Sorry, this entry is only available in Polish.

Leave a Reply

 

17 Comments

Friday July 16th, 2021 08:15 PM

Jejku jak ja bym tak chciała .Mam dosyć mojej nerwicy moich leków tym bardziej że nie mam wsparcia od męża on nie rozumi moich lęków ja ją chciałbym w końcu czuć się normalnie .

Saturday July 17th, 2021 08:39 AM

Mąż bez ż to tylko mą 😉 Na pewno ciężko mu zrozumieć, bo sam czego takiego nie miał. Bez wsparcia trudniej, ale za to jak będzie satysfakcja. Trzymaj się dzielnie.

Saturday July 17th, 2021 10:55 AM

Tak wiem że satysfakcja by była ,ale jednak jak jest wsparciem to jest inaczej tak myślę

Saturday July 17th, 2021 07:38 AM

Moje natrętne myśli są dość dziwne i nie wiem, czy mogłabym się z nich domyśleć o co lękowi chodzi tak naprawdę. Ataków paniki nie mam, nie boję się ich, ale męczy mnie lękowe myślenie o wszystkim. Nie zawsze, gdy jestem zajęta oczywiście ich nie ma, ale jak mam wolną chwilę to często się piętrzą albo powtarzają dzień za dniem, dopóki nie wymyślę czegoś innego. Ręce i cycki opadają 🤦🏾‍♀️😂 chciałabym w końcu się dowiedzieć o co chodzi tak naprawdę 🙏🏽

Saturday July 17th, 2021 08:37 AM

A czego dotyczą te myśli najczęściej? Jakiś konkretnych sytuacji? Na pewno jest jakiś schemat, który można wyłapać. Podaj kilka w komentarzu to spróbujemy.

Saturday July 17th, 2021 09:34 AM

Np.: a jeśli wskoczę pod samochód? A jeśli lepiej jest się zabić? A jeśli ktoś mnie obserwuje? A jeśli zachoruję? A jeśli umrę? A jeśli jestem beznadziejna? A jeśli coś się złego wydarzy? A jeśli przestanę nad sobą panować? A jeśli już nigdy nie będę żyła bez lękowego myślenia? A jeśli dostanę choroby psychicznej? A jeśli wpadnę w depresję? A jeśli zachoruję na stwardnienie rozsiane? A jeśli będzie trzęsienie ziemi? (to było akurat na wakacjach. A jeśli zachoruję na chorobę dwubiegunową? Co ja robię w swoim życiu? A może ja nie mam celu? To takie chyba, które pojawiają się najczęściej. Robię swoje, usystematyzowałam w głowie, że to tylko myśli. Jestem zdrowa i normalna, tylko czasem mi jest po prostu przykro. Żyję normalnie, zupełnie normalnie, ale nie potrafię zrozumieć dlaczego nachodzą mnie tak straszne myśli. Kocham swoje życie (o i tu często pojawia się kolejna myśl “a może jednak go nie kochasz”? jakby ten drugi gang nie dawał za wygraną i chciałby cały czas mnie zatruwać. Pogodziłam się z tym i nie daję się. Ostatni atak paniki miałam chyba 3 albo 4 lata temu. Go się już nie boję absolutnie. Ale od końca zeszłego roku co chwilę byłam w trudnej zdrowotnie sytuacji, a w styczniu miałam kumulację plus covid, który przeszłam w samotności, bo męża nie było w domu. Byłam przerażona, bałam się, że przestanę oddychać, że umrę przez powikłania itp. Na końcu miałam już po wyzdrowieniu powikłania neurologiczne, strasznie bolało mnie oko i pół głowy. Naczytałam się o stwardnieniu rozsianym, lekarz do którego się udałam olał mnie, potem poszłam do kolejnego, kolejny wysłał na tomograf, tomograf był ok, poszłam do innego lekarza, bo dostałam skierowanie z tego tomografu żeby lepiej sprawdzić rezonansem. No i ten ostatni lekarz przed rezonansem nastraszył mnie, bo stwierdził, że tomograf nic nie wyklucza itp. Także miałam około miesiąc permanentnego stresu. Kiedy się już wszystko uspokoiło, dosłownie po 2 tygodniach zadzwoniła do mnie koleżanka, pytała jak tam, jak wyniki, jak się czuję. Powiedziałam jej wszystko ze szczegółami, a tej rozmowie przysłuchiwał się mój mąż. Jak skończyłam, przyszedł do mnie i powiedział, że po co tak roztrząsam, że kosztowało mnie to dużo nerwów i siły, że wie jaka jestem, jakie miałam problemy z atakami paniki i niepotrzebnie do tego wszystkiego wracam(on mnie zna lepiej, niż ja samą siebie 🙈) no i podczas tej rozmowy z nim, czułam jak nachodzi mnie lęk, pomyślałam, że coś ze mną nie tak. I tak te moje chore myśli się zaczęły. A psycholog, u której leczyłam ataki paniki tylko pogarszała sprawę mówiąc, że jaki pożytek ma ze mnie mój mąż skoro ja się tylko boję. Pojebana. Byłam kilka razy i stwierdziłam, że z tym chujstwem poradzę sobie sama.
Przepraszam, że tak się rozpisałam i przepraszam za przekleństwa! Chciałam nakreślić sytuację, jak to było, może coś to pomoże.

