Zmęczenie jest prawdopodobnie jednym z najczęstszych objawów nerwicy lękowej, a także jednym z najbardziej uciążliwych.

Gdy przez cały czas odczuwasz zmęczenie, całkowicie zmieniasz styl życia. Przestajesz robić rzeczy, które kochasz, bo najzwyczajniej nie masz siły. Życie staje się niekończącą serią zadań, na które nie masz kompletnie energii.

Ogromne zmęczenie towarzyszyło mi przez cały okres zmagania się z nerwicą lękową. Czasami miałam lepsze dni, a czasami gorsze. Lepsze dni sprowadzały się do tego, że chociaż przez chwilę nie szumiało mi w uszach i nie bolała mnie głowa 🙂 Nikt kto nie miał ataków paniki i depresji nie zrozumie prawdziwego znaczenia słowa: zmęczenie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że taki poziom zmęczenia w ogóle istnieje.

Ciągle miałam wrażenie, że mój stan totalnego wykończenia musi być wynikiem jakiejś poważnej choroby. Robiłam tak niewiele w ciągu dnia, a po przebudzeniu wstawałam bardziej  zmęczona, niż zanim położyłam się do łóżka. Wykonałam kilkukrotnie serię różnych badań, ale nie wykazały „medycznego powodu” mojego zmęczenia. Wszystkie poszlaki wskazywały na nerwicę lekową.

Kompletnie nie rozumiałam jak można czuć się totalnie wyczerpanym przez nerwicę. Zatem co robiłam? Googlowałam swoje objawy.

Duży błąd.

Google za każdym razem podpowiadał mi inną chorobę. Za każdym razem równie straszną. Czasem raka mózgu – no bo bolała mnie głowa. A czasem jakieś niespotykane zapalenie błędnika – bo szumiało mi w uszach. Cały ten proceder tylko pogarszał mój stan niepokoju, a objawy potęgowały się.

Wynik?

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

31 komentarzy

15/01/18 09:40

Potwierdzam zmęczenie przez nerwicę czy depresję to zupełnie inny rodzaj zmęczenia. Gdy coś robię, a ktoś z domowników mówi mi, że mu się nie chce to odpowiadam mu, że mi się nie chce 10 razy bardziej. I też wstaję bardziej zmęczona niż wtedy gdy położyłam się spać.

15/01/18 10:39

Dzisiaj chciałam mimo wszystko zacząć inaczej dzień i mimo zmęczenia posegregować to co dawno miałam dawno posegregować. Wyciągając skrzynkę zapomniałam, że na niej było pudełko z filiżankami i talerzykami i to dwa zestawu. Jak łatwo można się domyśleć wytłukło się wszystko :/. Jak siedziałam tak się poryczałam ale już chyba z tej bezradności bo jak wiadomo nad rzeczami materialnymi nie ma co płakać. Czasami mam taki poziom hormonu stresu, że mam ochotę wyjść z siebie .. .

15/01/18 22:12

Ja dziś wzięłam byka za rogi. Pojechałam na przejażdżkę tą znienawidzoną drogą 😊 ściągnęłam kilka dni temu audiobooka “Jak obudzić w sobie olbrzyma”, ustawiłam Full głośność i tak sobie jechałam. Podnosi mnie na duchu bardzo ta książka, powoduje, że mniej się boję, a w przyszłość patrzę z optymizmem. To, co dziś mnie zainspirowało, to wytłumaczenie w jaki sposób osiągnąć sukces, że należy patrzeć daleko w przód. Obrać cel i się go trzymać. Nasze nieszczęścia, to patrzenie krótkowzorcznie i skupianie się na niepowodzeniach dnia dzisiejszego. Obierając cel wszystkie decyzje po drodze mają tylko przybliżyć nas do celu. Nie ma porażek, tylko nauki, nabieranie doświadczenia. Zatem pomyśl- obrałaś cel i pierwsze działanie- posegregowanie czegoś. Ok, wytłukłaś talerze, ale nauka jest taka, że kolejnym razem wyciągając karton upewnisz się, czy coś na nim leży. To nie jest porażka, a może nauka by być bardziej uważnym. Można tą uważność przełożyć na inne aspekty. Idąc np.na spacer, albo wychodząc na dwór- może warto nauczyć się, albo chociaż potrenować tą uważność. I skupiać na szumie drzew, śpiewie ptaków, określeniu koloru słońca lub rodzaju chmur? Przyjmij to jako naukę. Jesteś dzięki temu mądrzejsza, bo będziesz bardziej uważna. Tak sobie to tłumaczę 😊 czytałaś Aniu tą książkę?

