Nasze ciało zostało tak sprytnie zaprogramowane, że zanim zacznie szwankować, próbuje nas o tym poinformować. Umiejętność słuchania tych sygnałów ostrzegawczych nie jest jednak łatwą sprawą . Często ignorujemy sygnały do momentu, gdy jest już za późno. Wsłuchując się w rytm naszego ciała możemy uniknąć poważnych chorób i wieść szczęśliwe życie.

Zapewne czytając takie tkliwe teksty myślicie sobie głupie gadanie, jakby tak było to by nikt nie chorował. A ja Wam gwarantuję, że to prawda. Chcecie dowodu? Proszę!

Gdy dopadły mnie ataki paniki mieszkałam w Anglii. Teoretycznie ataki paniki zjawiają się nagle i bez wyraźnej przyczyny. Podczas choroby byłam święcie przekonana, że tak właśnie było. Natomiast teraz widzę, że moje ciało próbowało mnie ostrzec na setki różnych sposobów, że zbliża się katastrowa. Jak próbowało mnie ostrzec?

Często bolała mnie głowa
Gdy padał deszcz i świeciło słońce. Rano i wieczorem. Bez wyraźnej przyczyny i trzy razy dziennie.

Byłam wiecznie zmęczona
Mogłam spać trzy dni z rzędu, a i tak byłam zmęczona. Badania nie wykazywały żadnych przyczyn zmęczenia, a lekarz twierdził, że jestem zmęczona angielską pogodą.

Byłam wiecznie wkurzona
Idąc do pracy miałam ochotę wrzucić się do rzeki. Oddech miałam przyśpieszony, bolał mnie brzuch i miałam ciężkie nogi. Po jakimś czasie, gdy wrzucałam się w wir obowiązków uczucie przechodziło. Nie to, że nie lubiłam swojej pracy. Nawet lubiłam. Ale pracowała długie godziny, weekendy i wieczory co rujnowało moje życie prywatne.

Wiecznie mnie coś bolało
A to miałam spuchnięte powieki, a to w brzuchu mnie pobolewało, a to zjadłam obiad i miałam wrażenie, że eksploduję, plecy to bolały mnie cały czas, oczy miałam wiecznie przekrwione i jakieś alergie na skórze. Nie lubiłam pracować późnych godzin i od godziny 18:00 jechałam już do końca zmiany na awaryjnych, przez co zaczynała mnie boleć głowa.

Zazdrościłam innym
Niby moja praca była fajna jednak coś mi nie grało. Byłam w obcym kraju i pracowałam w branży, która wymaga wielu poświeceń. Czułam ogromną zazdrość, gdy w okresie świąt inni zapraszali się na kolacje, albo wyjeżdżali na dłużej, a ja byłam uwiązana zmianami w kratkę.

Czułam, że stać mnie na więcej
Umówmy się, że praca w branży gastronomicznej nie należy do najłatwiejszych. Nawet jako manager klubu czy restauracji dalej pracujesz w gastronomii. Jeśli Twoim marzeniem nie jest otwarcie własnej restauracji, to jest to branża bez przyszłości. Oczywiście można pracować całe życie jako kelner i nosić pełne kieszenie napiwków jeśli taki rodzaj pracy spełnia czyjeś oczekiwania. Ja czułam, że to nie jest to i chciałam rozwijać się w innym kierunku.

Płakałam na filmach, gdzie przyjaciele mają się w zasięgu ręki
Życie samemu na wygnaniu to bardzo ciężkie życie. Jak zachorujesz to nie spodziewaj się herbatki koło łóżka. Ominą Cię urodziny, wesela, rocznice i inne ważne rodzinne wydarzenia – przecież nie dasz rady przylecieć na każde z nich. Prawdopodobnie większość przyjaciół nie przetrwa próby czasu i zdegraduje Cię do rangi „dalszego znajomego”. Bardzo tęskniłam za rodziną i przyjaciółmi i ryczałam nawet jak oglądałam „Przyjaciół”.

