Zgodnie z definicjami ogólnodostępnymi w Internecie, zaburzenie lękowe charakteryzuje się tym, że nagle, bez wyraźnego powodu pojawia się atak paniki. Czy oby na pewno? Czy tego wyraźnego bodźca na prawdę nie ma? Jeśli uda nam się zrozumieć napady paniki i swój lęk, będzie nam łatwiej stawić im czoła. Każdą bitwę łatwiej wygrać, znając swojego wroga. A zapewniam Was, że z perspektywy osoby wyleczonej widzę wiele bodźców, których kiedyś nie widziałam.

 

Ostrzegam, że dalsze czytanie tekstu grozi bólem brzucha. Ze śmiechu. Dziś łatwiej mi zrozumieć napady paniki i swój lęk, ale kiedyś nie było mi tak wesoło. Wciąż i wciąż zastanawiałam się dlaczego mój lęk nigdy mnie nie opuszcza, jednocześnie zachowując się jak….jakby mnie ten lęk opętał 🙂

 

Oczywiście, jak większość osób zmagających się z nerwicą, byłam totalnie przerażona napadami. Czasami ataki zjawiały się raz na jakiś czas, a czasami kilka razy dziennie. Czuwałam i żyłam w „pogotowiu” – kiedy znowu nastąpi kolejny atak i czym tym razem mnie zaskoczy…Kolejnym zawrotem głowy, nogami jak z waty, a może problemem ze wzrokiem? Te zestawy dziwacznych objawów….zrozumieć napady paniki i swój lęk to na prawdę nie łatwa sprawa.

 

W związku z tym, że byłam totalnie przerażona, totalnie zmieniałam swoje zachowanie. Wydawało mi się, że stosując poniższe „taktyki”, będzie mi łatwiej poradzić sobie z atakami paniki lub całkowicie je wykluczę. A tak na prawdę stosowane poniżej „taktyki” stawały się moimi bodźcami, wywołującymi lęk. No bo jak nie wywoływać lęku, prowadząc skrupulatne zapiski swojego tętna niczym księgowa tabelki. Przecież takie zachowanie mogłoby wpędzić do grobu najzdrowszego człowieka na świecie.

 

Zrozumieć napady paniki i swój lęk to kluczowy element leczenia. Przeczytajcie poniższe przykłady moich „taktyk”, które tak na prawdę były moimi bodźcami i zastanówcie się czy przypadkiem nie wpadliście w podobną pułapkę 🙂

 