16/01/18 07:50

Moja biblia 🙂

16/01/18 13:52

KAROLINA jasne, że czytałam tą książkę :). Zresztą ja już tutaj pisałam, że w czasie nerwicy polubiłam czytanie książek bo odkryłam, że muszą to być książki psychologiczne :). Wynajduję czasami gdzieś ciekawe książki za dobrą cenę i czytam. Oj wytłukłam i uwierz, że przez cały dzień zastanawiałam czego ta sytuacja mnie nauczy. U mnie spadek energii i mega stresy i pewnie dlatego dzisiaj trzeci dzień z bólem głowy :/. Ale wstałam o 7 ubrałam się wypiłam rumianek wzięłam banana wsiadłam do auta i pojechałam przed siebie. Czasami tak robię gdy czuję że zaraz wybuchnę. W aucie muzyka i odcięcie się od wszystkiego. Przejechałam sobie ok 60 km. Po powrocie do domu nadal boli mnie głowa ale wiem, że żyję mimo, że jak wychodziłam z domu byłam blada jak ściana. A Tobie Gratuluję 🙂

15/01/18 12:18

Rano najgorzej. Ja się budzę z milionami myśli.. różne dziwne niepokojące i irytujące ;/ chłopak budzi buziakiem przytula zagaduje a ja w środku się trzęse i na niczym nie mogę się skupić. Tak marze o tym żeby to przeszlo żeby się skończyło. Nienawidzę tego zaburzenia widzenia to mnie tak niepokoi.. i ciągle myśli czy jeszcze kiedykolwiek spojrzę na świat i ludzi tak jak kiedyś. . I czy poczuje cokolwiek. . Czy ta pustka odejdzie..

16/01/18 13:55

NATALIA też mam takie myśli.Fajnie by było spojrzeć na świat bez nerwicy.

15/01/18 19:56

Witam cię Sabino i wszystkie osoby na blogu ponownie 🙂 Nie było mnie 3 miesiące. Odchorowuję ostatnie przejścia ( w październiku 2017 straciłam tatę ) – wspominałam o nim w moim wesołym wpisie o wyjeździe z mamą i pieskiem po córkę na pociąg. I tak jak na początku radziłam sobie z tym stresem i emocjami, tak teraz nie radzę sobie już tak dobrze. Czego się boję ? Chyba wszystkiego co możliwe ! Wyjścia z domu, bo jest mróz i co się stanie jak padnę i nie wiem co tak właściwie? ( do pracy mam blisko- wsiadam w auto ) Jutro jedziemy nad morze i mam pietra żeby w drodze nie zacząć wariować, że tak daleko od domu, zimno i że teraz to atak tak da mi
popalić, że nie przetrzymam 🙁 Lęk wolno płynący towarzyszy mi już od kilku tygodni – z niewielkimi przerwami, zdążyłam już sobie wmówić raka żołądka ( brat zmarł na to 2 lata temu) a mnie właśnie coś zabolało 🙁 , to że jestem do niczego skoro sobie nie radzę,.Czarne myśli towarzyszą mi chyba w każdej minucie 🙁 I muszę wszystko zaczynać od początku 🙁 Nie chcę wracać do psychotropów ! Na pomoc ! Ten wpis to chzba dla mnie ….

16/01/18 07:58

Ania, moje najszczersze kondolencje. Śmierć najbliższych to bardzo trudny okres w życiu człowieka i trzymam mocno za Ciebie kciuki. W takich momentach warto się czymś zająć. Być tak zajętym, aby nie mieć czasu na myślenie. Lęk wolno płynący to objaw nadmiaru adrenaliny (za dużo stresu) – aktywność fizyczna byłaby również wskazana. I pamiętaj, że lęk przychodzi do tych co się boją.

