Wiele osób zmagających się z nerwicą lękową automatycznie zakłada, że palpitacje serca, które odczuwają, związane są z chorobami serca. Jest to tylko jeden z przykładów wyolbrzymiania objawów nerwicy. Tendencja do wyolbrzymiania objawów znacznie utrudnia normalne funkcjonowanie w codziennym życiu i warto wiedzieć jak sobie z tym poradzić.

 

Wyolbrzymianie objawów nerwicy to taka “typowa” przypadłość panikowicza. Ja również to robiłam przez co żyłam w przeświadczeniu, że: dostanę zawału, zemdleję, uduszę się, oszaleję lub mam stan przedzawałowy. Teraz nie mogę uwierzyć, że byłam skłonna rozdmuchać ból głowy tak bardzo, że wyczuwałam guza mózgu palcami 🙂 … ale wtedy nie było mi do śmiechu.

 

Wyolbrzymianie objawów nerwicy oznacza skłonność do przewidywania, że wystąpienie danego zdarzenia jest bardziej prawdopodobne niż w rzeczywistości. Najlepszym przykładem takiego wyolbrzymiania są palpitacje serca, kołatania, ucisk w klatce piersiowej, bóle i zawroty głowy czy trudności w oddychaniu. Praktycznie każdy panikowicz kojarzy te objawy z zawałem lub jakąś inną straszną chorobą mimo, iż żaden atak wcześniej nie zakończył się zawałem, wyniki badań na to nie wskazują i nie należy do grupy ryzyka (podeszły wiek, wysokie ciśnienie lub cholesterol).

 

Co prawda powyższe objawy mogą być zwiastunem zawału np. w przypadku osób należących do grupy ryzyka, ale jest bardziej prawdopodobne, że przyczyną jest koncentrowanie nadmiernej uwagi na swoim organizmie w tym oddychaniu, nagromadzenie silnych emocji (pozytywnych i negatywnych), kofeina, nikotyna, burza hormonów, zmęczenie lub przeziębienie.

 

Przykłady wyolbrzymiania objawów nerwicy w moim przypadku:

  1. Zemdleję od zawrotów głowy
  2. Częste palpitacje serca popsują mi serce i na serio dostanę zawału
  3. Nerwica lękowa prowadzi do choroby psychicznej
  4. Jak będę dużo się ruszać to dodatkowo obciążę serce, które i tak już dużo pika
  5. Ciągle mnie coś boli – na pewno mam jakąś chorobę, której jeszcze nikt nie odkrył
  6. Jestem bardzo zmęczona, popadnę w jakąś anemię.

 

Niektóre z powyższych przykładów są bardziej prawdziwe niż pozostałe. Można co prawda zemdleć od zawrotów głowy w przypadku chorobliwej awersji na widok pobierania krwi. Jest to jednak baaaaardzo mało prawdopodobny scenariusz u osób cierpiących na zaburzenia lękowe (no chyba, że cierpią na awersję na widok krwi lol). Nie można oszaleć od nerwicy lękowej – nie odnotowano ani jednego takiego przypadku!!!

 

Zapamiętaj!

Osoby zmagające się z nerwicą lękową zawsze wyolbrzymiają objawy nerwicy oraz jej negatywne skutki. Zawsze zakładają gorszy scenariusz niż ten rzeczywisty. Właściwie to najgorszy i pomnożony przez milion do potęgi entej.

Poniższe ćwiczenie pozwoli Ci nabrać wprawy w rozpoznawaniu wyolbrzymiania objawów nerwicy przez co będzie Ci łatwiej sobie z nimi poradzić.

 

ĆWICZENIE

 

<<<< Dalsza część tekstu dostępna jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

 

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

 

 

Dodaj komentarz

 

35 komentarzy

19/10/18 11:28

Ja już nie wyolbrzymiam, a nawet zmniejszam jeśli ktoś się o coś pyta. Objawy są i mimo, że je olewam nie znikają :/

19/10/18 13:50

Ania, gdybyś je olewała to by zniknęły. Może warto przemyśleć co można zrobić lepiej?

19/10/18 18:14

Przeczytałam komentarz i pomyślałam “gdybyś je olewala to by zniknęły” po czym patrze Sabina napisala to samo :p czyli cos w tym jest 🙂 trzeba olać, ale tak prawdziwie, trzeba to wycwiczyc i w to wierzyc na 100 procent bo jeżeli będzie nawet cień podejrzeń będą wracać, wiem po sobie 🙂 jest juz ok, ale czasami jeszcze ciało zadrży i wiem, że jeszcze co nieco musze sobie w głowie poukładać, przepracować, gdzies tam w środku, dotrzec o zakamarkow podświadomości… przemysl to… musisz być szczera, sama przed sobą.

19/10/18 14:14

Ja juz chyba wszystko przypisuje nerwicy niby sobie tłumacze ze to mój wymysł ale jest ciężko. we wszystkim widzę czarny scenariusz po takich gorszych dniach czuje się ogromnie zmęczona od tego stresu i latającej szczęki

19/10/18 17:56

Ja też po napadzie jest potem nawet dobę zmęczona, bolą mięśnie itp

19/10/18 19:28

Ja zmęczenie ostatnio mam non stop bo było sporo stresu.

