Osoba, która przesłała mi poniższego maila, ataki paniki zdarzają się już sporadycznie. Jest ona czytelnikiem bloga i czasami opisuje swoje przygody z nerwicą w komentarzach. Na chwilę obecną ze wszystkich lęków został jej lęk przed jazdą samochodem. Wiem, że wielu z Was ma podobny problem więc przeczytajcie mail w oryginale, a następnie moją odpowiedź.

 

Zacznę od tego, że już całkiem dobrze mi idzie walka nerwicą. Ataki paniki ustąpiły (no w większości), ale wciąż mam lęk przed jazdą samochodem. Do pracy mam 40 km w jedną stronę. Dotychczas jeździłam autobusem, bo bałam się autem. Co prawda nie jest to droga szybkiego ruchu, ale jadąc sama (szczególnie teraz, gdy szybko robi się ciemno) czuję się bardzo źle i strasznie się nakręcam. Postanowiłam złapać byka za rogi i kilka razy pojechałam samochodem zamiast autobusem. Szło mi całkiem dobrze. Potem pojechaliśmy na tygodniowy urlop i po powrocie wsiadłam do samochodu. W drodze dopadł mnie taki atak paniki, że myślałam, że umrę! Jakaś totalna masakra. I co mam teraz o tym myśleć? Jestem jakimś wyjątkowym przypadkiem? Dlaczego mimo starań nie udało mi się pokonać tego cholerstwa? Dzisiaj czuje się okropnie. Podle. Chce mi się płakać i nie mam na kolejne próby. Czy to możliwe, że jestem jakiś opornym przypadkiem?

 

I tak właśnie wygląda klasyczny schemat walki z lękiem. Sinusoida doznań, gdzie lepsze dni przeplatają się z gorszymi. Tymczasem oszacowano, że niezbędny czas na opanowanie jednostkowej umiejętności w stopniu biegłym to 10000 tysięcy godzin. Właśnie tyle czasu potrzeba, aby osiągnąć wysoki poziom danego ćwiczenia. W tym czasie zachodzą zmiany jednostkowe w mózgu, dzięki którym porządkuje on informacje i daną czynność zaczyna wykonywać dla rozrywki, a nie dla procesu uczenia. 10000 tysięcy godzin ćwiczeń przekłada się mniej więcej na siedem do dziesięciu lat konsekwentnych ćwiczeń.

Czy w takim wypadku lęk przed jazdą samochodem ma prawo się pojawiać się po kilku próbach? No pewnie, że ma! Ba! Nawet należy się go spodziewać!

 

W takim wypadku co zrobić, gdy podjęliśmy kilka prób, a lęk przed jazdą samochodem dopadł przy kolejnej?

 

<<<< Dalsza część tekstu dostępna jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

 

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

35 komentarzy

26/10/18 19:46

To ja jestem opornym przypadkiem bo nie pojadę autobusem :). Auto na luzie ale początki były trudne oj trudne.

29/10/18 12:19

To co w takim przypadku poradzisz Sabino, bo ja już tak zakręciłam się w tym wszystkim, że sama nie wiem jak to rozgryźć.
Pierwszego ataku po długiej przerwie dostałam właśnie prowadząc samej samochód. Ponieważ wiedziałam z czym to się je, zjechałam kiedy tylko mogłam i zadzwoniłam po rodziców, żeby po mnie przyjechali bo nie byłam w stanie dalej pojechać.
Od kwietnia toczę walkę z jazdą samochodem i rozwiniętą fobią społeczną. Wygląda to następująco: mogę prowadzić auto jedynie kiedy jest przy mnie mama – to z nią podejmowałam pierwsze próby i zwalczałam lęki. Z mężem raz poprowadzę raz nie – taka huśtawka. On ma zdecydowanie mniej cierpliwości. Sama – może parę rundek po osiedlu, ale wyjazd z osiedla mnie paraliżuje ze względu na konieczność zatrzymywania się na światłach. Do tego doszłam od kwietnia.
To wszystko nie było by takie trudne gdyby nie fakt, że jak tylko chcę się przemieścić w dowolny sposób – od razu mam silne parcie na pęcherz. To się dzieje od jakiegoś miesiąca. Nigdy tak naprawdę nie chce mi się siku, ale jazda samochodem czy to jako pasażer, czy kierowca od razu sprawia silne parcie na pęcherz. To z kolei doprowadza do paniki że nie wytrzymam itd. i atak gotowy.
Teraz nie wiem, czy mam np. jadąc z mężem usiąść jako pasażer i zwalczać lęk o niekontrolowane zsikanie się, czy wsiadać za kierownicę i zwalczać oba lęki jednocześnie?
Szczerze mam już dosyć, bo o ile wychodzenie do sklepu, znajomych, rodziny itd to co raz mniejszy problem, tak konieczność przemieszczenia się to jakiś koszmar. Dodam, że jestem fizycznie zdrowa… w domu nie mam potrzeby tak częstego sikania.

