Dzięki ćwiczeniom opisanym na tym blogu masz większą świadomość swoich nawyków lękowych oraz bardziej realistyczne podejście do symptomów, ale Twoja tajna broń w walce z nerwicą to konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk. U mnie przyniosła spektakularne efekty i to właśnie dzięki atakowaniu moich lęków pokonałam nerwicę na dobre.

 

Gdy moja wiedza na temat mechanizmów nerwicy była już dosyć spora, postanowiłam uwolnić się od lękowego myślenia i stawić im czoła. Pierwsze kroki były trudne. Ale takie na serio trudne. Konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk nie przychodziła mi łatwo, a tych sytuacji było naprawdę bardzo, bardzo dużo. Zaczęłam od drobnych czynności, które utrudniały mi normalne funkcjonowanie np. drobne zakupy w sklepie czy prysznic. Następnie przeszłam do sytuacji o większym kalibrze np. jazda samochodem czy planowanie wakacji z lękiem.

 

Po kilku miesiącach zapisywania moich czarnych myśli odkryłam pewne schematy działania lękowego myślenia. I uwierzcie mi, że solidnie przykładałam się do ćwiczeń! Tysiące zapisanych stron, a nie sprawdził się nawet jeden procent moich lęków!! Nawet jeden mały procencik. Zrozumiałam, że im bardziej się boję tym bardziej jestem chora. I postanowiłam zmienić taktykę. Zamiast uciekać, zaczęłam atakować! To ja stałam się myśliwym. Agresywnym myśliwym z dużą strzelbą 🙂

 

Konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że moje przewidywania po prostu nigdy się nie sprawdzają! Każdy z nas woli unikać sytuacji, które wydają się potencjalnie niebezpieczne. Nawet żółw zwiększa swoje szanse na przetrwanie chowając się do swojej skorupy, gdy wiatr wieje zbyt mocno. A jak tylko chowa głowę w pancerz to natychmiast zaczyna czuć się bezpieczniej. Z pozoru.

 

Konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk, pozwala Ci przekonać się o tym, że tak na prawdę te sytuacje są całkiem bezpieczne. Pamiętaj, że to lękowe myślenie na temat tych sytuacji powoduje, że jesteś chory, a nie te sytuacje same w sobie. Jeśli przykładowo unikasz stania w kolejkach, to nigdy się nie dowiesz, że stanie w kolejkach jest zupełnie niegroźne.

 

Natychmiastowa ulga jaką odczuwasz, gdy uciekasz, to tylko pozorna ulga. Po pierwsze marnujesz szansę, aby dowiedzieć się czy faktycznie jakieś niebezpieczeństwo istniało, a po drugie dodatkowo wzmacniasz schemat ucieczki podczas przyszłych epizodów lęku. Gdy kolejnym razem zaczniesz odczuwać lęk to jakie działanie wyda Ci się najbardziej logiczne? Oczywiście ucieczka! Bo przecież poprzednim razem natychmiastowo poczułeś się lepiej. Twoja strefa komfortu zacznie się zawężać i dojdzie to tego, że gdy tylko odczujesz minimalną dawkę lęku, również zaczniesz uciekać. Coś co nie sprawiało Ci problemów nagle zacznie je sprawiać.

 

Bardzo możliwe, że po każdym epizodzie ucieczki, zaczniesz również odczuwać ogromne poczucie winy i rozczarowanie swoją postawą. Tak bardzo chciałeś stać w tej kolejce, prowadzić samochód, jechać na wakacje, zrobić zakupy… no ale stało się co innego – uciekłeś. Z czasem zaczynasz tracić szacunek do samego siebie, a Twoja pewność siebie zanika.

 

Konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk polega na stopniowym eksponowaniu się na sytuacje w których odczuwamy lęk. Unikanie przynosi natychmiastową ulgę, ale w dłuższej perspektywie sprzyja nasilaniu się lęku. Konfrontacja natomiast sprzyja utwierdzaniu się w przekonaniu, że tak naprawdę nic nam nie grozi.

 

Brzmi przerażająco? Bo jak niby wystać w kolejce, gdy lęk paraliżuje nas tak bardzo? Pamiętaj, że początki są trudne. I nie tylko podczas leczenia nerwicy, ale we wszystkich dziedzinach życia. Nawet początki uczenia się języka angielskiego są trudne. Jak we wszystkim będzie Ci potrzebny plan działania! Konfrontacja z sytuacjami powodującymi lęk powinna polegać na rozpoznaniu sytuacji budzących strach, czynników, które go wywołują, a następnie stworzeniu hierarchii oraz planu działania określonego w czasie.

 

Do działania warto podejść metodycznie i w jakimś określonym schemacie. Żołnierze jednostek specjalnych również odczuwają ogromy lęk na ćwiczeniach. Jednak mają określony harmonogram szkolenia i plan działania. Ćwiczą tak długo, aż się nauczą i będą gotowi na udział w prawdziwej misji. Zamiast unikać wysokich fal na szkoleniach, celowo do nich skaczą. Ja również skakałam i wyskakałam sukces. Po nerwicy ani śladu!

 

A jakie jest Twoje podejście do lęku?

