I ja i Sebo jesteśmy na nogach od 5:30 do 23:00 i wciąż nie starcza nam na wszystko czasu. Musieliśmy najprostszych obowiązków, które konsumowały dużo czasu (na przykład sprzątanie) musieliśmy zatrudnić pomoc. A i tak wiecznie toczymy walkę z nadmiarem zadań.

 

Dom, dwie prace, wyjazdy, delegacje, szkolenia, awanse, nowe obowiązki, planowanie wesela… Dodajmy do tego popsuty samochód, dentystę, zakupy, weterynarza, alergologa, zakupy, czy choćby psiego fryzjera i zaczyna brakować czasu na sen. Jakoś sobie radzimy i mimo całego bałaganu wciąż dbamy o zdrowe odżywianie, aktywność fizyczną i relaks.

Ostanie 2 tygodnie to jakiś istny kołowrotek. Bieganina od rana do wieczora. Dobrze, że jeszcze od wiosny nie zdążyłam zmienić opon na letnie to przynajmniej nie zaskoczyła mnie zima. Haha!

 

W poniedziałek wieczorem byliśmy na koncercie Harlem Gospel Choir co oznacza, że oboje byliśmy na nogach od 5:00 rano, a do domu wróciliśmy o 22:00 Biorąc pod uwagę, że pracowałam również w weekend, we wtorek rano chciałam rozwalić budzik o ścianę. W głowie odbyłam szybką kalkulację…

Jest wcześnie, ale zajęcia interwałowe na trampolinach są super. Jak nie pójdę będę żałować, ale jestem taaaaka zmęczona. Nieeee – chce spać. No nic. Wstanę, pojadę, a najwyżej zawrócę.

Skoczyłam na równe nogi, spakowałam ubrania do ćwiczeń, zjadłam na szybko kanapkę z dżemem i ruszyłam do Calypso na interwałowe zajęcia na mini trampolinach. Po intensywnej rozgrzewce obudziłam się w pięć minut. Po kilkunastu minutach poziom energii wrócił i ćwiczyło mi się bardzo dobrze. Pod koniec zajęć byłam już na pełnych obrotach.

W szatni szlifowałam plan dnia…Najpierw zakupy czy wymiana opon za zimowe? W czwartek ma być 11 stopni. Olać opony. Nagle dzwoni telefon. W słuchawce odzywa się Pani Zina czyli nasza pomoc do sprzątania:

– Pani Sabino czekam pod drzwiami. Dzwonię, ale nikt nie otwiera.

– Fuck to już wtorek? Zapomniałam, że wyjątkowo umówiłyśmy się na wtorek, a nie środę. Zaraz będę Pani Zino! Ogarnę tylko na szybko zakupy i jestem za 20 minut pod domem.

Mniej więcej wiedziałam co mam kupić, ale listy nie miałam. Biegałam po sklepie i starałam się przypomnieć sobie wszystkie niezbędne produkty do obiadu i do domu. Jogurt, mleko sojowe, chleb, szpinak…Co tam było…Aaaaa jeszcze płyn do podłogi, folia do kanapek. No i szampon dla Suzie! Koniecznie szampon! Bez szamponu ani rusz! Biegnę jeszcze do zoologicznego.

Bardzo chciałam uruchomić mój pełen potencjał w warunkach, gdy jestem zmęczona i w biegu, aby zakupić wszystkie niezbędne produkty. Z całych sił starałam się sobie przypomnieć w myślach listę, która wisi na lodówce od tygodnia, ale nie dałam rady. Mimo, iż sama ją uzupełniam, samają powiesiłam, sama dopisuję brakujące produkty to nie było szans, abym w tej danej chwili przypomniała sobie co na niej widniało.

Do domu wróciłam w biegu i łatwo można się domyśleć, że nie kupiłam większości produktów. W tym mopa, który Pani Zinie był niezbędny do sprzątania i wspominała mi o nim już od dawna. Zrobiłam sobie kawę, zebrałam siły i wyruszyłam na ponowne zakupy.

A teraz mój panikowiczu wyobraź sobie, że Ty próbujesz zrobić dokładnie to samo podczas ataku paniki, ale w warunkach tysiąc razy bardziej kryzysowych! Podczas, gdy ja byłam tylko zmęczona, Ty zmagasz się z całym zestawem objawów nerwicy lękowej. Bez planu działania i odpowiedniego przygotowania pozostajesz zupełnie bezbronny i nie masz narzędzi z których możesz skorzystać, by sobie doraźnie pomóc. Zeszyt panikowicza jest właśnie jak taka lista zakupowa z której możesz skorzystać w sytuacji kryzysowej, gdy jasność myślenia zawodzi.

Dodaj komentarz