Daj znać kiedy mogłybyśmy się spotkać na 5 minut. Musimy porozmawiać.

Takiego smsa dostałam od znajomej kilka tygodni temu.

Co pomyślałam, gdy go odczytałam?

„Ja piernicze, ciekawe co się stało”.

To nie wszystko. Jak tylko do mojej głowy przyszła ta jedna myśl to zaraz pojawiły się kolejne.

„Pewnie się gniewa, że od kilku miesięcy nie mam czasu na spotkania. Ale w takim wypadku po co pisze takie smsy? Przecież nigdy tak nie robiła. Może się rozwodzi? Ostatnio mało wspominała o swoim mężu. O boziu! Pewnie się rozwodzi i teraz chce mi wygarnąć, że mnie przy niej nie ma. Ale ze mnie koleżanka!”.

Siedziałam z telefonem w ręce i czytałam tą wiadomość kilka razy. Czułam jak mój dyskomfort zwiększa się, a serce zaczyna bić szybciej.

Można by pomyśleć, że po tym wszystkim co przeszłam podczas leczenia ataków paniki, ostatnią rzeczą jakiej mogłabym się bać to rozczarowanie kogoś.

Tak nie jest.

Czasami również i ja zakładam najgorsze. I nie ma to nic wspólnego z atakami paniki. Ma za to wiele z byciem człowiekiem.

Zakładam natychmiastowo najgorszy scenariusz z możliwych.

Dlaczego? Może dlatego, że ostatnio nakryłam przez przypadek w drodze do pracy żonatego kolegę z biura na romansowaniu. Albo dlatego, że dopiero co skończyłam czytać Big, Little Lies? Któż to wie.

Potem okazało się, że nie tylko ja dostałam tego tajemniczego smsa.

Zadzwonił telefon. Gośka się chyba rozwodzi! – usłyszałam w słuchawce. Okazało się, że nie tylko ja dostałam smsa o tajemniczej treści.

Jak to jest, że prawie nikt nie zakłada automatycznie dobrych intencji, a większość z nas zakłada najgorsze scenariusze?

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

30 komentarzy

16/10/17 14:19

Hmm i ja sporo wiem ale są to wiadosci, które człowiek musi zostawić dla siebie. Kiedyś zastanawiałam się czy powiedzieć np. o romansie ale uznałam, że to nie moja sprawa 😉 

16/10/17 19:54

Witam. Pomóżcie dobrym słowem :(od tyg leżę w gipsie ręką i noga. To co mi się wyprawia to jakiś cyrk. 6dzien tak dlawiacy ból w klatce i plecach że nie wyrabiam. Nie miałam nigdy takiego objawy. Czy to nerwica? Hmm. Jeszcze zdiagnozowałam się u dr Google oj ja durna i wyszedł zator. Stres mam mega bo mama na chemi mąż idzie na operację serca ja w gipsie z możliwością wylotu z pracy. Oszalejesz z tego. Chciałam jechać na sor ale mąż cierpliwie odmawia 🙂 cóż to za objaw Sabinko że tak długo trwa. Mija na krótko kiedy mąż mnie masuje. Oszalejesz. Buuuuu 🙁

17/10/17 06:40

Ania, a co mówi Sabina? Nie czytać Dr Google 🙂 Wasza sytuacja jest bardzo trudna i stresująca: nie dość, że choroba to jeszcze operacja i ten gips 🙁 Trochę wyrozumiałości dla siebie samej moja droga. Przecież w takich warunkach to nawet najzdrowszy człowiek czułby się okropnie. A co dopiero ktoś z nerwicą lękową. To jest doskonałe pole do popisu, aby trenować podejście do stresu. Zamartwianiem nic nie zmienisz i nie masz wpływu na to co się dzieje. Ale masz wpływ na Twoje reakcje na te wydarzenia. Zamiast dr Google polecam dobrą książkę, fajny dokument, usiąść na trawie i cieszyć się słońcem (bo niektórzy nawet tyle nie mogą). Trzymaj się kochana!

