Czy można żyć normalnie po przygodzie z nerwicą? Od razu napiszę, że można. Zawsze jesienią celebruję swoją zwycięską walkę z nerwicą lękową. W tym roku przypada 10 lat bycia „zdrowym”. Życie bez nerwicy jest wspaniałe. Ale jest wspaniałe właśnie dlatego, że miałam nerwicę. To właśnie nerwica nauczyła mnie jak żyć właściwie.

 

Druga nad ranem. Zrywam się zlana potem i blada jak ściana. Wybudza mnie lęk. Szczęka skacze, że strachu. Serce wali jak szalone. Jestem sama, daleko od domu. Nie mam nikogo do kogo mogłabym się przytulić.

 

Ja: Postaraj się wyluzować. 

Umysł: Uciekaj, uciekaj! Czeka na Ciebie niebezpieczeństwo.

Ja: Zamknij oczy, wtul się w podusię i przeczekaj.

Umysł: Oszalejesz! Zobaczysz! I stanie się coś złego.

Ja: Nic się nie stanie. To nie pierwszy raz. Przecież ostatnio nic się nie stało.

Umysł: Ale teraz dostaniesz zawału serca! 

Ja: Dobra. Wstań. Zaparz melisy. 

Wstaję…Szybko. Serce wali jeszcze mocniej. Łuszzzzzz! Kolejny wyrzut adrenalinki.

Umysł: Ha! A mówiłem, że teraz będzie katastrofa!

 

Nie mogę wyjść do sklepu po bułkę. Nie mogę się wykąpać. Nie mogę zaplanować wakacji, pójść na studia czy zrobić prawo jazdy. Jestem jak warzywo. Ataki paniki nachodzą mnie 10 razy dziennie i za każdym razem rzucam się na łóżko z płaczem. Płaczę tak długo, aż zaczyna mnie boleć głowa. Potem wmawiam sobie, że jak mnie boli głowa to na pewno mam raka mózgu. Ta myśl przeraża mnie tak bardzo, że dostaję kolejnego ataku paniki. I cały proces zaczyna się na nowo.

 

Dzisiaj postrzegam lęk jako przyjaciela, a nie wroga. Wiele mnie nauczył. Przede wszystkim tego, że wiele rzeczy które dzieją się w moim życiu zależą ode mnie. Podejmując działanie mogę zmienić bieg tych wydarzeń. Zaczęłam traktować problemy jako wyzwania i z każdej porażki wyciągałam wnioski.  Tak było 8 lat temu, gdy moim życiem rządziła nerwica lękowa. Wtedy jeszcze nie wiedziałam jaką wiadomość niesie mój lęk i bałam się każdego objawu ataku paniki.

 

Często pytacie mnie w mailach czy po atakach paniki można żyć normalnie. Obawiacie się, że każdy najmniejszy stres spowoduje nawroty lęku (lęk nie wraca jeśli się z nim uporałeś na prawdę!) Zapewniam Was, że nie prowadzę życia w chacie z dala od problemów i pośpiechu. Wręcz na odwrót. Żyję w zawrotnym tempie, bo mam cel! Jesienią mija 10 lat życia bez nerwicy. Jestem doskonałym przykładem na to, że można wyleczyć się z nerwicy oraz depresji bez leków.

 

Oprócz Niepanikuj pracuję również w takiej (nie)standardowej robocie korporacyjnej 9-17. Pracuję w Mordorze czyli najbardziej zakorkowanej części Warszawy. W tym roku awansowałam na stanowisko kierownicze. Moja praca jest bardzo odpowiedzialna – obsługujemy najzamożniejszych klientów w Polsce. Tak więc w dniu dzisiejszym mój dział zajmował się nagraniem zapowiedzi na automatyczną sekretarkę przez Morgana Freemana, wynajęciem Gejszy w Japonii, zakupem jachtu oraz sprowadzeniem szpilek z najnowszej kolekcji Manolo.

 

Czy można pracować z nerwicą lękową? KLIK

 

W trakcie pracy skoczyłam na lunch do Galerii Mokotów i zrobiłam drobne zakupy. Od 9 października zaczynamy urlop więc upolowałam strój kąpielowy w opcji last minute. Po pracy spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy w kierunku Katowic. Na urlop lecimy z Pyrzowic, żeby móc zostawić Suzie z moimi rodzicami. W połowie drogi zjechaliśmy do McDonalda. Podczas, gdy ja byłam totalnie rozczarowana brakiem mleka sojowego do kawy, Sebastian przypomniał sobie, że zapomniał kluczy do wypięcia rowerów z bagażnika. No cóż… Musieliśmy zawrócić 🙂 Droga zajęła nam 7 godzin zamiast 4. No ale przynajmniej zjechaliśmy 2 razy na kawę. A ja jestem totalnym kawoszem.