Gdy widziałam pieska serce pękało mi na pół
Od dzieciństwa byłam otoczona zwierzętami w domu rodzinnym. Mieszkając w Anglii pragnęłam najmocniej na świecie posiadać pieska. Mój durnowaty ex zawsze szukał durnowatych wymówek, by mnie odwieść od pomysłu posiadania szczeniaczka. Przez wiele lat nie odważyłam się tego zrobić, ze względu warunki mieszkaniowe (współlokatorzy), godziny pracy, koszty utrzymania zwierzaka i obawę, że nie będę mogła go ze sobą zabrać do Polski. Cierpiałam niemiłosiernie, gdy widziałam ludzi spacerujących ze swoimi pupilami. Łza kręciła mi się w oku i często śniłam, ze liże mnie jakiś piesek po nosie.

Źle sypiałam
Często budziłam się w nocy lub nie mogłam zasnąć. Z łóżka zwlekałam się na siłę. Co drugi dzień miałam dziwne sny, że albo mnie ktoś goni lub z czegoś spadam. Zrywałam się przestraszona i nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po chwili zaskakiwałam, że jestem w Anglii. Sama.

Włosy
Moje włosy i skóra wyglądały tragicznie. Włosy wypadały mi garściami mimo, iż zażywałam tabletki i używałam wzmacniających preparatów. A skóra. OMG. Jak się kiedyś odważę to pokażę Wam zdjęcia jak tragicznie wyglądała.

Nie czułam smaku jedzenia
Bardzo często jedzenie smakowało mi jak papier. Nie czułam praktycznie smaku. Tłumaczyłam to wtedy paleniem papierosów.

Na kilka miesięcy przed pierwszym atakiem miałam kilka sytuacji nagłych zwrotów głowy, mroczków przed oczami i takich dziwnych tąpnięć serca.

Widzicie ile sygnałów zignorowałam? Wtedy jeszcze nie umiałam słuchać mojego ciała i nie wiedziałam jakie jest mądre. A przecież ciało i umysł to jedność. Teraz już wiem i umiem reagować na tyle wcześnie, by nie dopuścić do tragedii.

Przez ostatni rok mam ogromną potrzebę posiadania swojego miejsca na ziemi. Swojego i tylko swojego. Takiego, z którego nikt mnie nie wyrzuci i będzie tylko moje. Będę tam mogła zostawić swoje rzeczy i mieć pewność, że będą leżały dokładnie w tym miejscu w którym je zostawiłam. Bez względu na wszystko. Męczy mnie życie na walizkach i w niestabilnych warunkach. Potrzeba stabilizacji jest taka silna, że mogłabym oglądać reklamę Ikei, gdzie dwójka ludzi ogląda swój salon katalogiem w ręku bez końca. Dostaję sygnały od swojego ciała i tym razem ich słucham. Co zrobić jak sytuacja nie pozwala na realizację planu w danej chwili? Cierpliwie, kroczek po kroczku zmierzać do celu.

Dodaj komentarz

 

49 komentarzy

12/09/15 12:16

Pani Sabino, wpadłam na Pani bloga przypadkiem i siedziałam całe przedpołudnie czytając każdy wpis. Ja nie wiem skąd Pani czerpie tyle energii by pracować, biegać i pisać i jeszcze robić coachingi. Zaraża Pani swoją energią i dziękuję za To. Oby wszyscy ludzie byli tacy pogodni jak Pani.

12/09/15 12:17

Wzruszona.

12/09/15 13:32

Ja wyczuwam migrenę na tydzień przed. A podobne zwierzęta mają zdolność wyczuwania chorych miejsc. Mojej koleżanki kot cały czas liże ją po szwach po operacji wyrostka.

12/09/15 13:36

Mój tata ma psa, który go liże non stop. To jakiś rodzaj hobby chyba 🙂

12/09/15 13:33

A ja mam 4 z wyżej wymienionych znaków. Mam się bać? 🙂

12/09/15 13:34

Zawsze jak tu wchodzę to odrazu mam więcej energii do działania! Dzięki!

