Mój związek z bieganiem trwa już od wielu lat. Na początku bieganie było dodatkiem do zajęć kick boxingu. Potem miało za zadanie spalanie tkanki tłuszczowej i uwydatnienia szcześciopaku na brzuchu. Następnie biegałam, bo jakoś tak wszyscy biegali. Aż w końcu bieganie  uratowało mnie w najtrudniejszym momencie mojego życia, gdy zmagałam się z atakami paniki i depresją.

W między czasie zdążyłam zmienić kraj zamieszkania. Zapuścić włosy. Zmienić zawód. Przeprowadzić się. Zmienić chłopaka. A bieganie dalej jest ze mną. Dlaczego? Bo na własnej skórze miałam okazję się przekonać jak wspaniałym jest nauczycielem. Za niecałe trzy tygodnie biegnę w Półmaratonie w Żywcu. Przy okazji pamiętacie post o postanowieniach noworocznych? Podczas tego półmaratonu spełni się jedno z nich. Metę wraz ze mną przekroczy mój wspaniały brat, moja przyjaciółka, mój mężczyzna i jego przyjaciel oraz kilku znajomych. No ale wracając do Półmaratonu w Żywcu…Moja forma nie jest najlepsza. A właściwie najgorsza odkąd żyję. Miałam jakieś okropne choróbsko. Przez 2 tygodnie byłam totalnie osłabiona i kolejne dwa chora. W poprzedni weekend ledwo co dobiegłam do domu po 9 kilometrach, co normalnie nie sprawia mi najmniejszego problemu. W poniedziałek trenowałam podbiegi i kompletnie nie miałam siły. Niczym taki wypompowany balon. Nawet moje nowe buty Sonic Asics Areo nie pomogły. Dopiero wczoraj przypomniało mi się dlaczego tak bardzo kocham bieganie. Wybiegłam na trening, mimo tego, że nie miałam ochoty. Biegłam wolniej niż normalnie, bo nie miałam energii. Ale biegłam. Puściłam sobie nowy kawałek Stevena Taylera Red, White & You i tak sobie truchtałam do przodu. Może na mecie nie stanę pierwsza, ale przecież nie mogę się poddać! Do domu dobiegłam cudownie odprężona, radosna w duszy i zmotywowana. Znów poczułam tą lekkość w umyśle i dlatego właśnie bieganie jest ze mną przez całe życie. Nie biegam, bo chcę szybko dotrzeć do mety. Biegam, bo sam fakt, że do mety trzeba dotrzeć jest wspaniałym nauczycielem. To nie medal na szyi sprawia, że kocham bieganie. Kocham bieganie, gdyż mety jest długa droga, która może wiele nauczyć.

Czego nauczyło mnie bieganie?

 

Bieganie nauczyło mnie, że ciężka praca się opłaca.

 

Nikt nie pobiegnie za Ciebie. To Ty musisz dobiec do wyznaczonego celu. Trenując z głową Twoje ciało odpłaci Ci się lepszym wynikiem, smukłą sylwetką i radosną duszą. Nie ma drogi na skróty. Najpierw musisz biegać 3 km, żeby stopniowo zwiększać dystans. Bieganie jest miarą Twojego zaangażowania. Za sukcesy i porażki odpowiadasz Ty sam. W najtrudniejszych chwilach bieganie może i przerasta, ale w najsłodszych momentach wszystko Ci wynagrodzi. Kiedyś przez trzy miesiące bolały mnie piszczele, bo pracowałam nad prędkością. Każdy krok sprawiał mi ból. Jak zobaczyłam na zegarku 6 minut mniej niż standardowo to zapomniałam, że cokolwiek kiedykolwiek mnie bolało.

Bieganie ma więcej mocy niż ataki paniki, depresja, kłopoty czy zły humor.

 

Bieganie to taki Luke Skywalker. Zawsze pokona ciemną stronę mocy. Jeśli mi nie wierzysz to następnym razem jak będziesz w trudnych chwilach wyjdź na jogging. Jestem pewna, że po 10 kilometrach wrócisz w lepszym nastroju. Gdy walczyłam z atakami paniki często zaczynałam biec z płaczem. Po kilku kilometrach zły nastrój odpuszczał. Nie można biec i płakać tak samo jak nie można podrzucać piłeczek i recytować wiersza w tym samym czasie. To sprzeczna informacja dla umysłu. Bieganie kojarzy się z radością, wolnością, dobrym nastrojem i endorfinami. Ktoś kto ma zły humor siedzi przygarbiony, pokurczony i gapi się w ścianę. Jeśli umysł nie potrafi sam się nastroić na dobry nastrój – zmuś go bieganiem!

