Jako osoba, która osobiście zmagała się z nerwicą lękową i depresją, miałam okazję spojrzeć na swoje życie z różnych perspektyw. Do dziś zastanawiam się jakim cudem nie dostrzegłam wtedy u siebie przyczyny nerwicy lękowej. Przecież była taka oczywista. Moje osobiste doświadczenia przypadły się później na konsultacjach, które prowadzę. Po kilkudziesięciu godzinach można łatwo zauważyć, że przyczyny nerwicy lękowej rządzą się „pewnymi” zasadami i w wielu przypadkach są zaskakująco podobne. Pomyślałam, że wpis z opisanymi życiowymi przykładami może okazać się pomocny w odkryciu wiadomości jaką niesie Wasz lęk.

Podłoże nerwicy lękowej może być różne.

Nerwica lękowa jest zespołem zaburzeń powodowanym przez lęk. Przyczyny nerwicy lękowej mogą być różne i mają wiele podłoży. Dziś skupimy się na przypadkach z życia wziętych, a nie na tych opisanych na portalach czy w książkach.

 

Przyczyny nerwicy lękowej to w pewnym sensie wiadomość, którą niesie lęk.

Życie z lękiem może przypominać istne piekło. Najczarniejsze czeluści piekła 🙂 Z drugiej strony lęk jest również naszym wybawieniem! Niesie wiadomość, którą warto usłyszeć. W ten sposób chroni nas przed zawałem, cukrzycą oraz innymi chorobami związanymi z pędem XXI wieku. W dzisiejszych czasach na wszystko bierzemy pigułki. Boli nas głowa, bierzemy pigułkę. Bolą nas plecy, bierzemy pigułkę. Boli nas brzuch, bierzemy pigułkę. A czy ktoś z nas się zastanowił, skąd te bóle pochodzą i gdzie leży ich przyczyna? W taki sam sposób większość z nas postępuje z nerwicą lękową. Zamiast sięgać po pigułkę warto sięgnąć głębiej…

 

Przyczyny nerwicy lękowej. Jak brzmi wiadomość jaką niesie lęk?

Dla każdego wiadomość może być inna. Pragnąc ją odkryć warto wsłuchać się w swoje wnętrze, które zapewne od dawna podpowiada nam rozwiązanie ( Ćwiczenie Koło Życia może być bardzo pomocne) Nie jest to łatwe zadanie i czasami bardzo trudno jest usłyszeć co nam w duszy gra. Podczas konsultacji, które prowadzę, często jestem w stanie dostrzec wiadomość ukrytą między słowami w ciągu kilku minut. Wystarczy kilka słów lub gestów, a podejrzewam, gdzie może leżeć przyczyna. Czasami rozwiązanie mamy tuż pod nosem, a my nie jesteśmy go w stanie dostrzec.

 

Przyczyny nerwicy lękowej. Przykłady z życia wzięte.

Zamiast walczyć z lękiem, warto podejść do niego z ciekawością i wyrozumiałością. Oto kilka przykładów z życia z którymi miałam do czynienia.

<<<< Dalsza część tekstu oraz ćwiczenie dostępne jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

53 komentarze

08/05/18 06:42

Od dawna szukam i nie potrafię odnaleźć dokładnie tego, co próbuje przekazać mi lęk. Może niesystematyczność, chęć bycia perfekcjonistką i najlepszą w tym, co mnie interesuje. Nad niesystematycznością pracuję 😊 a jak pozbyć się tego bycia perfekcjonistką?

08/05/18 12:37

Podbijam pytanie :)<3

08/05/18 17:06

Ja tez 🤣🤣

08/05/18 08:52

To ja chyba jestem ślepa bo po 11 latach nadal nie dostrzegam jaką wiadomość niesie mi lęk. I w moim przypadku lęk nie jest przynajmniej na razie wybawieniem. Przykład z dzisiaj. Wstalam i a to poleciałam wynieść smieci potem wypuściłam psa. Jedno pranie drugie pranie i stwierdziłam, że czas w koncu ogarnąć szafę i wywaliłam wszystko z niej i nagle dzień dobry atak paniki. Kiedyś pewnie polozylabym sie i ryczala a teraz wzięłam z trzesacymi się rękami wodę i wyszłam na dwór. Tak były wszystkie możliwe przekleństwa bo.mnie to drażni do granicy możliwości. Nie chce tego mieć i tyle.

08/05/18 08:56

Koło życia u mnie wypadło marnie ale myślę, że u wielu osób byloby podobnoe , a to nie ozna za, że zmagają się z nerwicą. Mialam kilka kryzysów w zyciu i nie mialam ataków paniki. Ba w moim domu przez wiele lat kazdy dzień to byla jedna wielka awantura, krzyk itp. Mimo to jakoś sobie radzilam. Chyba że w koncu organizm powiedział dość i mimo, że wiele zrozumiałam wiele odpusciłam to lęk nadal nie odpuszcza.

08/05/18 09:12

Pewnie znowu KAROLINA napisze o że kolejny mój depresyjny komentarz 👍😊. Komentarz jest prawdziwy po prostu wrzuciłam z siebie to co mnie dusiło. No mogłam w sumie pogadać o tym z psem 🙂 I pamiętaj, że słowa ogarnij się nie kierujemy do osób z nerwicą czy depresją. Bo to nie o to chodzi. Tysiac razy sama do siebie wymawiam wiele słów więc Twoich już nie potrzebuję.

08/05/18 11:40

Sabi mogę wiedzieć jak chronisz Suzi przed kleszczami ?.Dzisiaj u psa znalazłam i niby ma obrożę ale jak widać nie chroni albo jest słabiej jakości :/. Ty sama też się czymś pryskasz czy po prostu oglądasz się po biegu w lesie ?;). Dzięki :*

08/05/18 12:35

Ania, stosuję kropelki Advantix czy jakoś tak. Suzie do lasu nie zabieram. Za duże ryzyko. Do parku tak, na skwerki tak, ale do lasu nigdy. Jest prawdziwa plaga kleszczy w tym roku.

08/05/18 19:44

U mnie pies podłapał go na podwórku :/. Sprawdzę te kropelki. Dzięki 😘

08/05/18 19:45

Straszneeeee! Co za czasy, że kleszcze atakują nawet na podwórku.

