Lęk wolno płynący się nasila i słabnie. Dlaczego tak się dzieje? Co warto o nim wiedzieć i jak go rozpoznać? Co zrobić, gdy przybiera na sile? Po kilku miesiącach zmagania z nerwicą nie miałam już typowych napadów paniki, ale ciągle towarzyszył mi lęk wolno płynący i nie wiedziałam jak sobie z nim radzić oraz czy to jest normalne. Myślałam wtedy, że już zawsze tak będzie. Fakt, że lęk wolno płynący się nasila, traktowałam jako dowód, że nerwica nigdy nie minie.

SKĄD SIĘ BIERZE LĘK WOLNO PŁYNĄCY

Wyobraźmy sobie, że w naszym mózgu żyją dwa gangi. Jeden dobry, a drugi zły. Oba, każdego dnia biorą udział w wyścigu. Ścigają się do mety, gdyż tam znajduje się pożywienie i woda. Gangi biorą energię do biegu z tego o czym myślimy. Jeśli myślimy o czymś przyjemnym to dobry gang ma siłę, by biec. Jeśli natomiast toksyczne myślenie dominuje, to energię zabiera zły gang. Ten, który pierwszy dobiegnie do mety, zdobędzie pożywienie, rozmnoży się i następnego dnia stawi się na linię startu liczniejszą grupą.

Dla osób, które już mają trochę wiedzy na temat nerwicy, oznacza to, że ich samopoczucie będzie gorsze i pojawi się lęk wolno płynący.

Dla osób, które dopiero raczkują w temacie nerwicy, oznacza to, że może pojawić się gorszy dzień z pełnym spektrum objawów oraz atakami paniki.

JAK OBJAWIA SIĘ LĘK WOLNO PŁYNĄCY

U każdego lęk wolno płynący objawia się inaczej. Osobiście odczuwałam dziwny niepokój od samego rana. Często kiepski poranek, poprzedzały nocne pobudki ze szczękającą szczęką ze strachu. Nie miałam takich pełnych ataków paniki z palpitacjami serca, ale miałam wrażenie, że ciągle jestem o krok od napadu paniki. Najgorzej czułam się od godziny 6 rano do około 9. W ciągu dnia stan napięcia nie mijał. Dopiero późnym wieczorem trochę luzował, ale zwykle byłam już taka wykończona, że najzwyczajniej chciało mi się płakać. W takie dni byłam przewrażliwiona na wszelkie doznania związane z moim ciałem i bardzo zwracałam uwagę na to jak się czuję. Objawy jakie miałam najczęściej to: ból głowy; wzmożone pragnienie; ściśnięty żołądek; rozbiegane myśli; niechęć do życia; kiepskie samopoczucie; różne bóle ciała; wrażenie, że za chwilę oszaleję i stracę nad sobą kontrolę.

KIEDY LĘK WOLNO PŁYNĄCY SIĘ NASILA

<<<< Dalsza część tekstu dostępna jest w ramach Dostępu Premium. Przeczytaj Jak zamówić Dostęp Premium KLIK  Co to jest Dostęp Premium KLIK >>>>

 

Wykup Dostęp Premium i czytaj bez ograniczeń

Odblokuj dostęp premium »

Nielimitowany dostęp do
wszystkich treści na blogu

Koszt 39 pln za miesiąc
(bez umowy na rok)

Dodaj komentarz

 

8 komentarzy

11/05/21 09:45

Bardzo lubię Twoje wpisy. Zawsze się po nich uspokajam. Akurat ja również zmagam się z lękiem wolno płynącym i nakręcałam się, że jestem chora psychicznie.

11/05/21 09:48

Cieszę się 🙂

11/05/21 09:47

Ten blog to odkrycie roku! Więcej mi pomógł niż cztery lata terapii. Mam już zapisane 4 zeszyty panikowicza i lęk wolno płynący opadł o około 60 procent. Mam go znacznie mniej. Dzięki Sabina!

11/05/21 09:48

Gratulacje!

12/05/21 13:09

Jakbyś czytała w moich myślach z tym wpisem. Wczoraj w ramach mojego koszyka odbyłam pierwszą lekcję poole dance. Moje emocje sięgnęły zenitu. Było zajebiście i oprócz poobijanych nóg nadmiar adrenaliny uaktywnił się niestety w nocy…..przebudzałam się niespokojnie ale racjonalnie tłumaczyłam sobie , że to nie atak paniki tylko reakcja na wczorajszy zastrzyk euforii .
Zapisuję jak radziłaś właśnie takie sytuacje i wracam do nich. Mechanizm się powtarza . Ćwiczyć, ćwiczyć i zacząć żyć.

13/05/21 07:25

Ty jesteś Małgosia Machina! Kobieta dynamit. Już nie mogę się doczekać co się będzie działo za miesiąc lub dwa. Pewnie noga za głowę i szpagat 🙂

15/05/21 11:59

Sabina , to tylko dzięki Tobie 🙂
To my jesteśmy kowalem swojego losu . Nie chcę mieć czasu na nerwicę , nie chcę mieć czasu na zamartwianie się . To nie ma sensu. Jeszcze daleka droga przede mną ale zaczynam dostrzegać powtarzające się błędy i schematy.
16 lat temu, sama po kilku koszmarnych latach , bez niczyjej pomocy wyszłam z bulimii. Byłam cholernie zdeterminowana , a było ciężko , mega ciężko. Drugim moim traumatycznym przeżyciem była fakt , że przez niemal całe życie bardzo głęboko mdlałam podczas pobierania krwi. Umierałam ze strachu już tydzień przed wizytą w laboratorium. Od trzech lat co miesiąc chodziłam na pobranie krwi , aby oswoić się z problem, przekonać się , że to tylko mała igła, nie ma czym się stresować …..No i się udało. Dzisiaj, wiem – idąc na pobranie krwi- że nie zemdleję, nie trzęsą mi się kolana, nie mam drgawek, nie boli mnie brzuch , nie kołacze mi serce…..
Wierzę, też że przestawienie swojej głowy , oduczenie się pewnym schematów, skierowanie myśli na pozytywy, skupienie się na pasjach, nowych rzeczach, sprawi że tak jak Sabina piszesz, dokarmię swój DOBRY GANG i nerwica pójdzie w cholerę!

16/05/21 13:47

Małgosia jesteś wielka.