24/01/18 22:15

Dzięki Sabi za ciepły wpis. Wróciłam z urlopu nad morzem. Byłam z córką iiiii było cudownie ! Boże jak ja się bałam ! Nie obyło się bez herbatek z podwójnej torebki melisy i ziołowych tabletek uspokajających ( tak naprawdę nic nie dadzą jak atak zechce z tobą zatańczyć a ty przyjmiesz to zaproszenie i dajesz się prowadzić, choć kroki tańca ci się nie podobają…). Ale udało się ! Rozpisywałam sobie każdy dzień co do minuty- Nastka trochę ponarzekała, ze relaks,odpoczynek a ja jak w wojsku planuję i trzymam się grafiku 🙂 Dzięki temu i intensywnym ćwiczeniom ( bieżnia) udało mi się zminimalizować poziom lęku a jeden dzień był taki, że w ogóle go nie czułam ! Byłam po prostu szczęśliwa i aż trochę było mi z tym głupio ? No jak tak wszystko normalnie ? Nawet doszłam nad morze i weszłam na plażę? I teraz zastanawiam się czym najbardziej się stresowałam? 2 dni byliśmy razem – ja, córka, mąż i najbardziej bałam się wtedy, że przy nich dostanę ataku ( oboje wiedzą z czym się zmagam) , bałam się, że ich rozczaruję, że będą musieli w razie “w” zmienić plany np. spaceru. Czy to możliwe, żeby bardziej stresować się bliskimi, którzy znają mój problem niż obcymi osobami? W moim wypadku kilka razy tak się zdarzyło 🙁
Jak to sobie w głowie poukładać ? Buziaki pozdrawiam .

25/01/18 17:13

Ania, fantastycznie! Mam nadzieję, że zapisałaś swoje czarne myśli i przypisałaś do nich te przeciwstawne. Będziesz mogła z nich skorzystać jak pojawi się lęk przed kolejną podróżą. Fajnie by było jakby Ci się udało wybrać w jakąś podróż w nadchodzący weekend. Warto utrwalać te dobre schematy działania! I szacun za grafik. Na prawdę mało osób potrafi się go trzymać. A jest taaaaaaki skuteczny <3

16/01/18 17:02

Dziewczyny skoro umysł nie odróżnia rzeczywistości od czarnych często błędnych negatywnych myśli (tygrysa od myślenia o tygrysie) i ciało za tym podąża-wmawiamy sobie chorobę i zaczynamy czuć fizyczne symptomy, bóle- to tak naprawdę czas to wykorzystać. Wiedziałam o tym tylko zapomniałam. Sabi często o tym pisze. I jest naukowo udowodnione że na odwrót też to działa. Kiedyś kilka lat temu zrobiłam taki eksperyment i po jakimś czasie poczułam się tak dobrze na aż dwa lata że zupełnie zapomniałam że właśnie od tego ta poprawa się zaczęła!!!!!!!Teraz sobie przypomniałam- dzięki Ci Boże. Było tak dobrze że myślałam że temat mam z głowy- ale prawda jest taka że powróciłam do negatywnych myśli na tyle mocno i na tyle mocno w to uwierzyłam że chyba dlatego znowu ze mną trochę gorzej. Ale zaczynam znowu tą zabawę co kiedyś i jestem na bank pewna że efekt będzie tak cudowny jak kiedyś- kto ma ochotę niech spróbuje: wygląda to tak że odwracam kota ogonem. Skoro umysł i ciało można oszukać negatywnym myśleniem to można go też oszukać pozytywnym. I celowo piszę oszukać (choć to z czasem jest po prostu nasz wybór). Oszukać dlatego że na początku w to pozytywne sraty pierdaty w ogóle nie wierzymy. Takie pitu pitu i tak z tego nic nie będzie idt-tak na początku myślimy. Ale zasada jest jedna- nie wierzymy w te pitu pitu ale mamy sie trzymać tego pitu pitu przez bity tydzień potem miesiąc. Np ja sobie wmawiam że jestem zdrowa- umawiam się ze sobą że tak się ,,bawię” że jestem i robię wszystko tak jak bym była zdrowa. Jak mnie coś zaboli-to zasada jest sztywna zwalam na wszystko po kolei tylko nie na chorobę- czyli boli brzuch to na pewno ten brokuł albo coś starego zjadłam albo jakiś wirus żołądkowy. I choć na początku w to nie wierzę to się tego trzymam łykam krople żołądkowe lub rumianek miętę itp i wmawiam sobie dalej że to nic powaznego. Jak głowa boli to tak samo: zła pogoda, niewyspanie itp- żadna poważna choroba. Umawiam się tak na tydzień potem miesiąc- i naprawdę to ciało zaczyna odpuszczać i coraz mniej boleć wystarczy tylko do tego momentu się tak ,,bawić”-potem zaczynamy już w to zwyczajnie wierzyć bo skoro od tygodnia nie boli mnie brzuch albo boli ale już tak delikatnie coraz mniej to chyba wniosek prosty żadna poważna choroba tylko ciało zaczyna normalnie funkcjonować stopniowo adrenalina opada i odpuszcza odrealnienie zawroty i słabość. Przysięgam u mnie to kiedyś podziałało. Właśnie zaczynam zabawę w zdrowie. Co ja mam do stracenia- chyba nic.