19/10/18 17:55

No, nie jest tak różowo…
Po pierwsze, to mnie w trakcie napadów paniki realnie podnosi się ciśnienie, tak do 140 paru, ale nie tylko to czuję, widać to również na ciśnieniomierzu. Do tego pojawia się uczucie sztywności w połowie ciała (ale poruszam się normalnie). Boję się udaru, na tym polega mój problem… Za pierwszym razem trafiłam do szpitala, wyszłam po kilku godzinach, nie wiedzieli o co chodzi, ale udar wykluczono. Ostatnio doszłam do wniosku, że przejdę się do neurologa, poproszę o skierowanie na badanie głowy. Skoro takich stanów było już ileś, to chcę sprawdzić, czy rzeczywiście żaden z nich nie był jakimś mikroudarem. Jeśli nie, to przestanę się tak bać. Jeśli tak, to trzeba bedzie wdrożyć jakieś leczenie.
Bałam się właśnie wyjazdu. Służbowego. Bo na jeden już kiedyś nie dotarłam… Tym razem dałam radę na niego pojechać, funkcjonowałam normalnie, wywiązałam się z zadań, ale czułam się różnie, nieraz serce waliło i mięśnie sztywniały. Niby sukces a nie do końca tak to odbieram

19/10/18 19:34

MAGDA ja ostatnio zaliczyłam sporo sukcesów. Poszerzyłam strefę bezpieczeństwa i poszerzyłam kontakty z ludzmi. I we wszystkich tych sytuacjach było ok ale wiem, że nadal nie jest normalnie. Ostatnio nawet umówiłam się prywatnie do fryzjera faceta. Mieszkanie na 6 piętrze. I tym sposobem przełamałam to, że jest to facet. Przystojny facet. To, że było to prywatnie w mieszkaniu, a tam najbardziej szaleje nerwica i 6 piętro, a ja jeszcze przed nerwicą to winda na nie :).

19/10/18 21:46

MONIX JAK OSIĄGNĘŁAS to co teraz masz co najbardziej Tobie pomogło, pozdrawiam ☺

24/10/18 15:20

Wychodzenie z nerwicy to kazdego indywidualna sorawa, kazdy musi zbalezc drogę dopasowaną do siebie 🙂 a jak to bylo u mnie… początek był straszny, piekło, zaczelam od tego, ze sięgnęłam informacji co to jest nerwica, skad sie bierze i na czym polega, to bardzojest wazne. Czytałam i myślałam “Boze czy kiedys to mi przejdzie”? Na początku kiedy objawy sięgały apogeum, a bol psychiczny trwal 24h na dobe nutke nadzei zaszczepil we mnie fakt, ze kilka sekund po przebudzeniu zanim serducho znów kolejnego dnia siegalo 150uderzen na minute a atak paniki byl jeden po drugim bylo kilka sekund normalności i te kilka sekund normalności dalo mi nadzieje ze da sue z tego wyjsc, wszystko zalezy ode mnie. Zaczelam walczyc, pracowac. Balam sie wszystkiego, balam sie zycia, balam sie swoich mysli, nie wymienie czego sie balam bo bylo tego tak duzo, ze polowy nie pamiętam i nie ma sensu bo wszystko czego sie boisz polega na TYM SAMYM SCHEMACIE. Zaczelam od akceptacji zaburzenia, akceptacji objawów np “o serce bijesz znowu mocniej, bij sobie bo po to jestes” “o natretne mysli znowu jestescir, badzcie sobie jak dlugo chcecie nie wyganiam was i nie zatrzymuje” cwiczylam olewanie 🙂 im wiecej przyzwalasz na objawy tym rzadziej przychodza. Poza tym konfrontacja z lękiem, boje sie isc do sklepu, ale ide itd. Codzienna joga, medytacja, i ta metoda uwalniania jest serio spoko, ale SYSTEMATYCZNIE. Zero kawy, alko. Codzienna zmiana nawykow myślowych nawet na siłę “jest mi duszno zaraz zemdleje” na “jest mi duszno to tylko zwezone miesnie w przeluku bo moj organizm wytwarza za duzo adrenaliny a stres to skurcz wiec sie nie udusze” codziennie sobie tlumaczysz ze TO TYLKO NERWICA od ktorej sie nie umiera i nie szaleje az twoj mózg sie tego nauczy. Nerwica to troche nawyk stresowania a z nawyku mozna wyjsc ciezka wlasna praca. I nie bylo łatwo, zanim sie przekonałam i po kolei zwalczalam kolejne lęki troche to trwalo, to nie jest tak ze dzis ci ktos powie nie boj sie a jutro bedzie ok, musisz to przepracowac 🙂 UWIERZYC 😘

26/10/18 07:12

Ja się boję tego że to niby tylko nerwica i sobie tłumaczę że nic mi nie będzie ale jednak chodzi mi po głowie że przez tyle lat stresu w końcu mogę dostać zawału bo serce nie wytrzyma ciągłego stresowania się. Jak się nie bać .