08/05/18 20:16

Znajomy moich rodziców opowiadał, że wyciągnął ostatnio 7 kleszczy psu i też pies biega tylko po podwórku. MASAKRA. Znowu u mojej ciotki pies miał tylko jednego i ledwo bidulek się uratował bo kleszcz był zarażony :/.

08/05/18 16:54

Ze względu na to, że pojawila się jeszcze jedna Karolina na forum dlatego pomimo, że często udzielałam się na Niepanikuj zmienię login na Karolin ☺ Aniu głowa do góry. Nie wolno się poddawać. A co, gdybyś bez zastanawiania się zaczęła bez rozmyślania – działanie zgodnie z zaleceniami Sabi. Tak po prostu. Jest źle, to jest. Nie lubisz biegać, to zmuś się. Jak komandos 😊 zasada wstaję i robię. Ja rozpoczęłam na nowo ćwiczenia. Biegam codziennie, ok. 30 min.z rana. W ciągu dnia staram się jeszcze o godzinny spacer. Na nowo wróciłam do zapisek w zeszycie. Stres spowodował złe samopoczucie, ale znam zasady ataków. Na nowo przeglądam ćwiczenia i działam. Nie lubię centrum handlowych, mimo to jeżdżę do nich. Nie wszystko wychodzi, ale nie uciekam od tego, pomimo, że nie jest łatwo. Wiem, że taka jest droga do wyzdrowienie. Trzymam kciuki za Ciebie 😊

08/05/18 20:29

KAROLIN Dziękuję za dobre słowo i trzymanie kciuków 😊. Ja każdego dnia czuję się jak komandos tylko czasami brakuje mi broni ;). To nie jest tak, że ja rozmyślam bo wiem, że nie wolno ale te myśli typu zemdlejesz nie dasz rady i takie tam przychodzą same. Mimo to np.dzisiaj zrobiłam wiecej niż zaplanowałam. Minus tylko, że większość dzieje się w mojej strefie komfortu. Ale i tak doceniam to, że się udało. Galerie handlowe, kino, bank czy urzędy mam opanowane ale gdy jestem z moim znajomym. Sama też jestem ale sporadycznie i jest to bardzo ulotne. To, że jednego dnia byłam na poczcie nie oznacza, że drugiego już będzie łatwiej. Ale mam też tak, że czasami boję się wyjść, a gdy już wychodzę jest calkiem ok. U mnie to jest mega różnie. Często wymyśliłam sobie zadania staram się coś robić spontanicznie ale agorafobia to nadal największy problem. Nadal hasło wyjście przeraża i nie ma takiego luzu jak dawniej. Nadal na myśl biegania sama aż mnie telepie choć pewne np. z Tobą chętnie bym wyszła i nie było by problemu. Pozdrawiam 😘

09/05/18 09:13

Niezależnie od powyższego przyjrzyjcie się też proszę temu jak wyglądało Wasze dzieciństwo – to tu najczęściej tkwi pierwotna przyczyna nerwicy. Ja wychowywałem się przez pierwsze 4 lata życia u dziadków bez mamy i taty (urodziłem się w trakcie ich studiów, nie mieli możliwości finansowych, żeby być ze mną). Mama przyjeżdżała do mnie w miarę regularnie, na tyle ile pewnie mogła (studiowała dziennie w innym mieście), a tata był skłócony z babcią i widywałem go rzadko. Dziadkowie też nie mieli dla mnie czasu, bo pracowali, więc zajmowały się mną przeróżne opiekunki (rotacja była bardzo duża). Często powtarzano mi, że jak będę grzeczny to mama do mnie przyjedzie. Dziecko rozumie pewne rzeczy na swój sposób – ja uznałem, że na miłość rodziców muszę sobie zasłużyć dobrym zachowaniem, stopniami, dopasowywaniem się do ich wymagań (mieli konkretną wizję mojej osoby, którą od dziecka realizowałem). Całe życie postępowałem tak, żeby sobie ich zjednać, tym bardziej, że jak już się “pojawili” w moim życiu to otrzymywałem od nich bardzo szorstką “miłość”, nie chwalili, nie przytulali, a wyłącznie wymagali i opieprzali mnie z góry na dół 🙂 Umiałem dawać zawsze miłość, ale nie potrafiłem jej przyjmować – nie byłem w stanie zrozumieć, że ktoś może mnie pokochać takim jakim jestem, skoro – jak podświadomie sądziłem – nie kochają mnie nawet moi rodzice. Niestety znalazło to przełożenie na wszystkie inne aspekty mojego życia – niska samoocena, brak akceptacji samego siebie, zawsze byłem wobec siebie strasznie surowy, wymagający, nie pozwalałem sobie na przyjemności – priorytetem była nauka i sukcesy zawodowe, musiałem być najlepszy, bezbłędny, bo tylko wtedy zyskam miłość, szacunek, uznanie. Próbowałem zadowalać wszystkich wokół, a najmniej ważny byłem ja. Patrząc z boku wydawałem się człowiekiem sukcesu – zdobyłem dobry zawód, pieniądze, duże mieszkanie bez kredytu, co chwila nowy samochód, poza tym rodzina, dziecko, całkiem przystojny, wysportowany. A jednak byłem zawsze cholernie nieszczęśliwy, z roku na rok coraz bardziej, tuż po 30tce nerwica rozszalała się na dobre. Uzmysłowiła mi to wszystko terapia, patrząc na to teraz myślę, że nerwica była dla mnie prawdziwym wybawieniem, bo z medycznego punktu widzenia jestem całkowicie zdrowy i mogę przebudować swoje życie na nowo. Uświadomiłem sobie, że zasługiwałem na normalne dzieciństwo (takie jakie choćby miała moja siostra) i nie było żadnej mojej winy w tym, że los sprawił mi takiego psikusa. Nie “muszę” walczyć o miłość rodziców – zdałem sobie sprawę z tego, że zawsze mnie kochali w swój bardzo niedoskonały sposób i nie muszę się bać wyrażać przy nich swoje zdanie czy dalej na tą miłość pracować. Nie wszyscy muszą mnie lubić. Nie muszę być we wszystkim najlepszy – mogę się mylić, popełniać błędy, mogę być jak każdy inny. A przede wszystkim zacząłem pracować nad odkrywaniem siebie – co lubię, czego nie. No i powoli dostrzegam też to, że i ja mam swoje potrzeby.