Friday July 23rd, 2021 12:06 PM

Po pierwsze i najważniejsze ten ktoś kto nazywa się psychologiem powinien za takie teksty zawisnąć. Uciekaj od niej z daleka!!!! Po drugie to co przeżywasz jest zupełnie normalne. Samo myślenie/rozmawianie o atakach paniki, może nasilać lęk i wzmagać objawy. Jesteś bardzo dzielna, że sobie jakoś z tym radzisz. Twoje czarne myśli wskazują, że jest tam bardzo dużo jakby, gdyby, a co by – czyli takiego wybiegania w przyszłość. Spróbuj zapisywać te myśli przez kilka tygodni i kolejnego dnia od zapisania, dokonaj analizy ile z tego się sprawdza. Gwarantuję, że nie sprawdzi się nic. To ćwiczenie jest bardzo skuteczne, warto dać mu szansę. No i nade wszystko nie buszuj w necie czytając o chorobach, bo dopóki nie nauczysz się panować nad czarnymi myślami, to na pewno sobie coś nawkręcasz i nasilisz objawy.

Friday July 23rd, 2021 12:30 PM

Myślisz, że z tego wyjdę? Ta sama psycholog, u której byłam niedawno kilka razy, wyleczyła mnie 3 lata temu z ataków paniki. Wtedy takie myśli co teraz, miałam baaardzo rzadko. Bardziej męczyło mnie “a jeśli się uduszę, a jeśli przestanę oddychać itp.” Wtedy z nią miałam sesje hipnozy. I dałam radę. Często powtarzałam sobie, że jestem silna, że pokonałam nerwicę. Po 3 latach wróciło w formie natrętnych myśli. Psycholog już olałam 2 miesiące temu. Boję się oczywiście, że sobie nie poradzę, że te myśli mnie wykończą. Ja obrałam taką strategię, że jeśli wpadnie do głowy mi głupia myśl, to mówię sobie “mam to dupie, to tylko myśl. Pamiętaj co mówi Sabina. Nie jestem w tym sama. Czarne myśli w czasie lęku nie są prawdziwe”. Bardzo szybko wówczas znikają te mysli. Zdarza się tak, że nachodzą mnie przez dłuższy czas, codziennie, milion razy dziennie, ale w końcu o nich zapominam. Po jakimś czasie jak mi się przypomni, to śmieje się sama z siebie i mówię “oczywiście nic się nie sprawdziło”. Albo też główkuję i zastanawiam się co sobie wkręciłam kiedyś, bo totalnie nie pamiętam i wtedy dociera do mnie jak bez sensu są te myśli, że przez chwilę jestem nimi przerażona, zlękniona na maksa, a potem ich totalnie nie pamiętam. Znowu się rozpisałam. Chciałabym żeby te lękowe myślenie ustąpiło. Czy zeszyt będzie 100% ok? Jak mieć totalnie w dupie te chore rzeczy w głowie? Dzisiaj jestem na etapie “a co jeśli wpadnę w zaburzenia odżywania”? (wczoraj byłam w gabinecie kosmetycznym i laska, która robiła mi zabieg opowiadała o sobie, że właśnie takie coś jej dolega, często ma doliny itp.) oczywiście mózg pracuje już na pelnych obrotach w związku z tym 🤦🏾‍♀️ a i też wymyśliłam sobie “a jeśli nie kocham mojego męża? Jeśli nie będę chciała, żeby mnie przytulił? Jeśli go znienawidzę”? (mieliśmy kilka kłótni w ostatnim czasie, problemy rodzinne, ogromne nerwy, szukamy też mieszkania zagranicą, bo on jest tam sam już od ponad 5 lat i to wszystko się nawarstwiło. Na końcu już po pogodzeniu, takie myśli). Brak słów mi czasem na to, co potrafię wymyślić.