30/10/18 08:49

Stres może powodować wzmagać “siku”. Natomiast zastanów się czy przypadkiem nie wkręcasz sobie tego objawu…Czy po wyjściu z samochodu biegniesz od razu siku? Możesz też spróbować ograniczyć płyny przed jazdą samochodem. Generalnie powinnaś trenować jazdę w taki sposób jakbyś była zupełnie zdrowa i bez pomocy. To właśnie wspomaganie (mamą czy też mężem) nakręca lęk. To takie zachowania wzmagają panikę. Nikt Ci nie jest potrzebny – sama doskonale dasz sobie radę. Tylko pamiętaj, że to Ty masz dyktować warunki i atakować. Jeśli boisz się świateł to z premedytacją się na nich zatrzymuj 🙂

29/10/18 20:58

Dzień dobry Sabinko. Super wpis. Czy mogłabyś też coś napisać na temat lęku przed spotkaniami towarzyskimi?

30/10/18 08:42

Pewnie! Zapisane w kalendarzu 🙂

31/10/18 14:13

K trzeba po prostu iść mimo lęku :). Potwierdzone w sobotę. Początek imprezy trudny ale potem rewelacja 🙂

29/10/18 22:56

Sabinko , czy stres i takie momenty napięcia nie związane z nerwicą ją pogłębiają ? Czy tylko lęk przed objawami i brak wiary w wyleczenie może sprawić ze się cofamy w leczeniu nerwicy ?

30/10/18 08:42

Hmmm a jakiś przykład Maggie?

30/10/18 09:42

Jeżdżę na studia zaoczne a jak wiadomo studia to jednak trochę stresu i w moim przypadku napięcia czy nikt nie widzi ze ze mną coś nie tak 😁. Po takim weekendzie jestem wyczerpana . Ale muszę zaznaczyć ze daje mi to ogromna satysfakcję . Robię to co lubię . Natomiast boje sie ze sobie moje zmęczone nerwy nadwyrężam jeszcze mocniej…

31/10/18 16:24

Zwalczając lęk nie idzie inaczej :p tez sie tego bałam jak np. wsiadałam do auta, ze niepotrzebie nadwyrężam i tak juz zmeczony uklad nerwowy bo katuje sie kolejną walką z jazdą autem, ale przecież inaczej sie nie da. Musisz wsiąść i musi Cie potelepać żeby to przezwycieżyc, innej drogi nie ma 🙂 poza tym jezeli nie chodzisz po czterech to śmiało działaj dalej… ja pocieszalam.sie zawzze tym, ze.ludzie piszący “cierpie na nerwice od 15lat…” nie zwariowali, nie zrobili nic glupiego, nie dostali zawalu, wiec smiertelna nje jest i jakos mnie ten argument przekonal 😁

03/11/18 07:49

Dzięki !

01/11/18 11:43

Sabina jak się przestać się negatywnie nakręcać? Jakieś ćwiczenia może?

30/10/18 19:23

A jak to jest u Was przed okresem? U mnie lęk wtedy powraca… Napięcie straszne, serce wali, milion obaw. Ech… Życie z nerwicą to ciągłe zmagania.

03/11/18 07:51

Oj tak, pms z nerwicą to dopiero wyzwanie . Ja się wtedy nie czuje jak ja😉. Pozatym przy jajeczkowaniu to samo , czy co tydzień coś . Ale zauważam ze jak już się lepiej czuje to pms lżejszy . Także to tylko przez nerwy – bo te układy hormonalny i nerwowy są połączone

01/11/18 14:28

Witam Pani Sabino ostatnio pisałam o lęku przed samotnością i nadal nie mogę się z tym uporać. Wychodzę częściej dużo biegam w pracy też spędzam dużo czasu z ludźmi ale gdy wracam do domu to jest masakra.Nie wiem co źle robię? Rozważam już nawet przeprowadzkę do rodziny.

02/11/18 19:47

A mieszkasz sama? Jak mniej więcej wygląda Twój dzień?

02/11/18 21:50

Tak mieszkam sama. Rano lecę do pracy po powrocie wskakuje w dres i idę biegać jak jest pogoda to dużo jeżdżę rowerem a wieczorami czytam czasami spacer z koleżanka lub wypad do kina.

03/11/18 09:23

A jak wygląda Twój dzień? O której wstajesz? Ile pracujesz? W pracy jesteś otoczona ludźmi? Jakie masz zajęcia po pracy? W jaki sposób dojeżdżasz do pracy? O której idziesz spać?

03/11/18 08:47

Dziękuję Sabinko za odpowiedź. U mnie czas przed okresem był straszny, a teraz w okresie lęk męczy mnue dalej. Co robić Sabinko? Nic mi się niw chce, wszystko jest na nie. Z trudem idę tam i tu… A katastroficzne myśli, wizje aż śmieszą jak się nad tym głębiej zastanawia. Co robić? Co radzisz Sabinko?