09/05/18 13:33

Szacun! 🙂

09/05/18 13:54

PIOTR ja jestem zdania, że na pewno dzieciństwo miało wpływ na to jacy jesteśmy i na wiele innych aspektów życia i to jest bardziej pewne niż w banku :). Ja osobiście mam dość wracania do tamtych czasów. Przerobiłam dzieciństwo na dwóch terapiach i mi wystarczy. Dla mnie to było tylko rozdrapywanie ran i w pewien sposób strata czasu. Bo przeszłości nie zmienimy. Chciałam by terapeutki bardziej skupiły się na teraźniejszości i na tym jak mam żyć teraz bo to jest dla mnie najważniejsze. Ale nie ma tego co by na dobre nie wyszło bo dzięki temu zobaczyłam, zrozumiałam jak bardzo dzieciństwo jest ważne. Może kiedyś ta wiedza przyda mi się w praktyce ;). Już teraz wykorzystuję ją gdy przebywam z siostrzenicą. Kocham, przytulam, rozmawiam, tłumaczę i tak uczę odwagi, samodzielności, akceptacji czy pewności siebie i przychodzi mi to bardzo łatwo. Trudno uwierzyć, że w stosunku do siebie jest znacznie trudniej ;). Co do Miłości to ja też nie walczę już o akceptację innych. Najważniejsza jest akceptacja samego siebie. Może i ja kiedyś napiszę, że moja nerwica była dla mnie wybawienien.

10/05/18 08:07

Ania, nie chodzi o to, żeby zmieniać przeszłość. Życie to proces, podobnie jak nerwica – wszystko ma swój początek. Terapia nie polega na “rozdrapywaniu ran”, obwinianiu kogokolwiek za swój los, lecz na odnalezieniu przyczyny problemu z samym sobą. W moim przypadku to pewne błędne przekonanie na swój temat jeszcze z czasów wczesnodziecięcych (“taki jaki jestem naprawdę nie zasługuję na niczyją miłość”) rozpoczęło coś, co wybuchło na dobre w wieku 30 lat. Zawsze byłem znerwicowany (pamiętam jak jeszcze w podstawówce notorycznie obgryzałem paznokcie czy zgrzytałem zębami w nocy), ale maskowałem to alkoholem, obsesyjnymi zainteresowaniami, wiecznym uciekaniem od samego siebie. Każdego roku pogłębiałem problem, podejmując kolejne decyzje w zgodzie z cudzymi, a nie własnymi wymaganiami. Pojawiało się coraz więcej obowiązków (dziecko, własna działalność gospodarcza), a praktycznie zero przyjemności, porzuciłem wszelkie zainteresowania, nawet na sport zabrakło mi czasu, stałem się robotem w szponach ogromnej rutyny. To musiało się skończyć atakami paniki czy myśleniem w stylu “umieram”, a jednocześnie ogromnym strachem przed tą śmiercią. Wiesz dlaczego się pojawił? Bo mając 30 lat podświadomie czułem, że nie zacząłem jeszcze żyć. Żyć swoim własnym życiem. Nawet nie zastanawiałem się nad tym co lubię, a czego nie, jaki jestem. Patrząc z boku miałem wszystko, a czułem, że większości z tych rzeczy w ogóle nie potrzebuję.
Żadna terapeutka nie powie Ci jak masz żyć. Nie powie Ci tego również Sabina ani nikt z nas. Terapeutka (trudno niestety znaleźć dobrą, sam też z jednej musiałem zrezygnować) powinna Cię jedynie w tym procesie odnowy poprowadzić. Terapia nie kończy się na zbadaniu dzieciństwa, tak naprawdę to dopiero jej początek – końcem terapii jest stan dorosłości, kiedy bierzesz odpowiedzialność za własne życie.
Nerwica naprawdę jest wybawieniem. Jeszcze niedawno patrzyłem na ostatnie dwa lata jak na mroczny, stracony, przesycony lękiem czas. Moje ciało wielokrotnie odmawiało mi posłuszeństwa, milion razy myślałem, że zaraz dostanę udaru, zawału, wylewu. Ciągle powtarzałem sobie, że marnuję moje życie będąc nieszczęśliwym. A jaka jest prawda? Zarzuciłem alkohol, zacząłem zdrowo się odżywiać, dużo czytać, słuchać muzyki, uprawiać sport, medytować, wróciłem do gry na instrumencie, no i najważniejsze – powoli, stopniowo zmieniam schemat swojego postępowania, nabieram pewności siebie i uczę się asertywności. Przyznaj, że w tym mroku jest jednak bardzo dużo światła.
Wiele czytałem o tym jak to ludzie w obliczu nieuleczalnej choroby przewartościowują swoje życie. My mamy wielkie szczęście, że w stosunkowo młodym wieku, kiedy przed nami wiele lat życia mamy możliwość jego zmiany w taki sposób jak zrobiła to Sabina czy tysiące ludzi, którzy wyleczyli nerwicę. Uwierz, że naprawdę wolisz nerwicę od raka.

11/05/18 12:40

Ja też widzę tutaj swój schemat- im częściej o tym myślę, tym bardziej zauważam, że postępowałam tak jak “trzeba” przez wiele wiele lat i zupełnie się nie zastanawiałam jak ja bym chciała coś zrobić. Ja także miałam wiele nerwicowych objawów od zawsze- np po obejrzeniu pewnego filmu w dzieciństwie bałam się piwnic i dzwoniących telefonów, każdy dźwięk telefonu powodował mini-zawał, a obok piwnicy w moim bloku dosłownie przebiegałam. Potem jako nastolatka bałam się dotykać swojej głowy, że odnajdę na niej guza mózgu- co jest zupełnie śmieszne, jak teraz o tym pomyśle, ale tak było. Miałam bardzo wiele takich sytuacji, a dodatkowo zamiast spełniać swoje oczekiwania spełniałam oczekiwania innych. Teraz czas na moje 🙂 Może za parę lat objawy nerwicy będą wydawały mi się bardzo zabawne- tak jak teraz ten urojony “guz” 🙂 Nerwica wiele uczy, zgadzam się z tym w zupełności i także wolę ją od innych strasznych chorób które mogłyby mnie spotkać. Także mam dni lepsze i gorsze, czasem coś zrobię bez problemu, innego dnia ledwo żyję, ale robię. Najgorsze dla mnie to się temu poddać i zacząć biadolić nad sobą i dać nerwicy decydować co robię a co nie, bo wtedy ona wygrywa, dlatego staram się myśleć że mam ją z jakiegoś powodu i myślę że powoli ją rozpracowuję. Bez walki, bardziej taktycznie.