17/01/18 16:00

MONIA nawet nie miałam świadomości, że też bawię się w tą zabawę :). Dzięki 🙂

17/01/18 21:46

Ania powodzenia daj znać jak Ci idzie- u mnie dziś było ciężko- obudziłam się o 4 nad ranem i trzęsłam się. Jakos udało mi się ogarnąć. Dziewczyny miejcie świadomość że ta zabawa nie idzie tak malinowo- początki są mega trudne. Ale jak się na coś umawiam to nie ma przebacz. Była chwilka zwątpienia że nie dam rady to na nic. Ale powiedziałam sobie- przecież można się było spodziewać że jeszcze nie raz mnie trzepnie. Ok odrobiłam trzęsiawkę, otrząsnęłam się idę dalej- to nie była porażka. Takie są początki. Nie poddam się nie ma mowy. Bardzo mi pomógł wpis chyba Karoliny- nie skupiam się na tej trudności, patrzę daleko przed siebie mam swój cel i pójdę do niego choćby nie wiem co. Każda przeszkoda dostaje ode mnie kopa. Byłam przygotowana że bez kryzysów się nie obędzie- jeden mam już z głowy jeden mniej do celu. Wiem że będą kolejne. Wiem i jak przyjdą nie będę zdziwiona. Umawiam się ze sobą że żaden kolejny nie odwiedzie mnie już i nie zatrzyma. Przyjdzie, potrząsę się trochę ok niech będzie i biegnę dalej – nie mogę liczyć że będzie bezproblemowo czyli wszystko idzie zgodnie z planem.

18/01/18 14:23

MONIA ja dzisiaj coś nie mogłam spać i czułam wewnętrznie nerwy. Myśli miałam straszne, że pewnie dzisiejszy dzień będzie do bani, że nigdzie nie wyjdę itp. Wstałam, zjadłam, ubrałam się i taka bez emocji z pewnych strachem wyszłam z domu. O dziwo zalatwiłam co miałam załatwić i było w miarę ok. W domu ugotowałam, posprzątałam i takie tam. I jakby mi ktoś rano powiedział, że dzisiaj będę na mieście to bym go wyśmiała. Dziwi mnie tylko to, że często po powrocie do domu czuję się dziwnie i jest lekki atak paniki :/. Może Sabi mi to wyjaśni o co chodzi ?;).

22/01/18 20:32

Monia, dokładnie taki sam mechanizm działa z lękiem. Skoro mózg podpowiada ci za pomocą lęku, że coś ci grozi, więc wszystko odpuszczasz i czekasz, aż ci przejdzie (oczywiście nie przechodzi), to czemu nie zastosować dokładnie odwrotnego myślenia: robisz dokładnie to, co zawsze, pracujesz, sprzątasz, biegasz, gadasz z ludźmi, a lęk, który ci krąży po głowie, AKCEPTUJESZ! To naprawdę działa! Do tego polecam medytację, czyni cuda.

