Moje (drobne) sposoby na stres

SONY DSC

Każdy z nas stresuje się w mniejszym lub większym stopniu. Ja również się stresuję, ale konsekwentnie pracuje nad swoimi słabościami. Życie w XXI wieku jest ciężkie i nie zawsze można natychmiastowo robić to o czym się marzy. Zanim uda nam się wprowadzić długofalowe i ograniczające stres zmiany w życiu, warto zacząć od tych małych. Nawet te najmniejsze pozwolą nam odzyskać choć trochę równowagi i spokoju ducha. Oto moje “drobne sposoby” na stres:

 

Nie wykonuję, żadnych obowiązków zanim się nie rozbudzę

Nigdy, ale to nigdy nie sprawdzam maila, nie rozwieszam prania, nie myję garów, zanim nie zrobię śniadania i się nie rozbudzę. Umysł potrzebuje spokojnego przyswojenia rzeczywistości. Poranne wykonywanie obowiązków wprowadza chaos i niepokój. Ponadto zajmuje czas, który można poświęcić na szykowanie śniadania lub spokojne rozmyślanie o nadchodzącym dniu z filiżanką ziołowej herbaty w dłoni. To naprawdę działa i każdy z nas może stosować tą zasadę. Mamuśki też! Wystarczy wstać 20 minut wcześniej.

 

Nie wychodzę z domu bez listy zadań

Większość ludzi planuje na cały dzień zbyt wiele rzeczy i w rezultacie codzienna rzeczywistość zaczyna nas przytłaczać. Godziny przeciekają między palcami, a sprawy, które chcieliśmy załatwić, zostają wpisane na wirtualną listę TO DO. Lista zadań pozwoli uporządkować dzień i zapanować nad chaosem. Gdy wpisujemy na niej sprawy do załatwienia, widzimy na co realnie nas stać w ciągu godzin jakie mamy do dyspozycji. Możemy w góry ustalić co możemy wykonać w danym dniu. Nagromadzone obowiązki i   zbyt intensywne dni wysysają z człowieka energię i odbierają chęci do życia. Warto działać z listą i rozsądnie rozkładać nakład obowiązków na dany dzień.

 

Jak mam wolne to mam wolne

Praca w korpo, własna firma, mieszkanie, organizacja wesela, dzieciak, piesek, wieczne korki i gazyyyylioon obowiązków – sama nie wiem jak ja to robię 🙂 I wcale nie narzekam. Mam tysiące zainteresowań i wciąż gdzieś biegam, ćwiczę, jeżdżę, chodzę, smakuję. Wszystko jest kwestią organizacji. To naprawdę da się zrobić. Trzeba tylko wyłączyć Fejsa i telewizor, bo to one konsumują najwięcej wolnego czasu zestresowanego człowieka. No właśnie – w kwestii organizacji. Ja zorganizowałam się tak, że jak mam wolne to mam wolne. Mogę pracować po 16 godzin dziennie, ale zawsze mam 1 lub 2 dni, gdzie ograniczam swoje zadania do tych absolutnie niezbędnych. Można pomyśleć, że przez te 2 dni przerwy może nawarstwić się tyle obowiązków, że potem nie dam rady ich ogarnąć. Jednak w rzeczywistości działa to tak, że wypoczęty system nerwowy to wydajny system nerwowy. Gdy jesteśmy wypoczęci i mamy „świeży” umysł to damy radę zrobić dużo więcej! (i z  większą ochotą).

 

 

Nie zapominam o praktykowaniu wdzięczności

Dr Robert Emmons, psycholog z Uniwersytetu Kalifornijskim w Davis przez wiele lat obserwował, jaki ma wpływ na nasze życie praktykowanie wdzięczności. Według jego badań ma ono realne przełożenie na poczucie szczęścia i spełnienia. Ja praktykuję wdzięczność każdego dnia. Doceniam małe rzeczy, które mnie otaczają… Kawę na sojowym, słodki pyszczek Suzie, moje potargane Conversy, curry z brukselką z dyni w Lifemotiv czy to, że mam Niepanikuj co jest spełnieniem moich marzeń! Dzięki praktykowaniu wdzięczności zwiększam poziom mojej energii życiowej i odczuwam satysfakcję z życia. Odkryłam, że w nawet najcięższych warunkach to ja zarządzam moją codziennością i to właśnie ode mnie zależy jak wygląda mój dzień. Zwyczajnie cieszy mnie doświadczanie i pokonywanie kolejnych wyzwań, jakie los przede mną stawia.

 

Odrywam świat

Ataki paniki sprawiły, że z przebojowej osoby stałam się bardzo strachliwym człowiekiem. Bałam się wszystkiego co nowe i nieznane! Nawet takich banalnych rzeczy jak jazda na rowerze bez trzymanki! A przecież właśnie uczenie się nowych rzeczy rozwija otwartość na zmiany i odwagę. Dlatego codziennie robię coś, czego jeszcze nigdy w życiu nie robiłam. I cieszę się tym, że mogę się uczyć.