12/09/15 13:35

A jak się nauczyć słuchać takich sygnałów? Jest na to jakiś sposób?

12/09/15 13:35

Jak się nauczyć słuchać takich sygnałów? Jest na to jakiś sposób?

12/09/15 13:38

Tak. Jeśli coś przytrafia Ci się raz – to ok. Dwa – też ok. Ale jak już częściej to trzeba problem zbadać dokładniej.

12/09/15 13:39

Ale czy to oznacza, że nie da się na stałe pokonać uczucia odrealnienia i lęku pomimo, że mam to aż od 3 lat?

12/09/15 17:24

Da się! Skąd wywnioskowałeś, że się nie da?

12/09/15 18:08

Jakoś dzisiaj mam doła i miałem chwilę zwątpienia. 🙁

12/09/15 18:09

Myślę o przejściu na dietę, którą Pani zaproponowała w jednym ze wcześniejszych wpisów, bo gorzka czekolada jest pomocna. 😉

12/09/15 18:13

Oh bardzo pomocna. A jaka smaczna! A biegasz?

12/09/15 18:12

A widziałeś już Do utraty Sił? Polecam! Nie ma się co smutać, na pewne rzeczy nie mamy wpływu, czas i tak przeminie.

12/09/15 18:30

Może kiedyś obejrzę. 😉 Owszem, biegam regularnie. Po 30 minutowej przebieżce poczułem się lepiej, ale teraz znowu jest trochę gorzej. Chyba muszę znowu podnieść sobie poziom serotoniny poprzez czekoladę. 😉 Czasami jestem pewien, że derealizacja, jak i sporadyczne lęki przeminą na zawsze, a czasem mam chwile zwątpienia, czy cokolwiek jest w stanie pomóc. Zauważyłem ponadto, że bardzo pomocne jest spędzenie dnia poza domem – wtedy jakoś przestaje się skupiać na problemach, ale nie zawsze uda się wyrwać z czterech ścian.

12/09/15 18:37

Dokładnie tak! Powinieneś przygotować sobie plan dnia od rana do wieczora na co najmniej pół roku. Im mniej czasu będziesz mieć na myślenie, tym szybiej poczujesz się lepiej. Ja dzięki temu zrobiłam wiele ciekawych kursów. Np.gotowania, literacki, salsy itd.. :)Co dziennie byłam zajęta od 6 ranot do 24. Padałam na łóżko wykończona i nim się obejrzałam pół roku minęło, a ja zapomniałam, że miałam lęki! Derealizacja przejdzie. To ją właśnie najtrudniej pokonać, bo nakręcasz się myślami, a wychodzi w postaci uczucia derealizacji. Ale powiem Ci jedno. To można pokonać, nic nie wraca, nic nie popsuło. Także ciachnij jeszcze z 10 km, zjedz banana i czekoladę…a następnie ułóż plan dnia na następne kila miesięcy 🙂

12/09/15 18:40

Tak zaraz zrobię! 🙂 Aha, i dziękuję za Pani porady, bo kiedyś nie byłem pewien, czy to nie jakaś schizofrenia. 🙂

12/09/15 18:44

Wiesz jest taka fajna książka “Czy jesteś psychopatą” i dowiesz się z niej, że żaden psychopata nie myśli, że jest psychopatą, a każdy schizofernik uważa, że jest normalny i przez myśl mu nie przechodzi, że coś z nim jest nie tak. Także jeśli martwisz się o to czy nie jesteś szalony, to tylko objaw tego, że jesteś zupełnie zdrowy. Ja również się o to martwiłam i każdy kto cierpiał na ataki paniki również. Ostatnio na cochingu właśnie ten temat omawiałam i okazało się, że na grupę 25 osób, każdy się tego obawiał 🙂

12/09/15 20:51

Jeszcze raz dziękuję ślicznie za porady. Teraz trzeba będzie nad sobą ostro popracować! Czyli koniec z McDonaldem. 😀

