Leki na nerwicę – brać czy nie? Każdy panikowicz prędzej czy później zadaje sobie to pytanie. Postanowiłam napisać kilka słów o tym jak wyglądało moje życie, gdy nerwica rozhulała się już na dobre i jeszcze nie wiedziałam jak sobie z nią radzić. Dla wielu z Was to ważny temat i nie ma się co dziwić. W końcu mimo choroby, życie toczy się dalej. Trzeba pracować, zarabiać, płacić rachunki i wychowywać dzieci. Gdy człowiek ma trudności z normalnym funkcjonowaniem, to w końcu zaczyna się zastanawiać czy nie wykupić recepty. Ja również się nad tym zastanawiałam.

 

JAK WYGLĄDA ŻYCIE Z NERWICĄ?

Absolutnie nie przerażajcie się tym co przeczytacie poniżej. Celem tego wpisu jest pokazanie jak nerwica wpłynęła na różne aspekty mojego życia i jak trudno mi było sobie z nią poradzić. Zapewne wielu z Was będzie się z moją historią utożsamiać. Niektórzy dodadzą coś od siebie. Chciałabym podkreślić, że dziś jestem zupełnie zdrowa i to właśnie nerwica skłoniła mnie do refleksji nad swoim życiem. Pisząc zupełnie zdrowa, mam na myśli normalne funkcjonowanie bez lęków od 13 lat. Proszę nie ważcie się pisać w komentarzach, że biorąc leki na nerwicę funkcjonujecie normalnie. Strasznie mnie to wkurza, bo jedno wyklucza drugie. Jak zażywasz leki na nerwicę to NIE jesteś zdrowy. Jesteś zdrowy jak żyjesz normalnie, a leki na nerwicę nie są Ci do niczego potrzebne.

 

LĘK A CODZIENNOŚĆ

Zacznijmy od tego, że mieszkałam sama w Anglii i byłam zdana tylko i wyłącznie na siebie. Przez kilka miesięcy nie wychodziłam prawie z domu. Załatwiałam tylko najpotrzebniejsze sprawy, które i tak stanowiły dla mnie ogromne wyzwanie. Raz na kilka tygodni wychodziłam do dentysty czy urzędu. Wizyta u lekarza była dla mnie misją, którą mogłabym porównać do zdobycia Mt. Everest. Nie było mowy o robieniu zakupów, chodzeniu do kosmetyczki czy do knajpy ze znajomymi.

Zakupy robiłam online i na samą myśl o konieczności odebrania ich spod drzwi od kuriera dostawałam dreszczy. Zresztą o czym tu mówić, jak nie byłam w stanie wziąć ciepłego prysznica i umyć włosów. Ciepły prysznic to dużo pary, a dużo pary mogło mnie udusić (dziś mnie to bawi, ale wtedy nie było mi do śmiechu). Mycie włosów w zimnej wodzie nie należało do przyjemnych więc unikałam tej czynności jak się dało.

 

NATŁOK MYŚLI

Czasami wbijała mi się do głowy jakaś czarna myśl, której nie mogłam się pozbyć. Na przykład kiedyś otworzyłam lodówkę i zobaczyłam jogurt, którego jeszcze nigdy nie jadłam. Doczytałam na etykiecie, że ma w składzie drobinki zbóż. Nagle w głowie pojawiła mi się myśl, że przecież mogę się zakrztusić. Mieszkam sama to nikt nie udzieli mi pomocy. Nigdy nie miałam złych doświadczeń w jedzeniu jogurtów 🙂 Myśl pojawiła się znikąd, ale była tak intensywna, że jogurt wylądował w koszu.

 

LĘK A CIAŁO

Gdy zachorowałam na ataki paniki to w ciągu kilku miesięcy zgubiłam 12 kg. Byłam chuda jak szkapa. Wyglądałam jak chodzące zwłoki. Mój cykl miesiączkowy oszalał. A właściwie wcale go nie było. Po dwóch latach musiałam zacząć przyjmować leki na wywołanie okresu. Równorzędnie oszalała moja cera i włosy. Często miałam problemy z układem trawiennym, ale pozwólcie że nie będę wdawać się w szczegóły 🙂 Bałam się chodzić spać, bo często budziłam się ze szczękającymi ze strachu zębami. Zdawało mi się wtedy, że jedyny dźwięk jaki słyszę to moje dudniące serce. Przez kiepski sen nie miałam siły zwlekać się z łóżka. Każdy poranek był bitwą o przeżycie kolejnego dnia. Jak udało mi się naciągnąć gacie na dupę to uznawałam dzień za udany.