  1. Nosiłam ze sobą leki (nie wiem po co, bo i tak ich nie brałam), kropelki uspokajające, obowiązkowo telefon komórkowy i małą buteleczkę wody (często zasychało mi w gardle ze stresu) oraz mp3 z muzyką relaksacyjną. Był to mój zestaw gadżetów zapewniających mi komfort psychiczny. Takie koło ratunkowe w razie gdybym miała napad lęku.
  2. Absolutnie unikałam wszelkich aktywności, które przyśpieszały rytm serca: sport, spacer, a nawet energiczne ruszanie się po domu lub mieście
  3. Wychodząc z domu zapewniałam sobie towarzystwo – takiego ochroniarza, który był moim kołem ratunkowym. Nie musiał wiedzieć, że mam ataki paniki, ale musiał ze mną być. Nawet jak nie miałam pod ręką znajomego z którym mogłam gdzieś wyjść to wypatrywałam sobie obcego człowieka w tłumie, którego skrupulatnie się trzymałam. Gdy zmieniał kierunek to ja zmieniałam obiekt, który skręcał tam, gdzie chciałam dojść. Dziś spokojnie mogę pracować dla CSI jako szpieg 🙂
  4. Unikałam alkoholu jak ognia. Alkohol przyśpieszał moje tętno i bałam się, że wywoła kolejny napad paniki. Sprawdzałam abolutnie wszystkie produkty czy przypadkiem nie pojadają alkoholu: syropy malinowe, piwa bezalkoholowe, potrawy podlewane alkoholem. Ani kropelka nie mogła przedostać się do mojego krwiobiegu. Potrafiłam sobie wmówić, że opiłam się cukierkiem z alkoholem i wywołać atak 🙂
  5. Prowadziłam zapiski z mierzenia tętna. I to bardzo skrupulatne. Tętno mierzyłam około 30 razy dziennie. Tuż po przebudzeniu, chwilę później, przed i po prysznicu, w trakcie pracy…Wszystko dokładnie zapisywałam w zeszycie i analizowałam. Nie wiem po co, bo nic z tych analiz nie wynikało, ale mierzyłam 🙂
  6. Gdy już wybrałam się do restauracji/kina to obowiązkowo zamawiałam stolik najbliżej wyjścia/okna i broń boże w centum, żebym przypadkiem nie była otoczona z każdej strony ludźmi bez możliwości ucieczki. Zanim opuściłam dom to 3 razy upewniałam się, że obsługa restauracji zanotowała moje życzenie i stolik znajduje się przy drzwiach 🙂
  7. I teraz uwaga HIT. Mieszkałam w Anglii sama więc miałam obawy, że jak umrę w mieszkaniu to nikt się tym faktem nie zainteresuje przez co moja rodzina w Polsce będzie się martwić. Moje mieszkanie znajdowało się na dachu agencji nieruchomości, której właściciel był gospodarzem mieszkania. Spędzał w pracy długie godziny i często wpadał do mnie na kawę lub obiad. Osoba, która najczęściej przebywała w moim pobliżu była najbardziej prawdopodobną osobą, która mogłaby odnaleźć trupa w mieszkaniu. HA HA! Więc każdego dnia zagadywałam gospodarza o jego plan dnia. Co będzie robił, do której pracował i gdzie przebywał. Znałam każde jego miejsce pobytu o każdej porze dnia- w razie wu 🙂

 

Jeśli wpadłeś w którąś z powyższych pułapek, daj znać w komentarzu. Być może masz jakieś swoje? 🙂

Dodaj komentarz

 

10 komentarzy

18/09/18 19:18

Do tej pory nie potrafię mierzyć tętna. Ciśnienia nie mierzyłam, a jeśli już to jak czasem babcia to robiła to ja też by sprawdzić. Wiem, że mam niskie ciśnienie. Alkoholu nigdy nie lubiłam i piłam bardzo sporadycznie w bardzo małych ilościach. Leki nosiłam ze sobą często i noszę do tej pory ale nie jest to związane z nerwicą. Zawsze musiałam mieć ze sobą wodę teraz z tym bywa różnie. Mniej uwagi na to zwracam.Aktywności fizycznej unikałam ale nie ze wzgledu na bicie serca. A z drugiej strony w niedzielę w szpilach i dusznej sali przetańczyłam całą noc, a męczy mnie wyjście kilka metrów do sklepu. U mnie podczas wyjścia musi być towarzystwo i to towarzystwo jednego znajomego, który o mojej nerwicy i agorafobii wie. Z osobami które nie wiedzą jest trudno. Towarzystwo jest mi potrzebne głównie na początku bo gdy już uda się coś ogarnąć to dalej jest mi już łatwiej. I np.potrzebuję by ze mną pojechał do fryzjera ale tam już idę sama, a potem jeszcze gdzieś sobie zajde. I nadal tego nie pojmuję dlaczego tak jest. Restauracja, kino itp. kiedyś też musiałam siedzieć blisko wyjscia teraz nie zwracam na to uwagi.

18/09/18 20:24

Z alkoholem mam to samo, nie pije ani grama od 3 miesięcy i jak pomyślę, że miałabym się napić nawet bezalkoholowego to mam ciary, muzyka i wyjścia z kimś przy boku, ale u mnie to znajomi bądź rodzina(chociaż ostatnio staram się wychodzić sama, ponieważ niedługo przeprowadzam się do Niemiec i muszę się przyzwyczajać) no i u mnie to jeszcze słodycze i cukier.. skrupulatnie sprawdzam jogurty itp.
Leków nie biorę, staram się walczyć sama , najgorsze są właśnie te myśli, chciałabym zjeść loda ale zaraz tysiące wizji co mi będzie 🙂 powoli do przodu, tego się trzymam 😉

19/09/18 07:44

Jak żyć 🙂 Trzymam kciuki!