13/05/18 11:12

Piotr zgadzam się w całej rozciągłości . Ja tez byłam w pewnym momencie robotem który podświadomie chce zasłużyć na miłość. Jakie to piękne ze życie i nasze ciało nam samo wskazuje drogę . Dość drastycznie to prawda ale nerwica to naprawdę wskazówka. Ja tez długo nie byłam sobą , dopiero teraz dowiaduje się kim jestem co lubię itp..i mam dopiero 30 lat ! Ile jeszcze przed mną !!😁 czasami jest ciężko ale k wiele bardziej wole upadać niż stać w miejscu .

14/05/18 12:55

No i o to chodzi. Pomyślcie czy miałybyście motywację do dalszych zmian, gdyby nagle pewnego ranka wszystkie objawy się skończyły…Jestem przekonany, że np. ja osiadłbym na laurach i powoli zaprzepaszczał to, co do tej pory osiągnąłem, wróciłbym do destrukcyjnych zachowań. Nerwica wymaga systematyczności, wyuczenia się pewnych schematów, ogromnej dyscypliny. Bardzo chcemy sobie pomóc, co wymusza na nas konieczność dokonywania POZYTYWNYCH zmian w naszych życiach. To bardzo ważne – TE ZMIANY SĄ POZYTYWNE. Nerwica to informacja od ciała, że oddaliliśmy się od siebie i musimy na nowo siebie dopieszczać, pokochać, zaakceptować. Zmienić swoje życie na takie, które będzie NASZE. Zmiany te muszą być fundamentalne i na stałe, a nie na chwilę. Moja terapeutka zawsze mi mówi, że kiedyś bardzo docenię fakt, że przytrafiła mi się nerwica.

15/05/18 08:28

Tak. Zgadzam się , kiedyś docenimy 😁 jeśli mogę zapytać to jakie podejście stosuje twoja terapeutka ?

17/05/18 10:52

Maggie, to ponoć podejście integracyjne łączące nurty psychoterapii psychodynamicznej, egzystencjalnej i systemowej. Nie znam się na tym 🙂

09/05/18 17:35

Piotr , fajnie ze napisałeś . Mam bardzo podobne spostrzeżenia i podobne doświadczenia z rodzicami których zawsze uważałam za wzór i chciałam ich zadowolić . Dziś odkrywam swoje „ja” na nowo i to ze jestem wystarczająco dobra . Tez tak jak ty jestem człowiekiem sukcesu i tez nerwica ok 30 dała znac o sobie. Zgadzam się ze to choroba perfekcjonistów i do tego niedokochanych 😉 teraz pokochajmy sami siebie ❤️

10/05/18 06:42

Chyba najwięcej jest tu osób, których nerwica dopadła przed 30 stką. Może strach przed dorosłością ?:/.Ja miałam dokładnie 25 lat. Ale z perspektywy czasu początki tak naprawdę były już dużo wcześniej tylko nie byłam tego świadoma.

09/05/18 21:13

Jak super, że to napisałeś 😊 U mnie nerwica pojawiła się wiele lat temu. Tylko wtedy nie zdawałam sobie zupełnie z tego sprawy. Maskowałam to ukończynymi kursami, szkoleniami, kolejnymi kierunkami studiów i wieloma innymi rzeczami. Jak rozbuchała się w moim życiu na dobre, to wyglądało to jak skok z Mont Everestu 😊 o dziwo, rozpoczynałam wtedy nowy związek i fajną pracę. Za to wiele, innych rzeczy miałam niepoukładanych. Dziś jestem mądrzejsza o te doświadczenia. Uczę się samej siebie na nowo. Ktoś tu kiedyś napisał, że każdy ma swoje tempo wychodzenia z nerwicy. U mnie jest to raczej proces z chwilami na szczycie i dolinami. To jak budowanie z klocków wieży. Jak już jestem prawie na szczycie, to zawsze mi jakieś klocki zostają i muszę się cofnąć do połowy chociaż i rozpoczynać na nowo 😊 uważam, że optymizm potrafi góry przenosić i tego się trzymam 😊 powodzenia Nam wszystkim 😚

09/05/18 11:24

Kochani mam stresa w sumie przy nerwicy i tak objawy się jakoś nie nasilają czeka mnie w poniedziałek zabieg z usypianiem narkoza endoskopia Fess zatok pewnie zacznie się karuzela w głowie w piątek jak pójdę na badania strasznie obawiam się żeby moje objawy nie wróciły do punktu zero.Wogule pięknie ataki paniki zwalczyłam,chodzę do pracy normalnie chociaż objawy potwornego zmęczenia i uczucie pijaka całodniowe codziennie nie odpuszczają od 9mc non stop.Zastanawiam się czy po przeczyszczeniu zatok choć trochę mi popuści zmęczenie bo zapchane mocno nawet czołowe.Posiedzę w domu z 3-4 tyg i zastanawiam się czy w tym czasie na wolnym nie spróbować tych objawów potraktować lekiem antydepresyjnym na dzień,bo psychicznie tak bardzo chcę się wybijać jestem wesoła chodzę wszędzie gdzie objawy szaleją….Ten rozmazany wzrok,napięcie,niepokój irracjonalny,i wyczerpanie nic więcej te objawy są i nie odpuszczają nawet zasypiam normalnie a było ciężko.W tym całym rozżaleniu dopadają mnie stany mocnego przygnębienia może leki odwróciły by uwagę trochę bardziej żeby się przebić,ćwiczę ,spaceruje chuda jestem makabrycznie.Sabinka będzie zła za ten wpis ale doradźcie proszę.Niektórzy z Was zażywają leki czy te objawy leki powinny znieść trochę?Ziołowe biorę non stop i piję yerbe mate ale to uczucie omdlewania i pijaka mnie wykańcza mam dwójkę dzieci chodzę na psychoterapie ale te objawy są akurat non stop nie odpuszczają.Znam dwie osoby które biorą leki ale mają bardziej nerwice panikę pobudzenie i świetnie się czują dziwią mi się czemu tak cierpię walcząc sama .Ile ludzi tyle opinii tylko moja nerwica jest bez paniki tylko wyczerpanie nie samowite.Co wy na to?