12/09/15 18:53

Walczę ze 2 lata z tym gównem. Wpadłam tu przez całkowity przypadek, Sabinko podniosłaś mnie na duchu jak nie wiesz co! Ataki paniki mam tak silne chwilami, ale nie poddaje się, daje im przepłynąć, pozwalam sobie na płacz, derealizacja, w bani kręconko, kołatania serca, problemy z oddychaniem, cuda objawowe, a ja co? A ja bez leków walczę, czasami tracę nadzieję, dzisiaj mi ją podniosłaś…

12/09/15 20:56

Wiem co czujesz. Ale można to pokonać! Nie bój się lęku i ataków. Jak nadchodzą to skacz pajace i wymachuj rękami. W momencie jak pokażesz im, że się nie boisz, same sobie pójdą. Jakby co to zapraszam też na coaching https://niepanikuj.pl/shop/ Dzielna jesteś i trzymaj tak dalej!

12/09/15 21:32

Dziękuję Ci za dobre słowa, zamierzam właśnie skorzystać z Twojego coachingu, dobrej nocki 🙂

12/09/15 21:34

Serdecznie zapraszam! 🙂 Dobrej, spokojnej nocki.

13/09/15 18:17

Fajnie i bardzo rzeczowo Sabinko to wszystko opisałaś:)Pytanie tylko jak to wszystko zmienić?Jak dokonać trwałych zmian?Mi czasami wydaje sie że juz będzie ok a za kilka dni dopada mnie lęk zmęczenie i wszystkie te głupie stany.Pozdrawiam:)

13/09/15 20:52

To są właśnie te chwile, które możesz wykorzystać do ćwiczeń 🙂 Wiesz kiedy buduje się wytrzymałość biegacza? Jak już nie może, a biegnie dalej. I tak oto kolejnym razem jest w stanie przebiec o kilka km więcej. Ciesz się kiedy te chwile nadchodzą i wykorzystaj je umiejętnie. Każdy ma gorszy dzień, z atakami czy bez. Trzeba być dla siebie wtedy miłym, zjeść dużą miskę lodów, a trudne decyzje odłożyć na kiedy indziej. A ja, to im mam gorszy dzień tym więcej kilometrów biegam 🙂 Taki mi się nawyk już wyrobił: smutki – biegam, stres- biegam, relaks – biegam, zwątpienie – biegam, chłopak mnie wkurza – biegam.

13/09/15 18:23

A i może jakieś rady jak uchronić sie przed przeziębieniami.Bo wierzę w to że masz swoje sprawdzone sposoby by wzmocnić odporność:)Mam pytanko jakie jest Twoje zdanie na temat picia czystka?:) Dziękuję:)

13/09/15 20:44

Chyba muszę zrobić wpis o sokach wyciskanych. Zawsze na jesień i na wiosne pijam je litrami i dzięki temu mało choruję. Pamiętam jak miałam ataki paniki – masakra! Byłam chora 4 razy w miesiącu. Pomaga też bieganie, bo hartuje ogranizm i zdrowe odżywianie. Jeśli chodzi o czystek, to u mnie w domu zioła królują. Pije mięte, lipe, pokrzywe, melise, rumianek, czystek – mam mnóstwo mieszanek ziołowych, a ostatnio przywiozłam sobie z Armenii taką fajną herbatkę tymiankową. Najlepszym przykładem na moc ziół jest moja mama, która ma migrenę podstawną i odkąd zażywa złocień maruny nie musi jedzdzić na kroplówki do szpitala. Mieszanki ziołowe pomogły mi wyleczyć skórę i wzmonić włosy. Także pić ile wlezie 🙂

21/11/15 13:24

A podpowiesz czego używałas na wzmocnienie włosów i skory ? Walczę prawie 2 lata z lecącymi włosami a od pół roku doszły problemy skórne. dzieki piękne za tego bloga… Dajesz nadzieje…