Dodaj komentarz

 

63 komentarze

03/11/18 20:00

Z atakami paniki mierzę się od niedawna, zawsze byłam dość nerwowa, pracę mam też stresującą, ale jeden stresogenny czynnik za drugim spowodowały u mnie w ostatnim czasie irracjonalne reakcje na zwyczajowe czynności: stoję na przystanku i ogarnia mnie uczucie paniki, że oto zaraz wszyscy zobaczą, że się źle czuję bo upadnę; chodzenie po centrum handlowym wiąże się dla mnie z ogromnym stresem bo jak tylko tam wchodzę to czuję straszną derealizację. Dzisiaj jednak postanowiłam pójść za Twoimi radami i zaatakowałam pierwsza. Specjalnie wydłużyłam swoją wizytę w sklepie, chodziłam powoli między półkami i pomimo strasznej derealizacji poprosiłam swojego partnera życiowego, żeby zawiózł mnie do kolejnego centrum handlowego! Niby takie niewielkie zwycięstwo a jak mnie podniosło na duchu. Jutro mam wyjazd do sąsiedniego miasta i stresuję się jak przed każdą podróżą, ale muszę jakoś dać radę 🙂

04/11/18 18:00

Noooo gratulacje!!!!!!! Z każdym dniem będzie co raz lepiej 🙂

03/11/18 21:24

Cudnie! Sabinko, jak zawsze dziękuję za mega mądry wpis. Napisz nam proszę jak ma wyglądać taki plan działania w przełamywaniu lęku? Jaka ma być ta hierarchia?

04/11/18 18:03

Będzie kolejny wpis o tym 🙂

04/11/18 08:38

U mnie sytuacja wyglada tak ze mnie lęk nie ograniczał nigdy ponieważ mam taki charakter ze nawet jak się boje to robię . Nie wyobrażałam sobie np nie pójścia do sklepu …wiec nawet z lękami szlam i robiłam zakupy , to samo praca , wakacje , spotkania towarzyskie. Teraz np jestem w górach i się po nich codziennie wspinam … ale meczliwosc straszna pozostaje i zawroty głowy czasem oraz napięcie ciała w pracy jest dzień w dzień . Ale jestem wdzięczna sobie ze nie zamknęłam się w czterech ścianach jak to się zaczelo. Radzę sobie w życiu z nerwicą b. Dobrze ale wiem ze symptomy cały czas są.

05/11/18 00:29

Ja muszę się pochwalić 😀 Ogólnie uważam, że w ciągu ostatnich miesięcy zrobiłam krok miliowy w całym etapie uwolnienia się od nerwicy lękowej (pomimo kryzysów, które mnie dotknęły).
Kiedyś – nie wychodziłam z domu, nie wchodziłam sama do sklepu, nie potrafiłam zrobić zakupów, jechać sama samochodem, wyjść z domu do pracy czy na uczelnie, stresowały mnie kolejki w sklepach, wyjście ze znajomymi na miasto, każda próba kończyła się zazwyczaj porażką a potem już tych prób nie było
Dziś – wychodzę, wychodzę na uczelnie, codziennie do pracy, do sklepu kiedy tylko mam taką potrzebę, stoje w kolejce w sklepie pomimo, że np mam uderzenie gorąca i nogi z waty, wychodzę i spotykam się ze znajomymi
Chcę dać jako przykład ten tydzień.
Na początku tygodnia miałam pełno zajęć na uczelni a po nich praca (jestem kosmetyczką i robię paznokcie), bardzo mnie to dołowało, że mam taki zapierdziel i będę wracać sama późno jak będzie ciemno do domu samochodem – mimo tego zrobiłam wszystko co miałam zaplanowane i gdy tylko miałam myśli typowe dla nerwicy lękowej np. Zaraz zwariuje itd od razu reagowałam na nie i przywoływałam sobie ćwiczenia z tej strony: nie zwariuje, tyle razy myślałam że zwariuje a jeszcze się to nie wydarzyło, to dlaczego tym razem miałabym zwariować? Wariaci nie wiedzą, że zwariowali a ja się tego boję.
Później – wszystkich świętych, czyli wyjazd do rodziny, na groby. Ogólnie dołujący czas, nie zbyt dobrze mi się kojarzy. Mimo tego, że oczywiście w głowie obawiałam się tego że mogę się źle czuć, twardo pojechałam do rodziny, odwiedziłam wszystkie groby.
Jak wróciliśmy w piątek to cały wieczór przesiedzieliśmy z rodziną narzeczonego, która przyjechała w odwiedziny do jego domu rodzinnego, oczywiście momentami miałam myśli typowe dla nerwicy ale zaraz je korygowałam. Poszło super. Sobota – propozycja wyjścia ze znajomymi do pubu. Pierwsza myśl – kurczę, ostatnim razem miałam atak paniki, źle się czułam na mieście, może by zostać w domu.. A zaraz pomyślałam – nie! Oczywiście, że wyjdziemy ze znajomymi i będziemy się dobrze bawić! I wyszliśmy, było super, wszystkie negatywne myśli które trafiały do mojej głowy zaraz atakowałam argumentami które im zaprzeczają (z ćwiczenia z niepanikuj). Fajnie się bawiliśmy i żadnego ataku paniki nie było.
Dziś niedziela – targi ślubne z narzeczonym i znajomymi. Cały dzień spędziliśmy na targach. Mimo nóg z waty i drżàcego ciała szłam śmiało do przodu z moim pod pachę i oglądaliśmy wystawców, braliśmy udział w konkursach. I co? Nogi z waty przeszły, ciało przestało drżeć. Mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z siebie, że ani razu nie spanikowałam tylko racjonalnie działałam. Jutro kolejny dzień 🙂 i jestem gotowa, nie boję się! 🙂

05/11/18 07:54

Jaaaaaaak cudnie!!!!!!! Gratulacje i trzymam kciuki za dalsze sukcesy.

05/11/18 02:05

Witam, mieszkam od 2 lat w anglii
ja pierwszy atak paniki (wtedy nie wiedziałem że to ataki paniki) miałem jakieś 2 i pol roku temu. Źle poczułem się na zakupach w markecie, odczułem straszna potrzebę ucieczki tylko sam nie wiedziałem nawet gdzie, jechałem autem do żony i pod klatką upadlem myślałem że mam atak serca.
Pogotowie zabrało mnie na SOR gdzie ataki następowały jeden po drugim, lekarze pytali mnie co ćpałem itp. Ja tylko leżałem i slyszalem jak maszyna EKG fo chwile wzrasta aż do momentu zapodania mi strzykawki Relanium w tyłek.
Po dobie w szpitalu stwierdzono, że odwodnilem się przez spożywanie białka w odzywkach na siłownię i kazali isc do domu…
Po powrocie przeżyłem to samo i wróciłem do szpitala, wtedy dali mi torbę i kazali dmuchać w nie gdy mój stan się powtórzy ponieważ to nerwica i się hiperwentyluje.