09/05/18 21:49

Maja, ja biorę leki antydepresyjne od roku. To, że zaczęłam je brać było moją największą życiową pomyłką. Myślałam zupełnie tak jak Ty – po co się męczyć skoro mogę wziąć tabletkę i będzie ok.
No i tak było… Najpierw miałam ataki paniki od czasu do czasu… uczucie pijaka, depresyjne myśli itd… Zdecydowałam się na leki. Zaczęłam je brać i już po tygodniu zaczęłam czuć różnicę – czułam się lepiej. Jednak po miesiącu z lekami okazało się, że te badziewne tabletki podniosły mi prolaktynę do tego stopnia, że pojawiło mi się mleko w piersiach. Była przerażona! Pojechałam do lekarza, który przepisał mi te tabletki. Stwierdził, że musimy je natychmiast odstawić ponieważ podwyższona prolaktyna może mieć tragiczne konsekwencje. Nie miałam okresu przez dłuższy czas itd. Ok – odstawiłam tabletki z dnia na dzień – tak jak powiedział lekarz debil ( -tak, mam świadomość tej nazwy – jest debilem!) i wtedy, po kilku dniach od odstawienia zaczęło się prawdziwe piekło. To już nie były zwykłe ataki paniki! Dostawałam je kilka razy w ciągu h z taką mocą, że myślałam, że wyląduję w psychiatryku. Wpadłam w taką deprechę, że miałam myśli samobójcze. Nie chce nawet o tym myśleć. Zdiagnozowano u mnie zespół odstawienny czy jakoś tak. W każdym bądź razie w moim organiźmie działo się to samo, co w organiźmie narkomana po odstawieniu narkotyków, lub alkoholika po odstawieniu alk. Po miesiącu przyjmowania tabletek – pomyśl jak to cholerstwo na nas wpływa!!! Byłam zmuszona wrócić do tabletek. Biorę je rok. Obecnie jestem w trakcie odstawiania leku. Zeszłam już do minimalnej dawki (prowadzi mnie inny lekarz:) i za ok miesiąc spróbuje odstawić je zupełnie. Od czasu do czasu wpada do mnie lęk i natrętne myśli ale chyba już je trochę opanowałam bo olewam ich obecność… Mam 29 lat, 3letnią córeczkę i kochającego męża.
Wiem, że gdybym mogła cofnąć czas to nie wzięłabym żadnego antydepresantu do ust. To gówno pogłębiło tylko moje złe samopoczucie. Tabletki łatwo jest zacząć brać – piekło zaczyna się wówczas gdy chcesz je odstawić. Także jeśli nie musisz brać tych leków to nie bierz,,,

10/05/18 07:12

🙁 Trzymaj się Kochana!

10/05/18 21:02

Jest już całkiem ok Sabinko 🙂 Jeszcze chwila i będzie zupełnie super!!! A to wszystko dzięki Tobie i Twoim wpisom! <3

11/05/18 07:02

Dzięki Tobie samej. Najlepsze efekty osiąga się pracując własnymi rączkami 🙂 Gratulacje!

09/05/18 13:44

Ania wiem że tekst ogarnij się działa na nas jak płachta na byka bo my nic innego nie robimy tylko próbujemy się ogarnąć tylko nam kiepsko wychodzi. ja zauważyłam że jak się czuje dobrze to już się na zapas martwię że utracę tą ,,poprawę” i zaraz wszystko wróci. Tak mocno z obawą o tym człowiek myśli że po prostu wyczekuje tego ataku i w końcu on posłusznie przychodzi zgodnie z zasadą dostajesz to o czym myślisz bo mózg nie rozróżnia czy go chcesz czy nie po prostu myślisz to masz. Pomyśl o tym. Po drugie jak pracowałam to nerwica się wyciszyła bo nie miałam się czasu w tyłek podrapać więc nie myślałam o niej i dlatego nie przychodziła. To tak po prostu działa taki jest mechanizm i już. Jak Ci się wydaje że sprzątasz w szafie czyli coś robisz i jesteś zajęta a mimo to dziwisz się że znowu bach to po prostu ta czynność jest dla Ciebie za prosta i masz przy niej możliwość pomyśleć żeby tylko się nie zaczęło i dlatego przychodzi. Jak przestałam znowu pracować to się okazało że za dużo czasu na myślenie mi nie wyszło na dobre. Do tego frustracja że człowiek się nie rozwija tylko cofa. To powoduje dużą presję i stres- nerwica gotowa. Ania widać że bardzo się starasz robisz naprawdę dużo i wydaje Ci się że więcej już nie dasz rady rozumiem to bo sama tak miałam. Po prostu musisz zmienić strategię i znaleźć właściwy dla siebie sposób. Wszystko w życiu jest względne i wszystko jest tylko w naszej głowie nie ma prawdy jedynej i ostatecznej każdy ma swoją prawdę. Jeśli inni dają Ci złote rady które Cię tylko wkurzają i mówisz że nie znają Cię i nie rozumieją jak ciężko pracujesz to masz rację ale wszyscy Ci ,,oni” tez mają w pewnym sensie rację. Bo jesteś inteligentną dziewczyną i wiesz że to co dla jednych jest niemożliwe dla innych jest pestką. Wszystko zależy tylko od tego jak ktoś postrzega daną trudność. Już dawno pisałam że podziwiam Cię że jeździsz samochodem bo ja tego nie potrafię (jeszcze to kwestia czasu). I pamiętam Twój komentarz. Tylko nie uświadomiłaś sobie jeszcze tego że skoro potrafisz takie rzeczy to nauczysz się też każdej innej jeśli tylko Ty tego zechcesz. To zależy tylko od Ciebie. I panowania nad nerwicą i sposobu na nią też się nauczysz. Ale moim zdaniem miotasz się w kółko i denerwujesz że ciągle wraca tylko dlatego że w to nie chcesz uwierzyć. Jesteś inteligentną zdolną dziewczyną i jak pokombinujesz to zrozumiesz dlaczego innym się udaje a Tobie nie- Jesteś zblokowana buntem i żalem że nie wychodzi. No coś po prostu musisz zrobić inaczej niż teraz i w końcu zaskoczy zobaczysz. Wiele razy wracałam do punktu wyjścia i załamywałam się ale potem kombinowałam od nowa jak nie tak to tak a jak znowu nie to jeszcze innaczej. Trwa to już naście lat też mam prawo być zmęczona ale nie daje za wygraną. Teraz jestem już po operacji (dawno nie pisałam) rzeczy dla mnie wcześniej niewyobrażalne stały się rzeczywistością i nie jest to koniec. Ale po tylu próbach znam siebie wiem co mi pomaga wiem co mam robić wiem też że to mordercza praca ze łzami w oczach ale daję Wam słowo że wkońcu wychodzi to słońce zza chmur łapiesz wtedy wiatr w żagle i tylko trzeba już tego nie puszczać iść za ciosem pracowac jeszcze ciężej żeby nie cofnąć się do tego co było a jak przychodzi gorszy dzień to po prostu wiesz już co robić i nie spadasz w przepaść. Ania powodzenia dla Ciebie i wszystkich pozostałych.