22/11/15 09:43

Cześć Olga.Kupowałam mieszankę ziołową na włosy w sklepie zielarskim. Piłam ją z 6 razy dziennie. Dodatkowo brałam tabletki na włosy Mertz Special i jakieś tam inne z apteki. Starałam się zmieniać cały czas. I jeszcze zażywałam Calcium Pantothenicum. Do tego olejowałam włosy i skórę olejkami na zmianę (awokado, araganowy). Na noc myłam włosy, podsuszałam i nakładałam i na skórę i na włosy z 5 minutowym masażem. Rano zmywałam. Włosy myłam szamponen z dziegciecia brzozowego. Dopiero półtorej roku włosy się wzmocniły. Musisz byś wytrwała. Nie wiem jak bardzo Twoje włosy ucierpiały, ale mój kucyk miał około 1cm objętości, a na skroniach miałam łysinkę 🙂 Może akurat kondycja Twoich włosów jest lepsza więc szybciej się zregenerują.

13/09/15 19:24

Wracać tam gdzie serce podpowiada bez względu na wszystko, , , nigdy nie ma tak żeby ,.. jakoś nie było, !

13/09/15 20:29

<3

14/09/15 11:53

Dziękuję Sabinko za tak dokładną odpowiedz:) A mogłabyś podać nazwę firmy tego złocienia maruna bo wiem że są rózne firmy ale nie wszystkie są ok:)Właśnie się tak zastanawiałam jak udało Ci się wyleczyć cerę i poprawić stan włosów i zdradziłaś Nam sekret że to też zasługa ziół:)Więc czekamy na kolejną garść cennych informacji o sokach i o tych mieszankach ziołowych:)Pisałam już żę mnie zaskakujesz i jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej osoby:)Pozdrawiam i miłego dnia:)

14/09/15 17:43
14/09/15 13:24

najgorzej jest, kiedy te sygnały tłumimy , a później wielkie zdziwienie, że skąd mi się taka poważna dolegliwość rozwinęła, tak niepostrzeżenie.

15/09/15 12:12

Nie wiem czy są to migreny Sabinko czy po prostu napięciowe bóle głowy.Jest dokładnie tak jak opisałaś to u siebie.Z tego co pamiętam to kiedyś brałam jakiś złocień maruna.Wzięłam jedno opakowanie ale nie zauważyłam poprawy może za słabe były;/Ogólnie to nie funkcjonuję jak kiedyś;/Ciągle brakuje jakby sił nie ten humor co dawniej i ogólnie jakby nie ja.Pozdrawiam:)

16/09/15 13:11

Sabinko czy po piciu czystka zaobserwowałaś u siebie jakieś zmiany?Bo ja od kilku dni piję i mnie trochę wysypało na twarzy i jakbym zaczęła mocniej sie pocić;/I już sama nie wiem co o tym myśleć.Pozdrawiam:)

16/09/15 19:33

Tak 🙂 Miałam to samo. Ale po kilku tygodniach przeszło i cera wróciła do normy. Pozdrawiam, S

17/09/15 11:46

Ufff no to mnie uspokoiłaś:)Dzięki:)

25/09/15 04:07

Szanowna Pani
Bardzo ciekawie Pani opowiada o swoim stanie psychicznym (panika)
Pozwoli Pani,ze porady ktore Pani opisuje wezme sobie do serca,i postaram sie przyjac za wzor walke ktora Pani stoczyla z soba I przeciwnosciami losu,ktory nie latwo pokonac samemu,jestem
natchniony Pani determinacja i sila woli z walka jaka Pani podjela,wielki szacunek z mojej strony i podziw,ja znalazlem sie
w adekwatnej sytuacj mnie tez dopadla ta (zaraza) i bede walczyl
do konca,jestem pewny ,ze majac taka GURU wygram, mimo ze skonczylem 70 lat jestem optymista,ktory jak Pani mial podobne
przejscia ,przerabialem ten temat od O dwa razy (BRD 10 lat,a teraz
Canada 20 lat)w koncu peklem,ale zrobie raz jeszcze zryw i tak jak
Pani pokonam ten koszmar,Dziekuje Pani z publikacje zwiazane z tym tematem,jestem pelen szacunku i podziwu
Jacek Czastkiewicz