Friday July 23rd, 2021 12:42 PM

Na pewno! Nie ma takich cudów, że jak ktoś pracuje nad lękowym myśleniem to się z tego nie wyleczy. Lękowe myślenie to zwykły nawyk. Mózg jest neuroplastyczny i skoro się nauczył to potrafi się oduczyć. Wyleczyć oznacza wiedzieć jak sobie z takim myśleniem radzić. Najwyraźniej czegoś zabrakło w procesie. Spróbuj sobie zapisywać te myśli to zobaczysz ogromną różnicę. Zapisywanie działa 100 razy silniej niż tylko samo myślenie. Ja miałam dokładnie to samo. Jak tylko ktoś mi wspomniał o jakiejś chorobie to już koniec 🙂 Burza negatywnych myśli przybierała skalę tornada 🙂

Friday July 23rd, 2021 12:52 PM

Jeszcze chciałam dodać, że wydaje mi się, że chyba każdy człowiek ma takie dziwne, chore, nieprawdopodobne myśli. Tylko różnica między myśleniem nerwicowca a zdrowego człowieka jest taka, że nerwicowiec będzie się nakręcał tą myślą i dogadywał sam sobie “a jeśli to prawda, a jeśli przsz te mysli oszaleję, a jeśli się to sprawdzi” itd. A “normalnie” myślący człowiek zapomni o tej myśli pewnie w 5 sekund. I nie będzie się zastanawiał nad słusznością czy poprawnością tej myśli. Zgadza się? Czy źle myślę? I my sami nakrecamy się, że jesteśmy nienormalni, że będzie gorzej, że skąd takie myśli i koło lęku się zamyka. My sami nadajemy wartość tym myślom 🤔 Ja mam bardzo dużo rozkmin i nie mam z kim się nimi dzielić. Przepraszam, że tak wypisuje 🙈😁

Friday July 23rd, 2021 12:55 PM

Dokładnie tak! Brawo! Więc najlepiej się czymś zająć. Wtedy człowiek nie ma czasu na myślenie.

Saturday July 17th, 2021 12:49 PM

Temat na czasie dla mnie… Pierwsze podejście do leków 15 lat temu. Kilka razy zmiany tabletek i nawet nie dałam rady brać je przez tydzień. Miesiąc temu spróbowałam jeszcze raz. Dwa tygodnie znośnie. Trzeci tydzień myślałam, że się wykończę i tak zakończyła się ” przygoda” kolejna z tabletkami.