10/05/18 07:04

MONIA ja po prostu wiem, że pewnych słów się w nerwicy czy depresji nie używa i są to m.in słowa ogarnij się czy weź się w garść. Tak można powiedzieć komuś komu np. rozpadł się związek, a on po roku nadal jest w rozsypce. Ale to jest tylko moje zdanie. Zresztą zobacz w jaki sposób udziela odpowiedzi Sabi i mimo, że często są to mocne słowo to jednak jest w tym przekonywująca, motywująca i wiarygodna.Inni użytkownicy też bardzo często odpowiadając są bardzo pomocni i często byli mi bardzo pomocni. Nie chodzi mi absolutnie o głaskanie po głowie bo to nie o to chodzi. Ja gdy pracowałam nerwica się nie wyciszyła ale wtedy byłam na początku drogi no i na początku terapii. Często mnie nie było w pracy często musiałam się zwalniać i ogólnie kombinować. Teraz może byłoby inaczej . Może to była zła praca dla mnie.Ja jak czuję się dobrze to korzystam z tego na maksa. Śmieję się ile mogę i staram się spędzić te chwile jak najlepiej. Traktuję to jak chwile relaksu dla ciała i ducha. Złote rady o ile są złote nie wkurzają mnie. Jestem bardzo otwarta na rady innych i wiem, że wszystkiego nie wiem. Gdybym wiedziała to pewnie by mnie tutaj nie było. Nerwicy tak naprawdę uczę się każdego dnia i kazdego dnia jestem wdzięczna gdy ktoś lub coś mnie oświeci w tej sprawie. Na pewno drażni mnie jeśli coś mi.nie wychodzi. Ale wiem, że jestem specyficzna. Jednego dnia przerycze i zwątpię we wszystko, a drugiego dnia wkur…się na wszystko i coś zrobię. Inni uważają, że nie brakuje mi determinacji ale gdy przez dłuższy czas nie widzę efektu to odpuszczam. Dziękuję za komentarz zawsze czytam komentarze od Was po kilka razy bo może w końcu wyłapię to coś i w końcu coś pyknie :).

09/05/18 14:03

Maja miałam operację narkoza dotchawicza nie tylko taki zastrzyk że odlatujesz na 20 min tylko 2,5 godziny. Bardzo się tego bałam odchodziłam od zmysłów a okazało się spoko. Przezyłam bez leków przed i po daj sobie spokój Ty tylko myślisz że nie dasz rady ale czujesz się taka wykończona właśnie przez ten stres i te obawy nakręcają adrenalinę i stąd ten pijak. Ja go miałam prawie rok non stop i teraz się wyciszyłam wszystko przeżyłam dałam radę doszłam do siebie pijak poszedł w cholerę póki co i jestem bardzo zadowolona. wiem że ciężko się wyciszyć przed zabiegiem bo emocje są duże ale powiedz sobie że przebrniesz przez to i będziesz po tak zadowolona że to da Ci tyle siły i będziesz tak z siebie dumna że leki nie będą potrzebne. A jak je weżmiesz na wszelki wypadek to nie będziesz wiedziała jak było by bez i stracisz właśnie niepowtarzalna szansę zbudowania swojej pewności siebie że bez leków dałaś radę w tej trudnej sytuacji- to duza okazja dla Ciebie to może być duży krok do pokonania nerwicy. Pomyśl o tym w ten sposób ja tak zrobiłam i teraz mam spokój bardzo dobrze sie czuje. Ps tez mam dwójkę dzieci ;). Możesz tez mieć te nieszczęsne leki w torebce na tak zwaną ostatecznosć ale zagryzaj zęby ile możesz zeby nie brać. To że je masz powinno wystarczyć dla poczucia spokoju i bezpieczeństwa

09/05/18 22:01

Dziękuję Monia,próbuję myśleć że ten zabieg na zatoki to będą moje wakacje nad zatoką 😊 nie ważne jaką 🌊😉

10/05/18 07:07

MONIA super, że tak świetnie dajesz sobie radę i że doszłaś do takich madrych przemyśleń 👍😊.

10/05/18 08:39

Ja mam również 29 lat. Może to faktycznie strach przed dorosłym życiem i radzeniem sobie ze wszystkim samemu. Z perspektywy czasu widzę ze miałam objawy juz lata temu ale pierwszy atak w zeszłym roku i na szczęście za nim zaczęłam przygodę z psychiatra i lekami trafiłam tutaj dzięki czemu mogłam zwolnić i spojrzeć na siebie i swoje życie i dowiedzieć się co w nim nie gra. Po mału czuje ze jest coraz lepiej i nie jestem już tak zła ze mi się to przytrafiło bo skupiam się na sobie i słucham siebie dzięki temu. Ataki miałam tylko trzy razy potem ze spokojem robilam co radzi Sabi i tak póki co jest bardzo dobrze 🙂

10/05/18 17:48

Łiiiiiii 🙂

11/05/18 06:46

Dzięki 😘. Ostatnio po Twoim komentarzu zwróciłam uwagę na to, że jem dość sporo ale faktycznie mało kalorycznie.