Nigdy mi ten worek nie pomógł,
ataki się nasilają dziś jestem już 2 i pol miesiąca w domu po atakach w pracy. problemem jest dla mnie nawet wyjście do fryzjera sklepu czy lekarza po kolejne zwolnienie.
Psychiatra do którego się zgłosiłem w Polsce dal mi Anafranil ktory wywołał u mnie silniejsze ataki i ich częstotliwość po powrocie do Anglii,
w anglii dali mi recepte na proplanol ?
Wtedy zabrała mnie karetka od razu od lekarza gdy usłyszałem że biorę zle leki, przestałem brać Anafranil A recepty nie wykupilem bo się boję.
Obecnie nie wiem co robic do pracy dziś poszedłem inwyszedlem czyli ucieklem po 20 minutach…
Za 5 h zaczynam zmianę a ja nie spie zestresowany że dziś znowu uciekne… dramat.

Pozdrawiam

05/11/18 07:53
05/11/18 09:21

Dziękuję za odpowiedź, przeczytam po pracy. Narazie daje radę 🙂
Nie ucieklem jest mały sukces.

05/11/18 18:11

Sekret w tym by nie uciekać, a wręcz atakować 🙂

05/11/18 15:32

Sabinko! Ja zgłaszam jeszcze zapotrzebowanie na kolejne wpisy… :). Jak pokonać lęk przed pójściem do lekarza…Wiem, wiem, że nagminnie biegać do lekarza nie można bo tak tylko nakręcamy lęk. To rozumiem. Ale co jakiś czas trzeba robić badania profilaktyczne i z tym mam problem. Bo a nuż coś będzie nie tak… Ale to chore… I oprócz tego proszę o wpis jak radzić sobie z lękiem przed podróżowaniem. Dalszym i bliższym… Jak coś jeszcze mi się przypomni, to też poproszę. Całuję mocno!

05/11/18 18:11

OK! Zapisano!

05/11/18 11:03

ZMĘCZONY dobrze, że tu trafiłeś:) Każdy z nas wie co czujesz i przeżywasz. Czytaj artykuły Sabiny, załuż zeszyt, zrób plan i ćwicz, ciało i umysł. Ja po kilkunastu latach “szarpania się”, po roku tutaj wreszcie bez tabletek mogę powiedzieć, że jestem na dobrej drodze:) Tak więc nie myśl jakie to straszne, nerwica oznacza, że w Twoim życiu nie wszystko działa jak powinno, czytaj i ucz się zamieniać czarne myśli na na pozytywne, a przede wszystkim nie czekaj aż “to przejdzie”, zaakceptuj to jak jest i już dziś zacznij działać. Masz po prostu nadwyrężony układ nerwowy, co powoduje przesadne reakcje z ciała, a myślami dodatkowo to napędzasz. Czytaj, dużo się ruszaj i ucz się siebie. Za jakiś czas zauważysz, że nerwica opiera się na schematach, ktore możemy zmienić. Zrób podstawowe badania, może na przykład brakuje Ci witamin, o dietę też warto zadbać, wspomagaj się ziołami (melisa, rumianek, mięta) i działaj, będzie dobrze.

05/11/18 17:05

Zacznij od zaczerpnicia wiedzy, czym jest nerwica, skad sie bierze i jak działa. Sama znajomość tenatu z ktorym musisz sie uporac to podstawowy krok. A tak właściwie, umow sie do Sabiny na konsultacje, na penwo bedzie to najlepsza decyzja jaka mogles podjac.

06/11/18 07:39

Zmęczony , wszyscy tu jakoś dajemy radę – Ty tez dasz. Ja polecam bieganie i akceptację objawów . Trudno trzeba z nimi jakiś czas żyć . Inni żyją bez nóg , z cukrzycą itp… nasza „dolegliwość „ jest na szczęście uleczalna 😉

05/11/18 08:06

A ja napiszę, że w moim przypadku moje przypuszczenia się sprawdziły :). Ostatnio będąc na ” imprezie ” kogoś poznałam i było to dość magiczne. Długo by opisywać. Przez kilka kolejnych dni ta znajomość dodała mi tyle sił i pawera, że robiłam rzeczy o których zawsze marzyłam. Nadrobiłam sporo spraw. Chciało mi się wstawać i coś robić. Myśli były skierowane zupełnie na inny tor. Niestety nie doszło do spotkania i nawet nie wiem dlaczego bo nagle kontakt się urwał. Ale wiem, że ta znajomość była po coś. Szkoda tylko, że tak krótko trwała 🙂

05/11/18 08:27

Dodam, że nerwica w dużej mierze na te dni odpuściła, a w dniu kiedy kontakt się urwał natychmiast powróciła. Nigdy nie przytrwafiło mi się cos takiego spontanicznego ale też nigdy nikt nie urwał ze mną kontaktu tak po prostu. A to jemu zależało bardziej ;). Także pod tym względem znowu standardzik coś było mi dane na chwilę ale Dziękuję i za te chwilę bo fajne było żyć w innym lepszym świecie :). Aż się łezka w oku zakręciła 😉

05/11/18 13:52

Ania – nerwica “wróciła”, bo zapełniła pustkę, którą jej stworzyłaś. Sama widzisz, że to jedynie temat zastępczy. Zastanów się nad tym dlaczego jeden fajny facet potrafił na kilka dni całkowicie wyleczyć Cię z nerwicy – o czym to tak naprawdę świadczy? 🙂