22/10/18 11:28

Hej 🙂 Mam ostanio coś takiego : czuję jak by mocniej biło mi serce. Leżę w łóżku i słyszę je.. np. jak leżę na boku lub na brzuchu. Gdy lęże na plecach i zacznę myśleć,że w rytm serca wpada mi ciało.. to zaczyna mi się tak dziać.. ja siedze w pracy spokojnie to to czuje.. jak by mocniej mi biło i mną kołysło .. co to moze być ? gdy nie zwracam uwagi to nie czuje tego wogole.. Nie miałam wczesniej takich objawów.. ;/ nie chce czytać w internecie co to może być bo powkręcam sobie choroby i znów popadnę w histerię.. Długo sie tym nie przejmowałam bo juz z chwilkę to trwa ale zaczynam sie martwić czy to normalne… Miałyście coś takiego ?

24/10/18 10:33

Pola – tak, miałem coś takiego i już nie mam. Dam Ci najlepszą radę jaką mogę – nie zajmuj się objawem. Objaw to temat zastępczy, który ma przykryć emocje, których do siebie nie dopuszczasz, które tłumisz. Objaw to znak, że w jakimś aspekcie życia czujesz bezradność, nie jesteś z siebie zadowolona, wręcz się nie lubisz, nienawidzisz. My, nerwicowcy, uciekamy w nerwicę, objawy właśnie wtedy, kiedy nie radzimy sobie z życiem, z własnymi emocjami, żyjemy zgodnie z cudzymi, a nie własnymi oczekiwaniami, nie zaspokajamy własnych potrzeb i pragnień. Nerwica jest tematem zastępczym, skupiamy się na walce z nią, a nie na rzeczach naprawdę istotnych. Ja z objawami w pewnym momencie przestałem walczyć, skupiłem się na próbie zmiany swojego życia, swojego podejścia do życia. Uporządkowałem relację z najbliższymi, wyrzuciłem z siebie gniew na rodziców, który nosiłem w sobie bardzo długo (można to zrobić w formie dialogu wewnętrznego, nie potrzeba do tego konfrontacji), pozwoliłem sobie na żałobę po bardzo bliskim mi dziadku, której wcześniej nie przepracowałem, wyćwiczyłem się w mówieniu “nie” zdając sobie uprzednio sprawę, że mam prawo żyć po swojemu. Znalazłem czas dla siebie, na swoje pasje, którym pozwoliłem się rozwinąć. Nauczyłem się odpoczywać. Przestałem wymagać od siebie perfekcji, zaakceptowałem swoje słabości. Podjąłem próbę zrozumienia motywacji ludzi, którzy byli mi w przeszłości nieprzychylni i spojrzeć na to przez pryzmat ich lęków, ograniczeń, kompleksów. Objawy z dnia na dzień same zniknęły. Wyleczyłem (mogę już to napisać) nerwicę w ogóle jej nie lecząc. Albo właśnie znajdując na nią najlepsze lekarstwo.

25/10/18 10:02

PIOTR i właśnie tego i ja muszę się nauczyć. Właśnie teraz przerabiam lekcję mówienia nie. Nie przychodzi mi to łatwo ale wiem, że muszę. Uczę się mówić to co myślę choć nie jest to łatwe gdy muszę powiedzieć coś nie miłego o danej osobie. Uczę się odpoczywać i odpuszczać. Perfekcja to coś z czego my nerwicowcy powinniśmy zrezygnować mnie właśnie ta perfekcja kiedyś zgubiła. Ostatnio dostałam po dupie jeśli chodzi o stres i relacje z ludźmi ale wierzę, że się podniosę i wyciągnę z tego wnioski. Muszę się nauczyć, że świat nie jest kolorowy i, że ludzie nie zawsze są tacy jak byśmy chcieli. Muszę nauczyć się tego, że ludzie potrafią być chamscy nawet wtedy gdy Ty im ofiarujesz dużo dobroci.