17/01/18 22:05

Bardzo ważną rzecz usłyszałam-tracimy swoją pewność siebie wtedy kiedy nie mamy do samej siebie zaufania. A tracimy to zaufanie jeśli sukcesywnie siebie zawodzimy. Zawodzimy same siebie zawsze wtedy kiedy nie dotrzymujemy swoich postanowień, kiedy nie dotrzymujemy słowa danego samemu sobie, kiedy się zbyt łatwo poddajemy. Wynik jest taki że tracimy wiarę w to że cokolwiek nam się uda, że coś od nas zależy. Tracimy siłę i motywację do walki bo i tak nigdy nam się nic nie udało więc teraz też tak będzie. To jest mega szok dla mnie jak duże to ma znaczenie. Wydaje się że nic się nie stanie jeśli dziś akurat nie wyjdziemy na ten spacer bo przecież jest zimno. Wydaje się ze to takie nic dobra jutro pójdę. Ale efekt jest taki że nie wierzymy że możemy pokonać duży problem skoro zawiodłyśmy przy każdym nawet drobnym postanowieniu…To mi naprawdę dało do myślenia

18/01/18 14:15

MONIA zgodzę się co do tej pewności siebie i to pod każdym względem. Ja nigdy nie byłam pewną siebie kobietą. Na zewnątrz wyglądało to zupełnie inaczej ale tylko ja wiedziałam jak jest naprawdę. Był okres, że lubiłam siebie ale gdy nie układało mi się tak jakbym chciała, gdy kolejny facet okazywał się porażką gdy zawodzili znajomi to i średnio siebie lubiłam. Ale najbardziej na tą zewnętrzną pewność siebie wpłynął… uwaga 🙂 Trądzik OMG jak to potrafi wpłynąćta samoocenę. I mimo, że już zmagam się z tym 20 lat to nadal potrafi wpłynąć na mój nastrój i nadal odbiera pewność siebie. Zrobiłam co mogłam zrobić, staram się jak najmniej tym denerwować bo to gra nie warta nerwów ale różnie z tym bywa 😉

18/01/18 18:59

Dziewczyny Kochane słyszałyście o niezwykłym odkrycie Masaru Emoto? Oto dowód namacalny dla tych, którzy nie do końca wierzą w siłę i znaczenie pozytywnego myślenia. Dr Emoto prowadził badania nad wpływem myśli, słów, muzyki na materię- głównie wodę. Okazało się że woda zamarzając tworzy rózne kryształy. Piękne i regularne pod wpływem np. dobrych słów, emocji, obrazów a brzydkie i nieregularne poddana negatywnym bodzcom. Takim samym badaniom poddano ryż. Jeden był niezmieniony a drugi przechowywany w takich samych warunkach zbrązowiał i brzydko pachniał. Jeśli chodzi o wodę jest to o tyle ciekawe że nasze ciało składa się głównie z wody. Wniosek prosty. Co się z biedulkiem dzieje jak mamy złe emocje i myśli. (dobrze że odwrotnie też działa uff) Jest książka na ten temat. Oryginalne zdjęcia z tych doświadczeń można sobie poszukać w necie- dosyć ciekawe. Mnie to bardzo zaciekawiło.

18/01/18 20:20

Sabinka może schizuje ale od kilku dni wydaje mi się ze moje serce wręcz zwolnilo teraz dla odmiany wydaje mi się ze bije za wolno i się zaczynam nakręcac ze jednak jest chore.. co za obłęd. .

19/01/18 11:41

NATALIA mi też ostatnio dziwnie bije serce ale wcale mu się nie dziwię skoro stres, stres i stres.

19/01/18 12:16

Aniu a próbowałaś maści benzacne? Moim zdaniem jest bardzo skuteczna nawet w cieżkich przypadkach i jest do kupienia bez recepty.

19/01/18 14:43

MONIA ja już miałam chyba wszystkie dostępne maści z apteki i nie tylko z apteki bo sporo było zamawianych przez internet. Podobnie jak z kosmetykami było ich tyle, że spokojnie można by było otworzyć drogerię. Były antybiotyki, suplementy, zioła i wszelkie babcine sposoby. Były dermabrazie, kawitacje, kwasy i laser i właściwie nie wiele to dało. Ale nawet to pokazuje, że się nie poddałam. Przynajmniej spróbowałam….

19/01/18 20:01

Oj to rzeczywiście Aniu wiele zrobiłaś w tym temacie. Nie wspomniałaś o D’arsonwalizacji. Kosmetyczki często używają tego tylko po czyszczeniu dla skutecznego zdezynfekowania skóry i działania przeciwzapalnego. Jednak ja uzyskiwałam doskonałe efekty stosując go dwa- trzy razy w tygodniu regularnie. Zabieg jest mało popularny bo nie jest dochodowy- ja brałam chyba 10 czy 15 zł – tanio aby tylko te nastolatki mogły sobie pozwolić bo zależało mi żeby im pomóc. Można też kupić taki sprzęcik do domu są naprawdę taniutkie w tej chwili. To tak jakbyś miała ochotę. Fakt też że nerwy i ciągły stres na pewno nie pozostają bez związku z kondycją skóry- trądzik niestety się nasila.