 

Jak pokonać atak paniki w sklepie? KLIK

 

Po przyjeździe do rodziców było już późno, ale męska część wycieczki postanowiła wypić szklaneczkę %%%. Ja natomiast zrobiłam sobie wywar z pigwy, cytryny, imbiru, cynamonu i anyżu, który fajnie rozgrzewa podczas przeziębienia. Wieczorem w łóżku wybieraliśmy zdjęcia z wesela do albumu ślubnego. Tyle cudownych fotek, a tylko 40 miejsc na zdjęcia…Nie było łatwo. Na dobranoc oglądaliśmy dokument o Tajemnicy Kryształowych Czaszek na BBC. Lubię poszerzać swoją perspektywę i często czytam o różnych dziwnych rzeczach/zjawiskach/ludziach.

 

Perspektywa 2 tygodniowego urlopu to wspaniała rzecz. Wstałam o 6 rano pełna energii, wrzuciłam rogalika z dżemem na ruszt i poszłam pobiegać. W międzyczasie reszta domu była już na nogach i nawet Suzie jakaś taka wesoła wstała. Za chwilę jadę wymienić PLN na EUR i na dobrą kawę. Wspominałam już, że jestem kawoszem? 🙂 Organizacja wesela i awans (a wraz z awansem więcej obowiązków i odpowiedzialności) zjadło dużo mojej energii. Na urlopie mam zamiar dużo jeść, biegać i spać. Koniec ze wstawaniem na równe nogi o 5:30!

 

Jak zaplanować wakacje z nerwicą lękową? KLIK

 

Aaaaaa…No i zapomniałam o najważniejszym. Zostałam szczęśliwym posiadaczem elektrycznej hulajnogi Speedway Mini Pro 4. Od miesiąca droga do pracy to sama przyjemność. Jak będziecie mijać wariata, który śmiga 45 km na godzinę w kierunku Mokotowa – TO JA 🙂

 

Nigdy, ani przez sekundę nie pomyślałam o tym, że atak paniki mógłby powstrzymać mnie od zrobienia tego na co mam ochotę. A nawet jeśli miałabym się z nimi zmierzyć ponownie to wcale się nie boję. Już wiem jak działają, to czego mam się bać? Ataki paniki to wybawienie, a nie zaburzenie.

 

Gdy ktoś mi mówi, Sabina tego się nie da czy tamtego się nie da, uśmiecham się pod nosem i myślę…Gdybyś tylko choć raz stanął z atakiem paniki twarzą w twarz to wszystko stałoby się dla Ciebie możliwe.

 

Dodaj komentarz

 

19 komentarzy

08/10/18 13:02

Miałam kiedyś napisać kiedy foty ze Ślubu ;). Najbardziej podoba mi się ostatnie zdanie 👍😉. Też często sobie tak myślę jak ktoś mi mówi o pierdołach. I też jestem przekonana, że życie po nerwicy jest bogatsze i wbrew pozorom spokojniejsze no ale najpierw trzeba się tej nerwicy na 200 % pozbyć 😉

08/10/18 14:55

Kochana , poryczalam sie …….
Nie masz pojecia jak bardzo Cie podziwiam i zazdroszcze tej Twojej odwagi , to co tu napisalas , to moje najwieksze marzenie , zyc pelnia zycia , byc i czuc sie wolna ,……wolna jak ptak w przestworzach …..
Cudownego urlopu i pieknych przygod.

08/10/18 17:29

Troszkę cierpliwości i na pewno się uda!!! Nie ma szans, aby było inaczej 🙂

08/10/18 16:03

Ataki paniki to wybawienie, a nie zaburzenie- piękne napisane i … prawdziwe. Mnie moja nerwica wiele nauczyła. Przede wszystkim pracy nad soba, własnymi słabościami, pracy nad lękiem. Wzielam sie za siebie, zaczęłam kurs pływania i prawa jazdy. Jeszcze rok temu nie było to do pomyślenia a dziś prosze zdałam egzamin teoretyczny na prawo za pierwszym razem! Żyje pełnia zycia (przynajmniej sie staram) pracuje nad swoim charakterkiem hehe, medytuje, odżywiam sie zdrowo, cukier wyeliminowałam do minimum. Można? Mozna! Nierwica nie taka straszna jak ja malują!

08/10/18 17:29

Whooooo Hoooooo! Gratulacje!!!!