26/10/18 08:32

Nie będę udawał mądrzejszego niż jestem – nie wiem czy poradziłbym sobie z tym wszystkim sam, gdyby nie moja psychoterapeutka. Konsekwentnie zbywała moje żale na temat objawów (od nich zaczynałem każdą sesję) zajmując się moimi nierozwiązanymi konfliktami wewnętrznymi, od których uciekałem właśnie w objawy. Wiem, że był to temat typowo zastępczy. “Uciekałem” w objawy przeszło przez rok, był to temat nr 1 w moim życiu, niczym innym się nie zajmowałem. “Miałem” w tym czasie każdą możliwą chorobę, nawet takie, których zwyczajnie nie można mieć przy moim wcześniejszym stosunkowo zdrowym stylu życia 🙂 KAŻDY jeden objaw z czasem minął, KAŻDY. Powiem więcej – od wielu lat miałem problemy z żołądkiem, a od paru miesięcy nie mam ich kompletnie. Terapia oczyściła mnie z żalu, gniewu, poczucia winy (chociaż w tym zakresie wiem, że jest jeszcze trochę do zrobienia – chodzi o różne kwestie z przeszłości, gdy również nie byłem miły dla różnych osób). Moja terapeutka jest zdania, że każda obsesja ma za zadanie przykryć gniew lub żal, a czym jest zajmowanie się swoimi objawami 24h na dobę jak nie obsesją?
ANIA – inni ludzie są tak samo pogubieni jak Ty, niektórzy jednak sobie z tym pogubieniem radzą poprzez wulgarny język, chamstwo czy agresję. Ty nie masz tego po prostu w naturze (i dobrze). Postaraj się przyjrzeć im się bliżej, zrozumieć. Podam Ci prosty przykład z mojego życia – moja koleżanka z pracy była wobec mnie bardzo niemiła. Zarzucała mi rzeczy, których nie robiłem, wiecznie miała o coś pretensje. Zastanawiałem się dlaczego uczepiła się właśnie mnie – zawsze byłem dla niej miły i pomocny. Zadałem sobie pytanie co ona NAPRAWDĘ próbuje mi przekazać. Zdałem sobie sprawę, że była (jest) cholernie zazdrosna o moją pozycję zawodową, o moją wiedzę, o to, że ludzie mnie cenią, a jej nie. Zwyczajne, ludzkie uczucie. Zrobiło mi się jej szkoda, stała się w moich oczach słaba, niedowartościowana, zagubiona. Przeszedł mi gniew na nią, co nie zmienia faktu, że nie stosowałem się do jej życzeń i zażaleń, bo nie widziałem w sobie żadnej winy. Grzecznie odpowiadałem, że “mam inne zdanie”, “przykro mi, ale nie zgadzam się”, a jak było gorzej mówiłem, że “nie jesteś moim szefem, żeby oceniać moją pracę – Twoja ocena mnie zresztą nie interesuje, bo od niej nic nie zależy”. Nie miała jak z tym dyskutować. Obecnie wszystko się skończyło, jest dla mnie bardzo miła. Ludzie nie będą tacy jak byśmy chcieli, wszystko to kwestia naszego wyboru jak będziemy na nich reagować. Trzeba się nauczyć stawiać im granice.
LINA – ale o jakim poczuciu winy mówimy? Przepraszać za to, że mam ochotę poleżeć, a nie robić to czego dana osoba ode mnie oczekuje? Są sytuacje, kiedy musimy zaakceptować pewne ograniczenia, np. dziecko samo się nie nakarmi czy nie ubierze, ale w dużej mierze tak naprawdę zawsze mamy wybór. Nie miałem poczucia winy, kiedy odmawiałem koledze podwiezienia go na lotnisko o 20 w niedzielę, bo doskonale wiedziałem, że może zamówić sobie taksówkę, a nie się mną wyręczać i organizować mi wieczór (kiedyś robiłem takie rzeczy zabiegając o akceptację całego świata). Nie miałem poczucia winy, kiedy wolałem poczytać książkę niż iść z innym kolegą na kręgle. Powiem więcej – byłem z siebie dumny, że wreszcie zaczynam mówić “nie” i słuchać siebie. Trzeba nauczyć się szacunku do samego siebie, wtedy poczucie winy znika.
PIŁA – objawów nie tłumaczę, to tylko skutek podniesionej adrenaliny i nic więcej. Zadaj sobie inne pytanie – dlaczego wizyta koordynatora tak Cię stresowała? Bo miał oceniać Twoją pracę? Generalna zasada – niezależnie od tego jaka myśl na Twój temat pojawia się w głowie innej osoby zawsze pozostajesz tą samą osobą, to nic nie zmienia. Zdaj sobie sprawę z faktu, że takich myśli na Twój temat pojawia się w głowach mijanych na ulicy ludzi milion dziennie, a Ty dalej jesteś tą samą dziewczyną. Spróbuj się od tego oddzielić. I zapamiętaj, że nie jesteś swoją pracą – ktoś oceniając źle Twoją pracę nie ocenia Ciebie jako człowieka, on ocenia jedynie Twoją pracę. Nic więcej.
MONIX – dobrze piszesz. Wiem, że ważne jest przyjrzenie się konfliktom wewnętrznym (ja np. nie byłem w stanie przeciwstawić się mojej mamie, która całe życie mnie krytykowała i nie usłyszałem od niej nigdy miłego słowa na swój temat – gniew na nią chowałem głęboko w sercu, a w zasadzie w żołądku 🙂 ), dostosowanie tempa życia do własnych możliwości (nie każdy jest takim cyborgiem jak Sabina 😉 ), znalezienie harmonii, równowagi. Wyrażanie swoich emocji na bieżąco i przyglądanie się im – dlaczego jakaś rzecz mnie wkurza, a inni mają ją gdzieś? Słuchanie własnych myśli i zastanawianie się dlaczego się pojawiają w naszej głowie. Przyjrzenie się własnym kompleksom i skonfrontowanie się z nimi. Zaakceptowanie swoich słabości – każdy je ma. To wszystko nie jest proste, ale gdy się spojrzy wstecz napawa nas duma z samego siebie i wzruszenie, że nam się udało. Życie staje się dużo lżejsze. Nerwica to naprawdę błogosławieństwo 🙂
Pośrednio pomaga sport, ćwiczenia pozwalające zrzucenie z siebie nadmiaru adrenaliny (wyciszają objawy), ale wiem, że bez radykalnych zmian w życiu możemy biegać i biegać, a w środku się dalej dusić.