05/11/18 21:11

PIOTR dobrze napisane :). Dokładnie nerwica zapełniła pustkę. Całkowicie mnie nie wyleczył ale było lepiej dużo lepiej :). Tak myslałam o czym to świadczy ale uwierz, że teraz znowu jest średniawka :/. Dziękuję za te słowa 🙂

05/11/18 21:18

To było tylko 6 dni znajomości, a tyle ta znajomość zrobiła :). Dlatego jestem zdania, że prawdziwa Miłość może zdziałać wiele ba bardzo wiele 🙂

06/11/18 09:35

Ania, idziesz w złym kierunku 🙂 To wcale nie kwestia miłości, ludzie zakochani też miewają nerwice 😉 Zapytam inaczej – czy w okresie tych 6 dni nie zaczęłaś przypadkiem dobrze o sobie myśleć? Nie czułaś się przypadkiem dowartościowana, ładniejsza, pewniejsza siebie? Jestem przekonany, że w momencie, kiedy pokochasz samą siebie (i nie chodzi tu o egoizm, raczej o pełną akceptację tego kim się jest) zapomnisz o nerwicy.

06/11/18 11:33

Piotr – tak tak tak !! zgadzam się z Tobą . uczmy się swojej prawdy i jej akceptacji. Pokochajmy swoje blaski i cienie – cienie jeszcze mocniej :))

07/11/18 09:47

Tak ludzie zakochani też miewają nerwicę tylko pytanie czy faktycznie jest to prawdziwa Miłość. Ja po trzech związkach stwierdzam, że po prostu z kimś byłam i nic więcej. Zresztą ludzie, którzy już mają nerwicę takie zakochanie traktują już zupełnie inaczej. Dla mnie to było podładowanie akumulatorów. Na chwilę ale zawsze coś. Teraz gdy te akumulatory się rozładowały wracam do tych chwil i jest to miłe wspomnienie. Rozkmniam jak to zmienić jak mieć takie myśli jak wtedy itp. Na pewno zaczęłam wtedy lepiej o sobie myśleć :). Tak czułam się ładniejsza bo nagle wszystko wyglądało lepiej 🤔. Ale na pewno nagle nie zaczęłam siebie kochać. Mam dość mocno obniżoną pewność siebie mimo, że gdzie się nie pojawię dostaję sporo komplementów i czuję na sobie wzrok i facetów i kobiet :). Tylko, że ten brak pewności siebie w dużej mierze wynika z nerwicy nestety :/. Zresztą ja po prostu tęsknię za tym by z kimś pogadać tak po prostu. I nie oszukujmy się w moim wieku każdy by chciał mieć już poukładane życie. Dzięki Piotr za kolejny motywujący komentarz 😙😉

06/11/18 07:41

Piotr dobrze ze napisałeś , tym razem mi się nie dostanie 😂😂

06/11/18 11:04

MAGGIE Twoje komentarze naprawdę są ironiczne. Jeśli ktoś piszę mi.prawdę to oczywiście się z tym zgadzam. Piotr bardzo dobrze mnie rozumie i jego komentarze są bardzo trafne w przeciwieństwie do Twoich 😂

06/11/18 11:31

nigdy nie byłam ironiczna w stosunku do Ciebie ani kogokolwiek tutaj , po prostu prawda czasem boli. Mnie też, nie martw się 🙂

06/11/18 11:35

Poza tym Aniu, czuję że jakbym ja to napisała a nie Piotr to byś nie przyznała racji… przemyśl to sobie
poza tym zyczę pięknego dzionka!

07/11/18 19:17

MAGGIE mnie prawda nie boli jeśli jest prawdą.

07/11/18 19:19

MAGGIE Ty przemysl sobie czy we właściwy sposób przekazujesz incormację. Ty napisałabys inaczej nawet myśląc o tym samym, a to różnica. Sposób przekazania jest bardzo istotny.

07/11/18 22:46

Jezu, dystans dystans bo wszyscy zginiemy 😂

08/11/18 10:00

Mi dystansu nie brakuje i o ile pamiętam to Tobie już ktoś zwrócił uwagę na sposób wypowiedzi. Nie siej popyliny bo nie po to tutaj jesteśmy. Jestem tutaj od początku i wiem co piszę.

08/11/18 14:12

Mi ? na sposób wypowiedzi? hehhehe raczej nie,
tylko Tobie nie pasuje że mówię to co myślę, to co sobie wypracowałam i czego się dowiedziałam. Dla innych te komentarze są wartościowe, doceniają je, ale to drobiazg . Nikogo tu nie obrażam , nie jestem chamska ani nie ironizuję. Na początku praktycznie tylko ja Tobie odpisywałam
A co to jest popelina to nie wiem :DDD

08/11/18 08:59

Ania, ja się tu prawie nie wypowiadam, ale czytam Niepanikuj od zawsze. Chciałam Ci tylko napisać, że może warto zwrócić uwagę na swój sposób myślenia. Mam wrażenie, że Ty nigdy nie dasz sobie nic powiedzieć. Tyle osób próbuje Ci to pomóc, a Ty zawsze masz jakieś wymówki. Raz piszesz tak, a kiedy indziej inaczej. Już od kilku lat czytam, że nie masz pracy, ale jak Sabina zadaje Ci pytanie gdzie i jak szukałaś to nigdy nie odpisujesz. Kiedyś też tak robiłam i wszystkie nieszczęścia świata zwalałam na los. Poprawiło mi się dopiero jak przestałam widzieć problem wszędzie, a znalazłam w sobie,