17/10/17 08:16

17/10/17 17:33

<3

17/10/17 11:31

Sabi, a czy umysł w nerwicy tak samo przyswaja wiedzę jak u zdrowych osób? tylko trochę wolniej mu to idzie chyba ,no nie?
Jestem na studiach i ciężko mi się skupić na zajęciach, ale jakoś daję radę, zastanawiam się jak to jest z pamięcią i czy dam radę na egzaminach?:)

17/10/17 17:32

Ojej, miałam to samo! Musiałam wszystko czytać po 3 razy. Ale dałam radę, Ty też dasz Maggie. Żadna przeszkoda nie stanie na drodze tego kto realizuje swoje marzenia 🙂

17/10/17 16:17

Ja dziś mam spadek mocy.. od rana jest mi nie dobrze z pracy się urwałam i leżę w łóżku. Chyba jakiś wirus.. ale przez to za dużo czasu na myślenie. Od kilku dni z przerwami jakieś mam drżenia lewej ręki i topnienia serca. Boje się i nie potrafię nie przysłuchiwać się sobie. Może jednak jestem chora? Jeżeli wszystko przypisze nerwicy może czegoś nie zbadam coś ominę może chorobę. Dziś jest bardzo źle tylko łóżko i strach o wszystko. Jeszcze czytam o mojej koleżance chorej na raka pełnej życia dziewczynie bez szans na życie. Jak to wszystko napędza jak dołuje .. koszmar..

17/10/17 17:31

Natalka, martwimy się jak objawy będą się utrzymywać 2 tygodnie w ciągu. I unikamy doktora Google 🙂

17/10/17 17:26

Sabinko czasami po dniu wrażeń
Nie mówię o ciężkim dniu tylko spędzonym na przyjemnościach
Na drugi dzień jestem tak zmęczona
Ze patrzę tylko gdzie się położyć ..
jak to zlikwidować 🙂

17/10/17 17:30

To jest prawidłowe funkcjonowanie zdrowego człowieka 🙂 Najlepiej się wtedy połóż i odpocznij. I gratuluj sobie zaangażowania i odwagi! Jesteś wielka!

17/10/17 17:58

No Ale żeby cały dzień być kapciem? 🙂
No a to ze jestem wielka to prawda bo tak jak radzisz nagradzam się ciastkami i rosnę a spodnie nieee 😀

18/10/17 10:36

też tak mam:)

19/10/17 07:11

Tez ostatnio jestem kapciem, staram się nie myśleć i wrócić do normalności ale ciężko

19/10/17 20:49

Dziewczyny mi trochę pomógł zakwas buraczany , zreszta przepis Sabina tu zamieszczała i probiotyki łykam wieczorem i nawet jak biegam to widzę poprawę bo nie muszę co 5 min robić marszu 😉

20/10/17 14:14

MAGGIE jakie probiotyki bierzesz ?

21/10/17 14:59

Takie żeby miały Ok 6 mld bakterii

18/10/17 07:04

Ja wczoraj miał plan wyjść z koleżankami na lationo na 18, nawet cieszyłam się na to wyjście z nadzieją że ktoś wreszcie wyciągnie mnie na fitness. O godzinie 16 zaczęły mi się jazdy…. zimne poty (dosłownie mokra byłam), miękkie nogi i pojedyncze zawroty głowy. Pisze do koleżanki: ja nie dam rady. Ona: nie chrzań ja już jestem gotowa. Minęło kilka minut i była u mnie pod domem i kazała szybko się szykować. Miałam 10 min i nagle minęło wszystko. Na siłowni również czułam się ok. Samo latino ekstra, dają mega wycisk, pot się leje, ale dałam rade 🙂 wyszłam w super humorze i od razu kupiłyśmy z koleżanką karnet.
Wróciłam do domu i jak zobaczyłam mojej mamy minę i tekst: a gdzieś ty była?” to wróciło wszystko. Ledwo się już wykąpałam, odrobiłam z dziećmi lekcje, potem kolacja i jak się położyłam to i się zaczęły zawroty głowy.
Widzę że jeszcze tego wszystkiego nie ogarniam. Czemu wyjście na które się cieszyłam tak na mnie wpłynęło? Może strach mój wewnętrzny ze nie dam rady kondycyjnie??
Czemu po ćwiczeniach które sprawiły mi radość tak się czułam? Może to czasu potrzeba?
Początki jazdy na rowerze tez takie w sumie były, ze jak wracałam to jak pijana i dochodziłam do siebie.