11/05/18 07:02

Ooooo proszę 🙂 I co dokładasz do jadłospisu więcej?

11/05/18 18:40

Sabi tak jak pisałam za bardzo się na tym nie znam więc jeszcze szukam ;). Ale więcej owoców i warzyw. W moim przypadku wiecej bananów bo np. kiwi czy ananasów nie mogę jeść. Więcej orzechów. Rano zamiast kanapki są np.jajka na miękko. Staram się pilnować by wypić minimum butelkę wody bo jak wiesz to u mnie z tym różnie bywa. Muszę poszukać dobrej bezglutenowej owsianki. Kupię jakiś mus kokosowy bo podobno jest kaloryczny :p no i cierpliwie poczekam na Twój post i Twoje cenne rady bo na pewno ten temat masz w jednym paluszku :). Najbardziej interesują mnie śniadania i kolacje :). Ale obiady też mile widziane 🙂

10/05/18 13:23

Sabinko może post o jedzonku ?:). Co najlepiej jeść gdy zmagamy się z nerwicą. Co jest najbardziej kaloryczne ?. Na co warto zwrócić uwage itp. Dziękuję 🙂

10/05/18 17:48

OK! Zapisane.

11/05/18 04:05

Ja mam załamie znowu ,u mojego ukochanego piesio wykryto raka ,stan krytyczny .Ja jestem kłębkiem nerwów ,jak poradzić sobie w takiej sytuacji jak poradzić sobie z odejściem ukochanej osoby .Bo ten pies to dla mnie jak dziecko 🙂

11/05/18 18:31

Mnie ostatnio też stresuje pies :/. Ostatnio pisałam, że miał kleszcza i dzisiaj znowu :/. Co za plaga. Jestem wrażliwcem i to bardzo.

11/05/18 18:56

Może jeszcze napiszę by komentarz nie był depresyjny :p, że stresuje mnie pies ale jakoś ten stres ogarniam ;). Może dlatego, że mam babcię po operacji i muszę się Nią zająć i nie pozwalam sobie na rozklejki. A w głównej mierze dzięki Waszemu wsparciu, które ostatnio tutaj dostałam 🙂. DZIĘKI Kochani 😘

14/05/18 20:23

No ja robię co mogę.Nawet zastrzyki się nauczyłam robić. Bo trzeba zacisnąć zęby i walczyć.:) Bo nadzieja jest zawsze .A na kleszcze to moje pieski mają takie obroże od weterynarza.Kosztują dużo ale one są na całe lato 🙂

15/05/18 14:50

WERONIKA odwiedziłam weterynarza by zaczerpnąć wiedzy na ten temat :). Byłam w innym mieście i trafiłam na dwie sympatyczne, młode dziewczyny. Na kleszcze polecają właśnie obroże( niestety drugie ) ale są z tego co pamiętam na dwa miesiące. Ale jeszcze bardziej polecały tabletki ale piesek musi być ogólnie zdrowy. No i tak jak Sabi pisała są jeszcze kropelki. Warto pytać to na pewno 🙂

16/05/18 18:56

Sabina, super strona! Jako nerwicowiec lękowiec podpisuje się pod każdym postem rękoma i nogami! 🙂
Mam 27 lat, nerwica dopadła mnie w listopadzie zeszłego roku. Istne piekło, jeżeli mam sobie wyobrażać jego czeluści to mogę porównać je z początkami nerwicy lękowej kiedy nawet nie wiesz co Ci dolega i co się z Tobą dzieje. Pierwsze mocne objawy (a miałam wszystkie, dosłownie wszystkie książkowe objawy) typowo myślałam, że wyląduje w psychiatryku. Konsultacja z psychologiem, który wytłumaczył mi co mi przede wszystkim dolega ( nie miałam pojęcia co to nerwica itd.), a dalej psychoterapia, 2 spotkania w miesiącu.
Słuchajcie, jeżeli myślicie, że wyjdziecie z nerwicy nie wkładając w to pracy to się mylicie. Droga do wyzdrowienia to istna harówa. Nerwica Cię sponiewiera, przetarga Cię, będzie podstępna, będzie za każdym razem dawać inne objawy, jedne miną, drugie przyjdą, będzie próbowała Cię zmiażdżyć podeptać i wyssać z Ciebie wszystkie soki. I tak będzie i musisz być na to przygotowany, ale przetrwasz to i ją pokonasz. Uwierz mi.
Nigdy w życiu w nic nie włożyłam tyle pracy co w drogę do wyzdrowienia. Nigdy. Oranie dzień w dzień przez 12h pola przez cały rok kosztowałoby mnie chyba mniej wysiłku, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo!!!
W nerwicy przede wszystkim musisz dowiedzieć się czym ona jest i na czym polega, nie zabije Cię, nie zrobisz nic głupiego chociażby z tego względu, że boisz się samej myśli o tym, a przede wszystkim nie zwariujesz! Czytajcie o tym w naukowych źródłach, unikajcie forów internetowych gdzie piszą wszystko to was tylko nakręca! Fora internetowe dla nerwicowców powinny być zakazane! Tylko pozytywne sprawdzone źródła! Kluczowa w tej chorobie, a zarazem najtrudniejsza jest akceptacja tego co się ze mną dzieje!!! Im więcej akceptacji i pozwolenia sobie na złe samopoczucie czy ewentualność wystąpienia lęku tym rzadziej on będzie się pojawiał (i to nie przyjdzie jutro albo po przeczytaniu tego komentarza) miną miesiące zanim twój mózg nauczy się tego myślenia i że tak naprawdę nic Ci nie zagraża 🙂 Ja w swojej nerwicy mimo tego, że się trzęsłam, przechodziłam “palpitacje” myśli natrętne czułam się jak gówno NIGDY NIE ZREZYGNOWAŁAM z pójścia do pracy (nikt nigdy nie domyslił się, że coś mi jest (no może jak nie mogłam jeść ale to mówiłam że mam jelitówkę, a przechodziłąm w tym momencie piekiełko). Wiedziałam, ze tylko to mi pomoże – stawiać czoła lękowi, jeżeli będziesz go unikać on nigdy się ciebie nie przestraszy! Idziesz do pracy, siadasz i się trzęsiesz!? No to zostań w tym stanie zaakceptuj go bo on minie, zawsze mija… jest tak długo, codziennie? Walczysz z nim i uwierz, że w końcu odpuści! Siadaj oddychaj i akceptuj! Mogłabym napisać o tym wszystkim laborat…. Czasami na siłę dosłownie na siłę siadałam przy stole z rodziną (stan przygnębienia sięgał zenitu), ale wiedziałam, że ta praca (siedzenie na siłę przy stole i próbowanie rozmawiania z rodziną) zasieje ziarno ku drodze do wyzdrowienia, najgorsze co mogłam wtedy zrobić to położyć się do łóżka i jak żuk leżeć na plecach i wołać o pomoc! Wiem, że to trudne, szczególnie przy początkach! Ale ludzie walczcie, wasza praca popłaca, każdy wysiłek do krok ku wyzdrowieniu !!!! Krzywa wychodzenia z nerwicy to sinusoida raz jest lepiej raz jest gorzej, ale zawsze jest to droga do wyzdrowienia! Słuchajcie Sabiny, ona ma racje, we WSZYSTKIM. Przeszłam długą wyboistą drogę pełną wzlotów i upadków lepszych i gorszych dni, ale teraz już zaszczepiłam sobie w głowie coś takiego, że wiem, że to zawsze mija, zawsze, każdy objaw, każdy zły dzień, aż wasz zmęczony układ nerwowy się wyreguluje…. i tego się trzymajcie! 🙂 Bez tabletek – da się. Pracujcie ciężko. Każdy gest, czynność to droga ku wyzdrowieniu. Nadal miewam gorsze chwile, ale wiem już z czym to się je… wiem co raz więcej! Praca i akceptacja 🙂 W początkowych fazach dużo zajęcia, nawet na siłę oj bardzo na siłę…