08/11/18 11:00

Judyta, brawo za wzięcie odpowiedzialności za własne życie 😉 No i masz rację, czasem nie warto zważać na formę porady, ale dotrzeć do jej treści, przesłania.
Ania, nie wiem w jakim jesteś wieku, ale napiszę jedno – wiele osób (w tym ja) zapada na nerwicę w momencie, kiedy pozornie ich życie zostaje “uporządkowane” (żona, dzieci, mieszkanie, dobra praca). Problemem jest bowiem nasze wnętrze – deficyty wyniesione z dzieciństwa, niskie poczucie własnej wartości (odrzucanie samego siebie, porównywanie się z innymi), życie pod dyktando rodziców czy ogólnie społeczeństwa (“w tym i w tym wieku należy już mieć męża i dzieci”). Wydaje nam się, że jak “uporządkujemy” swoje życie zewnętrzne – znajdziemy “miłość” (a osoby z takim wnętrzem nie potrafią kochać zdrowo, po partnersku – mają skłonność do nadmiernego kontrolowania, zaborczości, zazdrości, stawiania partnerowi nierealnych wymagań bądź “wieszania” się na partnerze, który ma być lekiem na całe zło, nie potrafią się komunikować z partnerem, tylko obrażają się jak dzieci – wiele by wymieniać), będziemy mieć dzieci (osoby z takim wnętrzem rzadko kiedy potrafią odnaleźć się jako rodzice, zwykle przekazują swoim dzieciom tą samą truciznę, którą sami otrzymali od własnych rodziców) czy własne mieszkanie to wszystko się poukłada. Prawda jest jednak brutalna – nic się nie poukłada – mąż/żona nie stanie się naszym rodzicem idealnym, dziecko nie będzie tylko się uśmiechać i zapewniać nas jacy to jesteśmy wspaniali, a duże mieszkanie, samochód czy pieniądze nie wypełnią naszej pustki wewnętrznej. Piszę Ci o tym z własnego doświadczenia. Dlatego wiem jedno – miłość nie leczy niczego, a ta “prawdziwa”, zdrowa jest możliwa jedynie między ludźmi, którzy samych siebie akceptują i potrafią partnera po prostu kochać, a nie potrzebować go jak powietrza. Innymi słowy – żeby potrafić kochać innych dojrzałą miłością trzeba najpierw kochać i akceptować siebie.

08/11/18 11:18

O jesssuuu jak ja siebie kocham 🙂

08/11/18 11:40

PIOTR o losie wiesz jeśli ktoś jest na początku drogi to na pewno nie uleczy go Miłość, praca itp. Ale jeśli ktoś wiele przepracował i wie z czym to wszystko się je to każda znajomość, spotkanie, wyjazd czy właśnie Miłość to sytuacje które pomagają w tym wszystkim. Przynajmniej tak jest u mnie. Ładuję wtedy akumulatory . Nie ma złotej recepty na wszystko i jednym pomaga coś innego, a drugim zupełnie coś innego. I każda nerwica też jest inna. U mnie działa to tak, a u innych inaczej. Jedni mają problem by wyjść do sklepu inni by jechać autem. Na początku drogi myślałam, że uleczy mnoe praca, a tymczasem praca mnie utłukła bo wtedy o nerwicy nie wiedziałam nic. Pozdrawiam.

08/11/18 15:44

Mnie tez dopadla nerwica w momencie kiedy cale zycie mi sie “poukladalo” tak jak zawsze o tym marzylam :p kazdy inny:)

08/11/18 11:32

JUDYTAMAL kolejny jakże inspirujący komentarz 👏. Dobrze, że jestem na takim etapie, że nie biorę tego do siebie i fajnie, że wiesz o mnie więcej niż ja sama. Nigdy nie dam sobie nic powiedzieć no rozwalił mnie ten tekst 😂😂😂. Tyle osób próbuje mi.pomóc hmmm serio ?. Nie odpisuję ?. Zauwazyłam już dawno, że to mi ktoś nie odpisuje i nie robię z tego nic. Nie szukam wszędzie problemu bo wiem, że pracujemy nad sobą i zmieniamy siebie, a nie innych. Po raz kolejny przekonałam się, że już nie warto się tutaj dzielić czymkolwiek . Sorry ale przejmujecie chyba rolę Sabiny, a do jej wiedzy Wam jednak daleko.

