Nie można się malować do szkoły. A niby dlaczego? Czy makijaż świadczy o człowieku? Zostań lekarzem! Przecież zapłakałabym się na śmierć! Zaproś ciotkę na wesele! Przecież nie widziałam jej sto lat! Moja intuicja mówiła mi co innego… Z czasem dostosowałam się życia w kulturze opartej na strachu i twardych zasadach, których nikt nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Intuicje posiada każdy, jednak tłumiona zanika…Moja intuicja również poszła w siną dal. Nerwica lękowa sprawiła, że  postanowiłam ją odzyskać.

Co to jest intuicja

Intuicja to taki wewnętrzny kompas, który wskazuje właściwą drogę. To głos duszy, który objawia się w postaci nagłego przebłysku z odpowiedzią na nurtujące nas pytanie. Używając intuicji możemy wieść życie zgodne z naszymi wewnętrznymi przekonaniami i zachować spokój ducha. Intuicję posiada każdy, jednak przesadnie korzystając z rozumu tłumimy ją , aż w końcu zanika. Gdy zmagałam się z atakami paniki to nie potrafiłam określić co mi w duszy gra i w którą stronę iść. Jedyne co czułam to pustka. Po latach aktywowania intuicji mogę śmiało stwierdzić, że zawsze wie lepiej ode mnie w którym kierunku mam zmierzać.

Co to znaczy słuchać intuicji?

Słuchanie intuicji to wyzwanie. Szczególnie na początku. Intuicja niechętnie współpracuje z rozumem i często się kłócą. Po drodze powstają dylematy. Trzeba wybierać między rozumem, a intuicją. W 21 wieku żyjemy nastawieni na  kult rozumu. Dla większości z nas głos intuicji to roszczeniowe myślenie, które nie ma racji bytu. Kilka tygodni temu otrzymałam propozycję awansu. Nie ukrywam, że przez lata ciężko pracowałam i zdecydowanie na niego zasłużyłam.

Jak to często bywa w korporacyjnych strukturach w ramach awansu zaproponowano mi nowe obowiązki, ale bez podwyżki. Początkowo ucieszyłam się. Będę miała wpływ na rozwój działu… no i będę kierownikiem – myślałam. Odbyłam rozmowę z moim narzeczonym, który wypunktował mi wszystkie racjonalne powody dla których powinnam przyjąć awans. Wieczorem poszłam spać z myślą, że będę kierownikiem. Rano wstałam z myślą, że coś mi tu nie gra. Po co mi dodatkowe obowiązki i odpowiedzialność za darmo? Moja intuicja podpowiadała, że to nie jest dobra droga.

 

<<<< Dalsza część tekstu oraz ćwiczenie dostępne jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

 

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

7 komentarzy

24/03/18 20:19

Sabinko,jak to jest jeśli łapie już świadomie tą nerwice i stany depresyjne wiem że myślenie jak temu zaradzić szukanie i dołowanie się że coś nie działa nie ma sensu.Zostaje przy codziennych ćwiczeniach ,tańcu,chodzę do pracy ignoruje objawy,korzystam raz w tygodniu z porad psychologa.Ciągle dręczy mnie czy te objawy które są od 8mc codziennie ból głowy,przygnębienie,drżenie rąk,uczucie pijaka,nie wyraźny wzrok,płytki oddech,potworne osłabienie,psychiczne zmęczenie,szum w głowie,chudnięcie kiedy i tak jestem szczupła.Czy realne przeżywanie tych cierpień zrozumienie ich i pogodzenie czekanie aż odpuszcza i czy odpuszcza?Nie doprowadzi do rozwinięcia jakiejś choroby z wycięczenia organizmu.Wiem że czy na lekach czy bez to cierpienie,nie którzy biorą leki bo po co tak cierpieć…Jestem bardzo wrażliwa wszystko przeżywam dzieci jeszcze małe,czy ja podołam bardzo chce być mocniejsza ale jeśli przetrwam a przyjdzie jakiś gorszy czas,wydarzenie i to mnie powali z powrotem do punktu 0 lub całkiem w depresję czy może tak być kiedy sami sobie radzimy?Dziewczyny czy też macie podobnie?