 

LEKI NA NERWICĘ – NERWICA A PRACA

Nikogo nie zaskoczę pisząc, że nie jest łatwo pracować, gdy ma się ataki paniki. Był to dla mnie istny koszmar. Choć do pracy miałam niedaleko, to nie zawsze udawało mi się do niej dotrzeć. Czasami przychodziłam zapłakana, czasami spóźniona, a czasami musiałam skończyć wcześniej. W pracy zajmowałam się obsługą klienta. Rozwiązywanie konfliktów stanowiło większą część moich zadań. To ja obrywałam na pierwszej linii ognia. Pracowałam w różnych godzinach, często do samego rana. Ataki paniki w pracy były dla mnie codziennością i zdarzały się po kilka razy w ciągu jednej zmiany. Idąc do pracy zastanawiałam się czy przypadkiem nie dostanę zawału lub nie zemdleję przy okazji rozbijając stolik głową lub spadając ze schodów.

Z uwagi na fakt, że sama musiałam dbać o swój dach nad głową i płacenie rachunków, często zastanawiałam się czy leki na nerwicę nie byłyby jednak dobrym rozwiązaniem.

 

<<<< Dalsza część tekstu dostępna jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

 

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

17 komentarzy

16/07/21 20:15

Jejku jak ja bym tak chciała .Mam dosyć mojej nerwicy moich leków tym bardziej że nie mam wsparcia od męża on nie rozumi moich lęków ja ją chciałbym w końcu czuć się normalnie .

17/07/21 08:39

Mąż bez ż to tylko mą 😉 Na pewno ciężko mu zrozumieć, bo sam czego takiego nie miał. Bez wsparcia trudniej, ale za to jak będzie satysfakcja. Trzymaj się dzielnie.

17/07/21 10:55

Tak wiem że satysfakcja by była ,ale jednak jak jest wsparciem to jest inaczej tak myślę

17/07/21 07:38

Moje natrętne myśli są dość dziwne i nie wiem, czy mogłabym się z nich domyśleć o co lękowi chodzi tak naprawdę. Ataków paniki nie mam, nie boję się ich, ale męczy mnie lękowe myślenie o wszystkim. Nie zawsze, gdy jestem zajęta oczywiście ich nie ma, ale jak mam wolną chwilę to często się piętrzą albo powtarzają dzień za dniem, dopóki nie wymyślę czegoś innego. Ręce i cycki opadają 🤦🏾‍♀️😂 chciałabym w końcu się dowiedzieć o co chodzi tak naprawdę 🙏🏽

17/07/21 08:37

A czego dotyczą te myśli najczęściej? Jakiś konkretnych sytuacji? Na pewno jest jakiś schemat, który można wyłapać. Podaj kilka w komentarzu to spróbujemy.