09/10/18 10:48

Przepraszam, zapomniałam dodać!!! To Twój blog pomogł mi że można ba trzeba żyć i brać z życia ile sie da. Nerwicy się nie dać, albo z nią walczyć albo jak zaakceptować( niesamowicie trudne) ale Możliwe!

18/10/18 12:06

<3<3<3<3<3

08/10/18 17:25

Masz arcyciekawą pracę! I jedną i drugą.
I masz racje z tym ze w życiu dużo zależy od nas – właśnie tego się uczę . Chyba w końcu odkryłam prawdziwy messydz od nerwicy – za mało życia w życiu 😁 za mało przyjemności , odpuszczenia i dystansu . Tez mam cel i on ratuje mnie w gorsze dni .
Dlatego ze wiem ze mam nerwice od stresu dlatego tez boje się ze wróci jak będzie kolejny duży stres w życiu 😔😔

09/10/18 08:53

MAGGIE mam to samo, przez wiele lat po większym stresie wszystko od nowa…aż trafiłam tu 🙂 Nie jest idealnie, ale uczę się…odwagi przede wszystkim, bo z natury nigdy nie byłam odważna. Zrozumiałam, że te same złe schematy myślowe prowadzą zawsze do tego samego, dlatego powtarzaj sobie, że już sie nie boisz, z uśmiechem, codziennie programuj sie od nowa:) To naprawdę działa! Piszesz bardzo wartościowe komentarze, one też wiele mi dały:) SABI, może miałabyś ochotę napisać jeszcze więcej o tych złych schematach myślowych, których czesto nie jesteśmy świadomi? A tymczasem życzę udanego wypoczynku:)

18/10/18 12:49

Dziękuje LINA , bardzo mnie to cieszy ze moje komentarze się Wam przydają. Ja chyba poprostu jesteśmy na złym miejscu zawodowo – mój system nerwowy nie jest stworzony do takich stresów i wyzwań … a może źle do nich podchodziłam. Sama już nie wiem . Ale mam zamiar zmienić swoje życie , bo inaczej pociągnę siebie w dół kompletnie . Trzeba coś poświecić jak to pisze Sabina . Nie wierzyłam w to , odkładałam ale już koniec z tym. Zdrowie najważniejsze ! Życzę spokoju kobitki

18/10/18 12:53

W ogóle to ciężka sprawa jest, ponieważ z jednej strony trzeba lękowi wychodzić na spotkanie a z drugiej nienadwyreżać za bardzo swojego układu nerwowego …. wydaje mi się ze złotym środkiem jest branie za rogi tego byka którego chcemy mieć w naszym życiu np spotkania z ludźmi, wyjścia do marketu itp a inne odpuścić jeżeli wiemy ze to nie nasza droga – np bycie przedstawicielem handlowym kiedy nadajemy się bardziej do pracy za biurkiem z cyferkami … takie moje rozkminy 😁

18/10/18 23:35

Tak, to nie jest łatwe, tzn. wybory, z jednej strony wielka chęć uwolnienia się od stresujacej sytuacji, a z drugiej poczucie porażki, że nie dajemy rady, też kilka razy zmieniałam prace…ale to chyba znowu złe schematy myślowe. Tak naprawde to Ty przecież wiesz najlepiej co będzie dla Ciebie właściwe, zaufaj swojej intuicji, tzn. sobie:) Masz w tej pracy szanse na rozwój, mimo stresującj atmosfery? Lubiszvto co robisz? Albo w tak zwanym międzyczasie poszukaj innej pracy (znaczy wciąż chodząc do starej), mi się tak zdarza, że jak przestaje mi na czymś zależeć to przestaje się tym stresować…i po takich sytuacjach znów widze swoje złe myślenie, którym sama wpędzam się w stres, ale pracuje nad tym. Mimo wszystko jak to Sabina powtarza zrób plan i działaj, i realizuj go bez wyrzutów sumienia i pomimo chwil zwątpienia, najgorsze chyba co można zrobić w naszym przypadku to zatrzymać się i bić się z tymi samymi myślami w nieskończoność..Ja tutaj dopiero nauczyłam się tego, że trzeba iść naprzód, działać, ciężko ppracować i wierzyć, że sie uda, wierzyć…po prostu w siebie:)

11/10/18 22:05

A ja powoli odkrywam, że w moim przypadku, dużym sprzymierzeńcem dla mojej nerwicy jest tzw. nic nie robienie. Ale nie takie po pracy kiedy po prostu odpoczywam, tylko takie np. w czasie urlopu, czy innego wolnego od pracy, długi weekend, spędzony w domu itp. Taki ogólnie mówiąc brak zajęcia. Chociaż oczywiście to ja to tak organizuje, że nic sobie nie organizuje i skupiam się na sygnałach z ciała. Wiem, że powinnam to zmienić dla siebie. Mam nadzieję, że mi się to uda.