25/09/15 06:45

Panie Jacku, bardzo dziękuję. Przecież właśnie od inspiracji wszystko się zaczyna. Prosze pamiętać, że im niżej upadamy tym wyżej się wznosimy! Jeśli potrzebuje Pan dodatkowej motywacji zapraszam na coachingi ze mną https://niepanikuj.pl/shop/. Planuję też w najbliższej przyszłości webinarium (takie spotkanie internetowe dla grupy) – będzie ogłoszenie na blogu- proszę wypatrywać na które również serdecznie zapraszam.

04/02/16 21:33

Walczę z nerwicą dopiero od dwóch miesięcy, dzisiaj zajrzałam tu po raz pierwszy tak czytam i czytam te posty i dochodzę do wniosku, że jednak jest to uleczalne 😛 Żałuję tylko, że ignorowałam te sygnały, a pojawiały się już przez kilka miesięcy przed pierwszym atakiem. Dziękuję za motywację do działania :* Mam nadzieję, że uda mi się to pokonać tak jak Pani się udało 🙂 Dzięki!

05/02/16 07:48

No pewnie, że jest uleczalne! Życzę dużo wytrwałości, a w trydnych chwilach wpadaj do nas na bloda 🙂

12/12/16 17:48

Nie wiem czy ja miałam jakieś sygnały przed pierwszym atakiem paniki, może miałam może nie, może zapomniałam. Pamiętam jeden jakby objaw serce mi jakiś czas przed atakiem paniki tak bardzo mocno biło, nie szybko, ale mocno, że aż cała jakby podskakiwałam w rytm. Oprócz tego rok przed atakiem paniki buczało mi w jednym uchu i buczy nadal już ponad 3 lata…….. prawie zawsze jak leżę, czasami nawet w dzień.

12/12/16 17:59

A jakieś sygnały psychiczne? W sensie bóle głowy lub uczucie wyczerpania?

13/12/16 14:58

Nie, głowa boli mnie bardzo rzadko. Wyczerpana też się nie czuję. Czasem może ciężko mi się ruszyć z miejsca, ale też może to być od niedoczynności tarczycy. A dlaczego o to pytasz? 😉

15/12/16 20:05

Jeszcze raz się spytam: dlaczego pytasz? 😉 Bo mnie to ciekawi 😉 czy przed każdym pierwszym atakiem paniki musi boleć głowa i jest się od jakiegoś czasu wyczerpanym? Czy różnie to bywa? Przed atakami paniki też bóli głowy nie miałam. Może mnie czasem leciutko głowa przez chwilę pobolała, ale to baaardzo rzadko. Czy byłam wyczerpana?… raczej nie. Wtedy tylko studiowałam. W prawdzie dojeżdżałam do szkoły pociągiem o 5 musiałam rano wstawać i wracałam często późno, ale tak samo miały też moje niektóre koleżanki 😉 ale to raczej nie było aż tak ciężkie, aby być wyczerpanym. Nie miałam łatwych studiów, ale to były tylko studia. Nie miałam studiów razem z gromadką dzieci, mężem i pracą na głowie hehe. Ja już przed pierwszym atakiem paniki i nawet w ten dzień przed atakiem paniki miałam czarne myśli i negatywne myśli i tego samego dnia miałam pierwszy atak paniki. To może być chyba ze sobą powiązane. Może tak być?

15/12/16 21:59

To były pytania, które musisz sobie zadać. Zawsze są jakieś sygnały tylko po prostu czasem można ich nie widzieć.

15/12/16 22:33

No i ja mam właśnie chyba problem, żeby znaleźć te sygnały i nie wiem też co chce mi powiedzieć mój lęk. Jestem dla siebie zagadką…