Czasami jest to umycie zębów lewą ręką czy pójście do pracy inną drogą. A czasami spróbowanie nowej potrawy, pójście na nowe zajęcia fitness, ugotowanie czegoś dobrego czy obejrzenie ciekawego dokumentu. Ataki paniki nauczyły mnie chodzić własną drogą, a nie podążać za tłumem. Poszerzyły mój punkt widzenia do tego stopnia, że gdy wszyscy mówią „nie da się i nie można” to ja mówię „z chęcią spróbuję”. Poszerzanie punktu widzenia powinno się nam wpajać od najmłodszych lat. Łatwiej przyswajać matematykę wiedząc, że dzięki tej wiedzy mogą przykładowo powstawać mosty. Nikt mi nigdy w szkole tego nie powiedział, a matematyka była dla mnie najbardziej bezsensownym przedmiotem na świecie.

Spróbujcie sami…Wejdźcie na TEDEd Tam w ciągu 5 minut odkryjecie coś ciekawego. A potem na Squareknow gdzie można  się dowiedzieć jak zrobić coś ciekawego, pysznego i pięknego.

 

Nie zapominam o innych

Wiecie co jest pierwszą czynnością, którą robię jak dostaję wypłatę? Od razu przelewam parę groszy na chorego psiaka lub kupuję flamastry do domu dziecka  Każdy gest, nawet najdrobniejszy… zmienia świat… czyjś świat. Gdyby wszyscy ludzie przeznaczali zaledwie złotówkę ze swojej wypłaty na schroniska dla zwierząt to wszystkie zwierzęta na całym świecie mogłyby żyć w godnych warunkach. Pomagać może każdy. I nie trzeba mieć zasobnego portfela, aby nieść pomoc. Wystarczy dobra wola i odrobinę chęci. Każdy ma coś co może dać innym. Nawet drobne rzeczy mają ogromne znaczenie. Nie mając nic do podarowania nadal można nieść pomoc przez przykładowo zgłoszenie nielegalnej hodowli, która trzyma zwierzaki w nieludzkich warunkach lub unikanie produktów zawierających olej palmowy. Nie mając grosza przy duszy, można zapisać się na wolontariat  czy nauczyć kogoś czego co sami potrafimy.

 

Na co dzień jesteśmy skupieni na sobie, swoich potrzebach, swoich sprawach. Często nie zauważamy innych, ich problemów i ograniczeń. Wówczas to, co nas dotyka, odbieramy jako gigantyczne problemy, z którymi nie można sobie dać rady. Trzeba zawsze patrzeć na tych, którzy mają gorzej – to pomaga docenić to, co się samemu posiada. Pomagając innym w rzeczywistości najbardziej pomagamy sobie. Gdy miałam ataki paniki to najlepszym lekarstwem na moją chorą i rozżaloną duszę okazał się właśnie wolontariat. Moje (jak mi się wydawało) ogromne problemy w porównaniu z problemami innych stały się taaaakie malutkie. Ja przynajmniej miałam gdzie spać.

 

 

Najbardziej aktywnych czytelników zapamiętuję i nagradzam! Jak być aktywnym czytelnikiem?

Zostaw komentarz, udostępnij artykuł, dołącz do mnie na Instagramie, YouTube, Facebooku i koniecznie zapisz się na newsletter!

Newsletter

Bądź na bieżąco! Otrzymuj zniżki, zgarniaj gratisy i wygrywaj nagrody.

Co myślisz o tym wpisie?

Udostępnij

Zajrzyj do sklepu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 

12 odpowiedzi

  1. Ja mam teraz dużo na głowie, ogólnie studia, pisanie pracy magisterskiej, praca, planowanie ślubu. Nie nudzę się od wielu miesięcy WCALE. A czasami lubiłam się ponudzić…ataki paniki poszły w las. Ale czy uciekły na zawsze to nie wiem. Na pewno jest pod tym względem o wiele lepiej 🙂 m.in dzięki wcześniej temu blogowi. Teraz już nie czytam nowych wpisów, bo ich nie wykupuje, nawet jakbym wykupiła to by się może zmarnowały, bo nie miałabym czasu często tu regularnie zaglądać. Tak pewnie to wina nie za dobrej organizacji. Pomogłam też ja sama sobie. Nagle zdałam sobie sprawę z kilku rzeczy. Niektóre nawet drobne wydarzenia w życiu mogą nam nagle pokazać……, że niektóre rzeczy nie muszą być tym na co wyglądają. Wszystko zależy od podejścia. Owszem ataki paniki są straaaaszne czujemy się wtedy okrrrropnie, nawet okropnie to za małe słowo. Ale z drugiej strony gdy spojrzymy na to inaczej…. no to co się wtedy dzieje? W sumie nic (mimo, że w środku jest wojna). Trzeba zostać na polu bitwy i przeczekać w bezpiecznym miejscu. Lepiej w bezpiecznym miejscu, bo gdy ja kiedyś miałam ataki paniki to jak szłam to byłam w takim roztrzęsieniu, że bym mogła nawet pod samochód wejść. Negatywne myśli staram się też ograniczać.