08/11/18 15:06

Aniu, piszę to z perspektywy osoby, która sama przechodziła przez potworną nerwicę i się od niej uwolniła bardzo ciężką pracą. Nie różnię się w tym od Sabiny, która przechodziła przecież przez to samo co ja (wiele przydatnych dla mojego zdrowienia informacji uzyskałem zresztą na jej blogu). Wiem, że walka z nerwicą odbywa się równolegle na kilku płaszczyznach i nie wystarczy wyjechać gdzieś na tydzień czy poznać jakiegoś człowieka, żeby się od niej całkowicie uwolnić. Nie piszę tego wszystkiego po to, żeby się dowartościować czyimś kosztem czy komuś dokuczyć, ale by pomóc, dać inspirację, pokazać, że nie tylko Sabina była w stanie wygrać z nerwicą. Dać Wam coś od siebie, bo razem miesiącami czytaliśmy na tym blogu te same informacje, byliśmy współtowarzyszami w niedoli. Podzielić się własnym doświadczeniem, bo wiem, że nic nie dodaje tylu sił jak świadomość tego, że ktoś napady lękowe i w ogólności nerwicę ma już za sobą. Sama o tym pisałaś kiedyś w jakimś komentarzu, że nikt nie zrozumie panikarza tak dobrze jak drugi panikarz. Wiem, w jakie pułapki myślowe wpadałem, jakie błędy popełniałem, wiem też, co sprawiło, że byłem osobą bardzo podatną na to zaburzenie. Mam świadomość tego, co mi pomogło i wiem, że niejednej osobie również mogłoby pomóc, bo wielu ludzi ma problem z niską samooceną, deficytami, relacjami z ludźmi. Być może ktoś skorzysta z tego co piszę, skróci swoją walkę – jeśli pomoże to chociaż jednej osobie to już będzie fajnie. Nie mam zamiaru Cię krytykować, osądzać, oceniać czy atakować, a Ty jak widzę tak to niesłusznie odebrałaś. Piszesz, że nie bierzesz ataków do siebie, a jednocześnie sugerujesz, że nie będziesz się tu więcej niczym dzielić, więc wydaje się, że jednak się tym przejmujesz, a odwrotny stan jest czymś do czego dopiero dążysz. Pamiętaj – każdy wdraża zmiany w swoim własnym tempie i Ty też masz przecież do tego prawo. Jak to powiedział niedawno jeden siatkarz – nie oceniajmy kogoś, jeśli nie przeszliśmy metra w jego butach. U mnie też przez długi okres czasu wiedza, którą systematycznie nabywałem nie przekładała się na czyny, np. wiedziałem, że należy olewać objawy, a co chwila mierzyłem sobie puls, obserwowałem namiętnie swoje ciało wmawiając sobie, że wszystko olewam 🙂 Z czasem nastąpił przełom i u Ciebie też tak będzie, bo widać, że bardzo chcesz sobie pomóc. Odnośnie “miłości” – sam ożeniłem się ze swoją żoną podświadomie oczekując, że będzie moją “mamą idealną”, że będzie o mnie dbała jak mamusia dba o synka, bo miałem na tym polu spore deficyty z dzieciństwa. Kochałem ją, ale miłością skrajnie niedojrzałą, bo tylko do takiej byłem wtedy zdolny. Stawiałem jej wygórowane wymagania, “używałem” jej jako środka do stania się inną osobą w oczach moich znajomych. Teraz potrafię zadbać już sam o siebie i nasz związek wszedł w zupełnie inną fazę, nie próbujemy zmieniać siebie nawzajem, cieszy nas sama nasza obecność i wspólnie spędzany czas. Pozdrawiam Aniu, moim zdaniem i tak wiele zrobiłaś wyciągając pewne wnioski z Twojej niedawnej przygody, a to już pierwszy krok do zmiany.

08/11/18 20:43

Aniu, jeżeli wdrażamy w życie rady Sabiny i nasze życie, nasza codzienność się poprawia dlaczego piszesz, że nam do Sabiny daleko..wiele osób z tych rad naprawdę korzysta w praktyce i swoje doświadczenia przekazuje dalej, myślę że ta ocena nie jest potrzebna. Czytam blog i komentarze od dawna, mi rownież praca na etacie “nie wychodziła”,więc działam sama, jeżdżę na kursy i szkolenia i rozwijam działalność i siebie i uwierz mi, że to są wspaniałe doświadczenia. Na pewno jest coś co lubisz robić i co można zmienić w biznes, jak dobrze pamiętam mieszkasz w mniejszym mieście/miejscowości, a w takich chętnie dają dotacje na rozpoczęcie działalności.Sabina cały czas próbuje Ci powiedzieć, że praca/własny rozwój są bardzo ważne. Piszesz, że nikt Ci tu na forum nie pomaga, ja sie z tym nie zgodzę…są tu naprawdę wspaniałe osoby, mi komentarze Maggie bardzo pomogły swojego czasu, a z Judytą się zgadzam, Aniu nie uznajesz tego, że możesz źle myśleć w niektórych sprawach i ze to TWOJE działania mają wpływ na to jak się czujesz, sprawczość zawsze przypisujesz losowi, czy pechowi. To jest właśnie wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, o którym tak mądrze pisze Piotr. Uważam, że jesteś wartościową osobą, która nie raz także pomogła swoimi słowami komuś, pytanie jednak pozostaje, czy dasz w końcu pomóc sobie?

11/11/18 13:17

To jest racja, moim zdaniem każda osoba która przeszla przez nerwicowe piekło wyszla z niego i wie co to znaczy, zrobi wszystko aby pomóc innej osobie z niej wyjść. Na pewno nie podetnie skrzydeł. Osoby z nerwica nie mozna głaskać po głowie i jej pobłażać, to jest pole bitwy, jesteś na polu walki, a za wroga masz silnego przeciwnika, my Cie bedziemy motywowac do walki z nim, podpowiadac strategie i schematy, ktore pomoga Ci w zwyciestwie, a ze jestesmy doswiadczeni i jak widac wymyslone przez nas strategie powielaja sie w zwycieskiej walce, warto czasami posłuchać osób, ktore jakos sobie poradzily 🙂 przeszlismy przez to samo co Sabina, nikt nie jest expertem, kazdy nerwice muso przepracowac sam, ale jeżeli zostawiamy po sobie klmentarz to po to zeby motywowac, zeby dac troche sily energii i pokazac, ze sie da, a wiem ile takie pozytywme komentarze znacza kiedy jest sie w jednej wielkiej kropce 🙂 bedzie dobrze, Ania uwierz w siebie, masz w sobie wszystko czego potrzeba aby byc zdrowym czlowiekiem, znajdz w sobie poklady energii i motywacji, duzo czytaj, cwicz, udzielaj sie towarzyslo, zlap bakcyla!! Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki i wierze w Ciebie dziewczyno!!!! ❤

08/11/18 14:16

ANIA mniej jadu , serio
nie rozumiem tyle osób Ci tu próbuje powiedzeć, żebys lekko zmieniła swój sposób myslenia , a Ty ich “jedziesz”… no chyba jednak jest cos na rzeczy , no nie?!