17/05/18 06:47

Oł jeeeee!!!!!! Hi5

17/05/18 18:35

Mam tylko jeden dylemat… zbliża się mój wieczór panieński. Od początku nerwicy nie tknelam alkoholu (wczesniej spoko jak każdy). Boje się, że gdy sobie pozwole to przed samym ślubem rozreguluje swoj uklad nerwowy nad ktorego stabilizacja tak ciezko pracuje… sama nie wiem, wino jak dziala?:) a moze (a raczej) to tylko myśl lękowa ? Nie mam zdania.

17/05/18 18:05

Zgadzam się . Życie nas samo zmusza do walki z nią . Nie da się uciec na chwile zapomnieć wycofać się … tak czy siak cie dopadnie 😉 mi się wydawało ze stawiam się lękowi ale gdy tylko zaczęło być lepiej zaczęłam tez uciekac, myślałam ze będę mogła tak żyć – jednocześnie walcząc i uciekać . Niestety ostatnio kilka wydarzeń w moim życiu zmusiło mnie do intensywniejszej walki , do walki i akceptacji zarazem . Ponieważ ta nasza walka to akceptacja tak naprawdę , akceptacja, pozwolenie na reakcje ciała i robienie swojego – cały czas do przodu . Nie ma innej drogi …No chyba ze ktoś chce żyć cały czas pod kołdra albo zamknięta w domu . Ciężko jak cholera ale się nie poddam ponieważ już wiem ze to tylko moja podświadomość mnie chroni i z tego wynika lęk przed życiem , przed upadkami i trudnymi emocjami które zawsze będą . W końcu to moje życie i ja wybieram jak je przeżyje 🙏

17/05/18 20:58

Nie, nie o to chodzi, ze “tak czy siak Cie dopadnie” ona odpuści, odpusci wtedy kiedy w pełni ja zaakceptujesz. Troche zle myslisz, wychodzenie z nerwicy na tym polega, ze raz jest lepiej raz jest gorzej, ty z niej wyjdziesz bo te dobre dni zblizaja Cie co raz bardziej w strone zdrowia. To nie jest tak, ze “znowu nawalilo” tylko “nawalilo, trudno, czasami nawala, akceptuje to i zyje dalej, w koncu minie”. Kurde, wiem, ze to trudne, ale nie traktuj gorszych dni jako porażek i zauwaz ze nigdy juz nie bedzie tak zle jak na poczatku bylo bo twoj umysl sie uczy i ty mu musisz w tym pomagac, lepsze dni powinny utwierdzac sie w przekonaniu, ze ta cala nerwica to iluzja i tyle. W jakiejs ksiazce przeczytalam, ze chlopak ktory na to cierpial, zatrybił, że można to pokonac isię jest to mozliwe w momencie kiedy zauważył ze podczas szczotkowania zzębów nie ma zadnych objawów bo skupia się na myciu zębów a nie na myslach nerwicowych bo to myśl napędza objawy i to ze sie na biej skupiamy. Kazdy ma wlasna strategie, musisz szukac, probowac i ukladac sobie w glowie, w koncu zatrybi, trzymam mocno kciuki kochana!!! Ja teraz nie mysle czy wroci czy nie wroci bo jak wroci to znam odpowiednie narzedzia zeby sobie z nia poradzic i minie bo zawsze mija…. W ktorejs z ksiazek kiedy zapytano Pania profesor jak dlugo trwa remisja objawów powiedziala “zbyt duzo osob wyleczylam zeby mowic o remisji” wiem jak wazne sa slowaemocje otuchy i zyciowe potwierdzebia faktu ze mozna dlatego to pisze. P.s tez bylam w nerwicowym piekle tez miewam rozne dni,, ale myslmy pozytywnie!

20/05/18 12:14

INIX bardzo optymistyczne słowa i to prawda, że jeśli naprawdę się na czymś bardzo mocno skupimy to te objawy mijają albo są łagodniejsze. Też tak miałam z tym siadaniemz rodziną przy stole. Na początku liczyło się tylko by tam siedzieć by nie uciec do łóżka. Teraz gdy przychodzi ktokolwiek staram się wychodzić, pogadać po prostu być.