Ale wiecie co dziś zero zakwasów wiec nie jest ze mną jeszcze tak źle, taka stara jeszcze nie jestem 🙂

19/10/17 07:00

A czy przypadkiem nie chodzi tu o ćwiczenia tylko o docinki ze strony rodziny? Może atmosfera w domu doskwiera? Może po prostu masz dużo stresu i na zajęciach Twoja głowa jest zajęta, a po zajęciach wraca do produkowania negatywnych myśli?

19/10/17 07:10

Chyba atmosfera w domu… masz racje
Wczoraj równo o 15 jak wsiadłam do samochodu z zamiarem powrotu do domu, wzięły mnie zimne poty, ledwo jechałam.
Wczoraj awantura z ojcem….
Ale na wekend wyjeżdżają ufff chwila wytchnienia o ile przez telefon się nie pokłócimy 😉

19/10/17 07:10

Melise to ja powinna w termosie przy sobie nosić 😉

20/10/17 14:13

Nie ma co przesadzać z tą mielisą :). No chyba, że Ci nie szkodzi. Ja piłam ze 3 razy dziennie ale miałam wrażenie, że po niej jeszcze bardziej boli mnie żołądek :/

19/10/17 08:56

MONIKA gdzie jest to latino? :))
Ale super zajęcia!
Ja mam mame nadopiekuńczą która jedyne co mi każe to leżeć żeby się nie przemęczać. Nie mieszkamy razem ale kiedy tam przyjadę to potrzeba jednego słowa typu “po co Ci te kolejne zajęcia, lepijej w domu posprzątać ” żebym się zdenerwowała i moja motywacja spadła do zera.

20/10/17 06:30

Zajęcie są na siłowni calypso, są rożne jeszcze inne. Oni mają bardzo dużo punktów w całej warszawie. Drugiego dnia miałam zakwasy w łydkach i stopach a tak to było ok.
U mnie to nie ma nic wspólnego z nadopiekuńczością, czepiają się wszystkiego co zrobię i gdzie się ruszę. Traktują mnie jak małe dziecko. A na koniec jeszcze potrafią skomentować “Ty to już chyba sama zawsze będziesz z dziećmi”
Mega podbudowujące ….

20/10/17 06:46

a to latino na którym ja byłam to pod warszawa

20/10/17 14:16

Paula może warto szczerze z mamą pogadać o tym :). Ja tak kiedyś zrobiłam i nie żałuję 😉

21/10/17 22:07

ANIU rozmawiałam
ale ten temat poprstu trzeba zaakceptować nie wchodząc w Niego głęboko
Wierze ze koedy będę miała swoją rodzine nie będzie już to tak uciążliwe 🙂

20/10/17 14:11

Monika właśnie tego i ja nie potrafię zrozumieć :/. Robie coś przez kilka dni jest fajnie, pięknie a potem ni z gruszki ni z pietruszki trudno mi się ogarnąć i wyjść gdziekolwiek :/

20/10/17 20:33

No właśnie jak to ogarnać? I wraca się tak długo znowu do normalności a łapie znienacka. Nie może tez puścić znienacka ☺

22/10/17 08:47

Humor to bardzo dobra metoda na walkę z lękiem 🙂