26/03/18 12:13

Bardzo ważny wpis. Stany lękowe, ataki paniki, depresje, nerwice, kryzysy to jednoznaczny przekaz organizmu, że coś w naszym życiu jest nie tak. Na początku praktycznie każdy reaguje na to tak jak ja – jestem śmiertelnie chory, bo tu mi pulsuje, tam mnie coś boli itd. Przez prawie rok od pojawienia się pierwszych objawów szukałem sobie choroby zadręczając przy tym moją rodzinę – o niczym innym nie dało się ze mną porozmawiać. Miałem praktycznie każdą śmiertelną chorobę – tętniaki, raki każdej części ciała, cukrzyce, miażdżyce, refluks, wrzody, zaburzenia rytmu serca, stany przedzawałowe, udar i wylew. Każdą jedną analizowałem, diagnozowałem, rozbijałem na czynniki pierwsze. Za każdym razem miałem absolutnie wszystkie objawy. Na każdym badaniu (a robiłem ich mnóstwo – tylko tym żyłem) okazywało się, że kompletnie nic mi nie jest, ale to jedynie do momentu, gdy odkryłem kolejną chorobę. Każdego miesiąca było coraz gorzej, bałem się nawet zostawać sam z małą córką w domu, bo a nuż dostanę wylewu i kto się nią wtedy zajmie 🙂 Ciężko było mi pogodzić się z myślą, że jestem zdrowy fizycznie, a to moja psychika cierpi katusze. Otrzeźwienie przyszło pewnej nocy, kiedy to nie mogąc spać poszedłem sobie na długi spacer po osiedlu. Kiedy zadałem sobie w głowie pytanie “Dlaczego tak strasznie dręczę swoje ciało i duszę” odpowiedź przyszła z góry – olej objawy, zastanów się lepiej co chcesz nimi przysłonić. Przyjrzałem się swojemu życiu. Wszystkie pasje dawno poszły w odstawkę po narodzeniu się dziecka. Brak kontaktu ze znajomymi. Z żoną staliśmy się współlokatorami, dawno zapominając o namiętności, która nas kiedyś połączyła. Nudna praca, która poza pieniędzmi nie przynosiła satysfakcji. Każdy dzień wyglądający tak samo, dosłownie, jakby oglądało się “Dzień Świstaka”. Popaprane relacje z rodzicami, którzy kompletnie olewali mnie w dzieciństwie, a w dorosłym życiu krytykowali każdą moją decyzję i wtrącali się do mojego życia. Systematyczne poprawianie tego, co się dało powoli zaczęło mnie dźwigać z nerwicy. Zacząłem też słuchać swojej intuicji, tj. mówić “nie”, gdy myślę “nie”. Od miesiąca nawet nie przyszło mi do głowy, że mam jakąś chorobę, a przecież dopiero co myślałem o tym 24 h na dobę.
Na pewno ważna jest zmiana sposobu myślenia. Objawy trzeba naprawdę olać, a nie tylko sobie wmawiać, że się je olało 🙂 Trzeba zrozumieć, że problem nie leży w objawach!

27/03/18 06:57

Super! Tak trzymać!

26/03/18 20:37

Moja intuicja mówi mi że nienawidzę swojej pracy i że to ona w dużym stopniu wpływa na moje samopoczucie. Pracuje ciężko fizycznie w fabryce i ostatnio dostałam taki awans, że z ciężkiej nitki, zostałam przeniesiona na jeszcze cięższa, a osoba która mi zakomunikowała tą wiadomość porostu się z tego cieszyła, śmiała się do łez. A ja od kilku tygodni płacze, ale nie ze śmiechu, bo uważam że jestem dobrym pracownikiem. Wiec nienawidzę tej pracy ale rozum mi podpowiada, że pracuje tam już 13 lat i nic innego nie umiem robić, że nigdzie sobie nieporadę,że skoro w tym zakładzie nie potrafię się postawić to w innym zginę. I właśnie u mnie to jest tak świetna forma, co raz rzadsze ataki paniki, zero deprechy i jakaś przykra sytuacja której nie mogę przetrawić i zjazd Sajgon w głowie, deprecha, płacz i niemoc. I obwinianie, że jak byś niebyła chora to byś miała lepsza pracę, albo po prostu byś nie przejmowała się tak bardzo .

27/03/18 07:06

Czy przypadkiem wiadomość nie brzmi: Naucz się radzić z trudnościami i uwierz w siebie? W każdej pracy są wyzwania. Nawet jako leśniczy trzeba by było zmierzyć się z trudnościami. To nie kwestia ataków paniki lecz wiary w siebie i swoje możliwości. Najlepszym rozwiązaniem jest przestać gdybać, a zacząć działać. Zrobić plan i trzymać się go. Reagować na sytuacje, które się wydarzają, a nie na te które być może się pojawią. Każda zmiana budzi lęk i warto nauczyć się jak stawiać czoła trudnościom.

28/03/18 22:01

Oj tak u mnie z poczuciem własnej wartości jest ciężko .A rozwiazywanie problemów to koszmar ,bo każda zmiana w życiu ,problem ,wyzwanie powoduje od razu wzrost leku i objawów które temu towarzysza . Wiec najlepiej jak linia mojego życia jest prosta ,wtedy czuje pozorny spokój ale mam wyrzuty że coś mi w tym życiu umyka .Bo kobieta po 30 -stce powinna sie chyba realizowac,bo jest tyle rzeczy które bym chciała ale…… wiec zyje sobie z ciagłym ale i odliczam lata do emerytury 🙂

02/04/18 10:49

WERONIKA ja jestem kobietą po 30 stce i chyba żyję jak na emeryturze. I nawet Święta spędzam w łóżku z płaczem bo właśnie przed chwilą siostra z którą i tak nie rozmawiam pokazała na co ją stać i jej kochany mąż też. Są ludzkie, ktorzy nie potrafią docenić tego co mają albo pomocy innych. Dla takich osób jak ja w głowie to się nie mieści i chyba po raz pierwszy wywaliłam z siebie to co myślę nie pozwoliłam po sobie jeździć . I z jednej strony czuję ulga bo jakbym przestała sie udusić a z drugiej czuję że mnie osłabiło i wiem, że to odchoruje a po innych spłynie to jak po maśle. Staram sie zastanowić dlaczego los tak mnie sprawdza i dokłada kolejne klody pod nogi gdy ja już i tak przewracam sie pod tym co mam…. trudno to wszystko pojąć oj trudno.