10/10/18 17:47

A co z planowaniem dziecka… niby wszystko ok, ale gdzies z tylu glowy jest… a jak zajde w ciaze zacznie sie i nie dam rady zaszkodze sobie i dziecku 🙁 taki lęk przed nieznanym… ciekawa jestem jak kobiety po nerwicy decydowaly sie na dzieci, jak psychologicznie to rozegrac bo oczywiscie jak wszystko w nerwicy, jest do ogarniecia 🙂

18/10/18 12:04

Tutaj na pewno warto popracować nad sposobem myślenia. Twoje nastawienie ma ogromy wpływ na Twoje samopoczucie. Pomyśl o tym tak: Matki są zaprogramowane na wychowywanie dzieci. Każda matka robi wszystko aby jej potomstwo przetrwało w przyrodzie. Może sama się źle czuć, ale będzie się dwoić i troić, aby maluchy miały opiekę. Zobacz np. na zachowania tygrysów: poturbowana walką tygrysica będzie walczyła o swoje kocięta do upadłego. Ty również wynajdziesz podwójne pokłady energii, aby zapewnić maluszkom jestestwo 🙂

19/10/18 11:23

MONIX u mnie w tej kwestii zdaję się na los. Już widzę jak będą się sypały komentarze, że znowu mam magiczne myślenie, że wszystko jest zależne od Nas itp. Gdy miałam 20 pare lat planowałam dzieci ba nawet imiona wiedziałam jakie będą. Mimo, że specjalnie nie uważałam w ciążę nie zaszłam. Zwiazek się rozpadł. Potem przerobiłam dwa podobne scenariusze. Następnie gryzłam się sama z sobą, że nie mam dzieci i gryzłam się z tym ile usłyszałam od ludzi, że kiedy dzieci, a potem, że zostanę sama bo jestem już za stara. Teraz by nie zwariować zbastowałam z tym tematem. Żyję dniem dzisiejszym i nie wstydzę się mówić tak mam prawie 37 lat nie mam męża nie mam dzieci. Czy miałam na to wpływ ?. Swiadomie odpowiadam nie miałam. Czy winię kogoś za to ? nie. Czy winię siebie? nie. Czy się z tym pogodziłam ?. Po prostu jest jak jest i trzeba żyć dalej bo życia nigdy do końca nie zrozumiemi. Warto go przeżyć tak.jak jest Nam dane.

19/10/18 13:49

Warto się zastanowić dlaczego związki się nie udały, wyciągnąć wnioski i korygować działania?

12/10/18 10:55

Nigdy nie umiałam się zwierzać, raczej słuchać innych tak, ja zawsze uśmiechnięta, wprowadzająca dobrą atmosferę, mówiąca jak ważna jest asertywność nie umiałam zastosować u siebie. Pokonała mnie kierowniczka w pracy. Zamykałam się przy jej nie fajnym zachowaniu w stosunku do mnie, jak okrzyczane dziecko. I wtedy pękłam, nerwica zaatakowała na maxa. Minęło 6 lat. Leki pomogły niestety nie umiałam bez tabletek wyjść z tego. Ale wszystko się zmieniło. Zmieniłam dział. Nie musiałam z nią pracować. Lęki wracają. Dalej nie umiem praktycznie z nikim o nich mówić. Troszkę z mężem ale nie chcem go obarczać. W porównaniu do kiedyś to jest super. Ale są dni kiedy jest ciężko. W takich dniach znalazłam Twój blog. Kiedy to wszystko mija to sobie myślę Boże przecież to niemożliwe żebym tak się zachowywała mi samej ataki paniki wydają się niemożliwa więc jestem w stanie pojąć że ktoś kto nigdy nie doświadczył nigdy tego nie zrozumie. Tak jak napisałam wcześniej ja sama nie daje sobie szansy żeby pomóc. Jestem łagodnie mówiąc leniuch. I to mnie pogrąża. Sabina a można zamówić konsultacje tylko meilowa. Bez skypa. Nie mam w domu za bardzo możliwości żeby poskajpować tak żeby nikt nie przeszkadzał, nie chce wtajemniczać rodzinki.

19/10/18 11:26

Też nie miałam możliwości by porozmawiać z Sabi u siebie w domu i pojechałam do mieszkania znajomego. Teraz tam też nie mogę i lipa :/. Może faktycznie konsultacje mailowe choć zdaję sobie sprawę, że to nie to samo.