17/07/21 09:34

Np.: a jeśli wskoczę pod samochód? A jeśli lepiej jest się zabić? A jeśli ktoś mnie obserwuje? A jeśli zachoruję? A jeśli umrę? A jeśli jestem beznadziejna? A jeśli coś się złego wydarzy? A jeśli przestanę nad sobą panować? A jeśli już nigdy nie będę żyła bez lękowego myślenia? A jeśli dostanę choroby psychicznej? A jeśli wpadnę w depresję? A jeśli zachoruję na stwardnienie rozsiane? A jeśli będzie trzęsienie ziemi? (to było akurat na wakacjach. A jeśli zachoruję na chorobę dwubiegunową? Co ja robię w swoim życiu? A może ja nie mam celu? To takie chyba, które pojawiają się najczęściej. Robię swoje, usystematyzowałam w głowie, że to tylko myśli. Jestem zdrowa i normalna, tylko czasem mi jest po prostu przykro. Żyję normalnie, zupełnie normalnie, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego nachodzą mnie tak straszne myśli. Kocham swoje życie (o i tu często pojawia się kolejna myśl “a może jednak go nie kochasz”? jakby ten drugi gang nie dawał za wygraną i chciałby cały czas mnie zatruwać. Pogodziłam się z tym i nie daję się. Ostatni atak paniki miałam chyba 3 albo 4 lata temu. Go się już nie boję absolutnie. Ale od końca zeszłego roku co chwilę byłam w trudnej zdrowotnie sytuacji, a w styczniu miałam kumulację plus covid, który przeszłam w samotności, bo męża nie było w domu. Byłam przerażona, bałam się, że przestanę oddychać, że umrę przez powikłania itp. Na końcu miałam już po wyzdrowieniu powikłania neurologiczne, strasznie bolało mnie oko i pół głowy. Naczytałam się o stwardnieniu rozsianym, lekarz do którego się udałam olał mnie, potem poszłam do kolejnego, kolejny wysłał na tomograf, tomograf był ok, poszłam do innego lekarza, bo dostałam skierowanie z tego tomografu żeby lepiej sprawdzić rezonansem. No i ten ostatni lekarz przed rezonansem nastraszył mnie, bo stwierdził, że tomograf nic nie wyklucza itp. Także miałam około miesiąc permanentnego stresu. Kiedy się już wszystko uspokoiło, dosłownie po 2 tygodniach zadzwoniła do mnie koleżanka, pytała jak tam, jak wyniki, jak się czuję. Powiedziałam jej wszystko ze szczegółami, a tej rozmowie przysłuchiwał się mój mąż. Jak skończyłam, przyszedł do mnie i powiedział, że po co tak roztrząsam, że kosztowało mnie to dużo nerwów i siły, że wie jaka jestem, jakie miałam problemy z atakami paniki i niepotrzebnie do tego wszystkiego wracam(on mnie zna lepiej, niż ja samą siebie 🙈) no i podczas tej rozmowy z nim, czułam jak nachodzi mnie lęk, pomyślałam, że coś ze mną nie tak. I tak te moje chore myśli się zaczęły. A psycholog, u której leczyłam ataki paniki tylko pogarszała sprawę mówiąc, że jaki pożytek ma ze mnie mój mąż skoro ja się tylko boję. Pojebana. Byłam kilka razy i stwierdziłam, że z tym chujstwem poradzę sobie sama.
Przepraszam, że tak się rozpisałam i przepraszam za przekleństwa! Chciałam nakreślić sytuację, jak to było, może coś to pomoże.

23/07/21 12:06

Po pierwsze i najważniejsze ten ktoś kto nazywa się psychologiem powinien za takie teksty zawisnąć. Uciekaj od niej z daleka!!!! Po drugie to co przeżywasz jest zupełnie normalne. Samo myślenie/rozmawianie o atakach paniki, może nasilać lęk i wzmagać objawy. Jesteś bardzo dzielna, że sobie jakoś z tym radzisz. Twoje czarne myśli wskazują, że jest tam bardzo dużo jakby, gdyby, a co by – czyli takiego wybiegania w przyszłość. Spróbuj zapisywać te myśli przez kilka tygodni i kolejnego dnia od zapisania, dokonaj analizy ile z tego się sprawdza. Gwarantuję, że nie sprawdzi się nic. To ćwiczenie jest bardzo skuteczne, warto dać mu szansę. No i nade wszystko nie buszuj w necie czytając o chorobach, bo dopóki nie nauczysz się panować nad czarnymi myślami, to na pewno sobie coś nawkręcasz i nasilisz objawy.