20/01/18 11:29

Darsonval najlepszy! Ja mam w domu i cały czas z niego namiętnie korzystam.

20/01/18 12:56

MONIA jeśli chodzi o Darsonval to miałam go właśnie używanego po oczyszczaniu twarzy ale nie stosowałam tego w domu. Sabi możesz mi napisać coś więcej o tym urządzeniu ?. Gdzie kupiłaś, jaki dokładnie, ile razy stosujesz i jak efekty ?:). Bardzo Dziękuję :*

19/01/18 19:52

ANIA ja używałam jakieś 6lat temu tabletki których nazwy nie mogę sobie teraz przypomnieć ;/ przy których miałam zabronione zajść w ciążę podczas kuracji jak i pol roku po. Po trądziku ani śladu do dziś. Męczyłam się okropnie cała twarz w kostkach to było strasznie dolujace i odbierające pewność siebie.. od tamtej pory ani krosteczki 🙂 tabletki brałam około 8 miesięcy .

20/01/18 13:00

Wiem co masz na myśli. Też mi te tabletki proponowano ale ja z nich nie skorzystałam. Za dużo skutków ubocznych i brak gwarancji, że pomogą, a do tego ja już mam osłabioną wątrobę i żołądek. Po za tym mój trądzik jest dość specyficzny bo jest to tzw trądzik zaskórnikowy.

19/01/18 20:31

Natalka mnie bardzo długo też trzymało ale spróbuj trochę inaczej. Piszesz nienawidzę tego- jesteś zmęczona i wściekła tak jak my wszystkie tutaj to zrozumiałe, ale ja zauważyłam że jak tak dużo myślałam że nienawidzę tego okropnego uczucia to mimo że robiłam bardzo wiele w tym temacie to stałam w miejscu albo się cofałam. Natalka te złe emocje które kierujesz w kierunku nerwicy tak naprawdę kierujesz do siebie. To napędza lęk. Wyrzuć złe emocje, gniew, złość na to jak się czujesz. tylko pozytywne emocję posuną Cię do przodu. Wiem to mega trudne. ja też czasem zemszczę pod nosem ku…znowu mnie łapię. Ale szybko sobie przypominam- zero gniewu- gniew napędza lęk. Też kiedyś myślałam jak tu się nie wściekać jeśli znowu się nie udaje, znowu jest gorzej jesteśmy zawiedzione i złe. Teraz wiem że można i wiem że jest mi już trochę lepiej z tym. Zawsze złe emocje wysyłane nawet w stronę innych osób obracają się przeciwko nam. Po kłótni jak komuś wygarniemy wcale nie czujemy się lepiej tylko gorzej właśnie. Ja jak się kiedyś wkurzałam na dzieci i krzyczałam to czułam że sie cała potem trzęsę. Teraz nie krzyczę – tylko miłość i dobro. Karę wymierzam ze stoickim spokojem i uśmiechem-,, Kochanie byłaś niegrzeczna zatem nie będzie dziś bajek, komputera itp”. żadnych krzyków i złości. Jeśli będziesz wykrzykiwać kara zostaje przedłużona o kolejne dni” Raz się tylko rzucały i miały szlaban na tydzień. Wiedzą że mamusia kocha i przytula ale jestem konsekwentna. Teraz nie ma krzyków bo wolą jeden dzień kary niż tydzień a że słowa dotrzymuję wiedzą czym to pachnie. Także Kochana Natalko ja zauważyłam że jak byłam zła na lęki to było gorzej, odkąd przeżywam je z pokorą (może nie z uśmiechem bez przesady) ale jestem z nimi bardziej pogodzona to jest jednak lepiej. Zawsze możesz spróbować w ten sposób. Dzięki temu mimo że jeszcze będą Cię nawiedzać to jednak ta adrenalina spada wyraźnie. Ja już czuję się sobą nie jestem odrealniona a to już naprawdę dużo. Mam więcej siły aby iść do przodu. Powodzenia