

Basia, To postaraj się wrócić do notatek i pamiętaj, że większość naszych obaw nigdy się nie sprawdza 🙂 Nie daj się i zatrzymaj koło lęku! Powodzenia dla synka, na pewno będzie miał frajdę. Fajnie, że uda mu się zrealizować marzenia, bo dzięki marzeniom łatwiej się żyje 🙂 Jutro będzie fajny wpis o atakach paniki – myślę, że w sam raz dla Ciebie 🙂

21/08/17 19:58

Dziękuję 😘😘😘

21/08/17 01:02

SUPER😊Pani Ania skopała tyłek lękowi fajna historia dawno się tak nie uśmiałam. Zawsze uważałam to jako dramat a tu proszę okazuje się że może być zabawnie. Czułam się jak bym czytała o sobie też zawsze szukam ucieczki układam w głowie plan na wszelki wypadek gdyby lęk się nasilił .Najgorsze że większość osób nie wie że mam takie problemy i muszę mieć gotową historyjkę dlaczego nie piję alkoholu,kawy,nie jeżdżę na wycieczki za granicę i wiele innych rzeczy które robiła bym gdybym była zdrowa 😔

21/08/17 11:12

Ela, będziesz zdrowa jak będziesz robić te rzeczy 🙂 Pamiętaj, że ataki paniki to właśnie lęk przed lękiem. Pokaż kto tu rządzi.

28/08/17 06:17

Dziękuję Elu za miły komentarz. Właśnie te „podpórki”!. Zawsze jak mam wyjść poza strefę komfortu to tak jak napisałaś robię plany awaryjne, rozkminiam i rozkładam na części pierwsze zamiast robić tak jak pisze Sabina 🙂 Co zrobiłaby Grażyna Kowalska ? 🙂 Pozdrawiam

28/08/17 09:08

Hahah 🙂

21/08/17 16:36

„Potrafię dusić się na zawołanie” – rozwaliło mnie to, ale to jest tak prawdziwe. 😀 Fajna historia, dobrze sobie poradziłaś, Aniu! 🙂

28/08/17 06:25

Dziękuję Kasiu 🙂 Ale rzeczywiście muszę zacząć stawiać się „panicznym myślom” od samego początku … a nie czekać do końca kiedy już tak naprawdę jestem wyczerpana oczekiwaniem na atak 🙂 Dużo jeszcze przede mną a tak bym chciała pstryknąć palcami i żeby było jak dawniej ! 🙁 Sabino nie można by tak ?- kliknąć i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? 😉 Wiem, co odpiszesz niestety. Nie ma tak łatwo. Mój tatuś, który po wylewie jest mocno sparaliżowany od 5 lat, na początku bardzo starał się ćwiczyć aby usprawnić rękę powiedział mi kiedyś swoim niewyraźnym głosem : ” trzeba ćwiczyć i pracować- samo nic nie przyjdzie” – bardzo często do tych słów wracam, kiedy mi się nic nie chce 🙂 Pozdrawiam

28/08/17 22:23

Aniu B. a jak było u Ciebie z odstawieniem lekarstw? …wspomniałaś, że je brałaś i jestem ciekawa… bo sama przyjmuję to gó*no ale boje się odtawić…

30/08/17 06:52

Justynko z tymi lekarstwami to bardzo długi długi proces. Wszystko też zależy od tego jak długo bierzesz te świństwa i na ile już twój mózg przyzwyczaił się do takiej formy walki bez walki. Długo by tu opowiadać ale w całej swojej karierze dreptania do genialnych lekarzy spotkałam tylko 2, którzy mój problem traktowali jako nerwicę lękową lub ataki paniki, reszta od razu wsadzała mnie do jednej szuflady z napisem ” uzależniona od leków, narkomanka itp.. ” a moje lęki przypisywali objawom odstawiennym. Wylądowałam nawet w grupie terapeutycznej zamkniętej w psychiatryku ale byłam tam tylko 3 dni ( z 3 miesięcy) bo jak zobaczyłam w jakim stanie są ludzie opuszczający grupę po 3 miesiącach leczenia to nie będąc lekarzem wiedziałam, że najdłużej za kilka dni wrócą pod drzwi psychiatry z prośbą o recepty 🙁 Znalazłam dawno temu w internecie artykuł jakiejś angielskiej pani psychiatry o odstawianiu psychotropów z całą rozpiską na tygodnie, wydrukowałam i pojechałam z tym do mojego lekarza- tego otwartego na pacjenta, który słuchał z czym mam problem 🙂 Odstawianie zaczęliśmy przy pomocy innego psychotropu (przeciwdepresyjnego) aby zmniejszyć
nieprzyjemne objawy i trwało to około 2 lat. Odstawiałam po pół tabletki na miesiąc, nie więcej ( chociaż momentami miałam ochotę przyśpieszyć) lekarz mnie stopował i miał rację bo to jest tak, że jak za szybko odstawisz większą ilość to za 2 tygodnie wrócisz do zdwojonej dawki! Justynko – nie mogę ci za wiele doradzić ponieważ każdy przypadek jest inny. Duże znaczenie ma czas brania i ilość leku. Nie chcę też się tu dużo rozpisywać-może Sabi coś podpowie ?
Na razie pozdrawiam – pamiętaj o jednej bardzo waznej rzeczy- Nigdy ale to przenigdy nie obwiniaj siebie za to, że wzięłaś psychotrop! To prosta i krótka droga do tego, aby za chwilę wziąć następną tabletkę… Sabino, może jakiś artykulik na temat odstawiania i związanych z tym lęków i objawów 🙂 Buziaki

30/08/17 07:10

Nie mam pojęcia jak fachowo odstawić leki i myślę, że tu trzeba zdać się na dobrego lekarza. Natomiast masz zupełną rację, że nie można się winić. Odstawiając na pewno warto pracować nad swoimi lękami. Stać się swoją własną bronią 🙂 Dbać również o kondycję fizyczną, dietę no i przede wszystkim odkryć co nam lęk pragnie przekazać.