Życie jest jak rzeka, która płynie z nurtem. Większość ludzi wskakuje do tej rzeki, nie mając pojęcia, dokąd naprawdę chce płynąć i co jest celem ich życia.

Dlatego właśnie w krótkim czasie zostają porwani przez silne nurty: nurt wydarzeń, nurt strachu, nurt życiowych wyzwań. Kiedy znajdą się u rozwidlenia rzeki, nie decydują świadomie czy chcą płynąć w lewo czy w prawo.
Nie wiedzą, który kierunek jest dla nich właściwy. Po prostu dryfują i kierują się okolicznościami, a nie własnymi wartościami. Pozostają w stanie nieświadomości tak długo, aż pewnego dnia wpadają na ostry zakręt za którym słychać przerażający odgłos spadającej wody…Z przerażeniem odkrywają, że są o kilka metrów od wodospadu.

Zaczynają wtedy gwałtownie machać rękami, ale jest już za późno. Stają twarzą w twarz z upadkiem: emocjonalnym, finansowym lub fizycznym.

A co dzieje się z człowiekiem, który przez lata płynął z nurtem i nagle natrafia na wysoki wodospad? Odpowiedź jest prosta. Taki człowiek zaczyna machać rękami, płynąc raz w lewo raz w prawo. Wie, że musi coś zrobić, ale nie wie co. Pragnie szybko znaleźć wyjście z sytuacji, ale targany silnym nurtem i zmęczony długim dryfowaniem nie ma szans podjąć prawidłowej decyzji.
Gdy człowiek całe życie kieruje się w życiu okolicznościami, a nie wartościami to nie uczy się słuchać swojego wnętrza. Nie ma zaufania do samego siebie i boi się, że podjęte decyzje będą błędne. W wyniku okoliczności przecież nie ma kogo winić…stało się samo. Podejmując świadome decyzje musi brać za nie całą odpowiedzialność.

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

16 komentarzy

29/08/17 07:15

To wszystko jest bardzo ciekawe. W te wakacje byłam na trzech weselach i stwierdzam, że na trzecim działałam już mechanicznie i bez stresu i prawie nic nie było dla mnie trudne. No dobra sama bym jeszcze nie poszła :/ ale w Kościele już było w miarę ok . Myśli zniknęły ale pojawiły się już rano po weselu, a właściwie najpierw objawy, a potem myśli :/

29/08/17 18:25

Cele! To w życiu jest bardzo ważne 🙂 tak jak napisałaś , żeby wiedzieć gdzie płynąc , a nie dryfować. Cele , marzenia i poznanie siebie prawdziwego to podstawa 🙂

30/08/17 06:28

Maggie, jakie masz cele na najbliższe miesiące/ lata?

30/08/17 09:48

dopiero się tworzą w mojej głowie , ale napewno studia 🙂 jeszcze muszę wyznaczyć sobie mniejsze cele

30/08/17 17:18

A może lepiej dbać o życie, a marzenia spełnią się same 😉

31/08/17 09:40

z doświadczenia wiem że na spełnienie marzeń trzeba ciężko pracować:) ale satysfakcja gwarantowana 😀
właśnie marzeniami dbamy o życie – jest pełniejsze:)

30/08/17 09:35

Chciałabym się podzielić z Wami moim dzisiejszym „przeżyciem”. Była u pobrania krwi (znowu muszę skontrolować tsh i prolaktynę) i wiedziałam, że nie mogę stresować się pobraniem, bo prolaktyna skoczy. Ogólnie nie przejmuję się jakoś bardzo pobieraniem krwi, ale, że wiedziałam, że muszę być spokojna to jak na złość baaardzo się denerwowałam. Do tego była inna pani co pobiera krew i była niemiła. Krzyczała na poprzednią osobę, które pobierała krew. I byłam tak nerwowa, że serce mi tak szybko latało jak w ataku paniki. Im bardziej chciałam się uspokoić tym było gorzej. A najśmieszniejsze jest to, że wiedziałam, że przecież czym tu się stresować… no i zaczyna pobierać mi krew i…. nie leci. Także jakby co w ataku paniki krew nie leci haha. Tak mi szybko serce latało, że sama wiedziałam, że nie poleci, za szybko pulsowała. Potem mi jakoś wyciskały siłą… Śmiać mi się z tego chce i też jestem troche zła, bo wynik prolaktyny pewnie znowu będzie zafałszowany przez stres… co tu zrobic…

30/08/17 14:52

O mamo! Wszystkie krzyczące Panie powinny dostać karę 🙂

30/08/17 09:44

Sabinko może znasz sposób jak się pozbyć wrażliwości :). U mnie stwierdzam, że w dużej mierze to ona jest odpowiedzialna za moją nerwicę :/. Znowu kłótnia z siostrą czyli z bombą atomową i ja drugi dzień padaka. Jestem za dobra i dostaję po tyłu. I nawet gdy unikam kontaktu z Nią to i tak trudno uniknąć kłótni. Po Niej spływa jak po kaczce, a ja ledwo żyję :/

30/08/17 11:09

Sabinka, a co robić jak cały dzień towarzyszy mi uczucie „drżenia” ciała? Masz jakiś sprawdzony sposób?

30/08/17 14:43

Sabcia, a co się dzieje/ działo? Jesteś przed „tymi” dniami? Może masz jakieś trudności?

31/08/17 05:27

Tak jestem w trakcie „tych” dni…ale trzepie mnie od kilku dni już…i nie wiem co mam z tym robić…poza tym sama się cały czas nakręcam. Na dodatek moja mała idzie od poniedziałku do przedszkola i może już podświadomie tak reaguję…sama nie wiem 🙁

31/08/17 07:07

Sabcia, no to zagadka wyjaśniona. Złe samopoczucie wynika z „tych” dni i to zupełnie normalne, że na kilka dni przed już się zaczyna (pms). U mnie w pracy koleżanki, które wysyłają dzieciaki do przedszkola, całe wakacje przeżywają jak to będzie. A nie mają ataków paniki. Także myślę, że większość objawów mogłaś przypisać nerwicy, choć tak na prawdę to zwykłe troski dnia codziennego. Polecam w trudnych dniach pić dużo mięty, pokrzywy, zero kawy i herbaty, długie marsze lub spacery na świeżym powietrzu, mało siedzenia na kanapie, dużo zajęć i przede wszystkim zapisać myśli w zeszycie panikowicza, żebyś w przyszłym miesiącu miała dowody na to, że wszystko będzie OK 🙂 Nic się nie martw, wszystkie mamusie się stresują przedszkolem i to nie ma nic wspólnego z nerwicą 🙂

31/08/17 08:01

SABCIA mi też się wydaje, że to nadmiar adrenaliny :/. Mnie też od 3 dni tak telepie ale wiem po czym. Sabi ja akurat po mięcie czuję się źle i sama nie wiem dlaczego :/

31/08/17 14:00

Sabinko pomocy! 😉 Jak reagować kiedy czuję, że atak nadchodzi?…wiem, że jak zostanę w „tym miejscu” on przyjdzie…ale kiedy odejdę (hmmmm chyba ucieknę) to nie następuje…ale moje ciało jest w ciągłej gotowości i „czeka”, wystarczy drobna iskierka i odpala na nowo…

01/09/17 06:36