    1. Czadowo! Marzę o tym, abyś już nigdy nie wykupiła Premium 🙂 Trzymam mocno kciuki!

  2. Ja zanim się rozbudzę to rozpalę w piecu, nastawię pranie, pościelę łóżko, ogarnę siebie i pokój i dopiero idę na śniadanko. Chyba robię to po to by odpuścił trochę lęk i bym trochę zgłodniała bo rano mam słaby apetyt :/. Zawsze jem śniadania ale fajnie jakbym jadła tyle co na kolację. Praktykuję wdzięczność tak naprawdę od kilku lat. Nie zapominam o innych i zgodzę się pomagać można w różny sposób. Ja oddaję ubrania w których już nie chodzę albo dekoracje, które nie są mi potrzebne. Zbieramy resztki jedzenia i oddajemy sąsiadce, która ma co dać jeść świnkom. Sabi Ty masz dzieciaka ?;)

  3. A jaka rada na nieżyczliwe koleżanki w pracy .Pracuje w takiej ekipie gdzie każdy każdego obgaduje i czeka tylko na czyjeś potkniecie żeby było o czym gadać.Co dziennie słysze uwagi że niemam dzieci to powinnam być codziennie uśmiechnieta,pełna energi a najlepiej robić za nie bo one maja dzieci ( wiecie najbardziej płacza te co maja dzieci na studiach heh) i sa strasznie zmęczone .I jak one sie obijaja to jest ok ale jak ja czasem coś zawale to jest afera i szeptanie po kątach że niedość że wygodna w życiu to jeszcze w pracy .Staram się odpierać te ataki ,ale zauwarzyłam że mnie to pużniej strasznie nakręca i póżniej moje nerwy już szaleja kiedy musze do tej pracy iść.

    1. Weronika, to że ktoś coś mówi to nie oznacza, że tak jest. O mnie rodzina mówi, że jestem “wybredna”. A ja jestem doświadczona, a nie wybredna. I przykładowo, gdy idę do restauracji i serwują mi sałatkę grecką z serem feta, a dadzą tam ser feto podobny to jest dla mnie oczywiste, że za coś takiego nie zapłacę. A dla kogoś kto nie jadł prawdziwej fety nie zrobi to różnicy. Trzeba patrzeć na takich ludzi z wyrozumiałością i starać się zrozumieć ich ograniczony punkt widzenia. Koleżanki same zrozumieją, jak znajdą się w podobnej sytuacji do Twojej.

    2. Weronika ja takie sytuacje olewałam. Gdy pracowałam jeden z moich pracodawców miał coś do mnie ale nigdy nie powiedział o co mu chodzi. Nigdy nie odpowiadał na moje Dzień dobry. Miałam totalnie to gdzieś i z uśmiechem każdego dnia mówiłam mu Dzień dobry i miałam czyste sumienie, że zachowuję się ok. Rób swoje i tyle 🙂

  4. I jeżeli czasem zdarza sie jakies przeciwnosci, to nie wolno sie zniechecac, tylko dzialać dalej prawda? 🙂

  5. Wreszcie zrobię cos dla siebie :-). we wtorek pakuje walizki i jadę na 3 dni do spa. Zostawiam dzieci babci i jadę nabrać energii do źródełka. Ale już pewnie wiecie co dalej…. Zaczęły mnie brać wątpliwości. Po pierwsze jadę z towarzystwem które mało znam, jedziemy razem pierwszy raz. No i czy ja dam radę tam naprawdę odpocząć, czy będę się potrafiła zrelaksować a nie tylko myśli w głowie….
    Aaa nie będę musiała prowadzić auta, zawiozą mnie 🙂

„Triki na ataki paniki”

Moja historia. Jak pokonałam nerwicę lękową?

O mnie

Podczas mojej przygody z nerwicą lękową inspirowałam się badaniami i wskazówkami z pism naukowych takich jak Science czy Nature oraz metodami treningowymi jednostek specjalnych. Nie brałam leków i nie korzystałam z terapii. Od 8 lat otaczam opieką mentorską swoich klientów i pomagam im rozwijać kompetencje niezbędne do walki z nerwicą lękową bez leków.

Newsletter

Informacja o Cookies

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Zaakceptuj, by korzystać z serwisu.