03/11/18 09:56

Jak dużo czasu trzeba, aby organizm wyciszył się na nowo?

03/11/18 10:32

A ile dajesz z siebie każdego dnia, by pokonać lęk?

03/11/18 15:19

Wychodzę z domu. Często na przekór sobie, ale jednak. Staram się nie poddawać tym lękowym myślą. Szukam zajęcia, pracuję, dużo się ruszam. Wszystko po to aby adrenalina opadła. Szukam w swoim życiu pozytywów i znajduję je. Dbam o swój wypoczynek, chociaż w zakresie perfekcjonizmu mam jeszcze trochę pracy. Nie umiem jeszcze do końca zarządzać sobą w konfliktach z innymi, które każdemu się zdarzają. Jestem wtedy przejęta, roztrzęsiona, wystraszona. Może i o rym zrobisz wpis Sabinko?

03/11/18 17:39

Ufff zarządzanie konfliktem to ciężka praca 🙂 Zapiszę ba listę. A ćwiczysz?

03/11/18 17:07

Niestety aby się wyciszył na nowo trzeba „zapomnieć” o nerwicy i skupiać się na czymś innym… wiem, czasem nie do zrobienia 😉

03/11/18 11:45

Wstaję ok 7 rano. Spać idę ok 23. Do pracy jeżdżę rowerem jak jest pogoda lub chodzę spacerkiem bo mam blisko. Pracuję 9- 17 lub 10-18 czasami dłużej. W pracy jestem otoczona ludźmi mam koleżanki ale z większością nie mam bliższych relacji. Poza pracą tak naprawdę nie mam zajęć i pewnie to powinnam zmienić.

03/11/18 17:38

Bingo 🙂 Koniecznie, ale to koniecznie spróbuj poszukać czegoś dla siebie poza pracą. Twoje myśli składają się z tego czym się otaczasz przez cały dzień. Jeśli otaczasz się tylko pracą to nie mają się z czego “zaciągnąć” 🙂

03/11/18 15:00

Mam wrażenie,że bardzo wiele:)

03/11/18 21:19

Sabinko co ćwiczę? Zarządzanie sobą w konfliktach? Wydaje mi się, że tak. Ale nie jestem pewna czy robię to dobrze. Poza tym aby wyjść z nerwicy, wydaje mi się, że robię bardzo wiele. Moja Pani psycholog twierdzi, że wiem już tyle, że nie pozostaje mi nic innego jak ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Wprowadzać w życie. Jej zdaniem znam odpowiedzi na moje pytania, wszystko wiem, więc zostaje tylko moja praca. I owszem… Wykonuję ją, ale jakoś dziadostwo lubi wracać, gdy pojawia się za dużo wyzwań w postaci pracy, spotkań, terminów, ważnych spraw. Niech się tego tylko nagromadzi to zaczyna się od nowa… Wiem że mam się relaksować, dbać o sen, zero używek, właściwe odżywianie, spacery, ruch, dobre relacje z innymi. To wszystko robię, ale wiadomo, że zawsze znajdzie się ktoś lub coś, co tą strukturą zatrzęsie. Oczywiście staram się wszystko racjonalizować, odpuszczać tam gdzie jest to możliwe, a jednak… Lęk wraca. Do tego wahania hormonów, bo już wiek taki, gdy one zaczynają spadać i mamy mieszankę wybuchową.

04/11/18 18:02

Miałam na myśli ćwiczenia fizyczne 🙂

04/11/18 20:05

Codziennie jeżdżę pół godziny na roweerku stacjonarnym. No i moja praca to też spora dawka ruchu. Czy Twoim zdaniem Sabinko trzeba więcej?

05/11/18 07:56
03/11/18 21:17

Dziękuję bardzo Pani Sabino. Czeka mnie bardzo dużo pracy nad sobą bo jestem zamkniętą w sobie osobą i czasem brak mi odwagi do zmian ale muszę dać rade. Pozdrawiam serdecznie

04/11/18 18:01

Ciężka praca – popłaca 🙂 Działać, działać i działać. Na pewno będzie dobrze. Początki są najtrudniejsze, ale z czasem będzie co raz łatwiej.

14/11/18 18:05

Mam nadzieję, że mój wpis zostanie odczytany przez Ciebie Sabinko, bo dotyczy jazdy samochodem a widzę, że wątek ten szybko się tutaj zakończył. Przeczytałam późniejsze twoje wpisy dotyczące przełamywania leków, o schematach i harmonogramie, o sytuacjach i czynnikach. Podam przykład: sytuacja jazda po autostradzie – czynnik brak pobocza do zatrzymania się, brak zjazdu umożliwiającego zawrócenie. Droga, którą chcę pokonać jest dłuższa i nie można jej skrócić, trzeba jechać spory kawałek do kolejnego skrzyżowania. Jak sobie w tym przypadku radzić, jak w tej sytuacji systematycznie przekraczać granice komfortu. U mnie to jest od razu skok ze spadochronu, albo skok na głęboką wodę……