08/11/18 14:17

Judyta , Piotr 🙏🙏🙏

08/11/18 19:06

Piotrze opisz swój przełom poprosze

09/11/18 09:34

Maggie, musiałbym chyba książkę o tym napisać (myślę, że kiedyś to zrobię), bo w jednym wpisie tego opisać się nie da. Skupię się na objawach, bo to może być pomocne. Ostatni atak paniki miałem na początku maja na siłowni. Po samym wejściu na orbitrek puls wystrzelił mi do 140 uderzeń na minutę, oczywiście przeraziłem się tym i zacząłem ćwiczenie bardzo powolutku, żeby powstrzymać ewentualny zawał serca (teraz chce mi się z tego śmiać) – puls jednak, zamiast się uspokajać, rósł w ekstremalnym tempie (nagle pojawiło się 160 i ciągle rosło). Pomyślałem sobie “już po mnie”, zeskoczyłem z orbitreka i szybkim krokiem skierowałem się do szatni. Po chwili pomyślałem sobie (przypominając sobie wiedzę nabytą na tym blogu) “jak teraz ucieknę to będę się bał tu przychodzić, nie mogę na to pozwolić”, zawróciłem więc i znowu wszedłem na orbitrek. Walcząc ze swoim strachem (dosłownie) wykonałem ćwiczenie do końca. Jak widać nie umarłem. Nie oznaczało to jednak końca obserwacji objawów, oj nie 🙂 Dalej byłem bardzo skupionym obserwatorem, coraz bardziej wykończonym bezsennością, niestrawnością, bólami całego ciała. W tym zakresie pomogła mi moja psychoterapeutka. Zwykle zbywała moje żale na temat objawów (z góry założyła, że z jakiegoś powodu wolę się skupiać na nich niż na trudnych emocjach), ale pewnego dnia, gdy przyszedłem do niej całkowicie wypompowany, blady, bez snu od wielu tygodni, kulejąc (potwornie bolało mnie kolano i biodro) powiedziała mi mniej więcej coś takiego – “Panie Piotrze, poza mną i Panem jest w moim gabinecie ktoś jeszcze. To ogromny potwór, którego Pan stworzył i ciągle go Pan dokarmia swoim kosztem – jest Pan coraz słabszy, a on jest coraz silniejszy i przejął już całkowicie kontrolę nad Pana życiem. Żywi się Panem. Odcina Pana od normalności, od problemów, każe Panu ciągle obserwować swoje ciało i bać się jego całkowicie przecież normalnych reakcji fizjologicznych. Zabrania Panu jedzenia wielu rzeczy tłumacząc, że Panu zaszkodzą (tu wyjaśnię – w pewnym okresie prawie nic nie jadłem, wystarczyła drobna wzmianka w internecie czy gazecie, że jakiś produkt żywieniowy może na coś zaszkodzić i momentalnie wyłączałem go ze swojej diety). Zabrania podejmowania wielu normalnych aktywności z rzekomej troski o Pana zdrowie. Proszę na siebie spojrzeć – nie śpi Pan, chudnie, jest Pan 34-letnim wrakiem człowieka. Do czego Pana prowadzi stosowanie się do rad tego potwora? Czy on naprawdę chce dla Pana dobrze? Proszę spojrzeć prawdzie w oczy – ON CHCE PANA WYKOŃCZYĆ! Przejął nad Panem całkowicie władzę, a to przecież Pan jest jego stwórcą i to Pan decyduje o jego być albo nie być. Pan jest jego autorem i to Pan może zakończyć jego istnienie, wystarczy przestać go karmić.” Od tamtej pory zacząłem ciężej pracować nad zmianą na wielu płaszczyznach. Ilekroć słyszałem w głowie głos potwora (wyobraziłem sobie, że wygląda jak Gollum – bardzo mi to pomogło) – “uważaj, to Ci zaszkodzi”, “uważaj, nie rób tego”, “może jednak nie warto biegać, bo boli Cię kolano” – odpowiadałem mu “zamknij ryj” i robiłem to, co pierwotnie planowałem. Stopniowo, pomalutku zaczynałem nabierać sił, a głos potwora zaczął słabnąć – pewnego dnia przestałem go w ogóle słyszeć. Równolegle pracowałem z terapeutką nad tematami, które popchnęły mnie w objawy – przeżywałem żal z powodu odejścia dziadka i mojego kochanego psa, którego musiałem uśpić, oswajałem własny lęk przed śmiercią, wyrzucałem z siebie gniew na rodziców, odklejałem od siebie etykietki przyklejone kiedyś przez moich rodziców (np. że nic nie potrafię) i przez babcię (trzeba być grzecznym, żeby ktoś nas mógł pokochać), pozbywałem się poczucia winy, że nie jestem taki jakiego chcieliby mnie widzieć inni, pracowałem nad samoakceptacją, asertywnością, stawianiem granic. Jednocześnie zacząłem coraz odważniej jeść (wracałem do produktów, które wcześniej “dla zdrowia” odstawiłem), uprawiać sport, nabierać kilogramów. Dużo czytałem, wróciłem do swoich sportowych i muzycznych pasji. Medytowałem (dalej to robię tuż przed zaśnięciem). Przyniosło to wszystko niesamowite efekty – jeszcze pół roku temu wydawało mi się przecież, że już zawsze będę funkcjonował jak zombie. Mam obecnie świetne stosunki z moją rodziną, bratem, siostrą, rodzicami. Czuję na co dzień niebywałą lekkość – mój organizm wyciszył się (serce pracuje spokojnie, miarowo), poprawiła mi się cera, hormony się ustabilizowały (wszystko w połowie skali, a w trakcie nerwicy tarczyca dosłownie szalała), nie mówiąc o żołądku – od kilku miesięcy nie mam z nim najmniejszych problemów, mogę jeść co chcę (chociaż mimo wszystko staram się jeść zdrowo). Nie przejmuję się już tak tym, co myślą o mnie inni – dużo istotniejsze jest dla mnie to, co sam uważam na swój temat (udało mi się zbudować w miarę stabilny obraz mojej osoby w swojej głowie). Mało jest we mnie na co dzień złości czy agresji – czy stoję w korku, czy rozmawiam z upierdliwym współpracownikiem dalej jestem sobą, staram się nie przenosić emocji innych na samego siebie. W relacjach staram się zachować równowagę – nie poświęcam się dla innych tak bardzo jak kiedyś. Nauczyłem się odpoczywać. Zmieniłem swoje życie i wiem, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie nerwica. Gdyby nie walka z tym potworem, którego sam musiałem sobie stworzyć, a potem ostatecznie go pokonać.