23/07/21 12:30

Myślisz, że z tego wyjdę? Ta sama psycholog, u której byłam niedawno kilka razy, wyleczyła mnie 3 lata temu z ataków paniki. Wtedy takie myśli co teraz, miałam baaardzo rzadko. Bardziej męczyło mnie “a jeśli się uduszę, a jeśli przestanę oddychać itp.” Wtedy z nią miałam sesje hipnozy. I dałam radę. Często powtarzałam sobie, że jestem silna, że pokonałam nerwicę. Po 3 latach wróciło w formie natrętnych myśli. Psycholog już olałam 2 miesiące temu. Boję się oczywiście, że sobie nie poradzę, że te myśli mnie wykończą. Ja obrałam taką strategię, że jeśli wpadnie do głowy mi głupia myśl, to mówię sobie “mam to dupie, to tylko myśl. Pamiętaj co mówi Sabina. Nie jestem w tym sama. Czarne myśli w czasie lęku nie są prawdziwe”. Bardzo szybko wówczas znikają te mysli. Zdarza się tak, że nachodzą mnie przez dłuższy czas, codziennie, milion razy dziennie, ale w końcu o nich zapominam. Po jakimś czasie jak mi się przypomni, to śmieje się sama z siebie i mówię “oczywiście nic się nie sprawdziło”. Albo też główkuję i zastanawiam się co sobie wkręciłam kiedyś, bo totalnie nie pamiętam i wtedy dociera do mnie jak bez sensu są te myśli, że przez chwilę jestem nimi przerażona, zlękniona na maksa, a potem ich totalnie nie pamiętam. Znowu się rozpisałam. Chciałabym żeby te lękowe myślenie ustąpiło. Czy zeszyt będzie 100% ok? Jak mieć totalnie w dupie te chore rzeczy w głowie? Dzisiaj jestem na etapie “a co jeśli wpadnę w zaburzenia odżywania”? (wczoraj byłam w gabinecie kosmetycznym i laska, która robiła mi zabieg opowiadała o sobie, że właśnie takie coś jej dolega, często ma doliny itp.) oczywiście mózg pracuje już na pelnych obrotach w związku z tym 🤦🏾‍♀️ a i też wymyśliłam sobie “a jeśli nie kocham mojego męża? Jeśli nie będę chciała, żeby mnie przytulił? Jeśli go znienawidzę”? (mieliśmy kilka kłótni w ostatnim czasie, problemy rodzinne, ogromne nerwy, szukamy też mieszkania zagranicą, bo on jest tam sam już od ponad 5 lat i to wszystko się nawarstwiło. Na końcu już po pogodzeniu, takie myśli). Brak słów mi czasem na to, co potrafię wymyślić.

23/07/21 12:42

Na pewno! Nie ma takich cudów, że jak ktoś pracuje nad lękowym myśleniem to się z tego nie wyleczy. Lękowe myślenie to zwykły nawyk. Mózg jest neuroplastyczny i skoro się nauczył to potrafi się oduczyć. Wyleczyć oznacza wiedzieć jak sobie z takim myśleniem radzić. Najwyraźniej czegoś zabrakło w procesie. Spróbuj sobie zapisywać te myśli to zobaczysz ogromną różnicę. Zapisywanie działa 100 razy silniej niż tylko samo myślenie. Ja miałam dokładnie to samo. Jak tylko ktoś mi wspomniał o jakiejś chorobie to już koniec 🙂 Burza negatywnych myśli przybierała skalę tornada 🙂

23/07/21 12:52

Jeszcze chciałam dodać, że wydaje mi się, że chyba każdy człowiek ma takie dziwne, chore, nieprawdopodobne myśli. Tylko różnica między myśleniem nerwicowca a zdrowego człowieka jest taka, że nerwicowiec będzie się nakręcał tą myślą i dogadywał sam sobie “a jeśli to prawda, a jeśli przsz te mysli oszaleję, a jeśli się to sprawdzi” itd. A “normalnie” myślący człowiek zapomni o tej myśli pewnie w 5 sekund. I nie będzie się zastanawiał nad słusznością czy poprawnością tej myśli. Zgadza się? Czy źle myślę? I my sami nakrecamy się, że jesteśmy nienormalni, że będzie gorzej, że skąd takie myśli i koło lęku się zamyka. My sami nadajemy wartość tym myślom 🤔 Ja mam bardzo dużo rozkmin i nie mam z kim się nimi dzielić. Przepraszam, że tak wypisuje 🙈😁

23/07/21 12:55

Dokładnie tak! Brawo! Więc najlepiej się czymś zająć. Wtedy człowiek nie ma czasu na myślenie.

17/07/21 12:49

Temat na czasie dla mnie… Pierwsze podejście do leków 15 lat temu. Kilka razy zmiany tabletek i nawet nie dałam rady brać je przez tydzień. Miesiąc temu spróbowałam jeszcze raz. Dwa tygodnie znośnie. Trzeci tydzień myślałam, że się wykończę i tak zakończyła się ” przygoda” kolejna z tabletkami.