28/10/18 12:26

PIOTR Dziękuję i Proszę pisz więcej :). Masz rację wszyscy są pogubieni i wczoraj miałam okazję przekonać się jak bardzo. Co do mojej wrednej bratowej to jeszcze nie zrobiłam nic i w sumie odechciało mi sie w tej kwestii cokolwiek robić. Nie mój poziom. Myślę, że zakończy to się tak, że nasze relacje będę tylko część choć i na to nie zasługuje. A dla mnie to była lekcja i kolejny przykład na to, że bardziej ufam.obcnym niż rodzinie. Wolę wygadać się komuś obcemu niż komuś z rodziny, ale wiem, że tak ma wiele osób. Trudno ogarnąć mi moje życie i narazie nie mogę napisać, że nerwica to błogosławieństwo ale może kiedyś tak napiszę :). Oby 🙂

30/10/18 12:02

Piotr, dziękuję za odpowiedź. Ja na jednej z terapii usłyszałam, że zostałam wychowana w poczuciu winy…I rzeczywiście większą część życia byłam grzeczna i przepraszalam wszystkich za wszystko, schodząc im z drogi. Wraz ze zmianą postawy zaczęły się konfrontacje, które z jednej strony przynosiły satysfakcję, a z drugiej wiele nieprzyjemnych odczuć (tak jak piszesz wynika to pewnie z braku umiejętności przeżywania emocji). Zadajac pytanie o radzenie sobie z poczuciem winy chodziło mi bardziej o to, czy wystarczyło, że sam tlumaczyłeś sobie pewne rzeczy, czy też analizowales to na terapii, a może wystarczyła rozmowa z kimś bardziej obiektywnym, a może jeszcze coś innego? Ja zazwyczaj radząc się kogoś bliskiego słyszę “nie przejmuj się”, i owszem tłumaczę sobie, że mam prawo do własnego zdania, wyborów itp., i wiem że wyuczonych przez lata reakcji niełatwo sie oduczyć, ale mimo wszystko nie radze sobie z tym jeszcze tak jak bym chciała, tzn. często towarzyszy mi poczucie, że mogłam coś zrobić lepiej, czy inaczej.

31/10/18 11:55

LINA – nasi rodzice mieli dobre zamiary, ale używali niewłaściwych metod – ich reakcją na nasze “negatywne” emocje było albo zaprzeczenie (“to nie jest powód do płaczu”) albo brutalne tłumienie (“przestań ryczeć”). Po prostu – jak wszyscy zresztą – chcieli mieć radosne, grzeczne dzieci, które nie będą im sprawiać kłopotów. Smutek, złość czy wściekłość dziecka była dla nich nie do ogarnięcia. To nie Twoja wina, że nie posiadasz umiejętności przeżywania wszystkich emocji, a część z nich (tak samo potrzebna jak każde inne uczucie) była uznawana za złe czy niepożądane. To nie Twoja wina, że ktoś nie pozwalał Ci reagować tak jak każdy normalny człowiek – czasem być wesołym a czasem smutnym lub złym. To bzdura, że należy być ciągle szczęśliwym – doświadczamy w życiu różnych sytuacji, niektóre są radosne, a niektóre (np. odejście bliskich) nie i wachlarz emocji, które posiadamy pozwala nam na przyjęcie właściwej postawy w obliczu takich zdarzeń. Większość z nas ze strachu (nieuświadomionego) przed utratą miłości rodziców “zrezygnowała” z części uczuć i nie nauczyła się ich przeżywania. Ale czy obecnie z tego powodu możemy mieć poczucie winy? Moim zdaniem nie. Masz prawo reagować na każdą sytuację tak jak podpowiada Ci to Twoje serce. Mi bardzo pomagało pisanie – rozpisywałem sobie każdą moją myśl i krok po kroku obalałem swoje błędne przekonania na własny temat. Mam takich zapisanych kartek całe stosy. Poza terapeutką nie konsultowałem swoich problemów z nikim innym – wiedziałem, że poza zdawkowym “weź się w garść” znajomi czy bliscy nie są w stanie mi pomóc. Wyuczenie się nowych schematów postępowania wymaga czasu, przygotuj się na to, że będziesz popełniać błędy. Konfrontacje są nieuniknione, kiedy przestaje się być “dawcą” – otoczenie musi się nauczyć tego, że nie dajesz już sobie wchodzić na głowę. Popatrz jednak na to z drugiej strony – w Twoim życiu zostaną tylko te osoby, które lubią Cię taką jaką jesteś, a nie te, które tylko wykorzystywały Cię do swoich celów. No i nie bądź wobec siebie taka surowa, zapamiętaj – poza rodzicem krytykującym jest także rodzic wspierający 😉 A już przyszedł najwyższy czas, żebyś stała się swoim własnym rodzicem, takim jakiego potrzebujesz – kochającym Cię i pragnącym Twojego rozwoju.