(I nie chcę słyszeć na konsultacjach  „Sabina biegam trzy tygodnie po 2 kilometry i to nie działa”. Prawdziwą moc działania poczujesz, gdy będziesz w stanie biec przez co najmniej godzinę!)

 

Aby zacząć wystarczy jeden krok do przodu.

 

You heard me! Jedyne co musisz zrobić to postawić krok do przodu. A za nim następny. I kolejny. I jeszcze jeden. Nie musisz mieć karnetu, ani żadnych urządzeń. Jeden mały krok do przodu może zaprowadzić Cię do maratonu. Czyż ta perspektywa nie brzmi wspaniale? Nie musisz mieć żadnej techniki, żadnych umiejętności czy predyspozycji. Jeśli masz dwie nogi – możesz biegać (a są i tacy co biegają bez). Przy okazji nauczysz się wytrwałości, bo w bieganiu wytrwałość to klucz do sukcesu. Trzy tygodnie bez biegania i już kondycja pada. A nikt nie lubi cofać się i zaczynać od początku.

 

Bieganie da Ci pewność siebie

 

Każdy kto ma tyle motywacji, by trenować w śniegu, deszczu i upale jest wielkim człowiekiem (a przynajmniej w mojej opinii). Gdy widzę biegaczy, którzy trenują we wczesnych godzinach porannych mam ochotę do nich podbiec i pogratulować im. Jeśli możesz przebiec półmaraton czy maraton (a zaczynałeś od 2 kilometrów) to aż strach pomyśleć czego jeszcze możesz dokonać…

Dodaj komentarz

 

14 komentarzy

27/02/16 11:52

Zgadzam się ze wszystkim Kochana Sabi:) mam tak, że jak pobiegam w deszczu/śniegu/mrozie to wracam bardziej dumna i szczęśliwa niż gdyby było słonecznie i ciepło, dlatego warto biegać, zawsze:)

27/02/16 14:13

Ja zaczęłam biegać właśnie dzięki Niepanikuj

27/02/16 19:29

Ja po bieganiu wracałam wypruta. Do tego czułam ze chudnę a tego najbardziej nie chciałam. Więc by biegać szczególnie gdy jest się szczuplotą trzeba naprawdę wiedzieć jak się odżywiać.

28/02/16 10:37

Zgadzam się z Ania . Jak się chce biegać to trzeba dużo i zdrowo jeść!

29/02/16 10:34

Ja jestem bardzo szczupła, biegam po 20km tygodniowo i nie chudnę bo bieganie wręcz wzmaga apetyt na wartościowe i odżywcze jedzenie, a do tego organizm dotleniony i sprawny:) polecam zjeść dużo orzechów, banana i trochę gorzkiej czekolady i iść pobiegać około godzinki, nie spalisz aż tyle energii by schudnąć…a wręcz odczujesz korzyści, tylko daj sobie szansę:) życzę wytrwałości!

29/02/16 18:00

EVE jem dużo orzechów, bananów, gorzkiej czekolady itp.A waga ani drgnie więc dla każdego coś innego; ) Pozdrawiam.

29/02/16 11:56

Wbrew pozorom wcale nie tak łatwo zrzucić wagę bieganiem. Dla przykładu jeden wybieg 3 km (około 30 min) czyli około 120 kalorii – to jak połowa bułki z masłem i serem lub jeden banan. Ja biegam 4 razy w tygodniu po 1 h, a i tak to wciąż za mało. Jak miałem brzuch tak mam. Nie spadłem ani grama. Ile razy w tygodniu biegasz po ile km? Może muszę zastosować Twoje parametry. Chętnie zgubię parę cm w pasie przed latem.

29/02/16 15:44

No dokładnie:) w innym wypadku zawodowych biegaczy nie byłoby widać, tacy byliby chudzi 😉

29/02/16 18:33

Kurde, a moja oponka ani drgnie 🙂 Uparta bestia 🙂

29/02/16 17:58

Tomek to pokazuje, że każdy z Nas jest inny:)

29/02/16 18:57

Każdy reaguje inaczej i każdy ma inny organizm 😉

29/02/16 14:07

wspaniały wpis. polecam wszystkim zaczynającym przygodę z bieganiem i za rok widzimy się na jakimś pko półmaratonie 😉

29/02/16 14:17

Hej, tylko szukaj Niepanikuj w tłumie i przybij 5!

29/02/16 22:09

Właśnie trafiłam na ten blog! Czuję się fantastycznie. Przeczytałam od deski do deski. Tyle tu inspiracji. A Ty taka zdrowa i zarażasz energią. W końcu mam namacalny dowód, że można zwalczyć lęk!