21/07/21 12:51

Też mam dosyć już mojej nerwicy. Moje nerwicą trwa już z dwa czy lata. Ale były bóle głowy, brzucha i jakieś lęki. Ale nie myślałam o tym specjalnie. Całkowicie ścielo mnie z nóg 9 miesięcy temu. Pojawiło się od jednej natrętne myśli całkiem przypadkiem. I zakrecilam się tak, że nie mam już sił. Chodzę na terapię ale psycholog stwierdził, że bez leków się nie obędzie. Jestem 5 dzień na depralinie i czuje się okropnie. Ból głowy taki, że chce mi ja jakby rozsadzic, mózg zamglony i chodzę jakby była z innego świata.

23/07/21 11:53

Trzymaj się dzielnie! Co było przyczyną tego, że akurat teraz nerwica się nasiliła? Covid i siedzenie w domu? Gdyby coś to oczywiście zapraszam na konsultację do mnie- wyjaśnię skąd się biorą te natrętne myśli i jak je pogonić. Mi też lekarze wmawiali na siłę leki, ale nigdy ich nie wzięłam. Warunek jest taki, że trzeba wtedy dać z siebie wszystko, aby stawić czoła lękowi.

23/07/21 12:33

Tak myślę, że pewnie też covid siedziałam sama w domu z dwójką malutkich dzieci 24 h na dobę , mąż kierowca, i momentami czułam że łapie mnie depresja ale walczyłam, aż w końcu czułam już, że tracę cierpliwość do swoich dzieci, z byle powodu się denerwowalam i krzyczałam.potem przychodziły wyrzuty sumienia. I czułam się psychicznie fatalnie, dreczylam się tym i płakałam. I dopadła mnie myśl, że mogę stracić cierpliwość i zrobić im krzywdę. I to mnie tak wyprowadza z równowagi że dostałam różnych leków, boli mnie głowa, czuje się jakbym żyła w innym świecie. Nie umiem normalnie funkcjonować A muszę wychowywać swoje dzieci sama, nikt mnie nie rozumie ani mąż ani rodzina usłyszałam nawet że co mi dzieci zawadzaja. A ja je kocham nad życie i dlatego aż tak bardzo się boję.

23/07/21 12:54

Jesteś bardzo dzielną wojowniczką! Dwójka dzieci to niezłe wyzwanie. Ja przy jednym czuje jakbym miała trojaczki 🙂 Czerp z tego garściami. Będziesz miała ogromną satysfakcję. Zobacz ile masz mocy w silniku – sama swoimi rękami! Każda mama potrzebuje chwili wytchnienia, żeby się zresetować. Bez tej chwili jest na prawdę trudno trzymać nerwy na wodzy. Może znajdzie się jakaś babcia, koleżanka co przygarnie dzieci na chwilkę? Chociaż u Ciebie w domu, żebyś po prostu napiła się ciepłej kawy ze słuchawkami na uszach haha! Każda mama błaga niebiosa o cierpliwość 🙂 Te bez ataków paniki też. Dzieci to ciężka praca więc nie ma się co dziwić, że samopoczucie może szwankować. A gdzie jeszcze dom, obiady, zakupy, sprzątanie?

23/07/21 14:20

Dziękuję, każde ciepłe słowo,jest dla mnie otucha. Najbardziej boję się, że kiedy dzieci się kłócą między sobą czy są niegrzeczne ja je upominam, to zaraz się denerwuje, trzese się i pojawiają się myśli, że kiedyś nie wytrzymam i zrobię im coś z tej złości. Sama jestem z dziećmi w domu nadal. Kiedyś przeczytałam na forum, że pewna kobieta miała też takie myśli, dzwoniła o pomoc, i nawet do tej osoby co pisała to na forum, i udusila dziecko. Od tego momentu boję się i myślę, że ja to samo mogę zrobić. Dzieci kocham najbardziej na świecie. I wyrzucam sobie codziennie, że nie mogę nigdzie dzieci zabrać bo się boję czegoś i że jestem zła matka.