05/11/18 11:18

Piotr, trafiłeś w sedno, z trudem uczę się tego, że mogę popełniać błędy, bo od dziecka jest we mnie ten krytykujący rodzic, teraz wiem jak to nazwać i mogę to przepracować-dziękuję. Wszystkiego dobrego:)

25/10/18 13:25

Piotr-budujący komentarz, próbuje sobie wyobrazić ile pracy w to włożyłeś…gratulacje! Mam pytanie, przy pracy nad asertywnością jak radziłeś sobie z poczuciem winy?

25/10/18 15:38

Dziękuje za dobre rady 😊 Jednym słowem olać trzeba wszystkie sygnały które nam podsyła nerwica. A potem glowa. Jedno wiem,że jak coś sobie wymyślisz przy nerwicy to zaraz Ci się coś dzieje. Ja mam problem nad panowaniem nad stresem,impulsywna jestem. Wczoraj był u mnie Kordynator.. myślałam,że zejdę. Odrazu cala się telepałam i nie mogłam się skupić na rozmowie. Jeszcze potem myśli,że palpitacji,zawału i nie wiadomo co dostanę od tego stresu. Nie wiem jak zapanować nad tym. Zaczęłam być tak nerwowa przy Nerwicy.. chciała bym jednak być spokojniejsza.. jak mogę sobie pomóc ?

26/10/18 10:21

PIŁA też jestem impulsywna :). Ostatnio moja bratowa doprowadza mnie do szału. Gdy ją poznałam myślałam spoko dziewczyna ale szybko okazało się, że to kawał zołzy. Tolerowałam jej zachowanie, głupie teksty w moją stronę. Nawet nie zrobiłam jej awantury gdy obrobiła mi dupę przy moim znajomym ale gdy ostatnio dowiedziałam, że obgaduje mnie gdzieś jeszcze to już dostałam nerwa. I teraz tylko zastanawiam się co mam z tym zrobić czy napisać do brata niech jej przekaże co o tym myślę, czy poruszyć ten temat w domu przy wszystkich. Kiedyś olałabym ten temat, a teraz czuję, że już mnie to dusi bo ktoś przyjezdza do mnie, rozmawia ze mna, a za plecami gada głupoty na mój temat tylko po to by sobie zapunktować.

25/10/18 18:47

Tak… jak zaczęłam pracować nad nerwicą, a teraz kiedy prawie się z nią uporałam to wiem, ze w moim przypadku byl to wynik tego, ze nie żyłam w zgodzie sama ze sobą, dusilam sie wewnetrznie, żyłam tak jak ktos chciał, a nie tak jak sama bym tego chciala. Piotr wiem o czym mowisz, wiem na czym to polega i teraz wiem, ze nie można całe zycie stawiac sie na drugim miejscu. Tak trzymaj!

26/10/18 07:06

Najtrudniej jednak znaleźć źródło leku. A co jeśli nie wiesz co jest nie Tak? Ja się kręcę w kółko zwłaszcza z tym dziwnym sercem. Jak jest kilka dni dobrze to nagle ni stąd ni zowąd zaczyna szaleć i tak się zaczynam bać że mimo iż sobie tłumaczę że nic mi nie będzie czuje jak się stresuje nie mogę spać bo ciągle myślę tylko o tym sercu. Już sama nie wiem czy może jednak jest ono chore ? Trwam w błędnym kole nie zmieniam nic w życiu bo nie wiem jak i się boję ale wiem że dopóki nie zmienię nerwica nie odpuści.. i choć bywa lepiej to jednak ciągle wraca.. strach przed zawałem i przed tym że mogę oszalec z powodu czarnym nyski mnie przerasta..