Wednesday July 21st, 2021 12:51 PM

Też mam dosyć już mojej nerwicy. Moje nerwicą trwa już z dwa czy lata. Ale były bóle głowy, brzucha i jakieś lęki. Ale nie myślałam o tym specjalnie. Całkowicie ścielo mnie z nóg 9 miesięcy temu. Pojawiło się od jednej natrętne myśli całkiem przypadkiem. I zakrecilam się tak, że nie mam już sił. Chodzę na terapię ale psycholog stwierdził, że bez leków się nie obędzie. Jestem 5 dzień na depralinie i czuje się okropnie. Ból głowy taki, że chce mi ja jakby rozsadzic, mózg zamglony i chodzę jakby była z innego świata.

Friday July 23rd, 2021 11:53 AM

Trzymaj się dzielnie! Co było przyczyną tego, że akurat teraz nerwica się nasiliła? Covid i siedzenie w domu? Gdyby coś to oczywiście zapraszam na konsultację do mnie- wyjaśnię skąd się biorą te natrętne myśli i jak je pogonić. Mi też lekarze wmawiali na siłę leki, ale nigdy ich nie wzięłam. Warunek jest taki, że trzeba wtedy dać z siebie wszystko, aby stawić czoła lękowi.

Friday July 23rd, 2021 12:33 PM

Tak myślę, że pewnie też covid siedziałam sama w domu z dwójką malutkich dzieci 24 h na dobę , mąż kierowca, i momentami czułam że łapie mnie depresja ale walczyłam, aż w końcu czułam już, że tracę cierpliwość do swoich dzieci, z byle powodu się denerwowalam i krzyczałam.potem przychodziły wyrzuty sumienia. I czułam się psychicznie fatalnie, dreczylam się tym i płakałam. I dopadła mnie myśl, że mogę stracić cierpliwość i zrobić im krzywdę. I to mnie tak wyprowadza z równowagi że dostałam różnych leków, boli mnie głowa, czuje się jakbym żyła w innym świecie. Nie umiem normalnie funkcjonować A muszę wychowywać swoje dzieci sama, nikt mnie nie rozumie ani mąż ani rodzina usłyszałam nawet że co mi dzieci zawadzaja. A ja je kocham nad życie i dlatego aż tak bardzo się boję.

Friday July 23rd, 2021 12:54 PM

Jesteś bardzo dzielną wojowniczką! Dwójka dzieci to niezłe wyzwanie. Ja przy jednym czuje jakbym miała trojaczki 🙂 Czerp z tego garściami. Będziesz miała ogromną satysfakcję. Zobacz ile masz mocy w silniku – sama swoimi rękami! Każda mama potrzebuje chwili wytchnienia, żeby się zresetować. Bez tej chwili jest na prawdę trudno trzymać nerwy na wodzy. Może znajdzie się jakaś babcia, koleżanka co przygarnie dzieci na chwilkę? Chociaż u Ciebie w domu, żebyś po prostu napiła się ciepłej kawy ze słuchawkami na uszach haha! Każda mama błaga niebiosa o cierpliwość 🙂 Te bez ataków paniki też. Dzieci to ciężka praca więc nie ma się co dziwić, że samopoczucie może szwankować. A gdzie jeszcze dom, obiady, zakupy, sprzątanie?

Friday July 23rd, 2021 02:20 PM

Dziękuję, każde ciepłe słowo,jest dla mnie otucha. Najbardziej boję się, że kiedy dzieci się kłócą między sobą czy są niegrzeczne ja je upominam, to zaraz się denerwuje, trzese się i pojawiają się myśli, że kiedyś nie wytrzymam i zrobię im coś z tej złości. Sama jestem z dziećmi w domu nadal. Kiedyś przeczytałam na forum, że pewna kobieta miała też takie myśli, dzwoniła o pomoc, i nawet do tej osoby co pisała to na forum, i udusila dziecko. Od tego momentu boję się i myślę, że ja to samo mogę zrobić. Dzieci kocham najbardziej na świecie. I wyrzucam sobie codziennie, że nie mogę nigdzie dzieci zabrać bo się boję czegoś i że jestem zła matka.