09/11/18 09:56

Jak to się pięknie czyta 🙂 Prawda, że pracy trzeba włożyć dużo, ale za to efekty są adekwatne do pracy?

09/11/18 13:44

Piotr pięknie opisane , dziekuję Ci z całego serca!
Gratuluje świetnie stoczonej walki .
Właśnie, ja chodze do terapeutki która chce zebym zobaczyła ten lęk bardziej jako takie wewnwtrzne dziecko swoje i je poprowadziła za rekę przez zycie, żeybym o nie dbała i była dla niego dobra..

ale to co mówisz o tym potworze to bardzo istotne , ponieważ takie oddzielenie tego naszego stanu od nas samych daje inną perspektywę, że my nie jestesmy “tym” że możemy się od tego odciąć , popatrzeć z boku z dystansu.

i teraz nie wiem jak do tego podejść , ale chyba bliższa mi miłość niż walka :)) wiec postaram się pokochac ten mój lęk i go ułaskawić , aby dał mi żyć po mojemu

super, że jestescie

15/11/18 16:51

Piotr, pieknie 🙂 gdzies przeczytalam, ze nerwica to ogromna góra którą musimy pokonac, ale gdy przez nia przejdziemy to po drugiej stronie czeka piękne życie jakiego jeszcze nie znamy 🙂 zgadzam sie, to jak dotąd najcenniejsza lekcja mojego zycia, dzieki której jestem blizej siebie niz kiedykolwiek bylam.

05/11/18 15:18

A jak ja wiecznie boje się, że zemdleje? Czy to w sklepie, w pracy czy na ulicy? Jak to sobie tlumaczyc i dawkować zeby nie oszaleć? 😣😣😣

05/11/18 18:10
06/11/18 07:33

Nie ma opcji żebyś zemdlała , za duża dawka adrenalinki💪💪

06/11/18 15:15

Magdalena, a ile razy myślałaś i bałaś się że zemdlejesz? Czy chociaż raz Ci się to przydarzyło? 😁 ja przerabiałam to samo na początku, ale nigdy nie zemdlałam. To dlaczego miałoby Ci się to zdarzyć? Nie zemdlejesz 🙂 musisz to przerobić, jak się tego boisz np w sklepie to nie uciekaj tylko zostań jeszcze dłużej w tym sklepie 😁 a zobaczysz, że po iluś razach już się nie będziesz tego bała!

06/11/18 12:43

Musze zrobić tomografie brzucha a dokładnie nerek… nie wiem jak to ogarnę 🙁 Miałam już dwie umówione wizyty i nie poszłam. Przed wizytą jeszcze w pracy panika, nogi miękkie, zawroty głowy i mdłości.
Jutro mam wizytę na 8 rano…..
Nie ma kto ze mną iść, muszę to zrobić sama, chyba najbardziej to boję się kontrastu 🙁

06/11/18 18:02

Hej mam takie pytanie.Czy nerwica natręctw też się zajmujesz?Pozdrawiam

07/11/18 18:23
19/11/18 17:03

Hej .Proszę o pomoc mam lepsze gorsze dni jakoś od nie dawna zmagań się lekami i atakiem czasem towarzyszym mi cały dzień .
Wysłałam Pani email.
Mam bardziej takie leki że czegoś się wystrasze człowieka albo coś gdzieś zobaczę mój mózg szuka jakby zagrożenia .że dziecka małego się wystrasze jego twarzy nie wiem skąd to się wzięło ale chce z tym walczyć mam cudzego mężczyznę wspaniała rodzinę . Mówię sobie że to tylko wyobraźnia że nic nie zobaczę bo tego nie ma . Czasem czuje się jak psychiczna dosłownie że mam schizofrenie albo nie wiem już co . Mówię sobie nie disalalm zawału nie umarłam ale nadal się bije i sama już nie wiem czego . Proszę o odpowiedź co robić?
Pozdrawiam

20/11/18 07:30
20/11/18 12:50

Przepraszam że zauważyłam wcześniejszego komentarza odpowiedzi. Napisałam DO Ciebie email . I czy mogłabym liczyć na konsultacje online. ?
Ogólnie nie mam wykupionego pakietu i nie mogę skorzystać z całej formy bloga.
Wierzę że da się to pokonac i szybko wrócę do normalności .
Ale jak mam iść do psychologa tak się boję że powie mi że wariuje .
Zauważyłam że da się nad tym panować tylko chciałabym to wszystko zrozumieć.
Dziękuję za odpowiedź tak wiele dla mnie znaczy

20/11/18 20:40
20/11/18 13:18

Cały czas powtarzam miesiąc czasu nic nie zobaczyłas żyjesz,A nadal lek . I Stres straszny ściskam szczękę i napięta jestem cały czas. I bezsenność boje że że zasnę ale lek mnie budzi albo niepokój że coś usłyszę i nie mogę zasnąć.
Nie wiem jak się zabrać za pokonanie tego diabła.

20/11/18 13:01

Kurde mamy taki sam podpis, i teraz nie wiadomo która Agnieszka to pisze 😝 zmieniam podpis żeby nie było to mylące

21/11/18 19:47

Oj A ja nie zauważyłam nawet:)
Przepraszam.
Teraz już będzie wiadomo kto pisze .
Pozdrowionka 🙂