29/10/18 10:04

Natalia – przeanalizuj swoje relacje z ludźmi, najpierw z najbliższymi, potem z otoczeniem. Czy czujesz, że zachodzi w nich równowaga (w znaczeniu “daje im tyle, ile od nich dostaję”) czy jednak jesteś “dawcą” lub “biorcą”? Pomyśl dlaczego tak jest. Zastanów się nad swoją pracą – czy robisz to co lubisz, czy jesteś z niej zadowolona, jak wyglądają Twoje relacje ze współpracownikami czy szefem, czy się nią stresujesz. Jak wygląda Twój codzienny grafik – czy potrafisz odpoczywać, czy jesteś ciągle w biegu. Co z Twoimi zainteresowaniami – masz czas na poczytanie książki, jakiś dobry film, wyjście do kawiarni? A jeśli nie masz zadaj sobie pytanie dlaczego. Spójrz też w przeszłość – czy jest coś czego żałujesz, coś co Cię rozczarowało, sprawiło Ci ból? Czy rodzice pozwalali Ci na bycie smutną, złą, rozczarowaną – czy akceptowali te emocje czy tłumili je poprzez krzyk lub klapsy albo zaprzeczali im mówiąc np. “to nie jest powód do smutku”? Większość z nas nie została nauczona przeżywania “negatywnych” emocji i w dorosłym życiu sobie z nimi nie radzimy, staramy się je wyprzeć lub ignorować. Nerwicę często wywołuje pozornie nierozwiązywalna (naszym zdaniem) sytuacja w naszym życiu – objawy mają wtedy odwrócić naszą uwagę od emocji związanych z tą sytuacją. Zadaj sobie również pytanie czy jest coś czego zazdrościsz innym ludziom.
Podejrzewam, że robiłaś sobie już jakieś badania serca typu EKG – jeśli nic w nich nie wyszło to Twoje objawy są jedynie skutkiem podniesionej adrenaliny i należy przenieść swoją uwagę na przyczynę tego stanu. Bo objaw jest jedynie objawem – na razie jest ten, potem będzie jakiś inny i ten stan nie zmieni się od samego przyglądania się kolejnym objawom.

05/11/18 13:18

Piotr dziękuję ze Twoje zainteresowanie. Codzienne analizuję swoje życie odpowiedziałam sobie również na zadane w Twoim komentarzu pytania i wiem że zazdroszczę innym ludziom odwagi tego że są ciekawi i mądrzy a o wyglądzie już nie wspomnę. Całe życie próbuje być chudsza ładniejsza mądrzejsza i nie akceptuje siebie. Nie wiem jak to zrobić. W moich relacjach rodzinnych jest w porządku w pracy również bardzo ja lubię chociaż ostatnio kiedy panika mnie dopada przy klientach zaczynam się bac do niej chodzić.. największy problem to fakt że mam 30 lat i czuje że nic nie osiągnęłam w życiu nie radzę sobie z tym. Zadreczam się że powinnam mieć już dzieci męża mieszanie swoje a nie wynajmowane. Chciała bym mieć prawko umieć dobrze angielski chciała bym grać na pianinie i tańczyć to moje marzenia być niezależną kobietą i odważna ale nie wiem jak się za to zabrać. Mój partner bardzo mnie kocha i wspiera tylko że ja ciągle myślę czy to dobry wybór na całe życie. Niczego nie jestem pewna bo wpadłam w pułapkę nerwicy i nie wie co czuje po prostu..

05/11/18 18:10

Oj chyba muszę o tym coś napisać 🙂

06/11/18 09:26

Natalia – jak widać doskonale wiesz skąd bierze się u Ciebie ten lęk. Brak akceptacji samego siebie według różnych podręczników jest podstawową przyczyną depresji, choroby dużo poważniejszej niż nerwica. Rozumiem co czujesz, bo sam przez to przechodziłem. Po pierwsze, najważniejsze, PRZESTAŃ PORÓWNYWAĆ SIĘ DO INNYCH LUDZI. Sam robiłem to przez całe moje życie i dopiero jakiś czas temu zdałem sobie sprawę z tego jak wielką krzywdę wyrządzałem sobie w ten sposób. Zazwyczaj jest bowiem tak, że do porównania wybieramy osobę, która znajduje się w szczytowym okresie swojego życia (zapominając, że dołki zalicza każdy), która akurat odnosi sukces (wtedy wmawiamy sobie, że wszyscy wokół odnoszą sukcesy, tylko nie my), w danym momencie pięknie wygląda (nie bierzemy pod uwagę, że ona też chodzi czasem bez makijażu i z workami pod oczami z niewyspania), jest w dobrym związku (zapominamy przy tym ile musi pracować nad tym, żeby taki był), ma świetną pracę i dobrze zarabia (zazwyczaj musiała na to mocno zapracować). Nigdy nie bierzemy do porównania osoby, która ma mniej niż my. Pamiętaj – każdy jeden człowiek znajdzie kogoś, z kim będzie mógł się porównać na swoją niekorzyść – zawsze znajdzie się ktoś przystojniejszy, mądrzejszy, bogatszy, szczuplejszy od nas. Każdy jeden człowiek ma swoje problemy. Jak to mawiała moja terapeutka porównywanie się do innych na swoją niekorzyść jest tak perwersyjne jak dłubanie w bolącym zębie. Staraj się tego nie robić. Jedyną drogą prowadzącą do rozwoju jest porównywanie się z…samym sobą z przeszłości, analizowanie własnego zachowania, wyciąganie z niego wniosków, dążenie do pozytywnej zmiany. To kompletna bzdura, że coś “powinniśmy” mieć lub robić w określonym wieku – gdzie jest tak napisane? Skoro tak lubisz porównania – Clint Eastwood oświadczył się swojej dziewczynie mając 87 lat 🙂 Moja żona urodziła pierwsze dziecko mając 35 lat. Kolejna rzecz, z którą zdaje się możesz mieć problem – przyjęcie odpowiedzialności za własne życie. Piszesz, że wiele rzeczy chciałabyś zrobić, ale nie wiesz jak się za to zabrać. Czas mija szybko, ja dopiero co kończyłem 30 lat, a już mam 34 i naprawdę nie wiem kiedy to zleciało. Że polecę teraz moim ulubionym pisarzem – uświadom sobie Natalia, że teraz właśnie toczy się Twoje życie i nie możesz go odłożyć na później. Jeśli coś chciałabyś zrobić to po prostu to rób, zastanawianiem się nic nie zdziałasz. Nerwica nie jest pułapką, wystarczy skierować swoje myśli i, przede wszystkim, działania na coś innego, a nawet się nie zorientujesz kiedy nerwica odpuści. Odnośnie partnera trudno coś doradzić bez szczegółów, pamiętaj jedynie, że to jedna z najbardziej kluczowych decyzji w życiu i lepiej mieć ją dobrze przemyślaną – skup się w pierwszej kolejności na swoim samorozwoju i kiedy będziesz bardziej pewna siebie wróć do tych rozważań.