19/09/18 07:01

Pozycja 1,2,3,4, i 6 to ja 🙂

19/09/18 07:43

Haha! No widzisz. Wszyscy panikowicze to jedna rodzina 🙂

21/09/18 21:20

Będzie ok.

20/09/18 07:12

A u mnie głównie bycie chodzenie jeżdżenie samej. Z tym największy problem ale walcze ze z tym.

20/09/18 12:24

Nie wiem czy w nerwicy lękowej u każdego mogą być inne lęki ? ja miałam tak,że nie mogłam złapać powietrza ( mam to nadal ale rzadziej) , jak szłam gdzieś do restauracji to nie mogłam jeść bo odrazu niedobrze mi było, i martwiłam się,ze zwymiotuje i na robie sobie wstydu,myśli na temat zawału serca, teraz o tym,ze serce mi ciężko bije i czuje je jak mi się w rytm serca rusza klatka piersiowa.. nie wiem czy to kołatanie serca wole nie czytać.. ale jak leze w lozku to w rytm serca wchodzi mi klatka piersiowa i czuje jak się kołysze.. 😛 oczywiście czuje to jak pomyśle o tym. JAK mam zostac sama to szukam kogoś bliskiego żeby został ze mna na noc.. i bede tak obwijać w bawełnę tą osobę ,ze zostanie ze mną nawet tle dni ile miała bym być sama w domu 🙂 dar przekonywania mam chyba dobry ;), umieranie.. omg. Wiecznie o tym myślałam,ze umre.. nie mowie o juz o chorobach. Albo jak ktoś chory do pracy przyszedł to juz izolowałam sie lub nie podchodziłam do tej osoby.. i witamina C odrazu szła w ruch.. jeszcze cos bym wyszukała ale trochę juz przeżyłam tych swoich lęków. Teraz mam tak,ze bardziej nerwowa jestem. I płaczek.. Wystarczy,ze klient podniesie glos to ja w Ryk.. nie umiem tego ogarnąć.. Mam mniej energii.. i mniej pozytywnych mysli w ostanim czasie myśle,ze to przemęcznie praca. Moze przejdzie.. chciala bym myslec pozytywnie 😛 jakaś rada??

21/09/18 20:37

Ja miałam tyle lęków, objawow i różnych glupkowatych natretnych myśli, ze zaluje, ze sobie ich w zeszycie nie spisywalam, teraz polowy nie pamiętam, mysli były dla mnie najgorsze… jak trwały to była istna walka najgorsza z mozliwych sama ze soba …nie moglam sluchac radia i wiadomosci bo jak slyszalam ze ktos cos zrobil rozbil szybe w oknie, ukradl, cokolwiek to panicznie balam sie ze tez to zrobie (chociaz wiedzialam ze nie zrobię) taka autosugestia zupełnie bezsensu ale no tak to jest 🙂 czasami jeszcze wrócą ale kiedy wiesz skad aie biorą na czym polegają i jak sobie z nimi radzic to jest lzej i sie ich NIE BOISZ albo łatwiej sie z nimi rozprawic :p

23/09/18 18:15

🙂 🙂 🙂
Czytam i usmiecham sie do siebie , u mnie 1 i 3 , choc z tym telefonem jest tak , ze nie zabieram go na zakupy w osiedlowym sklepie 🙂
Tez boje sie byc sama w domu , ale na szczescie czesem jestem absolutnie na to skazana i wowczas tlumacze swojej glowie , ze to swietna okazja do cwiczen nad wlasnym lekiem , jak musze isc gdzies dalej cos zalatwic , to tylko z twowarzystwem .