06/11/18 17:35

Piotr piszesz pięknie , po prostu pięknie . Ja chodzę do nowej terapeutki i mam nadzieje na więcej niż dała mi poprzednia ( 8 mscy) .
Moja nerwica wzięła się od zmagania się z życiem od nadmiernego stresu … ale odkąd ona przyszła zadaje sobie trud pracy nad sobą – jestem bardziej asertywna , dbam o siebie i akceptuje przykre emocje . Ona cały czas jest , raz mniejsza , raz większa ale gdyby nie ona byłabym cały czas tą nieśmiałą nie wierząca we własne siły Magdą 😉
Pozdrawiam gorąco !!

06/11/18 17:47

Trafione w punkt. Dokładnie tak jest Piotr. W obecnej chwili moja szefowa jest dla mnie osoba która podziwiam i której zazdroszczę. Męża , samorealizacji , tego ze jest madra i ladna tego ze jak cos postanowi zaraz to robi. Przy tym jest fajnym człowiekiem miłym i dobrym. I mimo że ona ciągnie mnie w górę wierzy we mnie i motywuje jakoś nie potrafię uwierzyć że mogłabym tak jak ona żyć. Muszę to wszystko przemyśleć ale dziękuję bo to bardzo ważne dla mnie co piszesz.

09/11/18 19:34

Co zrobić z tym cholernym odrealnieniem 🙁 Niby rozumiem cały ten schemat. Nie mam już typowo takich ataków paniki. Odczuwam taki niepokój i lęk, ale nie jako atak paniki. Moja terapeutka powiedziała, że możliwe że to się przerodziło w lęk wolnopłynący.
Najgorzej jak jestem bardzo zmęczona. Np dziś, po uczelni byłam w pracy, ciągle myślałam o powrocie. Kiedy skończę w końcu pracę, kiedy będę wracać, czy znowu będę odczuwać lęk i niepokój podczas powrotu. I masz. Wracam, odczuwam lęk, chce jak najszybciej być w domu, odrealnienie. Czy to na pewno nerwica lękowa? A może to co innego? Jakaś inna choroba? Uczucie jakbym nie była sobą. Znowu w to wątpię 😡😡 proszę o jakieś słowa wsparcia Pani Sabino 🙁 chce już normalnie żyć i się nie martwić 🙁

09/11/18 23:53

Pisałam tamten komentarz podzas ataku paniki 😁 teraz mogę powiedzieć, że jestem pewna że to nerwica lękowa 😂 stan ustąpił i czuje się normalnie 😂 także, nie wiem po co te wątpliwości, skoro zawsze wychodzi na to samo, ale podczas paniki i lęku nie myśli się całkiem racjonalnie. Biorę się do roboty dalej, koniec z wątpliwościami, z wymyślaniem innych chorób, z zamartwianiem się i czarnymi myślami! Trzeba działać 🙂

11/11/18 08:59
11/11/18 20:09

Tak poradziłam sobie to napięcie zeszło. Ale od jakiś 3 dni czuję jakbym była przez większość dnia taka zdezorientowana. Sama nie umiem opisać tego uczucia. Jakbym była taka śnięta? Nie wiem. Nie czuję jako tako lęku. Czuję się jakoś tak nie wyraźnie (co prawda mam wirusa grypy żoładkowej). Czekam dalej.

13/11/18 07:56

No, to już masz odpowiedź czemu czujesz się śnięta 🙂 Grypka, PMS, brzydka pogoda – to wszystko wpływa na Twoje samopoczucie. Jak tylko zaczniesz się zastanawiać czy przypadkiem to nie atak paniki to kolejne dawki adrenaliny murowane, a co za tym idzie – wzmożenie objawów 🙂